Kojarzycie wszystkie te zdjęcia, na widok których macie ochotę powiedzieć:

Zrobiłbym to lepiej

Nie raz nurtowało mnie dlaczego częstokroć drogie na rynku sztuki fotografie są tak brzydkie, jakby robiło je dziecko albo totalny ignorant? Jak to jest? Przecież potrafię zrobić to lepiej, ładniej a tymczasem olbrzymia ilość waluty idzie w tak paskudne prace? Cóż, dalej znajdziecie kilka możliwych odpowiedzi.

Piątkowy odlot

Piszę ten post w piątkowe przedpołudnie. Zatem dziś pozwolę sobie na mały odlot i popłynę z interpretacjami bardzo swobodnie. Racjonalne myślenie, myślenie stricte marketingowe i gotówkowe, zostawiam na koniec. Naturalnie jest jawną głupotą ze strony artysty nie myśleć o zysku, ale stawiać zysk na pierwszym planie sprawia, że dostajemy lepszy marketing niż kontent.

Estetyka

A kogóż obchodzi kolejna fotka w bieliźnie najpiękniejszej nawet, ale nikomu nieznanej dziewczyny? Lub muskularna klata przypadkowego mężczyzny? Zdjęcia takie choć cieszą nasze zmysły, nie tylko wzroku, nie należą do wartościowych dzieł. Tylko czemu? Czemu zdjęcia osób i rzeczy pięknych nie chcą być cenne, wartościowe? Cóż, jedną z opcji jest że ładne to lubi klasa średnia, odbiorca masowy, który doceni nagie pośladki, ale nie zamierza rozwijać się dalej. Będzie podążał za modą, która zmienia się bardzo szybko. Dziś popularne są fotografie w bieliźnie CK wczoraj z opaską na oczach a za chwilę jeszcze jakiś trend ogarnie wszystkich twórców i odbiorców. Konsumpcyjni, napędzani reklamą.

Kilku osobom się udało przekształcić masowe dobra konsumpcyjne w pop art, ale trzeba do tego pewnego geniuszu zarówno w kwestii samego podejścia jak i autopromocji 😉 Nawet kicz przekształcono w niezła formę fotograficznego wyrazu, ale jeszcze chyba nie sprzedaje się na aukcjach najdroższych fotografii.

Antyestatyka

Antyestetyka

Istnieje takie wyjaśnienie, że twórcy paskudek za miliony, chcą odciąć się od klasy średniej i jej estetyki. Skoro każdy może zrobić dowolną fotografię, to trzeba wyjść z czymś, co nie jest dostępne każdemu. Bardzo często o sztuce współczesnej na przykład, mówimy że byłby w stanie zrobić to nawet trzylatek. Wszystkie te obrazy bez sensu rzeźby bez czytelnej formy godne są trzylatka, natomiast dojrzały artysta potrafi zrobić coś sensownego. Coś jasnego, łatwego i smacznego w odbiorze. Cóż, chyba nie byłby w stanie zrobić tego trzylatek.

Tu mamy dwie możliwości. Jedna to świadomy w pełni zamierzony wybór alternatywy dla powszechnej estetyki. W końcu sztuka ma swoje nurty i mody, ale jeśli aspiruje do miana wysokiej nie może ot tak sprzyjać oczekiwaniom. Myślicie że najwięksi pisarze, malarze, muzycy rozsyłali ankiety co naród chce przeczytać? Cierpieli tak samo jak współczesna branża kreatywna. Mało który mógł tworzyć na zamówienie wedle własnego widzimisię.

Onegdaj, zapewne też wiele osób miało artystyczne zapędy ale niewielu mogło sobie pozwolić na ich realizację. Z prezentacją zapewne było jeszcze gorzej. Dziś, gdy każdy, ale to każdy, kto żyje w zasięgu Internetu i może sobie pozwolić na opłacenie dostępu, może podzielić się jakąś twórczością. Zatem co można zrobić?

