Taka część aparatu, która sprawia z amatora stajesz się profesjonalistą. Twoje kadry z nabierają głębi filozoficznej i tracą na głębi ostrości. Spływa na ciebie znajomość wszechrzeczy a Światło – Temat – Kompozycja same rzucają ci się na szyję. Z dnia na dzień stajesz się fotograficznym bożyszczem tłumów. Do premiery nowego modelu. Czyli do jutra.


Raz na jakiś czas, jak każdy fotografujący odczuwam potrzebę poszperać w nowościach sprzętowych nawet a zwłaszcza gdy ich nie kupuję. Dobra, może nie każdy ale jakaś część fotografujących. Przystanąłem sobie przed witryną i patrzę na ceny: D500 – 8499.00 PLN vs D750 – 7895.00 PLN.

Jest to spór…kupić okrojonego D5 czy starszego pełnoklatkowego?
Wiem, że to działanie marketingowe. Kto kupi D5 jeśli mały D500 będzie taki sam?
W sumie za przywilej korzystania z pełnej klatki w D5 płacimy jakieś 10 000 zł więcej. I tutaj takie moje przemyślenie – kup pełną klatkę.
Nie ważne, że w głowie masz wszystkie dane, wady i zalety. Jeśli masz kasę i nie kupujesz najtańszej konstrukcji dowolnej firmy – bierz FX. Czemu?
Twoje zdjęcia nie staną się lepsze i w sumie nadal nikogo nie będą obchodzić. Jeden na każdych 20 fotografujących zechce pogadać z tobą o fotografii, natomiast nie będziesz marnować czasu na bronienie APS-C. Kilka razy bawiłem się ze znajomymi, mówiąc im że jeden z antycznych niemal aparatów ma matrycę 35 mm. Chwalili, podziwiali. Nie widzieli różnicy (sic!) pomiędzy wydrukiem z antycznego aparatu mającego matrycę wielkości główki od szpilki a prawdziwym FX. Serio.
W sumie ja też nie zawsze dostrzegam. Nie potrafię np. w sieci na oko odróżnić FX od APS-C i mikro 4/3. Także: kup pełną klatkę. 

Marketing ponad prawem

Ot, taka sztuczka. Prawda jest taka, że współczesny sprzęt przekroczył pewną granicę. Nawet tańsze konstrukcje są w stanie dawać podobny obrazek, do swoich droższych braci. Cechuje je tylko pewna “kastracja” w funkcjach i wygodzie, ewentualnie brak uszczelnienia, co w przypadku sesji zdjęciowych albo fotografii w mieście nie robi wielkich problemów. Kilka wielofunkcyjnych guziczków vs wiele jednofunkcyjnych guziczków. Naturalnie dziś nie potrafiłbym pracować ze swoim pierwszym aparatem, gdzie trzeba było pomiędzy oko a aparat wepchnąć kciuk, żeby zmienić wartość przysłony, równocześnie kręcąc kółkiem pod palcem wskazującym. Z resztą to poprzednia epoka. Dziś jak kupisz aparat za 3000 masz spokój. Będzie na tobie ciążyć “widmo pełnej klatki”. Wiecie dlaczego 90% fotografujących zamiast tytułu czy paru słów na forach podaje model aparatu i obiektywu? Proste: Słaby sprzęt – wow! genialne a tylko taki aparat. Wyrąbany w kosmos sprzęt – jaaaaa ma D750 i 2x D610…..i robił nimi trzema jedną fotę? Hę?
To ostatnie to żart, choć oglądałem poradnik takiego magika, który wmawiał widzom, że na każdy ślub zabiera 3-4 pełne klatki + jeden retro sprzęt + szkła o łącznej wartości 100 000 zł!* Jednak jeśli ktoś ma wypasiony korpus zaznaczy to w tytule foty. To właśnie napędza proste skojarzenie: dobry aparat = dobre zdjęcia. Tylko prawie nie ma już złych aparatów. Sprzęt osiągnął satysfakcjonujący poziom, którego ograniczenia wynikają już tylko z polityki sprzedaży nie zaś technologii.
Są jeszcze jakieś kompakty po 100 zł albo inne takie cuda lecz pominiemy je milczeniem.

Pełna klatka ponad wszystko

Więc mogąc, kup sobie pełną klatkę. A jeśli nie zajmujesz się fotografią zawodowo – to mów, że masz pełną klatkę nawet mając APS-C. Jeśli tylko stosunek boków to 3:2 to raczej nikt się nie połapie a oszczędzi ci to godzinnych sporów o matrycę 😀

ps. Czekam na matryce organiczne.
Organiczne APS-C czy nieorganiczne FF? Co jest lepsze?
Albo będzie rewolucja albo umrze cichcem jak głośny przez tydzień temat “heksagonalnych” pikseli. Nawet nie wiem co dalej z nimi było.

 

 

 

*być może wnika to z faktu, że 100 000 PLN to tylko 27 000 USD. Jeśli popatrzymy na średnie zarobki w USA w dużych aglomeracjach, to może się okazać, że on na ten sprzęt pracował 2-3 lata, w czasie gdy Polak musi na to tyrać pół żywota. Jeśli w Polsce zarabiasz 3000 na rękę to nie kupisz za to średniej klasy aparatu. Natomiast w USA za pensję 3000 USD kupisz 3 modele, które właśnie mam w głowie. Jest to pewne uproszczenie, ale próbuję sobie to jakoś wytłumaczyć.