Język angielski

Jes, aj spik inglisz

Afrykaner, Irlandczyk i Anglik. Pierwszy brzmi jak rozgorączkowany Vodyanoi. Pozostałych można zrozumieć.

Każdy chyba ma kogoś w gronie znajomych, choćby tych z FB, którzy gdy tylko popełnisz błąd typu: berth/birth, wyłożą ci jak bardzo słabo znasz język angielski. Uwielbiam też wykłady jak słaby jest mój „angielski akcent” (sic!) i demonstracje jak powinno się wymawiać słowa we właściwy sposób. Ciekawe czy chodzą też po Katowicach czy Zakopanem i pouczają ludzi jak mówić po polsku?

Nie mam pojęcia skąd bierze się ta dziwaczna maniera czepialstwa o akcent. W samej Polsce mamy taką różnorodność, że stwierdzenie „polski akcent” zaczyna być dziwne. Podejrzewam, że wynika to z trochę biernej znajomości języka. Najrzadziej – na podstawie moich obserwacji – czepiają się osoby, które były w UK/USA/Australii/Kanadzie czy innym kraju, gdzie szkolne umiejętności zderzyły się z codziennością. Nie mówiąc już o tym, że angielski jest również językiem urzędowym np. w Zimbabwe Jednak nie podejrzewam by obywatele tego kraju mówili niczym Szekspir.
Właśnie ci podróżujący wiedzą najlepiej – że nie ma co się czepiać.

Ci zaś, którzy może raz skorzystali ze swych może i piątkowych ale szkolnych umiejętności – przyczepią się do każdego. Mają po prosu lekko spaczone wyobrażenie o tym jak brzmi język obcy.

 

Na koniec: Afrykanerzy to określenie białych mieszkańców miedzy innymi RPA. Na co dzień posługują się Afrikaans, dzięki czemu jeszcze trudniej ich zrozumieć, niż przybyszów ze Szkocji czy Anglii. Wujek google powie wam więcej 😉

Przydawka
  • co?
  • Przydawka. Co to jest przydawka.
  • A skąd ja mam k**** wiedzieć co to jest przydawka?

Gdy ktoś zwraca mi uwagę na brak „brytyjskiego” akcentu i niepoprawne wymawiane słów w języku angielskim, pytam co to jest przydawka. 90% speców nie ma pojęcia jakie są części mowy w języku polskim. Ja po prawdzie też nie pamiętam już bardzo dokładnie rozbioru zdania albo nie potrafię na zawołanie zbudować zdania podrzędnie złożonego okolicznikowego czasu.

Poprzedni blog prowadzony był również właśnie w języku angielskim. Uwag do treści nie było. Trzeba jednak przyznać, że wiele osób czytało to od deski do deski, gdyż inaczej nie wyłapali by błędów np. w połowie trzeciej strony. Dręczmy mnie tylko, czy nie robili tego aby znaleźć właśnie jakąś literówkę, błędne zastosowanie czasu np. przeszłego zamiast zaprzeszłego i tak dalej.

Spytajcie o przydawkę. Albo niech opiszą różnice między homofonem a homografem. Delikwent odczepi się szybciej jeśli dodatkowo jest homofobem 😀

Intencje

Jeśli ktoś zwraca mi, czy tobie uwagę na coś co robisz źle, to samo w sobie nie jest „hejt”. Jest to nawet pomocne. Jednak jeśli ktoś nie ma żadnej uwagi do merytorycznej strony tekstu czy wypowiedzi a czepia się o to, że będąc Polakiem, nie wymawiam słów jak ludzie, których rodziny od zawsze mieszkały w Londynie to jest to zwykłe dopierdalanie się. 

Znane jest to nie tylko w kwestiach językowych, ale wielu innych. Np.

  • fotografii – fota byłaby lepsza z pełnej klatki, bo widzisz ja mam i mnie stać
  • kulinariów – wątpię, żeby potrafił robić prawdziwy ramen bo tego nikt nie potrafi tylko JA
  • sportu – jestem wprawdzie bardzo guby/a alb mój brat/kolega/własna wyobraźnia jest trenerem personalnym.

W języku działa to na podobnej zasadzie: potrafię ładniej wymówić „comfortable” tym samym mam więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia.

Cudze porażki

Są też osoby, które nie mają wobec nikogo dobrych intencji – przykład. trenujesz sobie, podchodzi trener i mówi: „wiesz co, uważaj, bo uszkodzisz plecy, pomogę ci wykonać to ćwiczenie – efekt będzie lepszy i nic sobie nie zrobisz” a jedynie budują poczucie własnej wartości na cudzych porażkach. Należy się ich wystrzegać tak samo jak kół wzajemnej adoracji.

Jeśli natomiast robicie coś z zakresu sztuki, języka, kulinariów i może nawet nie wychodzi wam to dobrze, ale o tym wiecie i robicie by się uczyć: to to róbcie.

