Fotografia i socjologia mają długą wspólną historię. Nie do końca były świadome swojego związku, ale trwa on od zarania obu tych dziedzin. Obie były odpowiedzią na specyficzne potrzeby swoich czasów z duża dozą pozytywizmu. Jak pewnie wiecie fotografia ma się całkiem dobrze ta druga no, nie koniecznie. O ile sam nieświadomy romans obu tych dyscyplin trwa od początku ich istnienia, a fotograficy od wielu lat przemierzają świat by pokazać nam „dolę człowieczą” tak dopiero niedawno ktoś wpadł na pomysł by socjologia stała się wizualna.

Reportaż socjologiczny

Fotograf ma trochę prostsze życie. Może bowiem niczym Sebastiao Salgado wyruszyć tropem ludzkiego i nie tylko, cierpienia celem pokazania, że nie każdy człowiek na tej planecie cieszy się tym co my. Lub jak Joel Parés posłużyć się kreacją, celem ukazania rasowych stereotypów. Socjologia relatywnie niedawno uznała, że warto się zainteresować wszędobylską fotografią, choć wzajemne związki obu tych dziedzin w pewien mniej lub bardziej oczywisty sposób istnieją od ich wynalezienia. Innym dobrym przykładem może być Irina Popova i jej Another Family 

Tak więc fotograficy przemierzają świat, by pokazać rzeczy, których nie da się opisać przy pomocy ankiety. Różnorakie zjawiska kulturowe, których bardzo często nigdy nie będziemy bezpośrednimi świadkami, ani inaczej byśmy się o nich w ogóle nie dowidzieli. Są to po prostu dokumentalno – artystyczne dowody istnienia pewnych zjawisk, dzięki czemu możemy coś poznać, czegoś doświadczyć doświadczyć. I to niemal od zarania fotografii.

Ok. Dobra! Znam też takich fotografów, którzy mówiąc że interesuje ich człowiek, mają na myśli długonogiego osobnika płci żeńskiej, z pokaźnym biustem. Jakikolwiek inny przejaw człowieczeństwa wzbudza w nich jawne obrzydzenie.

 

Socjologia wizualna

Jako że jest to dyscyplina akademicka, ściągnąłem ze strony Uniwersytetu takież założenia:

    • jako dokumentacja badanych (zdjęcia miejscowości, miejsc zdarzeń i osób badanych),
  • jako bodziec lub stymulator w wywiadach,
  • jako wizualizacja (np. w wywiadach narracyjnych lub testach projekcyjnych)
  • jako autonomiczny nośnik informacji o przedmiocie badanym, w którym zakodowana jest definicja sytuacji i ról, historia zdarzenia i system wartości. W  tym zastosowaniu fotografia jest traktowana jak przedmiot analizy na równych prawach z analizą werbalną (Piotr Sztompka).

Piotr Sztompka to jakoby wybitny socjolog. Jeszcze wybitniejszy fotograf, Andrzej Baturo, z którym rozmawiałem kilka lat temu właśnie na ten temat, powiedział że ów kontaktował się z nim ale zbytnio chciał naginać wszystko do swoich teorii, przez co panowie nie nawiązali jakieś szerszej współpracy przy książce Sztompki. Pojawia się tam tylko pewna wzmianka o panu Andrzeju.
W końcu sztuka reportażu, to sztuka opowiadania o człowieku.

Sama socjologia wizualna jest to ni mniej ni więcej a wykorzystanie wszystkiego co widzialne do badań. Głównym medium jest zaś fotografia. Materiału badawczego jest więcej niż w bród, choć trzeba uważać, bo wnioski płynące z analizy bywają co najmniej dziwne. Macie przykład

Portret kobiety:

  • Patrzy w obiektyw? Patrzy błagalnie, niczym ofiara głodu. Porównanie zawodowej modelki do portretów ludzi, którzy doświadczają śmierci głodowej w Afryce jest co najmniej dziwne.
  • Nie patrzy w obiektyw? Wyalienowana, represjonowana.

Powiedz to modelkom Newtona. Zarzuty można z resztą mnożyć.

