Książka o fotografii, której autor nie potrafił fotografować. Fotografia nawet go nie interesowała. Co więcej, nie chciał słuchać fotografa. Pamiętam jak świętej pamięci Andrzej Baturo, powiedział mi że zgłosił się do niego jakiś socjolog (znany) ale ciężko powiedzieć, żeby interesowały go odpowiedzi na pytania. Miał swoje tezy i argumenty na ich poparcie.

To po co gadać z wybitnym fotoreporterem jeśli go nie słuchasz?

Z resztą wystarczy smartfon i można udowodnić, że mamy sinoizację społeczeństwa gdyż w okolicy jest więcej chińskich knajp niż McDonaldsów a jak się bardzo uprę udowodnię „kebabizację”, bo tych jest jeszcze więcej w ramach obecnej mody na kebab. Notabene tańszy i smaczniejszy niż jedzonko z łuków.

Reportaż. Reportaż socjologiczny

O mariażu socjologii i fotografii pisałem nie tak wcale dawno. Dziś przyszła pora na małe rozprawienie się z dziwactwami tejże nauki w kwestii fotografii.

Autor „Fotografia bardzo krótkie wprowadzenie”, poświęca dwa rozdziały na analizę czym jest dokument a czym jest fotografia artystyczna  – lub jakakolwiek inna niż dokumentalna. Nie on jeden, ale akurat jego wywód mam świeżo w pamięci.

Ogólnie jednak ujmując fotografia dokumentalna powinna być pozbawioną subiektywizmu formą zapisu otaczającej rzeczywistości. Problem w tym, że sam wybór tematu jest już subiektywny. Nie można być jednoznacznie obiektywnym, nie wspominając, że chwila naciśnięcia spustu migawki już jest naznaczona własnym punktem widzenia. W zasadzie nie istnieje jednoznacznie coś takiego przynajmniej w mojej prywatnej definicji, jak fotografia dokumentalna. Każda fotografia jest zapisem chwili. Nie ma znaczenia, że nagi facet biegnie z końskim łbem i jest wymalowany na różowo. Przez chwilę wymalowany na różowo facet biegł z końskim łbem i choć jest to dość abstrakcyjne i nie jest elementem „rzeczywistości” to jest zapisem danej chwili.
W ogóle sam spór o rzeczywistość jest dość problematyczny.

Niewątpliwie istotnym jest założenie, że każda fotografia o czymś świadczy. Analizując czyjeś np moje pomysły na fotografie, które zrealizowałem można z całą pewnością powiedzieć dużo na temat wzorców, elementów współczesności, moich inspiracji.

W fotografii od dawna figuruje termin „reportaż socjologiczny”, który w socjologii nazwano „socjologią wizualną”, w pewnym stopniu obie te dyscypliny się ze sobą pokrywają. Z tą różnicą że socjologia wizualna nie wymaga kreacji, może bazować na dowolnych znalezionych, zastanych czy otrzymanych fotografiach a reportaż nie potrzebuje naukowej metodologii.
Interesujące jest jednak coś innego.
Przyjrzyjmy się zdjęciom fotografów, którzy dokumentują codzienne życie ludzi i popatrzmy na socjologów, którzy fotografują.
Ci drudzy są bardziej interesujący. Z jakiejś nieznanej mi przyczyny, tworzą swoje zdjęcia tak, że bez opisu nie mają one racji bytu. Paskudne, dziwacznie skomponowane i zawsze tworzone tak by były jak najbrzydsze i symulowały naturalność.

Kebabizacja społeczeństwa

Następnie obejrzałem kilka fotografii na temat jakichś relacji tudzież wypierania wszystkich innych relacji międzyludzkich na rzecz ekonomicznych. Stoi facet z kubkiem napoju i mam się domyślić tego nie banalnego przesłania.

