Czasem zainteresowanie rodzi się z przypadku. Kiedyś, już całkiem dawno temu, gdy bawiłem się jeszcze jako dość naiwny fotograf w reportaże trafiłem na Bielską Jesień Jazzową. Reporterskie współprace nie przetrwały ale za to bardzo polubiłem gatunek muzyki, który kiedyś nie interesował mnie nawet z nazwy 🙂

Jazz

Nie będę silił się na żadną próbę opisu tej muzyki. Po prostu nie potrafię choćbym bardzo chciał. Wiem, że są dziennikarze muzyczni, którzy potrafią mówić o tym jak ja marketingu czy fotografii. No ja akurat zdolności tej nie posiadłem i muzykę oceniam zasadniczo w sposób prosty: fajne/nie fajne.

Jest w tych koncertach coś takiego, że traci się poczucie czasu i przestrzeni. I chyba to jest najlepszą cechą dużej części wykonawców. Niby absolutnie usypiające a równocześnie dość dynamicznie się to fotografuje. Dynamicznie jak dynamicznie. Nie w taki sposób jak na koncercie rockowym ale pewna dynamika, ekspresja jest w tym do uchwycenia.

Skupienie

Koncert jazzowy fotografuje się o tyle fajnie, że nikt się nie drze. Nie ma dzikiego tłumu, latających butelek – tak bywało, że w celu uczczenia ukochanego punkowego wokalisty ktoś cisnął flaszką po jabolu albo całym kuflem – to trochę jak picie herbaty. Uspokajają i pobudzają w tym samym czasie.
Dlatego właśnie lubię fotografować w trakcie koncertów jazzowych. Choć do melomana i takiego „zakochanego w muzyce” to bardzo mi daleko.