 

jak zacząć z fotografią

Jak zacząć fotografować

Jak zacząć fotografować?

Body

Przede wszystkim potrzebujesz co najmniej pełnej klatki. Co najmniej! W zasadzie bez topowego Nikona, Canona czy Sony nie masz po co brać się za fotografię. I tak niczego nie osiągniesz. Pamiętaj o tym kupując swój pierwszy aparat. Tylko FF da ci właściwą głębię ostrości, bez której w profesjonalnej fotografii ani rusz. Właśnie wydałeś równowartość fajnego autka 😉

Obiektywy

Tylko stałki 1.2 albo lepiej 1.0. F. Bez tego nie powinieneś nawet myśleć o fotografowaniu. Przecież, twoja fotografia jest tak dobra jak bokeh, który uzyskujesz poprzez swoje wypasione szkło. W końcu chcesz się zająć na poważnie fotografią i wiele razy słyszałeś, że to nie aparat robi zdjęcia, ale bez dobrego aparatu wraz obiektywem ani rusz. Kup coś z górnej półki, żeby mieć ostre tylko oczy, reszta w cudownym bokehu.

Ekran i piec

Kup Ezio albo LaCie. Przecież chcesz mieć idealnie odwzorowane barwy? Właśnie. Leć i kup topowy monitor jaki stosuje czołówka fotografów na świecie. I koniecznie Mac! Przecież, nie jesteś byle kim, na Windzie nie dasz rady skonfigurować czegoś tam, przez co twoje foty nie uzyskają należytego odwzorowania! Musi to być naturalnie wersja z Ci7, 16 giga ramu. Praktycznie nie masz co brać się za retusz fotografii na jakimś pospolitym AMD czy nawet Ci5. I gdzie bez tego ramu?! Przecież potrzebujesz 16 na sam komfort startu systemu. Teraz drugie tyle do pracy.

Kalibrator

Udam, że nie słyszałem.

Kalibrator aparatu

Że co to jest?

Ile za to?

Potrzebujesz około 100 000 złotych żeby zacząć. Potem możesz już fotografować. Biorąc pod uwagę, że topowe aparaty potrafią kosztować 25 000 zł, ostateczna kwota może zbliżyć się jednak do ceny bardzo dobrego samochodu.

Pół żartem już było, teraz na serio

Jeśli zaczynasz przygodę z fotografią będziesz biegał za sprzętem. Będziesz zazdrościł ludziom, którzy siedzą w tym od lat ich wypasionego szpeju i sarkał, że ty nie masz jeszcze tego wszystkiego.

Pozwól sobie zacząć. Odkryj co chcesz robić. Pracuj. W końcu zdobędziesz cały sprzęt jaki ci się marzy. Tak, aparat i obiektyw są ci niezbędne. Jednak jeśli zafiksujesz się tylko na tym okaże się, że gdy ktoś zapyta „Pokażesz jakieś zdjęcia?” nie będziesz miał nic do pokazania 🙂

 

 

fotograficzne poszukiwania

Nauczyć fotografować

Co właściwie znaczy nauczyć fotografować? Zasady kompozycji wystarczą? Warsztat to koniec drogi? A może to coś więcej? Spotkałem kilka osób, które choć technicznie świetne, bazowały tylko na tym co wymyślił ktoś inny. Nie było w nich za grosz własnej ciekawości, chęci szukania. To chyba nie o to chodzi, by mistrzowsko naśladować.

Continue reading

inspiracja w fotografii

O inspiracjach

Inspiracja w fotografii

Wpis wysoce subiektywny oparty na własnych pomysłach i przemyśleniach!

Czy potrzebna jest inspiracja w fotografii?
Ktoś powiedział, że „inspiracja jest dla amatorów a fotograf szuka światła”.
Bez dobrego światła nie ma fotografii. Zgoda. Pod warunkiem, że jesteś impresjonistą.
Idealna fotografia to światło, kadr i temat. Natomiast nie ma żadnych wytycznych co to jest dobry kadr, światło i temat.

A co robić gdy brak nam motywacji do chwycenia za aparat? Co wtedy robić? Przecież zniechęceni, nie bardzo mamy ochotę fotografować nawet najlepsze światło. Osobiście szukam słów.
Bardzo dużo czytam i czasem nawet fabułę fantastyki próbuję ubrać w temat do fotograficznego eseju.

Dziś – o poszukiwaniu inspiracji na przykładzie autora, czyli moim. Jak wspomniałem, wpis będzie wysoce subiektywny i być może wolicie szukać inspiracji gdzie indziej. O poszukiwaniu motywacji – następnym razem.

Bimber!

