Całość brzmi trochę jak manifest socjalistyczny. Na szczęście tylko trochę.
Pamiętam wywód pewnego reżysera filmów dziwnych, które ogląda on i trzech jego kolegów, przy czym nie ma pewności, że wszyscy z własnej woli. Domagał się on więcej pieniędzy od państwa, w sensie instytucji państwowych, celem realizacji swoich wizji. Cóż, artyści nigdy lekko nie mieli.

Ze sztuki jako takiej utrzymać się może kilka gwiazd. Oni spijają śmietankę a reszta musi dorabiać celem dania upustu artystycznym zapędom. Zasadniczo jest to taka na poły socjologiczna publikacja na temat tego jak traktowani są artyści wszelkiej maści we współczesnym świecie.

Ważne jest by nie łączyć pracy artystycznej z pomysłami co niektórych freelancerów, którzy oczekują, że budka z kebsem, będzie dysponowała takim samym budżetem jak McDonald. Reklama choć sztuka być może, rzadko kiedy jest Sztuką.

Co w środku

Nie chcę streszczać całej książki. Wszystko sprowadza się do tego, że osoby aspirujące do miana artysty albo uważane za artystów, nie mają ze strony państwa żadnych zabezpieczeń socjalnych. Są de facto traktowani jako osoby prowadzące samodzielną działalność gospodarczą. Ile trzeba by sprzedać obrazów, rzeźb czy druków, by zarobić na podstawowe opłaty związane z jej prowadzeniem. Dalej mamy analizy i badania rynku sztuki, które pokazują jak świat twórców jest podzielony, odrobina krytyki na temat samych wystaw – przemowa, rzucamy się na bufet i do domu – oraz jakie jakie są perspektywy zarobku. Ogólnie bardzo dużo analiz, tabel, wykresów, narzekania. W tym na rynek pracy, który próbuje traktować artystów jak wolontariuszy, których celem życia jest pomaganie przedsiębiorcy w zakupie nowego Ferrari.

Podejrzewam, że publikacja ta powstała gdy kilka osób przestało akceptować niektóre zachowania. W sumie opowiem Wam anegdotę, która mogłaby trafić do cyklu Najśmieszniejsze teksty klientów. Niedoszłych. Otóż, zadzwoniła to mnie jakaś pani ze stolicy. Kraju, nie województwa. I rzecze, że wszystko jej się podoba i bardzo chętnie podejmie ze mną współpracę. Pytam czy wie, że od Warszawy dzieli mnie 4-5 godzin jazdy samochodem*. Odparła, że tak ale zaprasza na rozmowę. Powstrzymawszy jej zapędy, pytam jakie jest planowane wynagrodzenie. Odpowiedź była rozbrajająca:

Nie podoba mi się w jakim kierunku zmierza ta rozmowa

Cóż, rozumiem, że to najdrażliwszy element ale zanim pofatyguję się do stolicy, chciałbym wiedzieć za ile. I dostałem lekką reprymendę.

Pan chyba nie wie ile zarabiają ludzie w kulturze
i sztuce! Nie przewidziałam wynagrodzenia, ale ewentualnie mogę wygospodarować 800 zł. To powinno wystarczyć na przejazdy.

Wygłosiłem dłuższą tyradę i nagle mnie olśniło. To prank i zaraz z dalszej rozmowy pół Polski będzie miało ubaw, a ja stanę się memem. To nie był żart. Pani uznała, że skoro nie jestem z Wa-wy to za 800 spokojnie 3-4 w tygodniu dojadę żeby wykonać polecenia. A ja nawet nie jestem artystą. 

