Muad`Dib

61 miliardów ofiar w imię czego? Banda fanatycznych fedajkinów spustoszyła 90 planet by chłopiec Paul Atryda – mesjasz Diuny Muad`Dib – mógł zasiąść na imperatorskim tronie. I wszystko przez plan eugeniczny Zgromadzenia Żeńskiego, które wymyśliło sobie boga którego będzie mogło kontrolować w ramach innej narkotycznej wizji.

Narkotyczny kompleks mesjanistyczny czy pochwała dla poszukiwania poszerzenia świadomości poprzez środki psychoaktywne?

61 miliardów

Diuna przyciąga kolejne pokolenia czytelników, którzy jakby nie zauważają, że jest to książka o nie do końca poczytalnym fanatyku. Rewolucja ma to do siebie, że raz zaczęta musi trwać. Jeśli ktoś jest wodzem rewolucji ciężko przestawić się na „zwykłe rządy”. Dlatego nieudany Kwisatz Haderach, będący efektem sprzeciwu matki wobec decyzji rady Bene Gesserit iż ma urodzić córkę. I co to dało?

 

Diuna

Gwiezdne Wojny zebrały swego czasu baty za promowanie idei nadczłowieka, za jakieś tam „nawiązania”. To co powiedzieć o Diunie?

Czyli futurologiczno – fantastyczny traktat o władzy, nadludziach, fanatyzmie religijnym i narkotycznym oświeceniu. Wielotomowe Opus Magnum Herberta – Franka Herberta – które wpisuje się w ducha swojej przesyconej poszukiwaniem oświecenie epoki. Nie mam pojęcia czy autor próbował jakichś środków psychoaktywnych. Jednak doskonale uzupełnia „narkotyczne trio” czyli twórczość Huxleya i Dicka.

Zasadniczo Diuna to space opera z silnymi ambicjami do analizy społeczeństwa, nie tylko przyszłości. Przeplata się tam multum wątków. Idea nadczłowieka, poszerzanie świadomości, władza, eugenika, socjotechnika – w końcu nie wąsko Zgromadzenie Żeńskie manipuluje wszystkim i wszystkimi w imię swoich przekonań. Wraz z postępem zaczyna być zabawnie. Formalnie Kwisatz Haderach miał się dopiero narodzić i posłużyć Zgromadzeniu do jego planów. Aby został należycie przyjęty, od pokoleń Missionaria Protectiva dbały o właściwe zakorzenienie mitów i legend o nowym Mahdim. O ile eugeniczny mesjasz faktycznie posiadałby pewne moce, jak choćby dostęp do pamięci męskiej linii swoich przodków, czego nie mogły dokonać kobiety, to miałby również wgląd w żeńską. O darze jasnowidzenia nie wspominam. I zaczyna się zabawa. Bo Paul jako efekt nieposłuszeństwa matki wobec twardych zasad Zgromadzenia, sprawił, że Mesjasz przybył za wcześnie i albo był nie do końca mesjaszem albo mu odbiło. W każdym razie wymknął się spod kontroli i wykorzystał broń Bene Gesserit przeciw nim samym. Ot zaczął, żyć legendą o potencjalnym samym sobie.

Mesjasz Diuny

Mamy w ten sposób powieść w której nie ma „tych dobrych” i tych „złych”. Jak określić faceta, który wymordował pół galaktyki w imię znanej sobie tylko idei, której nie dostrzega nikt poza nim samym? Być może dlatego tak bardzo opiera się filmowym adaptacjom. Zobaczcie jak wygląda kwestia Star Wars. Są ci dobrzy i ci źli. Zły może przeżyć jakieś nawrócenie, ale dobry jest dobry i będzie walczył o dobro do ostatniego naboju. A jak trzeba to i bez nabojów. Raczej nie zauważa się tam braków logicznych. Rebelia jest dobra do tego stopnia, że w nowych częściach, nadal dawni rebelianci są rebeliantami. W końcu nie wypada żeby demokratyczny rząd tłumił rebelianckie zamieszki prawda? 😉 Republika nie może być zła. Taki żart. Wszystko jest relatywne proste. A jak podejść do przywódcy Dżihadu, który w imię świętej wojny o jakąś lepszą przyszłość, która w efekcie przeraziła samego przywódcę jest w zasadzie terrorystą i okrutnikiem? No i nie zapomnijmy o jego siostrze, której władza bardzo przypadła do gustu i kazała zamordować Kaznodzieję, choć wiedziała że to jej brat.