Przeczytałem książkę o Jakubie Wędrowyczu. I wiecie co? Marzy mi się reportaż o polskich bimbrownikach. Pomyślcie tylko. Fotograficzna opowieść o wyrobie smacznej, taniej i nie zawsze legalnej wódeczki 😉
Która nie rzadko przewyższa jakością sklepowe wyroby o kilka klas. Za dużo Wędrowycza…za dużo.
W każdym razie wiecie o co mi chodzi. Aparat, bimber i książka na koniec.

ps. To na zdjęciu to tylko atrapa, sfotografowana nieopodal sklepu z whisky gdzieś na Pomorzu. Więc proszę, nie piszczcie że brakuje tego czy tamtego.

 

Ogrody herbaty

Może to rekompensata za to że nigdy nie byłem w Japonii?  Gdybym miał szukać bezpośredniej inspiracji – Księga Herbaty, o której już raz pisałem tutaj. Paradoksalnie pomysł zrodził się w Wiedniu, gdy odwiedziłem tamtejszy ogród japoński przy pałacu w Schönbrunn a nie w Polsce. Tutaj najpopularniejszy pawilon mieści się w Pszczynie, w parku zamkowym. Początkowo cykl nosił nazwę „Mała Japonia” ale z czasem przechrzciłem go na „Ogrody Herbaty”, gdyż stereotypowym wręcz elementem japońskiego ogrodu jest pawilon herbaciany.

Brzmi zawile? Cóż, czasem pomysł kształtuje się pod wpływem jednego impulsu a czasem powstaje przez dłuższy czas.

Pnącze bogów i tatuażysta z Tajlandii

Czasem też inspiracja pojawia się po kilku czarkach sake* i dłuższej rozmowie. Nie wchodząc w dane osobowe, jakiś bliżej nieznany mi człowiek który przyplątał się w barze** interesuje się hmmm „alternatywną rzeczywistością”. Dość powiedzieć, że Icke, Reptilianie i Anunnaki. Zdziwiło mnie tylko, że rozumiem o czym w ogóle mówi, ale również mam tendencję do zapuszczania się czeluście Internetu.

W każdym razie wspomniał o rzeczy jaką jest ayahuasca, czyli właśnie pnącze bogów – substancja, którą stosują szamani w Ameryce Południowej, a która ma jakoby poszerzać ludzką świadomość, wyzwalając z okowów fałszywej rzeczywistości. Zasadniczo nigdy nie byłem zwolennikiem rozwiązań instant ale to już dłuższy temat na osobny wpis.

Jednak pomyślcie: wybrać się do Ameryki Południowej, szukając współczesnych szamanów, którzy oferują „zbawienie w płynie”. Czy naprawdę w to wierzą? Którzy z nich z wiarą praktykują rytuały przodków a którzy tylko zbijają walutę, jak kiedyś hinduscy guru, którzy więcej wspólnego mieli z marketingiem niż świętym mężem? Którzy zaś przyjeżdżają tam, bo jednak hinduskie religie nie oferują niczego w dwa tygodnie przez powrotem za korporacyjne biurko a którzy to zwykli miłośnicy ostrego haju? Wszystko na fotografii. Albo na wideo. Ostatnio pragnę poszerzyć pole działań gdyż warto do tysiąca słów w obrazie dodać jeszcze kilka.

Choć w BB mam tatuażystę prosto z Tajlandii – dzięki czemu nie muszę nigdzie jechać 😉

nauczyć fotografii

 

Nie siedź – działaj!

Bez względu na to gdzie będziecie szukać inspiracji – nie siedźcie przed komputerem. Mnie też się to zdarza, święty nie jestem. Zdarza nawet za często. Trzeba wyjść. Wówczas można znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy.

***

 

 

 

 

*czyli ogólnie alkoholu

** raz siedziałem nad rzeczułką i pijąc kapitalistyczny napój z rozgniecionej stonki ziemniaczanej,
poznałem jakąś absurdalną historię. Nie mam pojęcia dlaczego siedzący na leżaczku pan postanowił się nią ze mną podzielić, ale nie był to ani pierwszy ani ostatni raz.

*** miejsce pewnie powszechnie znane we Wrocławiu, ale dla mnie zupełnie nowe 🙂

krytyka fotografii

Krytyka fotografii

Krytyka fotografii

Słowo krytyka kojarzy się jednoznacznie pejoratywnie. Jak kogoś krytykujemy – znaczy wytykamy mu błędy, albo uzasadniamy czemu w naszym mniemaniu to co robi, robi źle. Tymczasem krytyka fotografii to analiza. Krytyka może być w 100% pochlebna.

Autorytet

Przede wszystkim znajdź sobie kogoś, kto będzie dla ciebie autorytetem. Dziś może to być jedna osoba, jutro inna. Wraz z rozwojem będziesz zmieniał zdanie i szukał sobie nowych wzorów. Jednak nie mówię tu o Wielkich Fotografach XX wieku, których może już nie ma między nami. Chodzi mi o osoby, które mogą twoje prace zobaczyć i ocenić. Więc nie mów, że twoim autorytetem jest Ansel Adams albo Helmut Newton. Wiem, że to bezpieczne – ale ci panowie nie żyją i raczej nigdy nie ocenią twoich prac. Natomiast w trakcie wielu festiwali fotograficznych, można spotkać ludzi, którzy są dobrymi, jeśli nie fenomenalnymi artystami i chętnie z tobą pogadają.

