lifestyle

Gdy kończy się fotografia

zaczyna się lifestyle

Gdy kończą się podstawowe tematy związane z fotografią zaczyna pisanie o lifestylu.  Co jakiś czas fotograficznym bakcylem zarażają się kolejni ludzie. Wówczas powstają dla nich nowe blogi o fotografii, które pomagają im rozwinąć skrzydła, dadzą porady w zakresie aktualnego sprzętu, podstaw kompozycji. Potem jednak zaczyna się zgrzyt.

Continue reading

Twoje zdjęcie jest

Ciekawe, piękne, ziarniste, nieostre, uciąłeś łokieć, dowolny wulgaryzm

I tyle. Cała pula komentarzy zawarta w jednym zdaniu w tytule tegoż wpisu.
Elokwencja XXI wieku, czy po prostu nie ma co komentować?
Ależ oczywiście, że jest. Prace są dobre. Nie głębokie, nie zawsze. Jaka bowiem głębia jest w kolejnym glamour?
W zasadzie chodzi chyba tylko o aktywność i przyciąganie do swojego profilu.
O ile wymierne rzeczy takie jak ostrość, ziarno, szumy, aberrację, „mydło” – czy aby na pewno? – można skomentować, to jak skomentować wartość danej pracy? Continue reading

galeria sztuki

Wyprawa do galerii

Czyli gdzie obcować ze sztuką

Internet to cudowny wynalazek. W zasadzie nie ma nic lepszego 😉 Tym bardziej jeśli ktoś przejawia silne zachowania introwertyczne i nie specjalnie radził sobie w czasach przed Siecią. Patrz ja. Są jednak takie momenty gdy Internet „nie daje rady”. Jeśli interesujesz się sztuką, lubisz sobie pooglądać dobrze wyeksponowane fotografie – musisz iść do galerii.

Continue reading

herbata w polsce

Herbata w Polsce

Herbata w Polsce

nie przyjęła się od razu w przeciwieństwie do kawy. Nie ma też w u nas żadnej w zasadzie ceremonii ani zwyczajów związanych z piciem tego chińskiego wynalazku. Nie chciałbym też zostać źle odebrany. Jeśli mówię, że w Polsce nie ma „kultury picia herbaty” to…nic nie znaczy. Bo jeśli ona jest, istniej: to super, genialnie!
Jeśli jej nie ma: to zawsze może być, ale jej brak nie jest negatywny.

Continue reading

dobra herbata

Dobra herbata

Książka o herbacie

Co można dostać lepszego na urodziny niż książkę? Książkę o herbacie! Dzięki kochanie :*

Napisania takowej podjął się Rafał Przybylok, współautor czajnikowy.pl, oraz właściciel herbaciarni w Zabrzu. Ok. Szkolne przedstawienie postaci mamy już za sobą, bierzmy się za książkę.

Continue reading

Szary świat

i herbata z cytryną

Lubię gdy świat jest taki szary jak dziś. Taki szary początek września kojarzy mi się z herbatą z cytryną, książką i trzaskiem ognia w kominku. Jest to też świetny czas do fotografowania. Jasne, pejzaże nie będą tak piękne i klarowne. Jednak nie należy rezygnować z fotografowania tylko dlatego, że nie ma doskonałej pogody.

Wiem, że wiele osób nie lubi moknąć. Można fotografować przez okno pokoju, albo kawiarni. Świat ma różne barwy. Czasem jest we mgle a czasem w słońcu. Czasem w śniegu czasem w deszczu. Początkowo fotografowałem tylko przy ładnej pogodzie. Jednak „ładna pogoda” to pojęcie względne. Choć może nie koniecznie w trakcie sztormu, bo piękno pięknem ale bez przesady…

Wszystko zależy od naszego nastawienia. Osobiście: bardzo lubię takie dni jak ten, nie tylko ze względu na fotografię, ale jeszcze jakieś nieuchwytne skojarzenie – nadchodząca, nie zawsze złota jesień i herbata 🙂

Polska złota jesień

Przed nami jeszcze cały miesiąc astronomicznego lata. Jednak wrzesień od zawsze kojarzy mi się właśnie z jesienią. Oczywiście mam nadzieję, że będzie właśnie złota i pogodna, ale jeśli nie: to warto pamiętać, że każda pogoda jest dobra na fotografowanie. Wszystko zależy od pomysłu, okazji, nastawienia.

fotograficzne poszukiwania

Nauczyć fotografować

Nauczyć fotografować to rozbudzić ciekawość

Nauka fotografii to rozbudzanie ciekawości. Co jest tam, sto kroków dalej? Choć jak patrzę na wędrujących tam i z powrotem deptakiem ludzi…mam wrażenie, że ciężko z tą ciekawością.

