Łowca Androidów

Czym jest człowieczeństwo? Co to znaczy być człowiekiem?

W słynnym Szpitalu Kosmicznym pada zdanie, że “każda inteligentna rasa nazywa siebie człowiekiem”. Antropologia zaś pokazuje nam, że wiele nacji swoją uznawało za prawdziwych ludzi, odbierając człowieczeństwo pozostałym.

Pytanie o naturę człowieczeństwa trzeba zatem przedefiniować. Androidy są ludźmi, są nimi w swoim mniemaniu. Pamiętacie owa niemal końcową scenę na dachu lub wzajemną relację poszukiwanych przez Deckera androidów?

Łowca Androidów

Pamiętam więc jestem

Książkowi i filmowi replikanci żyją w nieświadomości swojego pochodzenia. Ich krótki żywot podyktowany jest niedoskonałością technologii. Obdarzeni wspomnieniami by łatwiej poddać ich kontroli. Wyobraź sobie, że wszystkie twoje wspomnienia są cyfrowym tworem, wymysłem projektanta, dzięki czemu masz stać się bardziej podobny do swoich twórców a za razem potulny. Gdybyś się dowiedział zapewne zdecydowanie by ci odbiło. Jak biednym andkom.

Czy są oni przedłużeniem naszego gatunku? Zastępstwem? A może nową gałęzią ewolucji? Może mają z nami współistnieć? Te pytania nurtują ludzi i androidy. Już samo określanie ich replikantami czy androidami odbiera im człowieczeństwo. Sami siebie, określać mogą właśnie mianem ludzi. Choć ci, którzy pamiętają książkę wiedzą, że niektóre uważały nas za gatunek wyższy, warty naśladowania. Tym samym nasze próby ograniczenia ich jako tworów, narzędzi, rodzą bunt. Jedną też z cech każdego gatunku, jest potrzeba jego przedłużenia. Druga część filmu nabiera odrobiny sensu, gdy przypomnicie sobie książkowe rozważanie Rachel na temat posiadania dzieci przez replikantów.

Brak tytułowej owcy, również nie ułatwia życia. Książka jest po prostu naładowana różnymi rzeczami: pytaniami o tożsamość, człowieczeństwo, rzeczywistość, zbiorową świadomość. Pragnienie posiadania zwierzęcia jest też jednym motorem napędzającym Deckera do działania.

Blade Runner

Współczesne kino bazuje na sentymentach. Ci którzy wychowali się na filmach sprzed 30 paru lat pokażą je swoim dzieciom a dzieci których rodzice nie oglądali pierwowzoru dostaną coś oryginalnego. Znam wiele osób, które nigdy nie słyszały o Łowcy Androidów ani nawet Philipie Dicku. Oczywiście każde pokolenie na swój sposób musi odkryć “klasyki” i Orwell czy Tolkien co jakiś czas przeżywają renesans, to jest to trochę coś innego. Trochę szkoda, bo Obejrzało by się kilka filmów na podstawie kilku książek. No ale nie ma 🙂

Kontynuacja, która nie okazuje się serią efektów specjalnych związanych ze strzelaniną to wyjątek. Tutaj mamy taki wyjątek. Twórcy musieli poradzić sobie bez książkowego pierwowzoru i o dziwo im się udało. Przyznaję, byłem zaskoczony. Naprawdę oczekiwałem jatki połączonej z rzeźnią a dostałem całkiem niezłą kontynuację utrzymaną w duchu powieści “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” a równocześnie utrzymaną w wizualnym stylu pierwowzoru.
Jeśli popatrzycie na systemy komputerowe i wszelką “zaawansowaną technologię” to wygląda właśnie jak wyobraźnie o roku 2049 z 1980. Nieźle. A mogli wszystko unowocześnić, dopasować do oczekiwań współczesnego widza. Duży plus.

Jeśli się chwilę zastanowić, to brak książkowego pierwowzoru, daje filmowi pewną przewagę. Blade Runner był w stosunku do powieści…powiedzmy płytszy. Ogólną ideę zachowano, ale różnice były znaczne. Nie mówię już o zakończeniu ale całym poczuciu nierealności, tym jakże charakterystycznym dla twórczości “geniusza pośród szarlatanów”.
Brak książki zazwyczaj wychodzi filmowi na dobre, choć ekranizacja Ridleya Scotta trzeba przyznać, została tak zrobiona, że nie oglądający nie odczuwa dużej potrzeby czepiania się “bo w książce było inaczej!”. Z drugiej jednak strony owe różnice powodują pewne problemy. Część rzeczy wynika z poprzedniego filmu, część z książki, motywy androidów w jednym i drugim są różne. Idea – jest zgodna.

Nie sposób jednak na podstawie tylko filmu dokonać sobie całkowitej analizy książki Philipa Dicka.

 

A.D 2049

Fabuła drugiej części kręci się w okół możliwości rozrodczych androidów. Nie pamiętam by ekranizacji z 1982 w ogóle o tym wspomniano. W książce też nie jest to jakoś bardzo wyeksponowane, jednak sam fakt, że Rachel o tym wspomina jest istotny z punktu pytania o naturę człowieczeństwa. Widz nie znający powieści chyba nie będzie się nad tym zastanawiał, gdyż zakończenie pierwszej części sugeruje pewne niezwykłe cechy ukochanej Deckera.

Część replikantów stała się też świadoma swojego pochodzenia, obdarzona sztucznymi wspomnieniami by wytworzyć choć namiastkę ludzkiej empatii i uczuć. Choćby główny bohater, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego kim jest i ze sztuczności swych wspomnień. I tu świetnie poprowadzono fabułę. Główny czy nie główny bohater? Jest faktycznie istotny czy ma wydawać się istotny?

 

Lokowanie produktu

Nie było nawet irytujące. Powiem więcej. Było zabawne. Johny Walker, Peugeot czy Sony zostały tak upchnięte, że nie były natarczywe a jedynie wywoływały uśmiech na twarzy w czasie oglądania. Nieźle.

Podsumowanie

Film jawnie żeruje na sentymencie i nakręcono z obawy przed klapą czegoś czego jeszcze nie było. W końcu najbardziej lubimy te filmy, które już widzieliśmy. Na szczęście jest tu pewne rozwinięcie i doza oryginalności. Do tego klimat, oprawa wizualna i fabuła, która nie ma w sobie rozwiązań bazujących tylko na wysadzaniu czegoś w powietrze. Śmiało można polecić każdemu kto zna Łowcę Androidów. Jeśli zaś nie znacie książki – będziecie zdziwieni. Bardzo zdziwieni, bo dostaniecie dużo więcej. Ridley Scott podjął słuszną decyzję gdy tworzył pierwszy film.
Takiej powieści w filmie zamknąć nie sposób – okroiwszy zaś można stworzyć bez mała kultowy film 🙂