Technika

Blind Critiques with Scott Kelby & Matt Kloskowski

O tych panach wspomniałem już ostatnio. Na kanale the Grid dokonują oceny nadesłanych prac. Przede wszystkim zajmują się techniką, postprodukcją. Biorąc pod uwagę, że Scott jest jednym z lepszych autorów książek, dla osób chcących wejść w świat fotografii to chyba nie trzeba już nic dodawać.

Nie oglądam każdego odcinka, ale wydaje mi się że stroną od oceny merytorycznej – i tak będę na własne potrzeby nazywał analizę treści fotografii w dalszej części tekstu. Chyba unikają takiej oceny. Choć to akurat nie jest wada, gdyż z tego co mówią, wyniesiecie więcej niż z jakiegokolwiek forum czy grupy.

Treść

I tutaj mam zagwozdkę. Czy ona jest w ogóle możliwa? Teoretycznie tak, jednak trzeba mieć świadomość, że oddawszy swoje prace do oceny komuś, musisz liczyć się z jego uprzedzeniami. Lub brakiem wiedzy.

Dobry przykład:

krytyka fotografii

Jedna ze zwycięskich fotografii, autorstwa Madsa Nissena (dobrze odmieniałem?) z WPP 2015.

Oblane zostało na portalach fotograficznych opisane niewybrednymi słowy, z których przytoczę tylko te grzecznie, brzmiące że „zboczenia trzeba leczyć psychologicznie ale już lesbijki…ich piękno i wdzięk można pokazywać, wiesz dziewczynki są ok i nie porównuj piękna dwóch kobiet do zboczeń”  Dlatego uważajcie czyimi opiniami się kierujecie. Inaczej może się okazać, że zaniechacie czegoś, co przyniesie wam uznanie w oczach jury WPP 🙂

Komu zatem pokazywać swoje prace? Kogo słuchać?
Jest to pewien problem. Dyskusja o fotografii to rzecz dość trudna. Jeśli chcecie trafiać do szerokiego grona odbiorców – fotografujcie atrakcyjne modelki. Z tatuażami lub bez. To zawsze się sprzeda.
Gdy Burhan Ozbilici fotografował terrorystę, który zamordował ambasadora Rosji – od „fachowców” dowiedział się, że ściany nie trzymają pionu. Fotografujesz faceta z pistoletem. nie trzymasz pionu. Czasem fotografia nie ma niebanalnego kadru, punktu widzenia, ostrości. Czasem jej treść ma większe znaczenie i ładunek emocjonalny niż perfekcja techniczna. I co wtedy?
Ano nic. Zapewne Ozbilici zna zasadę, że „zarówno krytyka i pochwała działają tylko odgórnie”.

A co zrobić z tym fantem?

krytyka fotografii

Albo tym?  Poszedłem i kogoś sfotografowałem. Typowe reporterskie zdjęcie. krytyka fotografii

 

Pułapki myślenia

Aby dokonać oceny a bo ja wiem, obrazów symbolistów, należy mieć w głowie znacznie symboli. Dodać, że we właściwym im kontekście kulturowym? Inaczej jest to niemożliwe. Nawet obrazy impresjonistów wymagają znajomości założeń tego ruchu, nurtu. Bez „czegoś w głowie” nie dopiszesz sobie znaczenia nawet tam, gdzie autor zostawia ci otwarte ku temu drzwi.

Jednak należy pamiętać – i nauczyłem się tego jeszcze zanim sięgnąłem po aparat – że ciągła nauka i ciągłe myślenie to pułapka. Otóż u zarania szerokopasmowego dostępu do Sieci, przesiadywałem na forach poświęconych wschodnim sztukom walki. Ludzie kłócili się tam czy oyama to styl twardo – twardy czy może twardy, z uwzględnieniem gotowania na miękko.

Jeśli spędzi się tam za dużo czasu, to może uciec Ci czas na fotografowanie. Dlatego pomyśl, poczytaj, posłuchaj i idź tworzyć.

 

Vlog – rzecz straszna

Próbowałem nagrać vloga

I został pusty fotel. Tysiąc pytań i seria przemyśleń

Ty się do tego nie nadajesz

Gdybym dostawał 1 grosik za każdym razem, gdy ktoś życzliwy mi to powiedział – byłbym bardzo bogatym człowiekiem. Nie było by mnie tu teraz. Pędziłbym pewnie Bugatti przez Route 66, będącą moją drogą dojazdową.

Trochę przeginam. Ale na willę w Gdańsku i wymarzonego „Indianina” bym miał.
Jednak świat jest skąpy i grosików nie rozdaje. Zatem muszę sobie radzić prozaicznie – pracą.
Nie o tym chciałem wszakże mówić.

