Biografia Lema

Mógłbym użyć sporej ilości przymiotników do scharakteryzowania twórczości tego pisarza.
W sumie same truizmy. Każdy wie, że ciężko napisać coś negatywnego o jego dorobku. Może tylko kwestie warsztatowe, mógłby podważyć jakiś wybitny literaturoznawca.

Natomiast kim był sam S. Lem? O swej przeszłości zdradził nam niewiele. Kilka słów w Człowieku z Wysokiego Zamku, odrobina w Szpitalu Przemienienia i małe zwierzenie Rappaporta w Głosie Pana. I dużo więcej w najnowszej biografii polskiego pisarza pióra Wojciecha Orlińskiego.

Biografia biografii nie równa

To co dla maluczkich było tylko zgubnym i uciążliwym nałogiem, dla jego geniuszu było drogą do poszerzenia własnej świadomości być dać światu muzykę, która przetrwa wieki. Jim jest niejako skazany na wielkość i autodestrukcję w imię pozostawienia po sobie ponadczasowej spuścizny.

Zacznę od kilku krytycznych słów. Wiemy,  i nie potrzeba do tego biografa, że Lem nie lubił mówić o swoich wojennych przeżyciach. Uchylił rąbka tajemnicy w wyznaniu wspomnianego Rappaporta oraz Szpitalu Przemienienia. I to mnie uderzyło na początku biografii. Szanowny autor mógł mieć różne intencje, ale intencje to jedno a odbiór to drugie.

Otóż, mam wrażenie że Orliński oskarża Lema. Lem, pochodzący z żydowskiej rodziny nie wsławił się działaniami z bronią w ręku. Wojnę przeczekał, ukrył się. Naturalnie pochodzenie ściągało na niego wielkie ryzyko. Mam bardzo nieprzyjemne wrażenie, że biograf oskarża Lema o jakieś nieczyste zagranie. Jak żeś pan przeżył panie Stanisławie? Jak się panu udało? Później ukończyłeś Pan niezłe studia, nieźle ci się wiodło…czegóż to zasługa?

 

Pamięć podsunęła mi w trakcie lektury tych rozdziałów kilka przykładów. Kto pamięta Film The Doors z 1991 roku? Jim Morrison. Narkoman i alkoholik. Tymczasem film ma dwojaki wydźwięk. To co dla maluczkich było tylko zgubnym i uciążliwym nałogiem, dla jego geniuszu było drogą do poszerzenia własnej świadomości być dać światu muzykę, która przetrwa wieki. Jim jest niejako skazany na wielkość i autodestrukcję w imię pozostawienia po sobie ponadczasowej spuścizny.

I film o Ryśku Riedlu, który był tylko zaćpany.

Wschód vs Zachód

Uderzające jest jak prezentujemy naszych twórców. Film o Beksińskich? PRLowski facecik z synem czubkiem. A gdzie wielkość artysty? Gdzie radiowy geniusz Tomka Beksińskiego? Rozumiem, że demitologizacja to niezłe podejście, ale można to odebrać jako dewaluację. Tych naprawdę wielkich staramy się zdegradować do roli takich samych jak inni, równocześnie próbując podnosić do rangi symbolu i bohaterów, ludzi którzy wcale na to nie zasługują. Czemu tak czynimy? Nie wiem.

Weźmy biografię Jobsa: porzucił córkę, wykorzystał przyjaciół, tam coś ukradł, tam oszukał. Jednak wydźwięk jest jasny. Wizjoner, który musiał robić to co robił by skomputeryzować nasz świat, dać nam to co mamy. Super.

Życie nie z tej Ziemi

Wróćmy jednak do naszego pisarza. Biografia wydaje się być rzetelna, obfitująca w ciekawostki. Przybliżająca nam człowieka, którego znamy jako geniusza polskiej fantastyki naukowej. Brakuje mi jednak właśnie tego geniuszu. W książce mamy dwie osoby Pisarza Lema, który jest owym geniuszem i Stanisława Lema, który jakby nie przystaje do tego drugiego. Stateczne, nie licząc okresu wojny, życie Stanisława ni jak nie pasuje też do tytułu.
Taki tam rozdźwięk.

Mimo tego uważam, że całość jest naprawdę dobra. To co napisałem wyżej można przekuć w zaletę. Pokazuje nam oblicze człowieka, które jednak wyłania się z lektury jego książek. Kiedyś jakaś dziewczyna napisała na forum, że aby czytać Lema trzeba być człowiekiem bardzo inteligentnym. Odparłem, że guzik prawda. Jego powieści są tak skonstruowane, że osoba pragnąca jedynie rozrywki znajdzie w nich niezłą fabułę i świetnie spędzony czas. Osoba, która postanowi pobawić się odczytywanie znaczeń, wizji, aluzji i pomysłów otrzyma olbrzymie pole do popisu z zakresu informatyki, techniki, socjologii, kultury i ludzkiej natury. I taki był Lem. W przeciwieństwie do obecnych nadętych trochę samozwańczych królów polskiej fantastyki. Nienaukowej.

Podsumowanie

brać i czytać. Warto.