Należeć do grona 5-10% szczęśliwców, którzy narzucają swoje wyczucie stylu reszcie społeczeństwa, albo pójść w inną stronę.

Nie bójcie się, krytyka też będzie.

Artysta widzi więcej

Nie wiem czy pamiętacie wpis o Drzwiach Percepcji Aldusa Huxleya. Otóż, bywa tak, że osoba będąca prawdziwie artystą widzi świat trochę bardziej niż przeciętny człowiek. Dociera do niego więcej bodźców, czasem pasjonują go rzeczy które nas, zwykłych śmiertelników nie ruszyłyby nawet gdyby w nas rzucić.

Ładna rzecz, na przykład ładne auto – Huxley używa takiego przykładu – jest produkowane masowo, jak piękne by nie było kiedyś się znudzi. Drzewo zaś, zawsze będzie unikatowe, jedyne, niepowtarzalne. Niektórzy w naturalny sposób potrafią przeniknąć barierę widzialnego. Zerwać łańcuchy platońskiej jaskini, zajrzeć choć na chwilę do świata idei  Czasem ogrom doznań ich przytłacza, przez co muszą tłumić nadmiar widzialnego w alkoholu. Inni potrzebują chemicznych drzwi, by dokonać tego niebanalnego wyczynu. By móc dostrzec to, co dostrzegają artyści. Dostrzec naturę rzeczy, zachwycić się prawdziwością bytu.

Przywołuję XX wiecznego hmm fantastę, a tymczasem praktycznie każda cywilizacja zadawała sobie pytanie o naturę rzeczywistości, prawdę, poznanie. Jeśli ktoś uważał w szkole, to będzie wiedział 🙂

Antyestetyka

Coś w tym jest

Coś na pewno. Zdecydowanie potrzeba bardziej wrażliwej jednostki by pochylić się nad zjawiskami, rzeczami czy ludźmi, którzy poniekąd są wykluczeni z idealnego świata ułudy, jakim jest to czym sami się karmimy. Inaczej nikt nie ruszy tematów chorób, cierpienia, biedy czy nierówności społecznych. Nie każdy przecież zaczynał swoją karierę dla zysku. Musi istnieć jakiś powód, wrażliwość, przyczyna. Naturalnie nie jeden powie, że wszyscy fotograficy i artyści podejmujący takie tematy to wyrachowana, skomercjalizowana banda hipokrytów. A on, krytykujący ich tymi słowy jest ostatnim rycerzem na białym kucyku. Nie chciałbym aby cała sztuka, która widzimy stanowiła

Chwyt marketingowy

Artysta tworzy sztukę czy sztuka artystę? Mogę nazwać siebie artystą i czekać na uznanie mojej sztuki czy muszę czekać aż ktoś przypisze mi to miano poprzez akceptację mojej sztuki? Czyli co było pierwsze, jajko czy kura. Sztuka, jaka by nie była wymagała pewnego mecenatu. Kwestią jest jak przekonać do swojej twórczości, ludzi odpowiednio majętnych. Otóż można trochę spekulować. Tu podesłać informację, tam plotkę, że praca tego czy tamtego sprzedała się za bajońską kwotę. To zwróci uwagę innych kolekcjonerów sztuki. Tym bardziej, chętni będą do dalszych inwestycji. Zwykła spekulacja i tyle. Taka sam bańka jak na rynku dotcomów na początku tego stulecia. Z resztą każdy z nas bawił się w dzieciństwie balonikiem. Jedni celowo sprawiali by pękał a innych do dalszej zabawy zachęcało, że przecież jeszcze nie pękł. Potem jest szok i niedowierzanie.

Krytycy zaś nie zawsze sami wiedzą co widzą i nie potrafią odczytać pracy. Jak bardziej uznany krytyk klepnie pieczątkę z aprobatą to reszta uzna jego zdanie. I tak to się też kręci.