Talent a praca

Jestem zasadniczo wyznawcą teorii, że niemal każdy, włożywszy odpowiednią ilość czasu, potu i wysiłku jest w stanie opanować znaczną część aktywności. Czy to malowanie czy to fotografia, piłka kopana czy boks tajski. Nie wyznaję żadnej „predestynacji”, że jeden artystą czy sportowcem się rodzi a inny nie. Jasne, świat jest niesprawiedliwy i jeden rośnie niczym góra a drugi nie specjalnie. Ciała narzucają nam trochę więcej ograniczeń niż umysł.

Krytykancki zwyczaj

Istniej pewna grupa osób, szeroka grupa, która buduje swoje poczucie wartości na porażkach innych. Znacie ich. To takie typy, które stoją nad wami z petem w ręku, gdy przewracacie się po raz tysięczny próbując wykonać jakąś karkołomną technikę i mówią: „Ja się nigdy nie przewróciłem”. I nigdy nie próbowałeś, trzeba dodać.

Są to osoby, które nic nie robią, mało co potrafią i mają cała gamę znajomych w tajnych służbach. No poważnie. Mówisz takiemu, że uczysz się rosyjskiego. On ci na to, że się nie nadajesz, ale jego przyjaciel, kończył uniwersytet w Moskwie –  uczył go sam Puszkin! – zna rosyjski lepiej od Rosjan* Pytasz któż to. No nie może powiedzieć, bo obiecał zachować tajemnicę.
Pewnie pracuje w GRU i znał Suworowa.

I nie specjalnie przy tym koloryzuję. To jest tak nagminne, że robiąc kropkę w notesie za każdym razem gdy to słyszę – aaa bo widzi pan, mój syn pracuje dla dużych domów mody, ale nie mogę powiedzieć jakich, bo to tajemnica – robił kropkę w notesie miałbym niebieskie wszystkie strony.

Siły na zamiary i pewność siebie

Nie mam kaloryfera. Dlatego nie startuję w zawodach kulturystycznych. Ale już w fotograficznych zdarzało się coś wygrać. Są takie czynności, takie jak fotografia właśnie, gdzie nie trzeba specjalnie się przejmować cudzą opinią i po prostu próbować. Jak wleziesz na ring bokserski bez przygotowania – będzie boleć. Jeśli nie wygrasz konkursu fotograficznego – to ich największa zaleta, ich się nie przegrywa, można tylko wygrać – absolutnie nic się nie stanie.

Ja na przykład porzuciłem fotografię mody. Uległem pokusie, próbowałem. Jednak obecnie tego nie robię. Z wielu powodów, głównie dlatego że jednak tego nie lubię.

Upierdliwiec a konstruktywna krytyka

To drugie pojęcie, to Święty Graal fotografii. Można ją spotkać bardzo, bardzo rzadko. Scott Kelby prowadzi „jutubowy” kanał The Grid gdzie raz na jakiś czas pojawia się odcinek Blind Critiques with Scott Kelby & Matt Kloskowski. Dokonują wówczas oceny nadesłanych prac. Jedak o konstruktywnej krytyce – następnym razem a póki co wróćmy do dołujących nas upierdliwców.
Należy unikać ich towarzystwa jak ognia, gdyż demotywują do działania bardziej niż poniedziałek trzynastego na paranoicznym kacu.

Skrajności zawsze są złe. Jeśli ktoś za tobą łazi i krytykuje – zablokuj go na fejsie i unikaj na ulicy. Chyba, że twój szef, ale i tak możesz go zablokować na fejsie.
Druga skrajność – to kółko wzajemnej adoracji. Tych też unikaj bo jeśli ktoś cię chwali za wszystko, łącznie ze zdjęciem obranego ziemniaka, to również bardziej szkodzi niż pomaga. Jednak tych osób nie spotyka się, jeśli się nie jest znanym i uznanym. Wtedy spotykamy tylko tych, którzy nic nie robią i bardzo by chcieli żebyśmy siedzieli z nimi, narzekali jechali po wszystkich na około.

To taka mentalność.

Do czego zmierzam?

Ano do tego by robić swoje i nie przejmować się tymi, którzy niewiele mają do powiedzenia.

 

 

*ta sama grupa zna też angielski lepiej do profesorów z Oxfordu i ma tendencję do czepiania się nawet o akcent, że mało brytyjski – wykazując przy tym spore braki w języku polskim. Z resztą oni doskonale śpiewają, piszą, grają na drumli i trenują capoeirę u wielkich mistrzów…z Chin.

 

fotograficzne poszukiwania

Fotograficzne poszukiwania

 

Fotograficzne poszukiwania

zazwyczaj zaczynają się w Sieci. Jest to jednak miejsce zwodnicze, gdzie o wątpliwą wiedzę znacznie łatwiej niż na księgarnianych półkach. Dlatego pomyślałem, że warto napisać coś o poszukiwaniu fotograficznej wiedzy. Nie tylko tej technicznej.