Przy czym ta naturalność jest troszkę przerażająca. Tylko podpisy pod zdjęciami są wskazówką czego dotyczą. I już nie mówię o kwiatkach pokroju nazywania Capoeira „walką Kung-fu”, bo socjologowi się nawet nie chciało podejść i zapytać „panowie, co ćwiczycie?”, tylko o fotografiach typu „Mcdonaldyzacja społeczeństwa”, gdzie smętnie w rogu gdzieś wisi znaczek restauracji pod złotymi łukami, ale tak upchnięty, że zaczyna się zabawa w szukanie go i potrafi trwać dobrych kilka minut. Z resztą wystarczy smartfon i można udowodnić, że mamy sinoizację społeczeństwa gdyż w okolicy jest więcej chińskich knajp niż McDonaldsów a jak się bardzo uprę udowodnię „kebabizację”*, bo tych jest jeszcze więcej w ramach obecnej mody na kebab. Notabene tańszy i smaczniejszy niż jedzonko z łuków. Chcąc fotograficznie pokazać to czym jest ów proces w myśl założeń twórcy tego słowa – Georga Ritzera, trzeba posunąć się troszkę dalej niż tylko do fotografowania znaczka na ulicach miast. Skoro jedna fotografia warta jest tysiąca słów, po co pisać ich miliony a by opisać jedno nieokreślone zdjęcie? Tak jest jak zamiast uczyć się fotografować dorabia się dziwaczne teorie.

Trzeba ruszyć tyłek i sfotografować kilka osób w firmowych mundurkach, wnętrza. Trzeba się troszkę postarać, żeby stworzyć należyty reportaż tego typu. Oczywiście wiem, że zawsze znajdą się osoby, które postanowią wykazać czym różni się dokument od reportażu. No i ok, mają do tego takie samo prawo jak ja do pisania tego tekstu. Następnie obejrzałem kilka fotografii na temat jakichś relacji tudzież wypierania wszystkich innych relacji międzyludzkich na rzecz ekonomicznych. Stoi facet z kubkiem napoju i mam się domyślić tego niebanalnego przesłania.

Przeciwko estetyce

Jest jakaś niepisana umowa na temat tego, że wszystkie te fotografie są paskudne i muszą być paskudne. Weźmy takie centrum handlowe. I nazwijmy je sobie nawet już tą „świątynią konsumpcji”. Każdy ma prawo do dowolnie głupawych tytułów.
Bardziej istotny jest fakt, że na zdjęciach nie widać owej konsumpcji. Historia musi zostać opowiedziana. Zatem niech to nie będą losowo robione focie tylko kilkanaście porządnych, dobrych fotografii obrazujących wszystkie aspekty. Zacznijmy od najbardziej oczywistego, czyli wszechobecnych restauracji, punktów gastronomicznych. Ok, z jednej strony nie możemy fotografować pojedynczych osób bez ich zgody, ale jeśli nie stanowią one głównego tematu fotografii, to wszystko jest w porządku. Dobra, teoretycznie nie wolno fotografować w centrach handlowych bo ochrona miewa tendencję do czepiania się, ale możemy korzystać ze smartfona albo niepozornego kompaktu. I tak gwarantują wysoką jakość obrazu, nie mówiąc o jakimś „wypasionym” bezlusterkowcu z porządnym obiektywem Ziess 😉

Oczywiście troszkę przesadzam, ale nie chce mi się wierzyć, że jakaś Motorolla c350i jest jedynym narzędziem jakim dysponuje socjolog.

Tworząc reportaż

Zatem najprostsze skojarzenie: konsumpcja – jedzenie mamy za sobą. Następnym elementem będą wszechobecne sklepy. Tylko niech staną się widoczne! Pokażmy ich ilość, rozłożenie na wielu piętrach. To też jest możliwe. I niech to zastąpi fotkę, gdzie widać może ze dwie osoby przechadzające się po jakichś podestach, gdyś stropy zasłoniły owe sklepy. Super. Ot serpentyna schodów i nic więcej. Dalej przejdźmy do usług, czyli wszelkiego rodzaju SPA, siłowni, salonów piękności.

I co najważniejsze pokażmy ludzi. Nie jednostkowo, osobno lecz ich mrowie, poruszające się cały dzień w przestrzeni centrum handlowego. Co też nie powinno ujść uwadze fotografującego. Zdarzyło mi się w trakcie letnich dni, że gdy rano wszedłem po kawę do jednego z bielskich centrów handlowych kilka dziewczyn już siedziało w jednym z popularnych miejsc spotkań kreatywnej młodzieży a gdy wracałem wieczorem po samochód nadal tam były……

Chciałbym dodać, że są chwile gdy w centrach handlowych można fotografować bez skrępowania. Choćby jedno z bielskich organizuje co jakiś czas swoiste „pokazy mody”, które stanowią reklamę odzieży i dodatków sprzedawanych w tymże centrum. W trakcie ich trwania nikomu nie zabroniono jeszcze wykonywania zdjęć.

