Ciekawe, piękne, ziarniste, nieostre, uciąłeś łokieć, dowolny wulgaryzm

I tyle. Cała pula komentarzy zawarta w jednym zdaniu w tytule tegoż wpisu.
Elokwencja XXI wieku, czy po prostu nie ma co komentować?
Ależ oczywiście, że jest. Prace są dobre. Nie głębokie, nie zawsze. Jaka bowiem głębia jest w kolejnym glamour?
W zasadzie chodzi chyba tylko o aktywność i przyciąganie do swojego profilu.
O ile wymierne rzeczy takie jak ostrość, ziarno, szumy, aberrację, “mydło” – czy aby na pewno? – można skomentować, to jak skomentować wartość danej pracy?

Wypięty tyłeczek w legginsach nie ma poza tą estetyczną żadnej wartości, jednak są prace które zdecydowanie można już interpretować przy inny pryzmat a i tak najambitniejsze komentarze to “+++”. Natomiast kiedy nie daj Boże, powiesz komuś że coś ci się nie podoba to dowiesz się, że czym i kim jesteś. I nagle się okazuje, że delikwent zna mnóstwo słów. Tyle tylko, że obelżywych. Być może sprowadza się to do łatwości z jaką można zalać cudzy profil na “portalach artystycznych” falą minusików. Bardzo często za 5 zamiast 6, znajomi “ocenionego tak negatywnie” zalewają profil “hejtera”, minusami, negatywnymi ocenami i blokują żeby nie mógł odpowiedzieć. Taka osoba spada na pysk w punkcikach. Kolejną popularną oceną negatywną jest komentarz w stylu “dno!” a na pytanie dlaczego, pada “przyjmij konstruktywną krytykę!” i fala minusów dla pytającego.

JA mogę krytykować, ale nie mogę być krytykowany bo jest to hejt.
Być może te kretyńskie komentarze i całe strony “Zjawiskowa!”, “cudne!” “Boskie!”, “zmysłowe!”
są wynikiem tego, że z jednej strony i tak nie da się nic powiedzieć o tych zdjęciach innego – świetne technicznie i wyretuszowane i tyle – a z drugiej notoryczna obawa przed kołami wzajemnej adoracji.

Kolejnym przejawem absurdu są komentarze pod wspomnianym wypiętym tyłkiem:
“Co ta praca miała mi przekazać?”
Szanowny komentujący. Na jednym profilu wychwalałeś pod niebiosa identyczne zdjęcie a na drugim profilu domagasz się od kogoś dosłownie dorabiania ideologii do dupy? 🙂 A gdy już trafią na

Projekt z przesłaniem

to zaczyna się problem. Zauważyć można, że te zbierają najwięcej jadu. Autor w coś się zaangażował. Chciał powalczyć ze stereotypami, wyjechał i przez dwa lata kręcił film o miejscach z całego świata. Każdy zrobiłby to lepiej a projekt jest denny. Tylko bardzo często dochodzi do absurdów w stylu czepiania się jednego kadru za łokieć przysunięty zbytnio do brzegu albo lekko ucięty. Natomiast merytorycznie wychodzą jakieś brednie. Jako przykład podam, pewien projekt, gdzie autor zestawił tego samego modela w dwóch rolach:

  • biznesmena
  • gangstera z bronią i tatuażami na całym ciele

I teksty, iż jest to debilizm gdyż kiedy wpada ci do sklepu facet z dwoma gnatami chyba nie potraktujesz go jak przyjaciela!  Serio? Zero interpretacji? A może to bez znaczenia?
Z jednej strony co chwila społeczność fotografów domaga się ambitnych treści a gdy je dostaje to je wyśmiewa.

Chyba jednak podtrzymam swoje zdanie, że rozmowy na forach są bez sensu. Czasem ulegnę pokusie coś skomentuję, jednak w znacznej części przypadków dyskusja nie ma sensu. Są naturalnie miejsca, gdzie komentować warto, jest z kim pogadać. Są one jednak rzadkością.

Cała banda psychologów

Gdy zamknięta zostanie lista drobnych niedoskonałości technicznych, względnie autorowi udowodni się, że nie dysponuje tak dobrym aparatem jak cała rzesza forumowych mistrzów, nadchodzi czas na biegłe wywody psychologiczne. Pojawiają się zwłaszcza gdy autor fotografii chciał pokazać nam coś, czego jeszcze nie widzieliśmy albo temat jest trudny.
99% komentujących wie o psychologii – a co tam! – o psychiatrii więcej niż sami uczeni 😉
Zasadniczo zawsze uważałem psychologię za powiedzmy ludowy zabobon a psychiatrię za sztukę “wydrwigroszy z gwiazdkami na czapkach”. Jednak nie mam w zwyczaju kreowania własnych zestawów chorób psychicznych i nie aplikuję właściwego leczenia.

Heh. Jak to było? Po co wysyłać dziecko na studia? Wystarczy, że zostanie polskim internautą będzie się znało na wszystkim 😉 Względnie internautą w ogóle ale my jesteśmy akurat w Polsce.