Wiele godzin straciłem

czytając wszelkiej maści fora fotograficzne. Żałować jest bez sensu, ale warto powiedzieć innym żeby tego nie robili. Przeważnie toczą się tam zacięte boje o markę producenta sprzętu, o jakieś błahostki i absurdy. Moja ulubiona teoria to czemu Nikon jest lepszy do reportażu a Canon do portretu, oraz że w Adobe lepiej pracować na Macu bo 25 lat temu Adobe było tylko na Maca.
Gdybym sugerował się tymi geniuszami fotografii to w dniu zakupu pierwszego aparatu, rzuciłbym to wszystko w diabły. Bez pełnej klatki – wówczas kosztującej w okolicach 30k i szkła 1.2 albo lepiej 1.0 – gdzie 1.8 kosztowało wtedy fortunę, nie masz co się brać za portret. Po prostu głębia tylko na oczy!

Prawdziwej wiedzy o fotografii tam nie ma. Gdzie zatem zacząć fotograficzne poszukiwania?

Kup sobie książkę

Najlepiej kupić jedną z książek o fotografii. Jednak i tu trzeba uważać. Po pierwsze należy unikać książek monotematycznych. Typu fotografia mody, aktu, ślubna oraz wszelkiej maści kompendiów. Wszystkie zasady i reguły – podstawy – znajdziecie za darmo w Sieci.

Jeśli chodzi o książki, to najlepsze są te, gdzie fotograficy opowiadają o każdej sesji. Co zastali, jak sobie poradzili. Chodzi o rozbudzenie kreatywności. Cóż bowiem po serii schematów które wykujesz niczym wiedzę w szkole? Czasem zawieszasz w oknie prześcieradło a czasem obklejasz coś taśmą izolacyjną.

Canon vs Nikon

Po pierwsze, na wszelkiej maści forach trzeba przebić się przez wielogodzinne dyskusje, które ludzie prowadzą zamiast fotografować. Bardzo często dowodzą swoich racji z zacięciem godnym lepszej sprawy. Jasne, sam czasem coś skomentuję, ale wolę tego unikać bo to strata czasu. Tym bardziej, że aby przyznać komuś rację czy to ja komuś, czy ktoś mnie, jeden z nas musi być pewnym autorytetem. Tymczasem na forum o to ciężko, bo wszyscy którzy coś osiągnęli nie przesiadują przed komputerem dyskutując bez sensu. Ich publikacje znajdziecie raczej na autorskich blogach – o czym niżej – albo portalach typu Szeroki Kadr. Wiedzy jest na nich zazwyczaj dużo i jest serwowana bezpłatnie.

Inna sprawa to wszechobecne chwalenie się sprzętem.

Nikon DBardzo Fajny + wypas szkło + czas + przysłona dla podkreślenia jak bardzo mam f 1.0

osobiście bardzo lubię to zdjęcie 😛

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W jakiś mętny sposób aparat jest pewnym wyznacznikiem. Jeśli będzie to tani aparat, to szacunek dla fotografii rośnie, gdyż takim czymś takie efekty? Natomiast drogi, wypasiony korpus z cudnym szkłem nadaje bez mała rangę artysty. Można wówczas fotografować co popadnie i bez mała uchodzi się za artystę.

Uznanie dla prac, to po prostu grupy wzajemnej adoracji. Szukamy sobie takiej, która zawsze będzie mówiła „piękne”, „zjawiskowe”, „coś tam”. Taką tendencję przejawiał niedawno zamknięty portal, gdzie jeśli wrzuciłeś komuś pod fotą tylko 9 a nie 10 punktów, zaraz zbierała się hanza i miałeś wszystkie foty na 1 😉 Były tam też bardzo aktywne grupy wparcia. Takie tam wojny forumowe.

Co robić?

Co w takim razie robić? Znajdźcie sobie jakiegoś fotografa, który uchodzi dla was za autorytet w kwestii np. sprzętu, retuszu, pracy z modelem.
Ja mam dwóch, których blogi czytam od lat:

Klasyka. Nic odkrywczego. Pół świata ich zna. Dochodzi do tego oczywiście kilka portali, na których śledzę nowości sprzętowe. Ze wspomnianych blogów zaś, można nauczyć się bardzo wiele o prowadzeniu biznesu, współpracy z klientem, Scott co środę zaprasza też innych fotografów, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami z różnych dziedzin. Można się przeczytać jak zaczynali, jak pozyskują, jak pracują. Trzeba to naturalnie przetworzyć przez polski rynek, który jest znacznie mniejszy od rynku krajów anglojęzycznych. Już samo USA jest rynkiem niebotycznie większym niż nasz.

Czego brakuje?