Osobiście lubię czytać. Bardzo. Czytam bardzo dużo fantastyki. Jedna jest mniej a inna bardziej ambitna. Jednak nawet ta niższych lotów wpływa moim zdaniem pozytywnie na wyobraźnię. Pozwala bujać w obłokach. Ot, śmielej puszczam wodze fantazji 🙂 Jednak każdy jest inny i potrzebuje innych bodźców. Jednak po wielu latach w szkołach doszedłem do wniosku, że wszystko co można dzięki nim osiągnąć to powolne zabicie zainteresowania czymkolwiek. Gdy poznasz już teoretyczne tajniki i zaczynasz doskonalić warsztat, musisz mieć jeszcze ku temu jakiś powód. Jasne, robisz to dla fotografii. Fotografii czego?

Część fotografów oddała się jednej dziedzinie, na przykład modzie albo reportażowi. Inni zajmują się wszystkim. Można to nazwać inspiracją. Jednak aby inspiracja była skuteczna musi obudzić się w tobie choćby minimalna ciekawość świata. Siedząc w domu i patrząc w ekran, albo nie dajcie bogowie Fearunu, tocząc boje na forach. To najgorsze co może Was spotkać.

Czytaj, oglądaj, rozmawiaj

Każdy z nas jest inny. Jeden, jak ja, woli książki. Tam znajduje inspirację i przekuwa słowa na obrazy. Ktoś inny chwyci za aparat pod wpływem obrazów. Tak na prawdę, inspiracja niewiele różni się od nauki. Gdy coś nas zainspiruje, staramy się szukać, odkrywać, poznawać. Jednak bardzo wiele osób szuka sposobów na naukę fotografii. Osobiście zawsze odradzam wszystkie „tematyczne” kursy, książki itp. Czytając to pamiętaj proszę, że wszystko co piszę jest bardzo subiektywne. Jeśli lubisz – czytaj. Ja będę ci polecał coś całkiem innego 😉

Idź i szukaj

Idź do galerii, do księgarni, pogadaj z kimś na piwie. Bardzo lubię twórczość Aldousa Huxleya, ale nigdy nie miałem ochotę sięgać po „Drzwi Percepcji”. Jeśli przeczytacie wpis o inspiracjach zrozumiecie lepiej, czemu w końcu się zdecydowałem. Jednak zapewniam, że nie zamierzam podejmować żadnych eksperymentów z kaktusami. Zmierzam do czegoś innego.

Coś lub ktoś może dać mi bodziec do przeczytania czegoś nowego, po co normalnie nie sięgam. Np. psychologia. Z resztą czy cokolwiek robimy sami z siebie? Ok, odbiegam od tematu. Po prostu wstańcie, znajdziecie coś ciekawego i idźcie tam. Wystawa, wydarzenie? W bielsku chyba każdy zna Pełną Kulturę. Warto zaglądać. Jeśli zaś wolicie książki… cóż, niebawem wrócę do recenzji i bardzo chętnie podzielę się tym, co lubię czytać.

nauczyć fotografować

Vlog – rzecz straszna

Próbowałem nagrać vloga

I został pusty fotel. Tysiąc pytań i seria przemyśleń

Ty się do tego nie nadajesz

Gdybym dostawał 1 grosik za każdym razem, gdy ktoś życzliwy mi to powiedział – byłbym bardzo bogatym człowiekiem. Nie było by mnie tu teraz. Pędziłbym pewnie Bugatti przez Route 66, będącą moją drogą dojazdową.

Trochę przeginam. Ale na willę w Gdańsku i wymarzonego „Indianina” bym miał.
Jednak świat jest skąpy i grosików nie rozdaje. Zatem muszę sobie radzić prozaicznie – pracą.
Nie o tym chciałem wszakże mówić.

Talent a praca

Jestem zasadniczo wyznawcą teorii, że niemal każdy, włożywszy odpowiednią ilość czasu, potu i wysiłku jest w stanie opanować znaczną część aktywności. Czy to malowanie czy to fotografia, piłka kopana czy boks tajski. Nie wyznaję żadnej „predestynacji”, że jeden artystą czy sportowcem się rodzi a inny nie. Jasne, świat jest niesprawiedliwy i jeden rośnie niczym góra a drugi nie specjalnie. Ciała narzucają nam trochę więcej ograniczeń niż umysł.