Dokument nie musi być brzydki. Owszem, podpis pod fotografią może jak najbardziej być źródłem różnych interpretacji jednak dobre zdjęcie musi w pewien sposób bronić się samo.
Dokument fotograficzny musi być niemal jak dokument tożsamości, jednoznacznie identyfikować podmiot.

Fotografia reporterska nie musi być sucha a dokument nie musi być brzydki. Być może autorom wydaje się, że ignorując zasady kompozycji stają się bardziej obiektywny, gdyż nie decydują co ma być istotne w danej fotografii. Jednak jest to złudne, bowiem wówczas zdają się na losowe ich zastosowanie pozwalając przypadkowi umiejscawiać elementy w bardziej lub mniej istotnych częściach kadru. Można później manipulować takimi fotografiami.

Dam wam przykład:

ubrana w burkę muzułmanka idzie sobie pomiędzy bramą a drzewami. Drzewa naturalnie rzucają głęboki cień, komórka przepala niebo i do tego umiejscowione w mocnym punkcie obrazu.
Brama „jest krzywa” i prowadzi wzrok prosto do białej plamy jaką stało się niebo. Super. Wykładowca pyta studentów co widzą na zdjęciu a ci odpowiadają tak jak ich wzrok prowadzi. Do tego antyczny wręcz ekran laptopa sprawia, że burka zlewa się z czerniami. Gdy opcje już się wyczerpały, wykładowca oznajmia, że nie zauważyliśmy owej muzułmanki i tłumaczy nam coś o sposobie naszego postrzegania, że niby czegoś nie zauważamy. Jakob jesteśmy uwarunkowani by nie dostrzegać inności oraz kobiet. Dobra, tylko nie było możliwości zauważyć takiej postaci gdzieś w smolistych czerniach, pomiędzy prętami bramy w centralnym punkcie niesymetrycznego kadru.Ja wiem dlaczego nie zauważyłem w pierwszej chwili tej kobiety. Nie wiem czy reszta też. Być może uwierzą w jakieś wywody o naszych reżimach postrzegania.

Wniosek jest następujący:

dokument nie może być brzydką focią, która posłuży do dalszej analizy. Zasługuje a nawet wymaga takich samych zabiegów jak każda fotografia.

 

Różne formy wypowiedzi

Zdaję sobie sprawę, że fotograf jadący fotografować np. zamieszki na tle rasowym w danym rejonie świata ma za zadanie pokazać nam to co dla nas niewidzialne. Nie jest jego rzeczą doszukiwać się przyczyn społecznych, ekonomicznych czy kulturowych. Ma nam coś pokazać. Co z tym zrobimy inna rzecz.

Rzeczą przedstawiciela nauk społecznych jest zaś dojść przyczyn, załapać mechanizm działania.
Jednak gdy taki magik, wyskakuje mi z jakimiś bohomazami, które szumnie nazywa fotografią, to już inna rzecz. Na podstawie fotografii i tak za chiny ludowe nie dojdziesz co stoi za wybuchem np. pogromu jednego plemienia przez drugie. Po prostu się nie da. Natomiast mogą one jednym kadrem powiedzieć ci 1000 słów. Czym innym jest gdy obrazujesz zagadnienie a czym innym gdy chcesz na podstawie fotografii snuć jakieś teorie.

Obrazując trzeba być tak samo rzetelnym jak pisząc. Natomiast w tych księgach skupiono się na słowach o fotografii, bez fotografii. Albo tragicznie złej fotografii.

ps.

W książce która skłoniła mnie do napisania tego postu, znalazło się też inne cudowne stwierdzenie a mianowicie, że wszystkie obecne magazyny i ich okienkowy układ to następstwo Internetu a także systemów Windows i Mac. Z ciekawości zajrzałem do Sieci w poszukiwaniu loyoutów magazynów np. z roku 1945 albo lat 60-70. Bywały podobne, ale kogo obchodzi, że Internet swoje początki ma w roku 1967 w tajnych laboratoriach i chociaż systemy okienkowe datuje się na lata 70te, to potrzebowały jeszcze sporo czasu by wpłynąć na cokolwiek.

Nie wspominając, że w druku tekst może znajdować się na innej stronie niż fotografia, ale zawsze tworzy ona „okienko”, ograniczona choćby formatem strony.

ps. 2
  • Termin użyty złośliwie. McDonaldyzacja oznacza po prostu unifikację i standaryzację.

fot. w nagłówku: freepic.com