Zarzuty

Trudnym do zgryzienia orzechem, jest przełożenie tej części teorii, która brzmi sensownie, na jakąś konkretną praktykę. Właściwie albo wychodzi człowiekowi z tego  przepisywanie fotografii na nowo, tylko bardziej skomplikowanym językiem, albo zwykła analiza treści. To jest właśnie problem tej nauki. Niektórzy próbowali definiować Internet na nowo, tylko dziwacznymi słowy. Właściwie tak długo spierali się czy Internet jest siecią, że przegapili prawie 30 lat jego rozwoju.
Tak naprawdę, uczeni którzy próbują wyodrębnić i ukształtować tę dziedzinę socjologii nie za bardzo wiedzą jak to zrobić. Czuć, bardzo czuć, że chodzi tylko o produkcję kolejnych tekstów. Dlatego też nauki społeczne bywają niezbyt poważane. Właśnie przez to, że Wielcy Uczeni nawet nie próbują wyjść ze swoimi pomysłami poza akademickie mury albo okładki książek z suchą teorią.

Ergo niczego nie badają.  Kolejnym problemem fotografujących socjologów jest jakaś niepisana umowa, że należy ignorować wszelkie zasady fotografii. Jakbyście zobaczyli fotografie jednego wybitnego profesora zamieszczone w jego książce, to byście się pochlastali ze smutku 🙂 Względnie był to bardzo dziwny dobór cudzych fot, z takimi opisami, że nic tylko cisnąć tomiszczem w kąt.

Deprecjonowanie fotografii

Kolejnym poważnym zarzutem wobec socjologów, jest próba deprecjonowania fotografii. W jednej poważnej antologii pozwolono by malarz dowodził, że fotografia nie posiada zasad kompozycji, równocześnie nie mogąc być zaliczaną w poczet sztuk. Tekst pochodził z lat 70 tych, albo okolic. Naturalnie dla socjologa ma to pewne znaczenie. Dowodząc, że fotografia nie ma zasad, może robić co mu się podoba i nikt nie podważy jego fotograficznych bohomazów, stanowiących dokument.

Samo odrzucenie zasad fotografii nie znaczy, że przestają obowiązywać. Przeciwnie. Mogą one sprawić, że fotografia zaprzeczy wszystkiemu, co socjolog chce powiedzieć a on sam nawet nie jest tego świadom. Fotograf rzemieślnik to dla socjologa nie lada gratka. Z artystą źle się rozmawia, bo ma pełne prawo patrzyć na naukowca z góry. Na rzemieślnika to naukowiec patrzy z pogardą. W jakimś nowszym tekście trafiłem na stwierdzenia, że fotografia jest zbyt mało usystematyzowana – jest tylko wykładana na uniwersytetach ale co tam – oraz, że w jakichś tam badaniach celowo odrzucali kwestie formalne. Metodologię też olali?

Co gorsza w trakcie zajęć z tego przedmiotu, fotografia czy w ogóle materiały wizualne zepchnięte były na margines.

 

Podsumowanie

Pomimo ogromnego potencjału jaki kryje się w tej dyscyplinie, mam wrażenie że jest ona niewykorzystywana. Ilość zdjęć jaka trafia do Sieci powinna zaspokoić potrzeby wielu badaczy zaciekawionych tym co dzieje się we współczesnym społeczeństwie. Tymczasem łatwiej trafić na teksty o nowych odkryciach z zakresu mechaniki kwantowej, które poza tym że są szalenie ciekawe nie mają bezpośredniego wpływu na nasze życie. Przynajmniej dopóki nie znajdą gdzieś jakiegoś zastosowania. W mojej opinii nie ma też sensu szatkować socjologii na coraz drobniejsze fragmenty, tylko po to by raz jeszcze przepisać wszystko na nowo.

Co więcej przedstawiciele tejże nauki próbują pisać tak zawile jak to tylko możliwe, by przypadkiem nikt ich nie zrozumiał. Co więcej socjologia bardzo by chciała w mądrych słowach sprowadzić fotografię do roli swego sługi, ale mają na to zerowe szanse. Poza tym przedstawiciele nauk społecznych kiszą się w akademickich murach, mnożąc teksty podczas gdy fotograficy wyznają zasadzę, że jeśli zdjęcia nie są dość dobre, to znaczy że nie byli wystarczająco blisko.