Krytykancki zwyczaj

Istniej pewna grupa osób, szeroka grupa, która buduje swoje poczucie wartości na porażkach innych. Znacie ich. To takie typy, które stoją nad wami z petem w ręku, gdy przewracacie się po raz tysięczny próbując wykonać jakąś karkołomną technikę i mówią: „Ja się nigdy nie przewróciłem”. I nigdy nie próbowałeś, trzeba dodać.

Są to osoby, które nic nie robią, mało co potrafią i mają cała gamę znajomych w tajnych służbach. No poważnie. Mówisz takiemu, że uczysz się rosyjskiego. On ci na to, że się nie nadajesz, ale jego przyjaciel, kończył uniwersytet w Moskwie –  uczył go sam Puszkin! – zna rosyjski lepiej od Rosjan* Pytasz któż to. No nie może powiedzieć, bo obiecał zachować tajemnicę.
Pewnie pracuje w GRU i znał Suworowa.

I nie specjalnie przy tym koloryzuję. To jest tak nagminne, że robiąc kropkę w notesie za każdym razem gdy to słyszę – aaa bo widzi pan, mój syn pracuje dla dużych domów mody, ale nie mogę powiedzieć jakich, bo to tajemnica – robił kropkę w notesie miałbym niebieskie wszystkie strony.

Siły na zamiary i pewność siebie

Nie mam kaloryfera. Dlatego nie startuję w zawodach kulturystycznych. Ale już w fotograficznych zdarzało się coś wygrać. Są takie czynności, takie jak fotografia właśnie, gdzie nie trzeba specjalnie się przejmować cudzą opinią i po prostu próbować. Jak wleziesz na ring bokserski bez przygotowania – będzie boleć. Jeśli nie wygrasz konkursu fotograficznego – to ich największa zaleta, ich się nie przegrywa, można tylko wygrać – absolutnie nic się nie stanie.

Ja na przykład porzuciłem fotografię mody. Uległem pokusie, próbowałem. Jednak obecnie tego nie robię. Z wielu powodów, głównie dlatego że jednak tego nie lubię.

Upierdliwiec a konstruktywna krytyka

To drugie pojęcie, to Święty Graal fotografii. Można ją spotkać bardzo, bardzo rzadko. Scott Kelby prowadzi „jutubowy” kanał The Grid gdzie raz na jakiś czas pojawia się odcinek Blind Critiques with Scott Kelby & Matt Kloskowski. Dokonują wówczas oceny nadesłanych prac. Jedak o konstruktywnej krytyce – następnym razem a póki co wróćmy do dołujących nas upierdliwców.
Należy unikać ich towarzystwa jak ognia, gdyż demotywują do działania bardziej niż poniedziałek trzynastego na paranoicznym kacu.

Skrajności zawsze są złe. Jeśli ktoś za tobą łazi i krytykuje – zablokuj go na fejsie i unikaj na ulicy. Chyba, że twój szef, ale i tak możesz go zablokować na fejsie.
Druga skrajność – to kółko wzajemnej adoracji. Tych też unikaj bo jeśli ktoś cię chwali za wszystko, łącznie ze zdjęciem obranego ziemniaka, to również bardziej szkodzi niż pomaga. Jednak tych osób nie spotyka się, jeśli się nie jest znanym i uznanym. Wtedy spotykamy tylko tych, którzy nic nie robią i bardzo by chcieli żebyśmy siedzieli z nimi, narzekali jechali po wszystkich na około.

To taka mentalność.

Do czego zmierzam?

Ano do tego by robić swoje i nie przejmować się tymi, którzy niewiele mają do powiedzenia.

 

 

*ta sama grupa zna też angielski lepiej do profesorów z Oxfordu i ma tendencję do czepiania się nawet o akcent, że mało brytyjski – wykazując przy tym spore braki w języku polskim. Z resztą oni doskonale śpiewają, piszą, grają na drumli i trenują capoeirę u wielkich mistrzów…z Chin.

 

fotograficzne poszukiwania

Fotograficzne poszukiwania

 

Fotograficzne poszukiwania

zazwyczaj zaczynają się w Sieci. Jest to jednak miejsce zwodnicze, gdzie o wątpliwą wiedzę znacznie łatwiej niż na księgarnianych półkach. Dlatego pomyślałem, że warto napisać coś o poszukiwaniu fotograficznej wiedzy. Nie tylko tej technicznej.

