Interpretacja fotografii

Interpretacja fotografii a edukacja szkolna

Interpretacja fotografii to niełatwa rzecz. Nie każda zawiera w sobie jaki ukryty przekaz, ale niektóre i owszem. Jeśli szkolnictwo niższe i wyższe wyrządza jakieś szkody to w kwestii samodzielnego myślenia. I to tam, gdzie jest to jak najbardziej możliwe. W literaturze i sztuce. Prowadzi to do swoistego autorytaryzmu w myśleniu. Muszę mieć autorytet, który powie mi co myśleć, który mogę zacytować. I później przekłada się to także na fotografię, sztukę. Ta ostatnia zaś często wymaga czegoś niegodnego, mianowicie zrozumienia emocji. Tego zaś nie można przekopiować z Wikipedii.

Najgorsze jest to, że znam wiele osób po humanie dla których książka jest bardziej obca niż Xenomorph dla załogi Nostromo.

Matematyki nie podważysz

Przynajmniej nie na początkowym etapie jej nauczania i praktykowania. Matematyka jest podważalna, można pewne rzeczy wręcz obalić, ale w szkole średniej a nawet w trakcie studiów raczej mało kto będzie w stanie tego dokonać. Nie podejrzewam też by w najbliższym czasie 2 + 2 przestało = 4. To taka wada nauk ścisłych. Teoretycznie dają pracę, uczą logicznego myślenia, wciskają w sztywne ramy. Co byś nie robił, nie obalisz a mało który nauczyciel spostrzeże, że odkryłeś nowe matematyczne twierdzenie. Tutaj przewagę mają wszystkie przedmioty nieścisłe. Najgorsze jest to, że system szkolnictwa je marginalizuje i dodatkowo znam wiele osób po humanie dla których książka jest bardziej obca niż Xenomorph dla załogi Nostromo. Matematyka choć nazywana jest królową nauk, to ma pewną poważną wadę. Operuje na zbyt wysokim poziomie abstrakcji. Pojęcia takie jak piękno, miłość, sprawiedliwość, to również pojęcia abstrakcyjne, ale są one dużo bliższe doświadczeniu niż sinus i cosinus. Równocześnie dobry koan ma więcej logicznego sensu by poruszać się w świecie.

Czymże jest sepulka?

Podobny los spotyka biologię, chemię, fizykę. Największa bolączką szkolnictwa jest konieczność pogodzenia bezwzględnego posłuszeństwa z koniecznością chwilowego uaktywnienia szarych komórek. Typowe jednak dla matematyki rozumowanie średnio przydaje się przy interpretacji Zbrodni i Kary, nie mówiąc o utworach doby romantyzmu. Niestety wszystko co nie jest matematyką, fizyką albo chemią sprowadza się do systematycznego zakuwania. Właściwie w trakcie całej edukacji szkolnej, uczeń nie ma prawa do własnego zdania. Jest nauczyciel, jest notatka w zeszycie, jest ocena za wierne przepisanie notatki. Efektem jest towarzyszący przez całe życie strach, że powiemy coś nie tak. O ile część osób przezwycięża go stawiając swój gust i osobę jako uniwersalny punkt odniesienia, tak wielu musi mieć źródło. Byle jakie, byle ktoś coś powiedział. Szkoła uczy nas, że z autorytetami się nie dyskutuje.

Więcej, znaczna część lektur, z rzadka omawianych dzieł sztuki, to dzieła historyczne. Współczesność jest zarezerwowana dla studentów wydziałów artystycznych i historii sztuki. Cała reszta zostanie na długo najdalej w XIX wieku. Najdalej. Niewielka tylko cześć opuszczających mury szkoły średniej uda się na studia z zakresu historii sztuki, przez co zostają zamknięci na resztę życia w tych kilku szkolnych epokach z interpretacjami wręcz wdrukowanymi w mózgownicę.

Jest mnóstwo książek którymi można się pobawić. Niech to będzie a bo ja wiem? Czy roboty są ludźmi? Będą to naturalnie bardziej wygłupy, zabawa, ale umożliwiająca powiedzenie albo napisanie czegoś od siebie, równocześnie pokazująca, że nie wszystko można znaleźć w ściągach. Po prostu spróbować wprawić się w  swobodnym wyrażaniem myśli.
W końcu dla ucznia szkoły podstawowej czy średniej, byłoby dość ciężkim zadaniem dokonać pełnowartościowej interpretacji choćby Dzienników Gwiazdowych, ale próba jest tutaj kluczowym słowem i jest jak najbardziej wskazana. Cały czas tak idę w stronę szkoły średniej, pewnie przez te matury a w sumie na studiach też często jest więcej kucia na blachę niż myślenia. Czasem wykładowcy każą ci coś pisać a potem się okazuje, że znacznej części nie rozumieją, bo nie potrafili odszukać takich informacji a przełykają jak młody pelikan kopiuj wklej z Wikipedia, nawet nie wiedząc, że student kopiuje ze znienawidzonej encyklopedii. I przez taką właśnie naukę często mam wrażenie, że ludzie boją się powiedzieć co myślą. Czekają, aż znajdą mądry opis, który im powie co właściwie widzą i co mają później powtarzać.

Samodzielna interpretacja

Szkoła średnia jak i studia kończą się w jakimś punkcie. Osoba z maturą posiada pewne powiedzmy podstawowe umiejętności, które potencjalnie mogą się przydać w przyszłości. O ile wspomniana matematyka będzie identyczna już zawsze – do pewnego poziomu – tak literatura, sztuka, ogół kultury cały czas się zmienia. Tymczasem ukończywszy szkołę a nawet studia, człowiek nie wyrabia sobie nawyku dalszego uczenia się. Myślę, że to jest powód dla którego tak niechętnie sięgamy po nowości. Wpojono nam, że stare jest dobre. Co więcej jest to jasne i nie wymaga żadnego wysiłku aby popisać się znajomością nawet bardziej niszowych twórców sprzed wieków. Nie trzeba nawet rozumieć recytowanych mądrości. Wystarczy sprawiać takowe wrażenie. Gdy zaś przychodzi do samodzielnej interpretacji rzeczy nowych, z którymi spotykamy się po raz pierwszy… na wszelki wypadek lepiej powiedzieć, że sztuka współczesna jest bez sensu. Im zaś większy poklas zbiera mówiący, tym większe jest jego prawo do racji.

 

 

 

 

ps. matematyka również jest elementem kultury. Potrzebowałem jednak pewnego uproszczenia na potrzeby tekstu, przez co czasem wygląda jakby była ona rzeczą spoza, czymś pozakulturowym. Ot, potrzeba chwili.