Szkoła. Kaganek oświaty, miejsce zdobywania wiedzy. To w nich spędzamy większą część swego życia by wypełnić głowy wiedzą. Przez pierwsze lata uczymy się w nich z przymusu następnie, siłą rozpędu z własnej jakoby woli. Jak zwykle bywa, jedne są lepsze jedne gorsze. Czy szkoły fotograficzne to rzecz warta rozważenia?

Nauczyć fotografować

Już kiedyś zastanawiałem się co to znaczy, nauczyć fotografować. Może szkoła jest odpowiedzią na wszystkie pytania?

Główną zaletą szkół fotograficznych jakie wymienia większość osób, jest autorytet, który powie ci co jest dobre a co złe. Co więcej, wielu szkoła wydaje się być gwarantem, że absolwent potrafi tworzyć kunsztowną, gustowną fotografię. Coś jak znak jakości. Tak jakby chodzenie do szkoły automatycznie sprawiało, że rozumiesz wszystko co ci mówią, wszystko jest poprawne i jedynie słuszne. Ukończywszy zaś edukację w takiej placówce, nie musisz się dalej rozwijać. Przynajmniej tak to brzmi w w wypowiedziach.

Nie rozumiem tego pędu ku szkolnictwu fotograficznemu. Z jednej strony szkoła uważana jest za ogranicznik, który zabija naszą kreatywność wpasowując w ramy systemu edukacji a z drugiej szkoła fotograficzna jest dla wielu wyznacznikiem artyzmu i kunsztu. Bez sensu.

Każdy absolwent, tym bardziej jeśli dostanie się na daną uczelnię dużo go kosztowało czy to mamony czy wysiłku będzie upierał się, że jak najbardziej. Mało kto powie głośno, że przepłacił albo kupił coś absurdalnie drogiego lub spędził czas bezproduktywnie. Do tego prawie nikt się nie przyzna. I mamy zgryz, skoro nie absolwentów to kogo pytać?

 

Szkoły fotograficzne

Absolwenci mieli luki w wiedzy jak czarne dziury. Pochłaniały nawet błyskowe światło z lamp.

Zacznijmy od szkół publicznych. Te jak wiadomo skierowane są do młodzieży. Jeśli nie kwalifikujesz się do tej grupy, przejdź do następnego punktu. Mam koleżankę, która takowe technikum ukończyła. Gdyby problem był tylko brak wykwalifikowanej kadry… ciężko powiedzieć jak ministerstwo tworząc takie placówki, w ogóle wyobrażało sobie ich działanie? Absolwenci mieli luki w wiedzy jak czarne dziury. Pochłaniały nawet błyskowe światło z lamp.

Zacznijmy od braku studia. Rozkładanie lamp po każdej lekcji matematyki czy biologii, sprawia że czasu na kwintesencję jest bardzo mało. To jakby uczniowie gastronoma rozkładali kuchenki polowe i podłączali butle z gazem w pracowni biologicznej. Z resztą lampy dostali później, na początku mieli tylko żarówki błyskowe bez regulacji mocy i modyfikatorów. Raz na jakiś czas wybrali się na jakąś wystawę, ale ich zainteresowanie było zerowe. Nie za dobrze, bo nawet jeśli trafi się jakiś ambitniejszy uczeń to grupa bardzo łatwo ten zapał i ambicje ugasi.

Dalej, nauczyciele nie wiedzieli wiele na temat pracy we współczesnych programach. Powiedzmy, że to pół biedy, bo istotniejsza jest praca ze światłem, kompozycja, praca z modelem czy klientem. Tylko, że tego prawie nie robili. Kolejną bolączką takich szkół jest sytuacja gdy pani z biologii jest gorszą kosą niż pani od techniki fotograficznej.

Studia

Chyba tylko łódzka filmówka może u nas nadać tytuł magistra? Chyba tak. Nie studiowałem fotografii, jednak doświadczenia z innych uczelni podpowiadają mi, że może być tak samo skostniała. Powoduje to niemiłe myśli, że człowiek musiałby spędzić tam 5 lat ucząc się rzeczy przestarzałych o kilka epok a następnie uczyć się samemu. Poza tym, niektórzy z nas są już za starzy albo nie mają możliwości podjęcia takich studiów.