Wiele godzin straciłem

czytając wszelkiej maści fora fotograficzne. Żałować jest bez sensu, ale warto powiedzieć innym żeby tego nie robili. Przeważnie toczą się tam zacięte boje o markę producenta sprzętu, o jakieś błahostki i absurdy. Moja ulubiona teoria to czemu Nikon jest lepszy do reportażu a Canon do portretu, oraz że w Adobe lepiej pracować na Macu bo 25 lat temu Adobe było tylko na Maca.
Gdybym sugerował się tymi geniuszami fotografii to w dniu zakupu pierwszego aparatu, rzuciłbym to wszystko w diabły. Bez pełnej klatki – wówczas kosztującej w okolicach 30k i szkła 1.2 albo lepiej 1.0 – gdzie 1.8 kosztowało wtedy fortunę, nie masz co się brać za portret. Po prostu głębia tylko na oczy!

Prawdziwej wiedzy o fotografii tam nie ma. Gdzie zatem zacząć fotograficzne poszukiwania?

Kup sobie książkę

Najlepiej kupić jedną z książek o fotografii. Jednak i tu trzeba uważać. Po pierwsze należy unikać książek monotematycznych. Typu fotografia mody, aktu, ślubna oraz wszelkiej maści kompendiów. Wszystkie zasady i reguły – podstawy – znajdziecie za darmo w Sieci.

Jeśli chodzi o książki, to najlepsze są te, gdzie fotograficy opowiadają o każdej sesji. Co zastali, jak sobie poradzili. Chodzi o rozbudzenie kreatywności. Cóż bowiem po serii schematów które wykujesz niczym wiedzę w szkole? Czasem zawieszasz w oknie prześcieradło a czasem obklejasz coś taśmą izolacyjną.

Canon vs Nikon

Po pierwsze, na wszelkiej maści forach trzeba przebić się przez wielogodzinne dyskusje, które ludzie prowadzą zamiast fotografować. Bardzo często dowodzą swoich racji z zacięciem godnym lepszej sprawy. Jasne, sam czasem coś skomentuję, ale wolę tego unikać bo to strata czasu. Tym bardziej, że aby przyznać komuś rację czy to ja komuś, czy ktoś mnie, jeden z nas musi być pewnym autorytetem. Tymczasem na forum o to ciężko, bo wszyscy którzy coś osiągnęli nie przesiadują przed komputerem dyskutując bez sensu. Ich publikacje znajdziecie raczej na autorskich blogach – o czym niżej – albo portalach typu Szeroki Kadr. Wiedzy jest na nich zazwyczaj dużo i jest serwowana bezpłatnie.

Inna sprawa to wszechobecne chwalenie się sprzętem.

Nikon DBardzo Fajny + wypas szkło + czas + przysłona dla podkreślenia jak bardzo mam f 1.0

osobiście bardzo lubię to zdjęcie 😛

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W jakiś mętny sposób aparat jest pewnym wyznacznikiem. Jeśli będzie to tani aparat, to szacunek dla fotografii rośnie, gdyż takim czymś takie efekty? Natomiast drogi, wypasiony korpus z cudnym szkłem nadaje bez mała rangę artysty. Można wówczas fotografować co popadnie i bez mała uchodzi się za artystę.

Uznanie dla prac, to po prostu grupy wzajemnej adoracji. Szukamy sobie takiej, która zawsze będzie mówiła „piękne”, „zjawiskowe”, „coś tam”. Taką tendencję przejawiał niedawno zamknięty portal, gdzie jeśli wrzuciłeś komuś pod fotą tylko 9 a nie 10 punktów, zaraz zbierała się hanza i miałeś wszystkie foty na 1 😉 Były tam też bardzo aktywne grupy wparcia. Takie tam wojny forumowe.

Co robić?

Co w takim razie robić? Znajdźcie sobie jakiegoś fotografa, który uchodzi dla was za autorytet w kwestii np. sprzętu, retuszu, pracy z modelem.
Ja mam dwóch, których blogi czytam od lat:

Klasyka. Nic odkrywczego. Pół świata ich zna. Dochodzi do tego oczywiście kilka portali, na których śledzę nowości sprzętowe. Ze wspomnianych blogów zaś, można nauczyć się bardzo wiele o prowadzeniu biznesu, współpracy z klientem, Scott co środę zaprasza też innych fotografów, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami z różnych dziedzin. Można się przeczytać jak zaczynali, jak pozyskują, jak pracują. Trzeba to naturalnie przetworzyć przez polski rynek, który jest znacznie mniejszy od rynku krajów anglojęzycznych. Już samo USA jest rynkiem niebotycznie większym niż nasz.

