Historia fotografii jest Wam zapewne znana. Przeważnie prezentowana jest jako chronologiczne zestawienie dat, najważniejszych materiałów światłoczułych oraz zdjęć stanowiących ikony danej epoki.

Dość rzadko przytaczane są postulaty, manifesty, dzięki którym fotografia torowała sobie drogę do świata sztuk pięknych. Jeszcze mniej można przeczytać na temat postrzegania fotografii jako zjawiska, które odcisnęło swoje piętno na naszym świecie.

Jeśli zaś chodzi o jakąś analizę…jaką analizę? Wszystkie teksty na temat fotografii sprowadzają się ostatnio do krytykowania millenialsów robiących sobie selfie.  Zatem jeśli macie ochotę na coś innego, to mam dla Was dwie całkiem dobre książki.

Jak robić zdjęcia

Zasadniczo, największą popularnością cieszą się wszystkie pozycje na temat tego jak robić zdjęcia. Czyli podstawy fotografii, techniki oświetleniowe, postprodukcja. Czasem na scenę wkracza O fotografii S. Sontag, która z jakichś przyczyn uchodzi za inspirującą. Chyba do podjęcia studiów na wydziale antropologii. Jeśli jednak komuś taka społeczno – kulturalna analiza przypadła do gustu, to mam jeszcze dwie pozycje, które nie są o tym jak robić zdjęcia.

Nie znajdziecie specjalnie dużo informacji na temat tych książek, choć sporo osób deklaruje że je przeczytało. Za wyjątkiem Sontag naturalnie, tutaj wielu ma coś do powiedzenia, choć i te opinie będą dziwne.

Fotografia. Bardzo krótkie wprowadzenie

Pierwsza, nieduża i niegruba, wręcz filigranowa pozycja, jest bardziej przystępna, gdyż swobodniej napisana. Zasadniczo jest po prostu cieńszą wersją kilkusetstronicowej kobyły, którą zaraz Wam przedstawię. Znajdziecie tu odrobinę suchych faktów: fotografia jako odpowiedź społeczeństwa przemysłowego etc, i sporą dozę przytaczanych myślicieli, których nazwiska pokrywają się z następnym tomiszczem. Zatem potraktujcie książkę Edwardsa jako bardzo krótkie wprowadzenie do obszerniejszej pozycji lub jako deser po wywodach Sontag.

Między dokumentem a sztuką

Solidne 500 parę stron wywodów na temat postrzegania fotografii, kultury, pamięci, rzeczywistości. Postulatów i manifestów, środowisk akademickich i artystycznej bohemy, które prowadziły fotografię do zajęcia miejsca pośród sztuk oraz nie słabszych ripost jej oponentów, którzy nie chcieli rzemieślniczego tworu wpuścić w święte mury muzeów i galerii. A już na pewnie nie na uczelnie. Wiele wywodów pokrywa się z naszym bardzo krótkim wprowadzeniem. Przewijają się podobne nazwiska.

Książka jest trochę trudniejsza w odbiorze, bo po prostu przypomina typową pracę doktorską czy magisterską. Mniej tu własnej myśli autora, jakiegoś mocnego argumentu. To bardziej kompilacja z objaśnieniem, niż felieton podobny do tych autorstwa Amerykanki. Pozwolę sobie z resztą na koniec do nich wrócić.

W książce autorstwa bodajże Francuza, znajdziecie też bardzo ciekawy, jeden z ostatnich rozdziałów, poświęconych ciału, seksualności, pokazywaniu zakrytego. Czyli jak niewidzialne z powodów obyczajowych, zaczęło stawać się widzialne. Dokumentalna forma fotografii w służbie sztuki. Nazwiska takie jak Clark, czy Goldin oraz wiele innych. Prace tego pierwszego zabiorą Was w dość mroczny świat narkotyków, prostytucji. Goldin dla odmiany pokaże Wam świat LGBT. Przy czym nie oczekujcie sensualnych – uwielbiam używać tego słowa pejoratywnie – foteczek.

Fotografuj

Nie namawiam Was do oddania się akademickiej dyspucie, na temat fotografii. Chciałbym Wam po prostu dać przeciwwagę, dla infantylnych tekstów na temat Millenialsów, którzy robią sobie selfie i przez to są żałośni. Wykorzystują naturalnie na poły filozoficzne przemyślenia, które nie są poparte żadnymi badaniami np. Barthes`a, ale dadzą Wam też pole do samodzielnych przemyśleń, z których możecie wyciągnąć własne wnioski. Zwłaszcza jeśli uważacie za irytujące kolejne analizy społeczeństwa i pokolenia Y, bazujące na tym, że jakiś fotograf jest obrażony, że jego zdjęcia nie cieszą się taką popularnością jak selfiki influenserki*, jakkolwiek się to pisze.

Jeśli przypadły Wam do gustu wywody Sontag, tym bardziej pojawia się możliwość, że skusicie się na dwie kolejne pozycje, traktujące fotografię nie tyle teoretycznie co jako zjawisko. W końcu fotografia jest wszechobecna.

 

*Czasem warto sobie pobluzgać, celem podbudowania własnego ego, jest różnica między obrażaniem się na całe społeczeństwo przy piwku a zapchajdziurze bo naczelny żąda tekstów 🙂