I chyba ktoś nagle nie wytrzymał i tak oto powstała Czarna Księga Polskich Artystów.  Naturalnie jest to jedna z tych publikacji, które przeczytam ja, ty, kilku innych pasjonatów i na tym koniec. Podobnie jak wszystkie stronki w stylu Nie fotografuję za darmo gdzie kilka osób, wyżywa się na ogłoszeniodawcach z OLX. Bo na większych firmach nie mają odwagi. W sumie nawet na własnych szefach. A trzeba wam wiedzieć, że standardem jest etat w oparciu o samozatrudnienie, własne wyposażenie i gotowość do inwestowania w firmę. Gdy szef jeździ samochodem wartym 900 000. Bez kredytu. I nadal nie przeczy to tezie o zepsutym rynku.

 

 

Świat sztuki

O ile z niektórymi rzeczami łatwo mi się zgodzić – np. gdy słyszę że galeria chce zorganizować wystawę prac jakiegoś artysty, ale musi on sobie pokryć znaczną część kosztów jej organizacji to ciężko się nie skrzywić. W przypadku fotografów koszt dobrego druku prac może być nader wysoki. Galeria zapewnia ciastka.

Inne wymagają już trochę większego zaparcia. Wiem, że każdy chciałby tworzyć tylko wedle własnego uznania i brać za to kasę – jak wspomniany we wstępie reżyser filmów nieznanych – ale kto to ma sponsorować? W zasadzie nie pada żadna konkretna odpowiedź. Jest tam trochę socjologicznych analiz, mnóstwo wykresów, ale czy jest tam jakieś remedium? Jakoś się nie doszukałem. Nawet tego, że wiele historycznych dzieł sztuki powstało na zamówienie kogoś zamożnego.

Świat sztuki zawsze wymagał pewnego mecenatu. Zwłaszcza tej uznanej za Sztukę Wysoką, gdyż inaczej ciężko zebrać fundusze. Jakimś środkiem zaradczym na pewno jest crowdfunding. Trzeba się przebić? Trzeba. Trzeba umieć się sprzedać? Trzeba. Czy wylansowanie piekarni wymaga innych zabiegów? Niestety wspomniana Sztuka Wysoka nie ma racji bytu na portalach tego typu. Tutaj, będzie ciężko przekonać kogokolwiek.

Mentalność

Ja muszę na to pracować cały miesiąc!

Myślę, że dużym problemem jest mentalność, taka sama jak świat długi i szeroki.  Podstawową jej cechą jest zawiść. Nie ważne jakim językiem włada narzekający na pracę i płacę. Ważne, że uważa że powinien dostać więcej. Wszyscy zgadzamy się co do tego. Powinniśmy zarabiać więcej. Jeśli jednak zaczniesz, staniesz się pariasem. Musisz odejść, poszukać sobie… lepiej prosperujących znajomych. Bo nie dadzą ci żyć. W końcu kto chce zadawać się ze złodziejem?

Podobnie myśli bardzo wiele osób. I często nie jest to właśnie cwaniactwo, chęć wykorzystania drugiej osoby. Naprawdę nie cenimy wielu rzeczy i ludzi. Drażni nas gdy ktoś pozornie zarabia w godzinę tyle co my. Jednak na 90% nie jest to artysta. Tych świetnie prosperujących jest naprawdę niewielu.

Odnosi się to co całej branży kreatywnej. Nie wiem czy pamiętacie inny wpis, w którym pisałem o teoretycznie zepsutym rynku usług fotograficznych. Możecie powiedzieć, że przecież argumenty z tego poprzedniego odnoszą się też od sytuacji, opisanej tutaj.  W zasadzie tak. Zatem po co produkować jeszcze jeden wpis o tym samym? O ile można nazywać dobrego grafika artystą, to powiedzmy, że rzadko kiedy reklama staje się prawdziwą formą sztuki. Z drugiej strony zawsze dobrze przytaczać nowe argumenty i poglądy. Obstawanie przy jednym jest nieciekawe 😉

Do takich genialnych przykładów należy Toscani i jego reklamy dla Benettona. W sumie temu facetowi udało się zamknąć pewien przekaz w reklamie majonezu i musztardy. 

To tyle marudzenia na dziś 😉