Blog o herbacie

blog o herbacie

Kasia, która jest pierwszym i głównym krytykiem mojego vlogowania, zapytuje jak to jest z tą fotografią i herbatą na  moim blogu.  Czemu tak mało jest o liściach, naparach i wodzie. Zatem odpowiadam 🙂

Herbata

Jak zauważyliście nie mam na blogu zbyt wielu recenzji herbaty czy przepisów na herbatę. One zostały już po tysiąckroć opisane, opowiedziano o nich tyle, że dublowanie a choćby tej książki i bloga byłoby bez sensu. Są już setki blogów o herbacie.
Przepisy, historia, ciekawostki. Czajnikowy.pl czy Piewcy Teiny, to doskonałe tego przykłady. Zatem jak mogę poprowadzić blog „o herbacie” bez herbaty? Cóż bowiem można napisać więcej o tym co było? 🙂 Naturalnie na świecie ciągle coś w dziedzinie herbaty się dzieje. A to w Szkocji stworzą plantację, a to powstanie herbata purpurowa. Powstają też nowe przepisy na herbatę czy herbaciane napoje. Dlatego na dalszy „herbaciany” rozwój bloga mam niejako dwa pomysły:

  • odwiedzić herbaciarnie
  • odwiedzić ogrody japońskie w Polsce, które to bardzo często łączą się z herbatą. Nie zawsze, ale często. Nie u nas oczywiście.

Tutaj macie przykład.

Kasiowe uwagi

Tłumacząc Kasi mój pomysł stwierdziłem, że Herbata i Obiektyw to taki tytuł klucz. Herbatę można potraktować dosłownie, jako napar z liści herbaty chińskiej ze wszystkim co jej towarzyszy. Można też potraktować to jako taki powód do pisania sobie o kulturze i sztuce. I fotografii, ujętej również dosłownie albo jako punkt wyjścia. Fotografia nie kończy się na technice, świetle i obiektywach.

Nigdy nie byłem jakoś specjalnie dobry w sztywnym trzymaniu się planów. Z reguły robię miliony notatek, które są bardzo precyzyjne, dokładne, czasem nawet z przypisami bibliograficznymi! Tylko po to, żeby w trakcie sesji zdjęciowej czy pisania już gotowego postu zmienić wszystko osiem razy. Ogólna idea zostaje zachowana, ale niewiele ma wspólnego z treścią, którą zapełniłem kolejny notesik 🙂

Zasadniczo Kasia robi też za reżysera na YT, zwracając mi uwagę na cała dziwaczną gestykulację. I inne mankamenty, np. chodzenie w przód i w tył.

Blog o fotografii

blog o herbacie

W jednym z poprzednich postów napisałem, że gdy kończy się fotografia zaczyna się lifestyle. Mam wam pokazać wybebeszonego kompa, w którym zmieniłem SATA na czarne bo lubię czarny?

 

I teraz muszę sobie sam odpowiedzieć na pytanie. Dodać treści dla początkujących? Tylko czy mogę dawać takowe rady? Czy powinienem? Naturalnie ktoś powie, że nie. Z resztą po co miałbym to robić skoro inni autorzy świetnie to zrobili. Oczywiście, chciałbym żeby ten blog był czytany a moje prace oglądane.

Mógłbym pisać w zeszycie a fotografie zaszywać w czeluściach mojego dysku. Fotografie publikuję, zatem mogę publikować swoje fotograficzne przemyślenia. Publikując coś mimo wszystko liczy się na jakieś uznanie. Tego facebookowego lajka, choć twierdzi się, że robi się to tylko dla siebie. Uznajmy zatem, że dla siebie a dodatkowym atutem będzie czyjeś uznanie. Jeśli ktoś to przeczyta.

Odbiegam od tematu.

Co zrobić z tą fotografią? W końcu nazwa zobowiązuje. Mógłbym poopowiadać o architekturze, wystroju wnętrz, home stagingu. Fotografując można zapuszczać się gdzie tylko dusza zapragnie.
Choć przyznam, że nie o wszystkim łatwo jest mówić. Np. w rozmowie z nie każdym (sic!) artystą – humanistą można przyznać że jest mi obojętne kogo fotografuję. Para taka czy taka? Modelka czy model? Szczupły czy gruby? Ładni czy brzydcy?

Właśnie to jest rozmowa o fotografii. blog o herbacie