Sceptycyzm wynika z tego, że żadna uczelnia nie będzie w stanie nadążyć za galopującymi zmianami. Tak jak socjologia nie nadąża za społeczeństwem, tak fotografia zapewne za fotografią 😛 Przesadzam trochę swoim zwyczajem. Każda uczelnia – jeśli wykażesz dobrą wolę – jest w stanie coś ci zaoferować. Skierować twoje myślenie na inne tory, dać ci jakiś drogowskaz. Tylko od ciebie zależy czy wykorzystasz tę szansę. Jeśli pójdziesz z założeniem, że wszystko ci się przyda to się rozczarujesz. Jeden chce fotografować, inny zostać krytykiem fotografii a inny kuratorem wystaw. I wszystko to trzeba pogodzić w jednym kierunku studiów. Nawet jeśli uczelnia wyższa okaże się zacofana pod względem technicznym czy estetycznym w stosunku do XXI wieku, to jest szansa że zmusi cię do myślenia., negowania i krytycznego podejścia. A to już niebanalne osiągnięcie.

Każde studia są bardziej wartościowe niż

Szkoły policealne

Będąc już za starym na technikum gdy je otworzono, pomyślałem że warto skorzystać z oferty jednej z licznych szkół fotograficznych. Popytałem. Nie wiem jak sytuacja wygląda dziś, ale wtedy działały tak: brały od chętnych nieliche pieniążki i nie tyle ich uczyły, co pomagały zrobić PF. Szkoda tylko, że absolwent nie potrafił później samodzielnie tego odtworzyć.

Ciekawe jak wygląda to dziś? Nawet jeśli inaczej, to nie oczekiwałbym, że 1 roczna albo 2 letnia szkoła rozwinie twoje poczucie estetyki, przeprowadzi cię przez historię i współczesną fotografię niczym uczelnia wyższa. Niema cudów. Jakby nie było studia, studiowanie czegoś, to nie tylko nauka technicznych podstaw. Zatem nie stanowią one żadnej alternatywy dla uczelni wyższej. Tym bardziej, że na wspomnianą filmówkę trzeba się jeszcze dostać i przesiedzieć tam 5 lat. A jak się nie dostanę, to mam porzucić fotografię czy jak?

Co czynić?

Jeśli jesteś za stary na technikum, nie masz czasu na studia a bardzo chcesz żeby ktoś ci powiedział co to jest dobra fotografia…nie mam dla Ciebie rady. Mogę tylko zaproponować samodzielne poszukiwania. Osobiście jestem przeciwnikiem szkół fotograficznych, być może z wyjątkiem studiów wyższych. Wiem, że wiele osób – bo nie raz się z tym spotkałem, ze strony np. modelek – uważa, że aby coś robić trzeba się tego uczyć w szkole. Jasne, chirurgii. Projektowanie graficzne, programowanie, fotografia czy felietonistyka nie wymagają studiowania.

Odrobina wysiłku włożona w internetowe poszukania, pozwoli ci poznać najważniejsze nazwiska z zakresu fotografii. Oglądając ich pracę, możesz wykorzystać najważniejszą zdolność jaką obdarzyła nas natura – uczenia  się. Poprzez oglądanie ich fotografii zbliżysz się do ich wyczucia estetyki, kadrowania, patrzenia na świat. To taka wspaniała cecha naszego gatunku. Oglądając cudze osiągnięcia jesteśmy w stanie je skopiować. Wiem, że bardzo wiele osób potrzebuje autorytetu, który powie im co myśleć, jaka fotografia jest dobra a jaka zła. Interpretacja tworów kultury, zwłaszcza tych współczesnych na temat których nie powstały jeszcze rzetelne opracowania to niełatwe zajęcie.

Co więcej, fotografia to narzędzie. Trzeba je doskonale poznać, ale sama w sobie i dla siebie jest zwyczajnie nudna. Zgadzam się, że nie trzeba być dobrym w sporcie, żeby fotografować sport. Tylko czy chcesz być takim fotografem, który robi ładne obrazki, samemu nie wiedząc co fotografuje?

Decyzję musie podjąć sami 😉