Postacie nie są krystaliczne a co więcej wydaje się że bywają zdrowo szurnięte. Każdy snuje jakieś własne intrygi. Być może dlatego tak bardzo opiera się kinematografii. To jest po prostu za duże do sfilmowania. No chyba, że weźmie się za to HBO ewentualnie Netflix. Sama diuna wystarczyłaby na kilka sezonów nie mówiąc o całym cyklu.

 

Dick i Huxley do kompletu

Często w komentarzach, gdy wraca popularność Dicka – na przykład za sprawą nowej ekranizacji – zestawia się go z S. Lemem. Zasadniczo jest temu przeciwny i wolę mówić o takim trio: Dick, Herbert, Huxley. Wszyscy trzej byli zwolennikami poszerzania świadomości poprzez środki psychoaktywne. W najbardziej otwarty sposób piszą o tym Dick i Huxley, choć ten pierwszy nie raz wyraził swoje obawy wobec tychże.

Jeśli chcecie odciągnąć dzieci od prochów, to nie dawajcie im żadnego badziewia pokroju „Dzieci z dworca Zoo” albo „pamiętnika narkomanki”. Dajcie im „ Przez Ciemne Zwierciadło”. To jest rzecz która sprawi, że im wszystkiego im się odechce.

Dick – naćpany sceptyk

Philip Dick zmagał się bardziej z nierealnością świata. Tu można powiedzieć, że utknął w lemowskim chemicznym fantomacie. Miał sporo problemów z pigułkami a na podstawie książek postawiono tezę, że cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Oczywiście diagnoza psychiatryczna na podstawie książek faceta który szczerze przyznawał się do zażywania różnych specyfików, który mieszkał z narkomanami, jest raczej próbą wizerunkowej obrony pisarza. Jeśli dobrze pamiętam to rozbicie osobowości widać dobrze w Valis i Scanner Darkly, znany w Polsce jako Przez Ciemne Zwierciadło. Na podstawie Valisa wysnuto coś o kompleksie mesjanistycznym, ale w sumie owa „diagnoza” była literacka a nie psychiatryczna. W końcu wierząc niejakiemu Kępińskiemu jest to rzecz niezwykle trudna do wychwycenia przez psychiatrę gdy ma kontakt z pacjentem a co dopiero na podstawie kilku książek. Nawet genialnych.

Jego książki można różnorako interpretować. Jako pochwałę lub ostrzeżenie przed narkotykami. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czy nasza rzeczywistość to jedyna rzeczywistość, czy to co widzimy jest aby prawdziwe. Rozpad osobowości jako niemożność poradzenia sobie z przebywaniem tam i tu równocześnie. No i nie można zapomnieć o filozofii i poszukiwaniu własnej koncepcji Boga.

Pejotl – wyjście z jaskini

Nie wiem czy pamiętacie, pewnie nie, bo to był jeden z pierwszych tekstów. Dotyczył „Drzwi Percepcji” Huxleya. Ten w ogóle stwierdza  wprost, że możemy otworzyć owe drzwi dzięki meskalinie i poznać Prawdę. Ot, wstać i wyjść z platońskiej jaskini. On i Herbert są sobie najbliżsi choć ich twórczość dzieli parę lat. Różnica jest taka, że Huxley był bardziej, jakby to powiedzieć, racjonalny. Po pejotlu poznasz „naturę rzeczy” a nie dostęp do poprzednich wcieleń i nadludzkie moce niczym użytkownicy melanżu. Naturalnie nie podaje on, żadnych logicznych czy naukowych metod. Bierze po prostu stan odurzenia za tożsamy z nadludzką percepcją. Jakoby wyłącza filtry, przez co do naszej świadomości docierają wszystkie otaczające bodźce, dzięki czemu możemy poznać jestestwo własnych skarpet. Rzecz prozaiczna jawi się użytkownikowi w całym swym jestestwie. Choć „Nowy Wspaniały Świat” trochę temu przeczy.

Dick a Lem

Dlatego zasadniczo jeśli zestawiać kogoś z kimś, to Herberta z Lemem. Dicka ciężko nazwać wizjonerem, on raczej snuł filozoficzne rozważania na temat rzeczywistości na podstawie swoich przeżyć niż parał się futurologią. Łowca Androidów czy Człowiek z Wysokiego Zamku wracają co jakiś czas by zachwycić nowego pokolenia czytelników, jednak bawimy się truizmami. Nie jesteśmy w szkole, żeby musieć powtarzać dokładnie słowo w słowo za nauczycielem. Można sobie pozwolić na fantazjowanie.

 

 

fot. freepic.com