Fantastyka

Czy fantastyka może nas czegoś nauczyć? Czy znajomość mitu o Atlantydzie ma sens? Jak ma się Harry Potter do antropologii?
W sumie to już we wstępie powiem, że tak, nie wiem, i „magia”.

Perłopław

Gdy Profesor Aronnax podaje nazwę konkretnego gatunku Conseil bez wahania wymienia typ, podtyp, gromadę. Chyba rzadko się mylił, biorąc pod uwagę pochwały profesora. Gdy czytałem 20 000 mil Podmorskiej Żeglugi po raz pierwszy, należało za każdym razem sięgnąć po encyklopedię. Ponowna lektura jakieś pół roku temu była o tyle łatwiejsza, że dostęp do dowolnej encyklopedii jest w zasięgu smartfona. Wikipedia to wbrew pozorom niezłe źródło. Coraz częściej przypisów jest multum ale jeśli cokolwiek wydaje się podejrzane to od czego jest PWN albo Britanica? 

Nawet Atlantyda, choć mityczna, stanowi niezły temat do opracowania. Swoją drogą, gdy pół roku studiowałem filologię polską, w pamięci zapadł mi genialny wykład monograficzny – „Historia miejsc i krain legendarnych”, bazujący na książce Umberto Eco. Choć pasja z jaką pan profesor opowiadał, sprawiała, że musiał przenieść się do jednej z największych sal wykładowych. A i tak studenci siedzieli na schodach. To było pozytywne. Choć profesor ten nie płynął Nautilusem.

Oczywiście na co dzień wiedza na temat perłopławów jest mi potrzebna jak prosiaczkowi siodło.
I w sumie co z tego. W Japonii też nigdy nie byłem i raczej nie zanosi się żebym miał okazję pojechać a mimo to lubię o tym kraju czytać.

Niezwykła sprawa Skaczącego Jacka

W Dziwnej Sprawie Skaczącego Jacka – główni bohaterowie to Sir Richard Francis Burton
i Algernon Charles Swinburne. Pierwszy – zdecydowanie bardziej interesujący. Z ciekawości wrzuciłem jego nazwisko w google i okazało się, że jest więcej literatury dotyczącej tego skądinąd znanego podróżnika. Nie tylko fantastycznej, gdyż wiódł całkiem ciekawe życie.

Tego drugiego zostawiam w spokoju, bo nie przepadam za poezją, choć wydaje się być dość istotny. Lektura książki była też dobrą okazją, by wrócić do historycznych opracowań o Epoce Wiktoriańskiej. W końcu w powieści historia jest tak pięknie poplątana, że łatwo zapomnieć „jak to było naprawdę”. Dodam, że w londyńskim folklorze faktycznie pojawiła się postać Spring Heeled Jacka. Oczywiście dla fanów UK – żadna rewelacja, natomiast dla kogoś, kogo średnio legendy miejskie XIX wiecznego Londynu obchodziły – fajna ciekawostka.

Harry Potter?

Tak, nawet z tej lektury można coś wydobyć jeśli zechcesz 😉 Jasne, nie sięgnąłem po poniższe książki wraz premierą pierwszych części. Bez przesady, w wieku 11 czy 12 lat nikt normalny Malinowskiego czytał nie będzie. Szkoda dzieciństwa 😉 Coś tam sobie poszukałem o średniowiecznych alchemikach i ich pomysłach.
Później poleciały:

  • Bronisław Malinowski Mit, magia, religia
  • Marcin Czerwiński Magia, Mit i Fikcja. Pierwotne mechanizmy kultury,
  • Michał Buchowski Magia – jej funkcje i struktura

Magii w antropologii poświęcono nie jedną książkę. Można w zasadzie spędzić rok, czytając tylko opracowania na temat czarostwa i myślenia magicznego w kulturach pierwotnych. Wystarczy z czystej ciekawości wpisać w dowolną wyszukiwarkę frazę „magia”, by przekonać się, że o magii jest sporo książek naukowych.

Żeby nie było zbyt słodko: pan Malinowski to prawdopodobnie kanciarz, ściemniacz i bajkopisarz. W jego dziełach jest prawdopodobnie więcej fantastyki niż na sesji AD&D. Dodać, że nadal jest lekturą na studiach?

