czyli przesłanie z CGI

Zbudował razu pewnego konstruktor Trurl maszynę ośmiopiętrową, której pytanie zadawszy ile jest dwa a dwa, oniemiał. Siedem, rzekła bowiem maszyna. 

Pocieszającym słowem wsparł przyjaciela Klapaucjusz:

Jest to, nie ulega wątpliwości, maszyna głupia, i to nie taką sobie zwykłą, przeciętną głupotą, bynajmniej! Jest to, o ile się orientuję, a jestem, jak wiesz, znakomitym specjalistą, jest to najgłupsza maszyna rozumna na całym świecie, a to już nie byle co! Zbudować ją umyślnie nie byłoby łatwe, wprost przeciwnie, sądzę, że to by się nikomu nie udało. Nie tylko głupia jest bowiem, ale i uparta jak kloc, czyli ma charakter, zresztą właściwy idiotom, bo oni zwykle są szalenie uparci.

Maszyna pogrzebana pod gruzami przetrwać musiała i tak powstał Optimus Prime i jego kumple. Toć każdy z nich ma co najmniej po osiem pięter… i trzeszczy. 

Maszyna Trurla

Zbudować ją umyślnie nie byłoby łatwe, wprost przeciwnie, sądzę, że to by się nikomu nie udało. Nie tylko głupia jest bowiem, ale i uparta jak kloc, czyli ma charakter, zresztą właściwy idiotom, bo oni zwykle są szalenie uparci.

Jak pewnie pamiętacie, Trurl i Klapaucjusz wpadli w nieliche tarapaty, gdy oznajmili maszynie, że nie grzeszy mądrością. Czasem też mam wrażenie, że niewiele jest rozmysłu w wielu tworach, które przyszły na świat w postaci książek, filmów, fotografii.

Łatwo jest wskazać palcem idiotę i powiedzieć, że to idiota. Nie jest to jakaś większa sztuka.
Jaki jest sens wytykać palcami biednego Optimusa i wyliczać mu braki? Nawet jeśli w jego mniemaniu dwa a dwa, to siedem. Nie mam 100% pewności, ale raczej nie jest celem filmu
o robotach zamieniających się w modne samochody, przekazać nam jakieś wartości.

Samoocena rośnie szybciej niż cena masła. Można wraz z pozostałymi wygłaszać przemowy, jak bardzo poniżej standardów intelektualnych mówiącego jest dany film i zbierać lajki. Pytanie: skoro film jest poniżej dna, to czemu spędzać tyle czasu na jego omawianiu? Ocena, wnikliwa analiza wad i potknięć. Po co? Nie lepiej znaleźć sobie taki film, książkę, fotografię czy cokolwiek innego co zmusi do prawdziwego myślenia?

Filmowa anegdota

I tak gromy spadają na Transormers i inne tego typu widowiska CGI, gdzie kolejne interakcje między bohaterami sprowadzają się do lania po żelaznych licach. Bo i po co komu coś więcej? Dziwne tylko, że takim filmom obrywa się za „brak głębi” i „miałkość”.

Weźmiemy sobie na warsztat Valeriana. Film ma kilka wad – np. odtwórców głównych ról, ale to akurat detal – i poza tym nie jest pompatyczną walką o los całej galaktyki. Jeden facet, jedna decyzja, próba zatuszowania jej skutków, niezłe. W każdym razie widzowie byli ewidentnie niezadowoleni, gdyż film nie oferował im niczego więcej. Tylko co miał oferować? Wielowątkowy spisek, którego rozgryzanie zajęłoby widzowie długie godziny po seansie? Dobra, można oczekiwać czegoś takiego ale nie po filmie, który reklamowany był jako sekwencja popisowych ucieczek, efektów specjalnych i w sumie tyle. Okazał się ciut lepszy niż wynikało z trailerów.

Dlaczego zatem oczekiwać po filmie, który z założenia nie ma być ambitny intelektualnie jakiegoś mózgowego wyzwania? Nie wiem.

