Wspólna podróż. On i Ona. Tudzież dowolna inna konfiguracja, nie ważne. Jedziesz z ukochaną osobą, która na twoje nieszczęście nie fotografuje. I cóż robić, cóż czynić, jak podzielić czas? Fotografia to zazdrosna kochanka. Sztuka cierpliwości, czasem na kadr trzeba polować będąc przyczajonym gdzieś w miejskiej dżungli, innym razem niczym rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu poderwać aparat do oka i wypalić.  A tu trzeba podzielić bezlitośnie upływające minuty pomiędzy zwiedzanie, jedzenie, rozrywkę…cóż za trud.

 

 

Fotografia architektury to sztuka cierpliwości

Fotograficzne wakacje

Odwiedzić obce miasto czy kraj i nie rzucić okiem na to co oferuje to naturalnie bezsens. Zwłaszcza, że nasze rodzinne miasto ostatnimi czasy stało się dość skąpe, zwłaszcza jeśli chodzi o szeroko pojętą kulturę i sztukę. Ile można oglądać wystawy należące do krewnych i znajomych jednego królika, do tego wszystkie zdjęcia sprzed 40 lat?

Zatem skoro już jest trochę wolnego, a tym samym czas na obcowanie z muzeami, wystawami
i innymi przejawami ludzkiej twórczości – trzeba skorzystać. Problem w tym, że nie przywieźć kilku dobrych fotografii to również wielka strata dla ludzkości 😛 W sumie to tylko dla mnie, bo nie wiem czy ktoś to ogląda, ale i tak strata wielka. Jadące samemu można podjąć jasną decyzję. Będę tu siedział i czekał, aż się doczekam. Zgodnie z planem. We dwoje już niekoniecznie.

Fotografować

Wszyscy śpią po sobotniej imprezie. Zewsząd słychać tylko ciche pochrapywania turystów, którzy zbiorowo zbiegną na śniadanie tak na pół godzinki przez końcem. Zjesz później. Poranek jest przyjemnie chłodny, więc antyczny statyw nie ciąży tak bardzo. W sumie lubię go, zwłaszcza w fotografii architektury, bo wiem, że nawet silny wiatr nie przewróci mi go jak tych, które miała ostatnio nieszczęście przetestować koleżanka. Taszczenie go w góry jest trochę uciążliwe, ale miasta dają ten komfort, że można skorzystać z samochodu, roweru lub transportu publicznego.

Poprzedni wieczór upłynął pod znakiem Emphemirsa, Golden Hour i prognozy pogody. Teoretycznie wszystko będzie idealnie.

Fotograficzne wakacje

Fotografia może być perfekcyjnie zaplanowana. Możemy ustalić kiedy i na co będzie padać wieczorne czy poranne światło. Wybierzemy najlepszy obiekt architektoniczny i zaczynasz czekać na właściwy moment. Przychodzą chmury, zaczyna lać, dziękuję, doczekałeś się. Bez ironii. Akurat fotografia architektury ma to do siebie, że żadna pogoda nie jest dla niej jednoznacznie zła. Zwłaszcza gdy fotografujesz dla siebie, z potrzeby serca a nie dla klienta.

Idziesz sobie ulicą, moknąć i miotając klątwy pod nosem, bo mimo wszystko nikt nie lubi moknąć, widzisz coś przyjemnego, podrywasz aparat – jest. Całkiem fajna klatka.
Bądźmy ze sobą szczerzy, żeby stworzyć prawdziwie dobrą fotografię potrzeba czegoś więcej.  Zasadniczo sporo jest fajnych fot, które przyjemnie się ogląda, jednak celem jest stworzenie takiej fotografii, do której chętnie będzie się wracało nie tylko z przyczyn sentymentalnych 🙂

Wszystko albo nic

Nie ma lekko. Fotografia to rzecz wymagająca i nie lubi jeśli nie poświęca się jej 100% uwagi. W zasadzie fotografując okazjonalnie można sobie co najwyżej przywieść pamiątki, rodem z lat 90 i epoki wszechobecnych idiotenkamer 😉

Nawet jeśli ktoś jest fotografem na co dzień – póki co mi się udaje nim być – to nie zawsze może niczym Salgado zabrać się i jechać na drugi koniec świata fotografować niedźwiedzie polarne. Czasem trzeba iść na kompromis przez co bardzo często trafimy w świetne miejsca wtedy gdy wszyscy. I jak tu iść własną drogą? A przecież najlepsze kadry bardzo często powstaną nie w okresie turystycznego szczytu a właśnie poza tzw. sezonem. To zaś co odróżnia prace dobrego fotografa od turysty to umiejętność patrzenia, czekania, myślenia. Turysta robi fotę i idzie dalej. Ty czekasz aż nie będziesz sam, albo w ograniczonym towarzystwie. Jednak wymaga to małego poświęcenia. Otóż, często trzeba poświęcić zwiedzanie na rzecz fotografowania. Przyjemność picia czarki herbaty albo kieliszka wina. Gdy inni po całym dniu tłumnego odwiedzania zabytków ruszają w stronę miejsc serwujących coś ciemnego celem odprężenia* Ty czekasz na złotą czy niebieską godzinę, by uchwycić jakąś nietuzinkową chwilę. I czujesz spojrzenie swojej drugiej połówki wypalające ci dziurę w potylicy. Jesteś jednak nieugięty. Swąd spalenizny wprawdzie irytuje ale jakoś wytrzymasz do końca naświetlania.

Dwa sposoby na wakacje

W sumie można rozdzielić dwa terminy “wakacje” o raz “wyprawa fotograficzna”. Jednak czas, tak czas, czasem sprawia że trzeba łączyć, unifikować. Ciężko ostatnio tak zabrać się samotnie i przepaść.

Staram się zrobić listę kadrów z danego miejsca, w oparciu o Internet – lista najciekawszych budynków – oraz Emphemerisa. Wtedy wiem jak ułożyć sobie cały dzień, żeby sfotografować to na czym najbardziej mi zależy. Reszta zaś jest najczęściej dziełem przypadku. Czasem trzeba po prostu jeszcze raz odwiedzić to samo miejsce o innej porze roku, żeby złapać to na czym nam zależy.

 

Fotograficzne wakacje

I tutaj taka rada. Zostały ci szkolne przyzwyczajania i jedziesz na wakacje w lipcu albo sierpniu celem złapania słońca? Zmień je. Jedź na wakacje w zimie. Zobacz co oferują inne pory roku. być może wynika to z mojego upodobania do chłodu, natomiast K jest ciepłolubna przez co mamy pewien problem ze znalezień konsensusu, ale muszę przyznać, że na pierwsze wspólne wakacje pojechaliśmy jakoś późną jesienią 🙂

Po prostu idź własną drogą.

 

 

*po prostu lubię ciemne piwa, przez lata moją zmorą wyjść ze znajomymi było to, że w barach i pubach podawano złocisty napój, który nie smakuje mi jak jasna cholera.