Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

Autorytet

Krótka rzecz o autorytetach

Pan S, 2 marca, 20263 kwietnia, 2026

Powszechnie wiadomo, że młodzież nie ma dziś żadnych autorytetów. Rzeczy, które powszechnie wiadomo, przeważnie jednak nie pozwalają się udowodnić.

Krótka rzecz o autorytetach

Istnieje takie piękne powiedzenie, że zapomniał wół, jak cielęciem był. Sentencje tego typu, zaliczane do wiedzy potocznej, mają pewną szczególną cechę. Otóż stanowią one wynik długotrwałych refleksji i obserwacji. Stąd też wiedza ludowa, choć nie poddana naukowemu reżimowi, nierzadko bywa wysokiej jakości. Nie znam jednak żadnych badań, które wyjaśniałby jak stajemy się własnymi rodzicami. Nagle, ni z tego ni z owego, chętnie przyklaskujemy narzekaniu na młodych, którzy nie chcą czytać „Lalki” czy „Dostojewskiego”. Dziwnym trafem przeciętny polski dorosły zna tylko te dwie lektury. Dostrzegalny jest jednak fakt, iż ludzie którzy nienawidzili lektury „sumienia narodu rosyjskiego” a każde zdanie nauczyciela nie miało żadnego sensu, nagle opowiadają jak kochali owego wieszcza i spijali słowa z ust belferzycy zwanej niekiedy facetką. Prawdziwy bunt młodzieńczy przechodzi góra dziesięc procent dzieciaków a i to szalenie wygórowane szacunki, tak okres buntu jest najbardziej gloryfikowanym etapem życia człowieka kultury zachodniej. Wszystkie ruchy kontrkulturowe, subkultury młodzieżowe, które ustawiały się na kursie kolizyjnym z systemem, dorobiły się własnej mitologii. Przegląd filmów o dorastaniu obejmuje produkcje, których fabuła przestawia fazę buntu ostrzejszego niż przeciwko caratowi w 1917, konflikt i niezrozumienie ze strony rodziców, dobrze widziana jest też ucieczka z domu i przyłączenie się do zgrai podobnych, lecz bardziej doświadczonych dzieciaków. Dopisać można jeszcze opowieści o młodych milionerach, którzy pokłócili się ze starymi o kieszonkowe na kokainę więc poszli robić ferrari na drzewie, obficie pociągając Jacka Danielsa z litrowej butelki. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć jakim cudem bohaterowie tych produkcji żyjąc w trzystumetrowych willach zawsze pijają najtańszy alkohol. Prawdopodobnie chodzi o lokowanie produktu. Ci, którzy przeżyją, będą z sentymentem wspominać młodzieńcze przygody. Stąd też najlepiej za upadek wszelkich autorytetów obwinić postmodernizm i oto mamy przepis na medialną schizofrenię. Żyjemy bowiem w kulturze szalenie krytycznej, przez co można się do młodego człowieka przyczepić za wszystko. Na równi można krytykować młodzików za bunt i za jego brak. Granicą młodości zaś stał się wiek nawet trzydziestu pięciu lat. Po jego przekroczeniu, zostaje się włączonym w poczet dorosłych a tym samym powinno się zacząć narzekać na roszczeniową, nie mającą żadnych autorytetów młodzież, która się nie buntuje, nie to co my.

Chciałoby się, by słowa funkcjonowały jedynie w swym słownikowym znaczeniu. Świat byłby naonczas dokładny i precyzyjny, jednak rzadko kiedy tak się dzieje. Warto bowiem pamiętać, że słowniki wtórne są wobec słów i nie obejmują wszystkich kontekstów, znaczeń i możliwych sposobów użycia. Tak samo jest ze słowem „autorytet”, którego definicję można znaleźć w słowniku PWN, a brzmi ona;

1. «uznanie jakim obdarzana jest dana osoba w jakiejś grupie»
2. «osoba, instytucja, pismo itp. cieszące się szczególnym uznaniem»

