… i naturalnie czterdzieści tysięcy złotych kosztów początkowych, naturalnie płatne z góry, do tego etat. Myślę że zacznę od pracy za około 20 tysięcy netto. Będzie to nowoczesna kampania, uwzględnimy media społecznościowe i ściany w WC okleimy… Co pan o tym myśli?

 

Freelancer

A zleceniodawca na to łamaną polszczyzną:

  • Ale panie grafik! Ja słabo polska język mówić, ale ja chciał do budki z kebab mała kartka z nadruk! Zwykła taka biała z ceną na drzwi przykleić!

Grafik odchodzi obrażony i klnie na czym świat stoi, przecież on na śmieciówce – o dzieło – pracował nie będzie, gdy w tym samym czasie już w ojczystym języku właściciel budki myśli, o czym ten debil bredził. Przecież chciałem tylko kartkę A4 z menu na drzwi w Wordzie mogła być choćby zrobiona tylko nie mam komputera…

Przerysowane

Bardzo przerysowana sytuacja. Jednak jest w niej coś prawdziwego. Czasem mam wrażenie, że graficy śmieją się z właściciela naszej budy z kebabem, nazywając go „Januszem Biznesu”, gdyż oczekiwał – grafik – że zaprojektuje wiekopomne logo i co najmniej księgę znaku.

Jasne! Przychodzi facet i mówi, że będzie hmmmm sprzedawał, no co by miał sprzedawać, a niech sprzedaje robione na zamówienie motocykle! Wiemy, że nie jest to tania zabawa. Zatem tu możemy już negocjować, już zakląć szpetnie w myślach gdy proponują nam pracę za 50 zł.
Bo jednak nie wypada tego werbalizować.
To samo gdy przychodzi facet i mówi, że otwiera franczyzę restauracji z tureckim jedzeniem, gdzie jedna ma kosztować 40 tysięcy. Zapewne potrzebuje „pełnego pakietu”, który kosztować musi bo za darmo też nikt pracował nie będzie. Czym innym jednak jest projektowanie wycinanki dla budki na rogu. Tym bardziej, że bardzo wielu znanych mi freelancerów myli identyfikację wizualną z brandingiem. Są szczerze przekonani, że logo czy ładna strona WWW to początek i koniec drogi do celu, o czym przekonałem się rozmawiając z kilkoma osobami. Wizualnie było cudnie, tylko co z tego jak nikt nie wiedział, że ten biznes w ogóle istnieje? Ale o tym innym razem.

Janusze biznesu…graficznego

Wszystkie moje klienckie doświadczenia sprawiają, że bardziej zastanawiam się nad samym sobą.

Budżet budki jest zasadniczo inny niż franczyzodawcy.
Mam po prostu wrażenie, że cała plejada pism i portali, sprawiła że każdy chce pracować jak dla Nike albo Samsunga czy Apple. Budżet, wolność, sława, kasa. Każdy kto nie daje na dzień dobry tego co Nike i etatu jest Januszem i nie ma odwagi na wielki rebrand – ergo jest polaczek cebulaczek i należy nim gardzić. A co prowadzi? Kiosk warzywny…
Swoją drogą, wybrałbym się pooglądać czy Zachód obfituje w same cudne projekty, bo gust tam taki dobry. O ile pamiętam władze Paryża ciężko walczyły z „outdorem” w mieście bo tragizm jego wykonania psuł estetykę centrum. Z resztą na jakimś portalu FB znalazłem info iż:

„Zakaz reklam zewnętrznych wprowadzono m.in. w stanach Vermont, Maine, Hawaje i Alaska w USA oraz w ok. 1500 miastach, np. w Bergen w Norwegii i największym mieście Brazylii – Sao Paulo”.

To już pół biedy. Opowiem Wam historię jak lat temu 5 albo 6 potrzebował kolega stronki WWW dla swojej małej 3 osobowej firmy. Jedna z oferta opiewała na 15 000 – 20 0000 zł. Byliśmy tak ciekawi co można dostać za 20 000 zł, że poprosiliśmy o PF. Dostaliśmy stronki z lat 90tych, oparte na ramkach i tabelkach. Dowiedzieliśmy się też, że pf nie jest aktualizowane od 15 lat, tak dobrze czytacie, od piętnastu lat, bo firma cieszy się takim zaufaniem, że nie potrzebuje portfolio.
No taaaaaaak. Z resztą znam i marketingowca, który zapytany o poprzednich pracodawców mówi, że to tajemnica i trzeba mu zaufać 😉

I to jest naprawdę nagminne. Szukasz kogoś do czegoś? Zapomnij. Kiedyś przez 5 tygodni prosiłem o ofertę bo potrzebowałem operatorów. Przesłałem im wszystkie wytyczne łącznie z ostatecznym dniem przesłania oferty. Przesłali ją pół roku po wydarzeniu oferując mi zniżkę za zwłokę.

 

I co? Nic.

Ja naprawdę rozumiem, że każdy chce mieć swobodę, wolność artystycznego wyrazu albo raczej efektów specjalnych w kolejnej wersji tego samego, ale ludzie! Litości!
Naprawdę nie widzicie różnicy między kartką A4 na drzwi w budce na dworcu a rebrandem dla Nike?

Mój przykład był bardzo przerysowany, wiem. Są graficy z przerostem ego i osoby domagające się księgi znaku za paczkę parówek. Nigdy nie pojmę jednak dlaczego „polaczek cebulaczek”, cham bez gustu i wiedzy? A wiecie co jest lepsze? On ma biznes. Często – gęsto zarabia dużo. Ma kasę ale „Janusze biznesu graficznego” nie potrafią sprzedać swoich usług! Jasne, zawsze znajdzie się prawdziwy cwaniak, który po prostu jest pełen pogardy dla drugiej osoby i zwyczajnie domaga się cudzej pracy za dyszkę. Tych nie bronię – przeciwnie. Raczej chcę wykazać pewne wzajemne niezrozumienie.
Etat to dla pracodawcy ciężka sprawa. Mamy pogrzane prawo, które pozwala na różne przewały a kosztu utrzymania pracownika są takie, że często gęsto można go tylko żyłować. Z drugiej, chyba żadna restauracja nie da etatu grafikowi. Jesteś freelancerem czy nie?
W sumie, może przygotuję tekst o umowach śmieciowych?

Na koniec: Nie bronię cwaniaków oczekujących, że za 800 zł netto dostaną programistę, sieciowca, fotografa i filmowca w jednym. Też ich nie lubię. Osób proponujących mi alkohol za pracę też nie. Nie raz bywało, że oferowano mi rozliczenie w rybach, butach, albo 25 zł za sesję portretową. Czym innym jest neohipsterski bar z kraftowymi piwami a czy innym wypunktowanie menu na kartce A4. Bez projektu.