Święto herbaty 2018.
Herbaciana społeczność w okolicznych krajach to ciekawy misz-masz 😀 Widziałem dready, jogę, hennę i elementy japońsko – chińskie. Takie tam pomieszanie z poplątaniem. Wszystko co zdrowe, wege, ma u nas hinduskie konotacje, natomiast najciekawsze ceremoniały herbaciane wykształciły się właśnie w Chinach i Japonii. Taki tam folklor.

Jakby nie było fajnie spotkać w jednym miejscu tylu fanów herbaty, wypić napary które oferują i po prostu odpocząć.

Celebrując herbatę

Święto herbaty

Podoba mi się bardzo nieortodoksyjne podejście do herbaty. Utensylia dobierane są wedle uznania, potrzeby, nie zawsze zważając na poprawność formy. Wiele naczyń to wynalazki raczej chińskie, mnóstwo też rękodzieła. Wśród odwiedzających i wystawców przybysze z Czech, Słowacji i innych krajów, którzy postanowili spotkać się w ramach tej polsko -czeskiej inicjatywy. Ci z was, którzy oczekują tłumów trochę się rozczarują. W końcu herbata choć rzecz powszechnie pita, nie jest hobby jakoś bardzo masowym.

Oprócz stoisk z herbatą – bo jakże inaczej? – czas można było spędzić na zajęciach jogi, w ramach różnorakich wykładów albo paląc nargilę.

W trakcie licznych degustacji, herbaciarze zaparzali coraz to nowe przysmaki, które rzeką przelewały się przez chapany. W zasadzie wystarczyło przysiąść się do kogoś by zaraz pojawiła się czarka i aromatyczna herbata. Oczywiście żeby nie było, kupiłem sobie kilka torebeczek w zakresie możliwości cenowych. Bo piękne ciastka zielonego pu-erh kosztowały w okolicach 150 zł a że chwilowo nie dysponowałem takimi środami, musiałem zadowolić się tańszymi ale przez to wcale nie gorszymi herbatami.

Hippisowska rewia mody

Święto herbaty

Mówię trochę prześmiewczo bo nie do końca ten ruch. Ogólnie dready, koraliki, etno. No wypisz wymaluj zawłaszczenie kulturowe 😉 Oczywiście idea ta to jeden wielki bełkot, wróćmy do czaju. Widać scena herbaciana w w okolicy ma takie zapatrywania. W końcu w co się mieli ubrać?
W lokalny strój ludowy?

Byli też ludzie ubrani w tradycyjne stroje chińskie, które wyglądały jak tradycyjny chiński wyrób maszynowy lat ostatnich, ale niewiele to odbiega od tego co noszą choćby restauratorzy, którzy przybywają z Dalekiego Wschodu – zatem ok 😀

Muzyka, która rozbrzmiewała w tle w ramach zajęcz czy koncertów była hmmm miksem jakichś starosłowiańskich, chyba tybetańskich i jeszcze jakichś etno melodii. Chociaż ktoś przywiózł i muzykę dalekiej Australii bo jeden dżentelmen dzierżył coś co wyglądało jak didgeridoo. Brakowało tylko jakieś grupy capoeira, ale na szczęście nie było. Nie lubię tego jeszcze bardziej niż jogi.

Czajniczkowe rękodzieło

 

Czarki, czajniczki, gaiwany, wszystkie herbaciane utensylia w jednym miejscu. Oczywiście w granicach rozsądku, te najpopularniejsze najfajniejsze. Jak bardzo trzymają kanon? Ciężko mi powiedzieć, mam nadzieję że jak najmniej. Czemu? Podoba mi się ten herbaciany folklor, który się wytwarza a właściwie już istnieje i rozwija. Ma to swój taki ciekawy klimat. Choć będę z wami szczery: daleko mi do niego. Nie jestem fanem jogi i całej gamy tego typu wynalazków. Wiem, że niektórzy bardzo, wręcz fanatycznie cenią sobie te ćwiczenia, ale właśnie przez to, stałem się jej cichym przeciwnikiem. Po prostu gdy zetknąłem się z jogą była ostoją jakiegoś fanatyzmu, przez co nie potrafię traktować jej poważnie.

Święto herbaty

Wróćmy jednak do czajniczków. Liczę, że rękodzielnicy wymazując się inwencją, eksperymentując z kształtem, formą. Wiem, że to niezwykle trudne właśnie przez wspomniany fanatyzm. Herbata też go wywołuje. Jednym z pierwszych etapów fascynacji, jest niezdrowa wierność zasadom, formom i kształtom. Dopier oz czasem herbaciarz nabiera tego dystansu, który pozwala mu delektować się herbatą, dbać o formę i równocześnie wykazywać się pewną potocznie rozumianą nonszalancją. Wymaga to jednak dogłębnego przećwiczenia tego co było, zrozumienia, by dla odmiany nie popisać się totalną ignorancja.

Święto herbaty

W końcu, po latach udało mi się dotrzeć. Herbaciane święto, to świetna okazja by pogadać o herbacie, napić się jej, popatrzeć, popytać. Internet choć jest najcudowniejszym wynalazkiem naszej ery – przynajmniej dopóki nie zniszczy go ACTA 2.0 – nie pozwala napić się herbaty 🙂

Właśnie, jest coś takiego w herbacie, że siedząc obok obcego człowieka, ni z tego ni z owego zamieniacie klika słów, obracając w palcach gorącą czareczkę. Jest to jakaś jej magiczna właściwość, która jest trudna do wyjaśnienia.

Podoba mi się też ten specyficzny klimat, który wykształca się wokół herbaty. Taki dziwny folklor, który łączy w sobie cechy wielu kultur, nadając tej niewielkiej herbacianej społeczności niesamowitego kolorytu.

 

Święto herbaty Święto herbaty

 

A na koniec

czareczka herbaty zaparzonej przez samego Rafała Przybyloka! I jeszcze autograf na książce zdobyłem.