Czego brakuje?

To co wymieniłem powyżej, dotyczy najczęściej rynku fotografii powiedzmy „komercyjnej”. Czyli jest to dobre dla fotografów ślubnych, mody, produktowych i wszelkiej innej maści zajmujących się działalnością na rynku konsumenckim.

Są jednak osoby, które interesuje „coś więcej” niż zarabianie na fotografii i fotografowanie ślubów. Tutaj z pomocą przyjdą portale, które nie zajmują się fotografią. Portale fotograficzne w mojej opinii skupiają się na newsach i sprzęcie a ci, którzy chcą poczytać, pomyśleć, poznać ciekawych twórców – muszą je opuścić. Tutaj sprawdzą się wszystkie media, które można opisać jako „kultura i sztuka”, naturalnie na różnym poziomie.

Jednak najlepszym rozwiązaniem będzie:

Wizyta w galerii i dobra książka

Można czytać o fotografii, jednak fotografia sama w sobie jest niewiele warta. Nie twierdzę, że w galeriach znajdziecie tylko najlepsze prace, albo choćby mające sens. To czy są naprawdę dobre musicie ocenić sami. Jednak, żeby dokonać prawdziwej oceny fotografii nie wystarczy wiedza o tym czym jest trójpodział i trójkąt ekspozycji. To taka wyższa półka fotograficznej zabawy. Często bowiem dostajecie dzieło, które samo w sobie ma „jakieś znaczenie” ale Wy, oglądający, możecie nadać mu własne. Przetworzyć przez własny pryzmat.

Tylko jak to zrobić? Weźmy prace Helmuta Newtona – autor znany i uznany a do tego odniósł sukces w branży mody i jako artysta. Było jeszcze kilku, ale ten pan stanowi lepszy przykład. Zrewolucjonizował świat fotografii mody i postrzegania seksualności. Jego prace pełne są fetyszystycznych wizji. Nawet jego portret – chyba zrobiony przez żonę –  ma w sobie coś, dziś mocno nieakceptowanego.

helmut Newton

I jak ocenić dziś faceta w szpilkach? To żart? Z resztą czego oczekiwać po „Królu Perwersji”. Wróćmy do jego prac. Są one pełne seksu, erotyki. Najchętniej przetwarzane przez seksualny pryzmat jego rodaka – Freuda. Nawet przyjmując, że psychoanaliza to pokrętna pseudonauka, to bez niej zabraknie nam słów, pojęć. Nawet jeśli sam autor wiedzy takiej nie posiadał to poprzez fotografię wyrażał siebie, swoje pragnienia i obawy. Tym samym chyba warto mieć szersze pole do oceny? Naturalnie zajmujemy się fotografią, nie psychologią, socjologią**. Więc „fachowa” ocena leży poza naszymi możliwościami – być może nie licząc – Emilii Mańk – Psychologiafotografii.pl, która faktycznie jest psychologiem 😀 Chodzi raczej o zakres pojęć, bazę do przemyśleń.

Powiecie, nie brzmi to zbyt klarownie? Cóż, aby wszystko było jasne i klarowne polecam raczej podręcznik do matematyki niż sztukę.

I znów książki…

Oczywiście, że tak. Bowiem co ci po fotografii jeśli nie masz pojęcia co fotografować. Oglądając cudze prace, będziesz próbował powielać to co robią. Gdy przeczytasz dobrą książkę, może w twojej głowie zrodzi się pomysł? Może wpleciesz coś nowego do sesji mody? A może uznasz, że chcesz wybrać się gdzieś z aparatem i pokazać, coś o czym czytałeś?

Naturalnie pamiętaj by nie popaść w skrajność. Bardzo łatwo bowiem utknąć w świecie książek i odłożyć aparat na półkę. Czytaj a potem spakuj plecak i w drogę.
Szkoda życia na jałowe dysputy, gdy możesz biec przez miasto żeby upolować zaćmienie księżyca nad budynkiem poczty. fotograficzne poszukiwania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czasem nie wyjdzie a czasem wyjdzie 🙂

A gdy chcesz pogadać

To idź z kimś na piwo. I tyle.

 

*taki żart

** teoretycznie jestem, to mogę się wymądrzać.