To co wymieniłem powyżej, dotyczy najczęściej rynku fotografii powiedzmy „komercyjnej”. Czyli jest to dobre dla fotografów ślubnych, mody, produktowych i wszelkiej innej maści zajmujących się działalnością na rynku konsumenckim.

Są jednak osoby, które interesuje „coś więcej” niż zarabianie na fotografii i fotografowanie ślubów. Tutaj z pomocą przyjdą portale, które nie zajmują się fotografią. Portale fotograficzne w mojej opinii skupiają się na newsach i sprzęcie a ci, którzy chcą poczytać, pomyśleć, poznać ciekawych twórców – muszą je opuścić. Tutaj sprawdzą się wszystkie media, które można opisać jako „kultura i sztuka”, naturalnie na różnym poziomie.

Jednak najlepszym rozwiązaniem będzie:

Wizyta w galerii i dobra książka

Można czytać o fotografii, jednak fotografia sama w sobie jest niewiele warta. Nie twierdzę, że w galeriach znajdziecie tylko najlepsze prace, albo choćby mające sens. To czy są naprawdę dobre musicie ocenić sami. Jednak, żeby dokonać prawdziwej oceny fotografii nie wystarczy wiedza o tym czym jest trójpodział i trójkąt ekspozycji. To taka wyższa półka fotograficznej zabawy. Często bowiem dostajecie dzieło, które samo w sobie ma „jakieś znaczenie” ale Wy, oglądający, możecie nadać mu własne. Przetworzyć przez własny pryzmat.

Tylko jak to zrobić? Weźmy prace Helmuta Newtona – autor znany i uznany a do tego odniósł sukces w branży mody i jako artysta. Było jeszcze kilku, ale ten pan stanowi lepszy przykład. Zrewolucjonizował świat fotografii mody i postrzegania seksualności. Jego prace pełne są fetyszystycznych wizji. Nawet jego portret – chyba zrobiony przez żonę –  ma w sobie coś, dziś mocno nieakceptowanego.

helmut Newton

I jak ocenić dziś faceta w szpilkach? To żart? Z resztą czego oczekiwać po „Królu Perwersji”. Wróćmy do jego prac. Są one pełne seksu, erotyki. Najchętniej przetwarzane przez seksualny pryzmat jego rodaka – Freuda. Nawet przyjmując, że psychoanaliza to pokrętna pseudonauka, to bez niej zabraknie nam słów, pojęć. Nawet jeśli sam autor wiedzy takiej nie posiadał to poprzez fotografię wyrażał siebie, swoje pragnienia i obawy. Tym samym chyba warto mieć szersze pole do oceny? Naturalnie zajmujemy się fotografią, nie psychologią, socjologią**. Więc „fachowa” ocena leży poza naszymi możliwościami – być może nie licząc – Emilii Mańk – Psychologiafotografii.pl, która faktycznie jest psychologiem 😀 Chodzi raczej o zakres pojęć, bazę do przemyśleń.

Powiecie, nie brzmi to zbyt klarownie? Cóż, aby wszystko było jasne i klarowne polecam raczej podręcznik do matematyki niż sztukę.

I znów książki…

Oczywiście, że tak. Bowiem co ci po fotografii jeśli nie masz pojęcia co fotografować. Oglądając cudze prace, będziesz próbował powielać to co robią. Gdy przeczytasz dobrą książkę, może w twojej głowie zrodzi się pomysł? Może wpleciesz coś nowego do sesji mody? A może uznasz, że chcesz wybrać się gdzieś z aparatem i pokazać, coś o czym czytałeś?

Naturalnie pamiętaj by nie popaść w skrajność. Bardzo łatwo bowiem utknąć w świecie książek i odłożyć aparat na półkę. Czytaj a potem spakuj plecak i w drogę.
Szkoda życia na jałowe dysputy, gdy możesz biec przez miasto żeby upolować zaćmienie księżyca nad budynkiem poczty. fotograficzne poszukiwania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czasem nie wyjdzie a czasem wyjdzie 🙂

A gdy chcesz pogadać

To idź z kimś na piwo. I tyle.

 

*taki żart

** teoretycznie jestem, to mogę się wymądrzać.

 

Reportaże o fotoreporterach

Fotoreporter opowiada obrazami. Operuje tysiącem słów zawartych w setnej sekundy. Jednak oglądając fotografie niewiele dowiadujemy się o samych autorach. Tym razem przygotowałem tekst opisujący moje ulubione książki o fotoreporterach. Jedne są autobiograficzne inne typowo dokumentalne, ale wszystkie mają wspólny mianownik. Pewnie szybko zauważycie, że znaczna część dotyczy fotografów wojennych. Książki napisane przez fotografów mody się zdarzają, ich biografie. Jednak jakoś nie oczekiwałbym aby bestselerem stała się książka o życiu fotografa produktowego.