LEM

Czy muszę coś dodawać? Książki Lema tak pełne są wszelkiej maści alegorii, metafor, podtekstów, że w zasadzie można by studiować „lemologię”. Nekrosfera w kontekście sondy von Neumana? Kontakty z obcymi cywilizacjami – Człowiek z Marsa, Fiasko, Głos Pana – jako potencjalne problemy w kontakcie z cywilizacjami Kosmosu lub kończące się niezrozumieniem lub zbrojnym nieporozumieniem, kontakty różnych kultur? Względnie metafora ludzkich zachowań. Jak się rozumiemy, to się bijemy (Człowiek z Marsa).

Pirx i jego przygody, Tichy i jego socjologiczne zagwozdki, Kongres – związki partnerskie, in vitro, faszerowanie medykamentami… i to opisane w latach 60tych! Basta. Lem to Lem, jego Summa Technologia mogłaby być podręcznikiem na socjologii, filozofii, kulturoznawstwie.

 

Cel czy narzędzie

Lepiej jest czytać fantastykę i krok po kroku sięgać po rzeczy tematyczne niż nie czytać w ogóle. Tym bardziej, że miłość do czytania zaszczepia się w ludziach przeważnie w dzieciństwie i mało prawdopodobne, że np. 10 latek sięgnie po Claudea Levi Straussa (pewnie są i tacy, ale rzadko a my chcemy przekonać do czytania więcej osób). Wraz z rozwojem zainteresowań, które z fantastyki mogą wynikać, będzie człek sięgał dalej i dalej.

Może ktoś powiedzieć, że to naciągane. Zgoda. To nie jest blog dla rodziców ani motywacyjny coaching, tylko jakaś luźna sugestia. Ja tak wędrowałem przez różne pozycje literackie to może
i Tobie się spodoba i spróbujesz? Ok! Jest w tym zasługa moich rodziców, którzy zawsze mieli multum książek – tata chętnie sięgał po fantastykę, mama jako filolog z wykształcenia zawsze miała w bród klasyki i opracowań przez co miałem lepszy start niż osoby, które w dzieciństwie takiego szerokiego dostępu do książek nie miały. Zgoda.

Istnieją naturalnie książki, których nie lubię i nie przypisuję im żadnej, ale to żadnej wartości. Gdy ktoś mówi mi, że je przeczytał uśmiecham się kpiąco pod nosem. Są to bowiem takie dzieła, które wywołują słomiany – papierowy? – zapał czytelniczy. Gdy byłem w szkole średniej, były to nieszczęsne „Dzieci z dworca Zoo” – choć nie mam pojęcia czemu, bo fabuła nie miała żadnego ale to żadnego związku z naszym pokoleniem ani problemami wbrew opinii fanów. Głównym problemem jaki mieliśmy było zniesienie limitów w szerokim paśmie w TP (obecnie Orange. Niektórzy mogą nie pamiętać, ale szerokopasmowy dostęp do Sieci miał limity i zwalniał, jak dziś niekiedy mobilny) albo ceny gier na PeCeta 😉

Potem prześladowała mnie Saga Zmierzch – która to swoją drogą, miała identyczny tytuł jak jeden z rpgowych questów, które sobie napisaliśmy, przez co było jeszcze gorzej – aby na końcu uraczyć nas wariacją na temat, która przerodziła się w poradnik o skali szarości. A może nawet dzieła te nie są złe. Tylko mnie wkurzają 😉

Podsumowanie

Zobaczcie jak dziwne przykłady wybrałem. Spośród nich tylko Lem i Verne należą do ambitnych. Pozostałe dwa są raczej popkulturowe. Bez problemu mógłbym dodawać: Zona? A proszę. Piknik – Stalker – Zona. Od kontaktu z kosmitami po historię Czarnobyla. Nie ma jej w książkach, ale są świetne filmy dokumentalne. Istotniejsze jest coś innego.

Nie przeczytasz dobrej, ambitnej książki, jeśli nie pokochasz czytania. Ciężko też zabrać się do czytelnictwa zaczynając od Dialogów Konfucjusza. Żeby nie było, że tylko ten Lem i Lem. Jeśli chcesz coś wyciągnąć z fantastyki, to jest to możliwe. Wymaga tylko ciekawości.

fot. w nagłówku freepik.com