Uwielbiam Daikichiego Amano, Nobuyoshi Araki nie jest mi obcy a przez lata moją główną fascynację stanowił Helmut Newton. Zatem ciężko zarzucić mi że nie lubię fotografii aktu albo aktu z mocnym erotycznym podtekstem. Drażni mnie gdy ktoś tłucze w kółko to samo i dorabia absurdalną ideologię.

 

Pokaż piersi w szczytnym celu

Seria nagich kobiet, które coś promują. Nikt nie wie co, nikt nie wie po co. Ot, kilka dość zagłodzonych dziewczyn w niedwuznacznych pozach i sążnista argumentacja. Taką właśnie sesją  nie raz raczą nas różne magazyny. Ostatnio jakiś lifestylowy portal zaprezentował umazaną od stóp go głów w makaronie kobietę opatrzoną dumnym tagiem #staystrong.

Dziewczyny #staystrong! Jedzcie coś, nie dajcie się przemysłowi robiącemu z was wieszaki. W końcu jedna z nich była już tak wygłodzona, że zamiast zjeść makaron cała się nim biedula wysmarowała […]

Żarcik

Początkowo uznałem, że to taki żart. A niech się męczą i kłócą. Ok! taka zabawa z widzem jest jak najbardziej akceptowalna. Niech się kłócą w komentarzach i zobaczymy co z tego będzie. Moje nadzieje okazały się jednak płonne bo oficjalna idea, przyświecająca temu kalendarzowi jest z goła  – bardzo wyrafinowany żart – odmienna…

Nie głódźmy modelek!

Zanim jednak przeszedłem do oficjalnej części przyszło mi do głowy, że to jest kampania na rzecz nie głodzenia modelek. Dziewczyny #staystrong! Jedzcie coś, nie dajcie się przemysłowi robiącemu z was wieszaki. W końcu jedna z nich była już tak wygłodzona, że zamiast zjeść makaron cała się nim biedula wysmarowała a druga próbowała zrobić pompkę i wyglądała jakby miała rozstać się z tym światem z wysiłku. Dużo było też machaniny kończynami bez ładu i składu z prężeniem mięśni, których ciut zabrakło. W tym kontekście tag brzmi jak wyrazy wsparcia i współczucia.

Afirmacja siły

Okazało się, że chodzi o bycie sobą, fizyczną i psychiczną siłę. Wiecie. #staystrong. Jeszcze pół biedy te sportowe popisy, choć na przeciętnej siłowni znaleźli by atrakcyjniejsze dziewczyny do tego prawdziwie zakochane w sportach różnorakich. Bez tłumaczenia, ciężko byłoby wyjaśnić o co chodzi z tym tagiem i jak się okazuje nie tylko ja nie potrafiłem kilku roznegliżowanym kobietom przypisać jakiegoś przesłania. Tym bardziej, że większość z nich miała na sobie lekko albo i mocno erotyczną bieliznę, która wcale nie ułatwiała interpretacji. Podobnie jak miska makaronu.

Z siłą ducha też był mały problem. Nie licząc jednej modelki z odmiennym kolorem skóry, wszystkie były raczej do siebie podobne. To jak być sobą będąc takim samym jak wszyscy? Na tym polu autorzy również polegli.

Komentarze

Dużo komentarzy posypało się od kobiet. Że nie bardzo wiedzą jak umazanie się sosem ma sprawić, że będą sobą. Mają być wysportowane, seksowne i co jeszcze? Raczej nie potkało się to z bardzo przychylnym spojrzeniem. Seria filmików w których nie bardzo wiesz czy chodzi o erotykę czy sport nie wprawiła głównych zainteresowanych w osłupienie i nie zmotywowała do bycia sobą. Ewidentnie raczej wywołała silny niesmak.

Częsta praktyka

Bardzo często tworzy się serię zdjęć a potem dorabia całą ideologiczną otoczkę. Z resztą nie dotyczy to tylko tego konkretnego przykładu. Ile to razy widziałem sesje gdzie mnie lub bardziej roznegliżowana dziewczyna miała coś uzasadnić. Są magazyny w których miesiąc czytelnik dostaje porcję nagości, która ma nieść ze sobą jakieś bardzo głębokie przesłanie. Tylko, że bez strony albo najlepiej całego magazynu poświęconego danemu tematowi nie można za Chiny Ludowe, dojść co autor miał na myśli.

Chyba najlepszą serię aktów związaną ze sportem zrobił lata, lata temu Joe McNally. I ciężko to przebić. Zachować taki „grecki model” jest naprawdę ciężko. Mówiąc to, mam na myśli zrobić zdjęcia w duchu swojej epoki, zawszeć w nich w naturalny sposób siłę, pokazać nagie ciało a przy tym nie wpleść ani grama zbędnej erotyki.

Inna rzecz, gdy erotyka ta jest niezbędna, uzasadniona albo po prostu stanowi wartość samą w sobie. Estetyczna, kunsztowna fotografia jest równie pożądana.

Sensualne fotografie

To samo dotyczy modnych słów, które co jakiś czas obiegają Internet. Każda branża ma swoje słowa wałkowane do mdłości: nasze to „sensualne”. Każda seria nawet portretów – ok, bardzo kunsztownych – była od razu sensualna i niosła coś ze sobą. Dobra. Bardzo dobre, wręcz piękne foty i niech tak zostanie. Wiem, że szczytem jest tworzyć dzieła, które równocześnie są przyjemne dla oka a równocześnie niosą ze sobą jakieś przesłanie. Tylko najważniejsze to wpleść przesłanie w fotografie. Najpierw pomyśleć o tym co chce się powiedzieć a potem ubrać to w kadry. Natomiast dorabianie przesłania do gotowych zdjęć przestało się sprzedawać.  Lepiej zrobić bezpieczne rynkowo zdjęcia a następnie dodać filozofię, niż naprawdę oddać się jakiemuś tematowi bo łaska Internautów na pstrym koniu jeździ 😉

Czy aby tylko?

Nie mam nic przeciwko nagości. Nawet w mniej „wysmakowanym“ wydaniu.

Przeszkadza mi wtedy i tylko wtedy, gdy ktoś nachalna erotyką czy wręcz pornografią – choć jak mam być szczerzy używam tych słów mając w głowie dylemat co do tego czym jest pornografia –  próbuje na siłę dorobić jakieś przesłanie.

Naturalnie czasem nagość bywa pomocna albo niezbędna jako środek wyrazu. Trzeba tylko przemyśleć jej zastosowanie. Nagość dla samej nagości jest ok. Wysmarowanie się makaronem w imię promocji bycia sobą: czytaj wysmarowaną makaronem w erotycznej bieliźnie. Pasując do schematu – jesteś sobą. Nie pasujesz: leniwa świnia, #staystrong, bądź fit.