Continue reading

książki o japonii

O książkach i o Japonii

Książki o Japonii mają pewną małą wadę: to są książki o Tokio. W zasadzie nawet nie o Japończykach, kulturze, tylko o Tokio. Japonia to bardzo mały kraj i nie może konkurować z USA. Jednak powiedzieć, że Japonia = Tokio to jak powiedzieć, że kultura Nowego Jorku jest wiodąca dla całego kraju i pominąć przesiąknięty voodoo folklor mokradeł Luizjany 🙂
Co więcej, specyficzne dla Tokio zachowania, czy zjawiska – lolitki, dziwaczne kawiarnie gdzie nerdów obsługują poprzebierane za XIX wieczne pokojówki kelnerki nie muszą być pochwalane przez mieszkańców Sapporo czy Kogoshimy. Pamiętajcie: 90% informacji poniżej to informacje o Tokio. Naprawdę nie cała Japonia biega z aparatami za lolitkami względnie marzy o pilotowaniu Eva ;P

Continue reading

herbata czarna, czerwona, oksydacja, fermentacja

O herbacie słów parę

O herbacie słów parę

Czarna, czerwona, niebieska czy zielona?

Mamy małe zamieszanie w kwestii herbat. Zatem na dzień dobry, o herbacie słów parę.
Otóż Chińczycy nazywają herbatą czerwoną, to co my czarną i odwrotnie. Słynna czerwona herbata jest w Państwie Środka czarna. Tym bardziej, że powszechnie herbatę czerwoną uznaje się za mniej „obrobioną” niż czarną i stawia oczko niżej pod względem goryczy. Zonk.

Warto też pamiętać, że różnie się herbaty klasyfikuje. Zostańmy więc przy polskim nazewnictwie, które chyba ma jakiś związek z angielskim i rosyjskim. Dlatego herbata oloong może mieć różne kolory w zależności od tego czy opiszemy kolor naparu czy kolor liścia. Chyba tylko zielona nie sprawia nikomu problemów 🙂

Herbata brytyjska śniadaniowa

Teoretycznie składa się liści herbaty assamskiej, lankijskiej oraz kenijskiej. Jej powstanie datuje się na 1843, natomiast pierwsze uprawy w Afryce to 1878. Czy mam dodać, że pierwsze plantacja w Assamie to rok 1840? W poprzednim tekście na temat herbaty – O naparach, nie podaję wszystkich dat albo różnią się one odrobinę. Czasem wzajemnie sobie przeczą. Podejrzewam, że nie istnieje jeden słuszny przepis na herbatę angielską śniadaniową. Jeśli zaś popatrzycie na pudełka, owa herbata czasem jest 100% cejlońska a innym razem assam + cejlon. Myślę, że jest to po prostu mieszanka herbat, bez konkretnego, formalnego przepisu.

Cejlon – Sri Lanka?

Dawniej wyspa i nazwa kraju – Cejlon, dziś wyspa Cejlon i państwo Sri Lanka. Warto jednak pamiętać, że ten „herbaciany raj” był przez bodaj 26 lat miejscem wojen i zamachów na tle etnicznym. O tym konflikcie nie było głośno w mediach, więc nie wiele osób interesowało się losami głównego producenta herbaty spożywanej w Polsce.
Wyszperałem obszerny artykuł na łamach National Geographic więc tam też odsyłam ciekawskich.

Fermentacja a oksydacja
  • Herbata czarna to herbata poddana pełnej fermentacji.
  • Herbata czarna to herbata poddana pełnej oksydacji (fermentacji).

Coś mi się nie zgadza i nie potrzebuję do tego 5 z chemii na maturze.

  • fermentacja «proces rozpadu substancji organicznych spowodowany działaniem enzymów wytwarzanych przez mikroorganizmy»
  • oksydacja «proces łączenia się pierwiastków lub związków chemicznych z tlenem»

Nie posiłkowałem się podręcznikiem a słownikiem języka polskiego dostępnego pod tyn adresem. Jeśli nie mogę ufać słownikowi PWN to komu mogę? Pozostaje odkryć, czym jest owa oksydacja a fermentacja i jaki ma to wpływ na herbatę. Gdybym nie zwlekał z pisaniem ubiegłbym panią Annę – która pierwsza opisała proces pod tym adresem. Cóż. Tak jest jak się jest zbyt wolnym. Na końcu wpisu podeślę jeszcze dwa teksty, które udało mi się wyszperać w Sieci i podzielę się nimi z Wami w formie źródeł.

Zasadniczo oksydacja polega na „pobieraniu” tlenu z otoczenia, w wyniku czego dochodzi do zmian. Przykład z tekstów: ciemniejące owoce, po obraniu ich ze skórki. Sam proces może być spontaniczny lub kontrolowany. Ok, wystarczy tej chemii. Całe dwa zdania.
Zapraszam do zapoznania się ze źródłami – anglojęzycznymi –

 

Źródła:
Oksydacja i fermentacja w produkcji herbaty (ang)
Czym jest oksydacja?

I oczywiście najważniejsze: Picie Teiny – oksydacja a fermentacja