O fotografii – Susan Sontag

Wiele osób mówi, że O Fotografii autorstwa Susan Sontag, to najważniejsza książka o fotografii XX wieku. Wielu też nazywa ją źródłem inspiracji. Inspirująca książka.
Zastanawiam się, jakim cudem. W tej książce nie ma nic, co inspirowałoby do dalszego działania. Jest to bardzo luźny zbiór esejów, do tego bardzo dygresyjnych. Autorka swobodnie snuje myśli, przeplata filozofię, socjologię, antropologię. Dlaczego książka nadal cieszy się taką popularnością? Cóż, bo niewiele się od tamtych czasów zmieniło*

Socjologia

Sontag analizuje przyczyny powstania fotografii. Odpowiedź na potrzeby społeczeństwa przemysłowego. Łatwe i szybkie powielanie obrazów, schyłek malarstwa, pojedynczych kopii. Czas na produkcję masową, przemysłową! Czy coś się zmieniło? Nie za bardzo. Dziś jakoby to nie przemysł a informacji jest podstawą społeczeństwa. W kwestii fotografii niewiele się natomiast zmieniło.

Nie ma nawet zbyt wiele o samej „sztuce”. Wszystko, kręci się mniej więcej wokół podobnych tematów:

Dla tych, co nie czytają

W fotografii upatrywano metody na łatwe rozpowszechnienia informacji. W końcu znacznej części społeczeństwa czytanie nie przychodzi łatwo. Wraz z upowszechnieniem sposobów na reprodukcję fotografii w prasie, zwiększyła się jej przystępność.
W końcu jeden obraz wart jest tysiąca słów.

Dziś, gdy 90% internautów woli oglądać zamiast czytać, i to już nie fotografie a wideo, stwierdzenie nadal jest aktualne. Choć wiele osób upatruje w doszukuje się w tym upadku. Cóż, obraz jest zdecydowanie bardziej naturalny dla człowieka niż tekst. Dlaczego tak szybko upowszechniła się telewizja, dlaczego szybko wyrastają kolejne vlogowe sławy? Czasem sam myślę o przeniesieniu bloga na YouTube 🙂 W końcu kto to czyta?

Biedni i bogaci

Raz jeszcze nic się nie zmieniło. W końcu, kto widział przybysza z najuboższych rejonów Afryki, obwieszonego japońskim sprzętem i robiącego zdjęcia bogatym ludziom?

U swego zarania, fotografia biedoty stanowiła pewne hobby dobrze sytuowanych ludzi. Czasem służyło to jakimś pozytywistycznym ideałom. Dziś ta „zabawa” trwa w najlepsze. A to „projekty” z Afryki, a to biedni, starzy ludzie gdzieś na wschodzie Polski. Ot, bogaci ludzie fotografują sobie biednych, zbierają nagrody, widz przeżywa swoje catharsis i informuje o tym na FB.

Rytuały

Sontag stwierdza, że nie fotografowanie dzieci, zwłaszcza gdy są małe stanowi swoiste zaniedbanie. Coś się zmieniło? Być może tylko to, że częściej dzielimy** się zdjęciami dzieci w mediach społecznościowych. Karygodne!

No właśnie. Tutaj nie potrzebowałem dalszego wywodu, wystarczyło zapytać babcię. Kto miał aparat, robił zdjęcia. Kto miał zdjęcia – dzielił się nimi. Jedyna różnica była taka, że gdy moja babcia i dziadek pstrykali foty mojemu tacie na placu zabaw, trzeba było je przygotować i zabrać do kawiarni, przedstawić w albumie na zjeździe rodzinnym, albo wysłać pocztą.

Zmieniła się tylko forma. Dziś wrzucamy fotę na FB. Idea jest taka sama. Podzielić się zdjęciem, chwilą, radością. Być może wszechobecna nostalgia każe nam krytykować tą „bezduszną metodę”. Cóż, każda epoka ma swoje sposoby komunikacji.

Pełna pomysłów

Już wiele razy słyszałem, że O Fotografii to księga pełna pomysłów. Jednak nie mogę odnaleźć jakich. Tematów? Być może dla socjologa, psychologa czy antropologa. Sontag pisze bowiem dlaczego sięgamy po aparat, dlaczego ta forma wyrazu, uwieczniania, stała się tak powszechna. Co skłania nas do robienia zdjęć? Po co je robimy i po co przechowujemy. Pod tym względem tak. Sprawia, że chcę się zatrzymać i pomyśleć. Dlaczego robimy selfie? Czemu jesteśmy tak egocentryczni, że będąc w Londynie publikujemy swój dziób zamiast Londynu? Oglądamy to potem? Czy nie oglądamy?

Księga aktualna

O fotografii, co już napisałem, jest zaskakująco aktualna. „Odmowa wykorzystania wyrafinowanego sprzętu stanowiła dla wielu fotografów punkt honoru[…]” Brzmi znajomo? Dziś w 2017 roku, w XX wieku, gdy mamy sprzętu w bród, wielu decyduje się korzystać z „tradycyjnych metod” czy też technik. Punkt honoru czy moda?

Chyba właśnie ta aktualność sprawia, że książka jest tak chętnie przetwarzana przez kolejne pokolenia fotografów. Sontag stworzyła coś, co wystarczy uzupełniać o kolejne rozdziały. W końcu, jej „fotografia” była trwała, wieczna, służąca przechowywaniu. A co ze Snapem?

O fotografii

mówi się bardzo mało. Susan Sontag podjęła w tych felietonach spore wyzwanie. Ile razy spytaliście kogoś czemu fotografuje i usłyszeliście coś więcej niż popularny cytat albo coś o wyrażaniu siebie. Fotografia, jak każda forma sztuki jest nieco bełkotliwa. To nie nauka ścisła by ubierać ją w precyzyjne wzory.

W zasadzie już kiedyś o tym napisałem, ale 90% rozmów o fotografii sprowadza się do narzekania na „dorabianie filozofii do dupy”, zachwyt na nagimi kobietami a reszta jest „jakiś przymiotnik” – wstawcie tu jakiś modny przymiotnik.
Dreszcz emocji wywołują tylko analizy nowego aparatu, czy nowa zakrzywiona matryca będzie lepsza względem starszej o 3 godziny niezakrzywionej. Mam wrażenie, że ludzie wstydzą się rozmawiać o czymkolwiek innym. Wystarczy opublikować jakiś głupawy wpis o sprzęcie, by wywołać burzę, bazującą na kompleksach własnych fotografujących.

W sumie, mam paru znajomych z którymi czasem rozmawiam o fotografii.
Lampy, obiektywy, aparaty, statywy. I tyle.

Chris Orwig

A jeśli potrzebujecie prawdziwego, pozytywnego kopa do działania polecam Poezję Obrazu, aut. Chrisa Orwiga. Świetne dzieło, pełne rad jak smutek przekuć w inspirację, jak cieszyć się deszczem i słońcem, jak dać sobie z buta na start i ruszyć w świat z aparatem w łapie!

*nie mam dzieci, ale pewnie gdybym miał to bym tak robił. Zatem nie ma co wskazywać palcem. My.

**Ta, Misja Heliograficzna vs. Selfie 🙂