Napisałem już kiedyś post o książkach o Japonii. Nie licząc paru bardzo ogólnych, większość to raczej książki  o Tokio. Japonia = Tokio. Jakby japońska wieś czy przedmieścia nie istniały. Powodem może być kumulacja wszystkich tych dziwnych rzeczy, jakże pożądanych przez zachodniego turystę. To tam narodziła się kultura kawaii która jest taką samą zagwozdką dla ichniejszych socjologów jak dla naszych millenialsi. Tokio stanowi taki jaśniejący punkt na mapie, w którym skumulowały się wszystkie dziwactwa tego kraju.

Japonia = Tokio

Nie byłem w Japonii. Jednak chyba 90% materiałów z tego kraju to materiały ze stolicy. Wszystkie dziwactwa Kraju Wschodzącego Słońca skupiają się w stolicy. Kultura Warszawy kulturą Polski?
Nikt nie wie jak jest na jońskiej wsi. I kogo to obchodzi.

Na wsi nie ma wyzywająco ubranych kelnerek, nie ma cosplayów, nie ma nic! Niewiele jest też fotografii, czy książek o mieście North Platte w Nebrasce. Jasne, to nie NY czy inna stolica sztuki
i kultury. Tokio słynie ze swoich egzotycznych dziwactw, które niczym wirus rozprzestrzeniają się po całym świecie, wśród fanów kultury tego kraju. Można poświęcić całe godziny na analizę
i wyjaśnianie nieporozumień.

Nieporozumień. Wymyślonych prze media małych afer na przestrzeni lat aby nabić trochę wejść
a w erze papieru łupanego sprzedać kilka gazet. Dziś już prawie się nie trafiają, bo japońska kultura popularna się opatrzyła i przestały nasz szokować „małe dziwactwa z Tokio”.

Pokolenia z Tokio

Pierwszym takim wielkim piewcą japońskiej kultury był niejaki Paweł Musiałowski, znany czytelnikom jednego z czasopism o grach jako Mr. Jedi. Zyskał on sobie znaczne grono czytelników zarówno w magazynie Kawaii a później Mangazynie. Dobra, może nie ona sam, ale redakcja pod jego przywództwem. Jakoś nie udało mu się chyba zyskać wielkiej popularności w erze YT. Tutaj palma pierwszeństwa przypadła komuś innemu.

Później przyszła pora na Japoński Wachlarz, o którym już pisałem oraz kilka innych książek, ale Wachlarz w jakiś sposób zaznaczył swoją obecność na rynku wydawniczym. Potem nastała era YT
i nadal przoduje Tokio.

Po prostu dorastają w Polsce kolejne pokolenia fanów kultury japońskiej, które poszukują czegoś o Kraju Kwitnącej Wiśni. Ci zaś którzy już przez tokijski etap przebrnęli albo wyrastają ze swojej obsesji albo sięgają po coś innego. Może nagle dociera do nich myśl, że Japonia wcale nie jest tylko krajem dziwacznej popkultury, kolorowych cosplayowych włosów i dziwnych kawiarni. Być może, podstawowym problem jest bariera językowa.

Co jak nie Tokio?

Kultura Japonii. Z tą jest małe zamieszanie, bo kraj ten pewnego razu postanowił być zachodni. Samurajom siłą obcinano „koczki”, urzędników ubierano na modłę amerykańską, modernizowano kraj. Podobny szał ogarnął też kiedyś Rosję. I nagle powstały silne nastroje antyamerykańskie, wręcz nacjonalistyczne. Bez małą dekretem stworzono kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni. Potem przyszła II WŚ i druga amerykanizacja, tym razem zasłużona. Minęło jeszcze trochę czasu i mają tam Boże Narodzenie, Halloween a jakby mi ktoś powiedział, że obchodzą Święto Dziękczynienia, to po prostu bym uwierzył, bo część kraju, Tokio właśnie, jest przedziwnym miksem. Fajne? Bierzemy. Nie fajne? Weźmiemy co lepsze części i zrobimy coś lepszego.

Przez to właśnie stolica tego wyspiarskiego kraju jest tak barwna. Jeśli jednak pamiętacie wpis o książkach o  Japonii to kojarzycie „najlepszą książkę o tym kraju jaka kiedykolwie powstała” czyli Chryzantemę i Miecz autorstwa Ruth Benedict. Nie widziała Japonii. Zbadała Japończyków, przetrzymywanych w USA w obozach. Powiedzmy tymczasowego odosobnienia
od społeczeństwa, bo adekwatna nazwa ma już dość pejoratywne znaczenia. Wyjdzie nam z tego obraz szlachetnych okrutników żyjących w myśl bushido*

Zrozumieć samuraja

Można. Amerykanin może nie zrozumieć, bo ich historia nie ma w sobie paru elementów Starego Kontynentu**. Wracamy do historii. Kto pamięta ze szkoły archetypy? No to mamy idealnego rycerza. Jasne, jest kilka różnic, np. podpunkt o sławie. Jednak wierna służba, honor są wspólne. Mamy dość dużo elementów wspólnych, by zrozumieć elementy ich kultury. Benedict ich nie uwzględnia, a przynajmniej ich nie zauważyłem. W sumie opis feudalnej Japonii pasowałby do wielu feudalnych krajów Europy. Poza tym, nie każdy jest potomkiem szlachetnego rodu. Część to potomkowie chłopów. Z jakiejś przyczyny całemu narodowi przypisujemy szereg stereotypowych cech, które nijak mają się do rzeczywistości. Jest to o tyle proste, że historia Japonii nie jest powszechnie znana. Oni do tak gloryfikowanego bushido mieli równe luźne podejście jak nasi rycerze. W pewnych kręgach, sytuacjach należało go przestrzegać. I jak zwykle było tysiąc wyjątków, kiedy tego nie robiono. Nie wiem czy wiecie, ale samurajowie mieli tendencję do zadłużania się na potęgę a następnie regularnych buntów celem umorzenia przez szogunat tych długów. Szlachta nie pracuje. Tej zasady trzymali się twardo, tym bardziej że można było za złamanie tego akurat punktu stracić życie. Choć zapewne było nie mało przedsiębiorczych szlachciców, którzy cichcem czerpali zyski z jakże nieszlachetnych źródeł.

Japoński PR

Jaka jest tradycyjna zupa, na wigilię Bożego Narodzenia? Znam przynajmniej 4 tradycyjne odpowiedzi.

Pamiętać też trzeba, że oni serwują nam taki sam PR jak my im. Opowiadają to co „im się się wydaje, że jest”. Często zakładamy, że każdy obcy zna swoją kulturę od podszewki i wszystko co rzecze przedstawiciel tegoż narodu jest jedyne i słuszne. Zawsze gdy mowa o kulturze i tradycji pytam:
Jaka jest tradycyjna zupa, na wigilię Bożego Narodzenia? Znam przynajmniej 4 tradycyjne odpowiedzi.

 

 

 

 

*uproszczenie konieczne, przeczytajcie książkę i tyle. Albo dobra, opowiem wam kiedyś na vlogu

** ale jak mi ktoś napisze, że przez to są gorszym państwem, bo nie mają takiej tradycji państwowej jak choćby my, to skasuję komentarz. Ostrzegam.