masochistą

Inaczej zablokowałbym konto na fb i korzystał tylko z menadżera stron. Jednak tego nie zrobiłem! I czasem na to patrzę.

Najgorsze zdjęcia…

jakieś tam. I beka z czegoś tam. Czterdzieści kilka tysięcy fanów strony z kijowymi fotografiami. Polubień setki. Dyskusja idzie wartko. Janusz i cebula stanowią 90% słownictwa. Pozostałe 10 to emotki. Szkoda tylko, że owi Janue z których tak bardzo nabijają się bywalcy grup nigdy ale to nigdy nie dowiedzą się że taka sytuacja miała miejsce. Czasem co celniejsza uwaga zyska sobie wiele lajków czy serduszek, sprawiają że komentujący poczuje dumę ze swojej elokwencji. Szkoda.

Bez winy nie jestem – bywałem.

Sześć standardów moralności

Grubemu facetowi jeszcze ujdzie. 90% ognia skupiają na sobie panie, nie pasujące do standardów naszej epoki. Osiągalnych, jak najbardziej. Choć jak to zwykle bywa, trzeba się czemuś poświęcić. Panowie na większości zdjęć jakoś uchodzą cało, jacy by nie byli. Natomiast właśnie kobiety obrywają najcięższą artylerią. Przy czym działają najbardziej prymitywne mechanizmy.
Jeśli kobieta jest atrakcyjna, to może pozować do zdjęć bez mała pornograficznych. Jeśli czegoś jej brakuje bo jest po prostu „konsumentem” który zamówił sesję – pewnym jest że ktoś to odkopie i jej dokopie. Potem się okazuje, że fala nienawiści wylewa się z profili, których właścicielom brakuje…no wszystkiego. Jeśli zaś nawet posiadają tężyznę fizyczną -ale zdarza się to rzadko, bo ta cecha wymaga siłowni a nie facebooka – to niektóre organy uległy atrofii.

Poczucie wartości, wyrazić siebie

Powód moi drodzy, jest banalny. Znacznie łatwiej jest budować swoje poczucie wartości w oparciu o cudze porażki. Jest oczywiście cała i to duża grupa osób, która aspiruje do tego by równać się z najlepszymi albo ich prześcignąć. Tego nie można zanegować. Grupa ta, pracuje i omija szerokim łukiem wszystko co związane z tymi malkontentami. Najczęściej nie są to fotograficy, graficy, robotycy ani absolwenci filologii polskiej. Osoby, które spędzają w Sieci całe godziny obrzucając wszystko błotem i drwiną szukają opcji dowartościowania. Serio. Jeśl

To chyba nawet nie dlatego, że bardzo wszystkim przeszkadza jak palnie się jakąś głupotę. Raczej wszystkim przeszkadza, że robiąc coś innego niż wszyscy masz potencjalną szansę zostać zauważonym. Lepiej sprowadzić każdego do jednego, akceptowalnego poziomu. Wiecie, poprzez fotografię wyrażamy siebie. Wszyscy jesteśmy tacy sami.

Szanuję to

Autorzy tych stronek szukają, przekopują i walczą o najlepsze jpgi niczym Cappa na froncie w Normandii. Tytaniczna praca godna lepszej sprawy 😉
Gdyby autorzy poświęcili tyle wysiłku na propagowanie dobrej fotografii mogli by odnieść pewien sukces. Choć…czy kogokolwiek łącznie z garstką obecnych tam fotografów obchodzi jakaś dobra fotografia?

Gdy mamy coś dobrego, co wymaga pomyślunku, nauki i wiedzy, liczba odbiorców spada na pysk. Wiem, że pewnie wielu z Was poczuje się urażonych, ktoś wyskoczy z maścią na ból d*** albo czymś takim. Jednak – szanuję wysiłek włożony w tworzenie takich stron, bo ewidentnie jest kolosalny.

No to znikamy

Osobiście od lat czytam cykl It’s Guest Blog Wednesday. Idea jest prosta. Co środę, na blogu Scotta Kelby pojawia się wpis przygotowany przez jakiegoś dobrego fotografa. Pewnie kumpla Scotta, ale jakie to ma znaczenie? Ważne, że ci ludzie mogą nam naprawdę bardzo pomóc w dalszym rozwoju opisując swoje sukcesy, porażki, doświadczenia i podając gotowe rozwiązania.

Jeszcze raz mówię: nie jestem bez winy. Siedziałem tam, komentowałem, traciłem czas. Tylko, że te cudze porażki i moje wyzłośliwianie nie sprawiły, że stałem się lepszym fotografem tylko wylałem sobie trochę jadu. Serio: olejcie te grupy, kupcie dobrą książkę i śmigajcie w plener. Co z tego, że ktoś gdzieś tam źle zamocował lampę? Serio Was to boli? Bo mnie nie.