Czyli gdzie obcować ze sztuką

Internet to cudowny wynalazek. W zasadzie nie ma nic lepszego 😉 Tym bardziej jeśli ktoś przejawia silne zachowania introwertyczne i nie specjalnie radził sobie w czasach przed Siecią. Patrz ja. Są jednak takie momenty gdy Internet „nie daje rady”. Jeśli interesujesz się sztuką, lubisz sobie pooglądać dobrze wyeksponowane fotografie – musisz iść do galerii.

Galeria sztuki

Galeria z internetem przegrywa i wygrywa. Cały czas zastanawiam się jak to wyrazić. Z jednej strony Sieć omija wszystkie mechanizmy zależności, znajomości i układów. Ty i ja możemy zamieścić nasze prace i zdobyć zainteresowanie ze strony odbiorców. Warto zapytać, czy tak naprawdę zawsze sami szukamy treści?
I tu zaczyna się główna wada Internetu. Choć mówiąc „internet” mam na myśli raczej www a dokładnie portale społecznościowe. Gdy z nich korzystamy podsuwane jest nam to, co lubimy co obejrzymy.

Wyprawa do instytucji jaką jest galeria sztuki to pewien przymus oglądania co kurator uznał za warte obejrzenia. Jednak nie koniecznie pokrywa się to z naszym gustem, co jest ważnym argumentem na rzecz galerii. Choć co zmusza kogokolwiek z nas by tam iść? Nic.
Ciężko podtrzymać argument „merytorycznej dyskusji” dzięki potędze komentarzy. Forumowicze czasem nawet nie reagują na pozostałych albo na to co komentują. Zostawiają komentarz zawarty w dwóch, trzech słowach i wychodzą szukać kolejnej „ofiary”, względnie toczą jakieś dziwne boje, które z czasem przeradzają się w pyskówki.

Dres vs koszula

Spodnie od dresu, kubek rozpuszczalnej i pobieżne przeklikiwanie kolejnych fot vs. wyjście, które wymaga nie tylko ubioru ale też chęci, skupienia.
Jasne, nie raz widziałem osoby siedzące w galerii dobre 2 godziny i piszące coś na FB. Ich uwaga nawet nie skierowała się w stronę zawieszonych prac. Do tego szybkie selfie @miejsce, #sztuka #kultura #galeria #wernisaz i spadamy na piwerko. Względnie znam masę osób, które zawsze podkreślają na FB swoją obecność poprzez wydarzenia i nigdy ale to nigdy się nie pojawiają. Zignorujmy ich. Po zastanowieniu nie ma sensu zajmować się „otoczeniem” a naszymi własnymi myślami.

Cała radość z galerii wynika z tego, że trzeba wstać i wyjść, jest czas, pozwalający wpatrywać się w jedną pracę i po prostu o niej myśleć. Pozorne towarzystwo innych jest mniej rozpraszające niż oglądanie w Sieci. Moim zdaniem, wpatrując się w odbitkę odbieramy fotografię pełniej.
Powiem Wam też, że kiedyś zapatrzony w globalną pajęczynę, uważałem że papier to archaizm i wraz z nim przepadną wszelkiej maści wystawy.

Pamiętam jak w Gdańsku wybraliśmy się z Kasią to muzeum sztuki współczesnej na ekspozycję Prac Damiena Hirsta – New Religion. Sens oglądania tego w Internecie mija się z celem. Pamiętam, że byłem wówczas – ponownie! – po lekturze Kongresu Futurologicznego – więc całość zrobiła ogromne wrażenie.

Rytuały podziwnia

Jakby nie było, wystawa prac w galerii ma w sobie coś magicznego. Niby archaiczne, niby niedzisiejsze ale ma w sobie taką dozę…ekskluzywności, pewnego rytuału. Sam zawsze powtarzam, że gdyby nie cyfra to omijałbym fotografię szerokim łukiem. Nie lubię babrać się w odczynnikach i siedzieć w ciemni. Nie lubię i już. Jednak dobra odbitka ma w sobie „coś”. Swoje zdanie o papierze wyraziłem już kiedyś w innym wpisie. W galerii prace są zazwyczaj dobrze przygotowane i wyeksponowane. Żaden Eizo czy inny LaCie nie da Wam tej radości. Choćby i 50 calowy – a bez urazy, raczej niewielu z nas ma do dyspozycji 50 calowe wypasione ekrany 🙂
Część na pewno. Jednak.