Czasem w jednym z lokalnych pubów, barów, nie wiem jak to nazwać, organizowane są takie… powiedzmy wieczory filmowe. Ot, leci sobie film. Myślicie, że na Ikiru ktoś przyszedł? Film z przesłaniem, skłaniający do namysłu. 3 osoby łącznie. W końcu mało akcji.

 

Czytelnicza anegdota

Opowiem taką historię: pyta pani psor, chyba na I roku studiów, co czytaliście ostatnio?

  • Panowie chórem: nic!
  • Panie: Zmierzch.  Bo to była jeszcze epoka wegańskich wampirów z anemią.  Przed i po naturalnie nic.

Innym razem, innego roku pan psor spytał czy znamy Lema i czy czytaliśmy go w szkole. Odpowiedziałem, że tak, pod ławką. Reszta, że nigdy nie słyszała o takim pisarzu. Nie słyszeli też
o Byronie i Goethem, bo tego w liceum nie było*. Na uzupełniających padło podobne pytanie – wówczas ktoś nieśmiało bąknął, że chyba jakieś bajki. To już coś. Choć równie irytujący są ludzie, którzy stwierdzają np. że oni czytają tylko Wielkich Pisarzy i oglądają tylko Wielkie Film, mając w pogardzie tłuszczę, która podnieca się dziełami Larsona. Ta. Szkoda tylko, że w znacznej mierze sprowadza się to do truizmów o tym że ktoś wielkim pisarzem był ale już bez próby wtrącenia własnego zdania. Przez co stawiają Lema na jednej półce z Dickiem, zamiast w opozycji do Huxleya, Herberta i Dicka.

 

Fotograficzna anegdota

Dlaczego fotografia z portali modelingowych atakuje nas nagimi ciałami? Bo to generuje lajki, a lajk stanowi dziś formę pseudo waluty. Początkowo kupić za nią można samozachwyt a niektórym szczęśliwcom – z odpowiednią dozą samozaparcia i pracowitości, ale to się akurat chwali – dobra materialne.

Gdy w piątkowy wieczór zeszła rozmowa na tematy fotograficzne, wolałem szybko je uciąć
i przejść do czegoś innego. Rozmawiać to oni chcieli, ale głównie „jak rozebrać modelkę”. Interesowała ich fotografia nagich kobiet do lat 20. W sumie nawet nie tyle fotografia co nagie kobiety. I lajki. Przecież za inne nie ma lajków. Nie oszukujmy się, sam temat jest ok. Bez względu jak szowinistycznie i seksistowsko to brzmi. Tylko czy nie prościej przejść do sedna zamiast owijać w bawełnę? A może po prostu to relatywnie bezpieczny temat. Lepsze to niż wyjść na homoseksualistę?

Ile razy pokaz filmów niezależnych świecił pustkami? Albo festiwal filmów o prawach człowieka? Wieczorek literacki przy dziełach filozoficznych? 10 osób? Wystawa fotografii reporterskiej – każdy twierdzi, że idzie ale góra to do baru narzekać na skostnienie, bo on z lepszą sztuką się przebić nie może? W sumie jeszcze żeby jakąś tworzył, bo przez 90% czasu pije albo baluje.

Nigdy nie zrozumiem jak to jest: narzekaj, że produkcje rozrywkowe nie są wymagające intelektualnie  – zaznacz na fb, że idziesz do galerii i nigdy tam nie dotrzyj, bo pijesz wódkę.

 

 

 

ps.

Cała wypowiedź na temat transformers jest żartem. Od dziecka uwielbiałem filmy z tymi klocowatymi robotami i zawsze chętnie oglądałem. Uważam, że mam zdrowe podejście: oceniam film czy książkę adekwatnie do założeń. Dlatego równie dobrze bawię przy Gołkowskim jak przy Lemie. Bądźmy szczerzy, bez czystej nieskrępowanej rozrywki oszalelibyśmy w ciągu 2 dni.
Wstęp w sumie też nie ma jako takiego powiązania z resztą tekstu ale mi się podobał.

ps2.

Ikiru – rewelacyjny film o bilansie życia, decyzjach, dążeniu do celu i pragnieniu pozostawienia czegoś po sobie. Eh.

fot. w nagłówku freepik.com

*ukończyłem szkołę gastronomiczną, technikum. I było.