Oprócz jednak definicji słownikowych, pojawiają się owo dodatkowe znaczenia wytworzone przez mowę codzienną, potoczną, która swoje odzwierciedlenie znajduje ujęciu nauk społecznych. Sposób bowiem w jaki różne grupy ludzi wykorzystują słowa, stanowi przedmiot obserwacji ich postaw i zachowania. Bywa też jednak tak, że słowa zawężają swoje znaczenie do jakiegoś obszaru, przykładowo moralności. Bardzo bowiem często mówiąc o autorytetach, sprowadza się rzecz do kwestii moralnych. Także sposób w jaki się daną kwestię ujmuje, pozwala wnioskować o sposobie rozumienia, podejściu mówiącego. Wspólne dla wszystkich krytyków stwierdzenie, iż młodzież nie ma żadnych autorytetów, przez każdego z nich może być rozumiane inaczej. Wspólnym mianownikiem jest fakt, iż wina spada ma młodego człowieka, bowiem winien on mieć jakiś autorytet, bez względu na to, czy ktokolwiek zasługuje by nim być. Jest to chyba najbardziej obrazoburcza uwaga jaką można rzucić marudzie w twarz. Młody człowiek ma mieć jakiś autorytet mieć i koniec dyskusji. Pytanie w jakiej dziedzinie młody człowiek ma zostać autorytetem pozostaje otwarte. Stwierdzenie to brzmi nieco koślawo, bowiem mieć autorytet, czy też cieszyć się autorytetem oznacza coś całkowicie innego, niż mieć kogoś za autorytet. Stwierdzenie, iż nie ma się żadnych autorytetów, oznacza, iż nie darzy się nikogo szczególnym uznaniem. Nie jest to jednak prawdą, bowiem nie wydaje się, by współcześni młodzi ludzie byli tak skrajnymi nihilistami. Sprawa ma się o tyle gorzej, że internetowi moraliści traktują „autorytet” jako coś obiektywnego. Pewni ludzie autorytetami po prostu są i należy być w nich zapatrzonym. Stąd też potoczne rozumienie słowa autorytet wydaje się łączyć z autorytaryzmem. Więcej, moralista nasz przeważnie uważa, iż to on jest autorytetem, w który młody człowiek winien sobie obrać za wzró.
Czy jednak ktokolwiek cieszący się uznaniem, robi to dla samego uznania? Cóż, tak i taką osobę nazywamy celebrytą lub influencerem, czyli osobą znaną z tego, że jest znana. Chcą raczej dysponować rzędem dusz niźli przyczynić się do czegoś dobrego. Pragnienie też bycia autorytetem wydaje się dziwnie egoistyczne, tym bardziej, że przeważnie wiąże się z całkowitym pominięciem obszarów, nazwijmy je, specjalizacyjnych. Oznacza to, że moraliści pragną jedyne wspomnianego już tłumu spijającego słowa z ich ust, który zapewni im jakieś doraźne korzyści, zapewne materialne. Oto żyjemy w erze pluszowych tyranów, chcących parę groszy z dzieciaków wycisnąć, nie dając nic w zamian.

Naturalnym etapem rozwojowym człowieka, z chwilą gdy zacznie pojmować abstrakcyjne idee, jest poszukiwanie, które niektórzy błędnie nazywają buntem, oczekując bezwzględnego, ślepego posłuszeństwa. Ponownie, z jednej strony oczekuje się, że nastolatek będzie myślał samodzielnie, podejmował pierwsze niezależne decyzje, jednak z chwilą gdy tylko spróbuje, staje się buntownikiem. Winien bowiem bez szemrania wykonywać polecenia, niczym posłuszny automat. Nie jest to bunt w rozumieniu przynależności do radykalnych ruchów kontrkulturowych czy niebezpieczne zachowania. Jest to proces polegający na dostrzeżeniu, iż rodzice często wykazują się hipokryzją, bowiem jedno mówią a drugie robią oraz nie posiadają odpowiedzi na wszystkie pytania. Szkoła jest doskonałym przykładem, bowiem, dziwnym trafem rodzice nie pamiętają wielu rzekomo ukochanych lektur, brakuje im wiedzy z zakresu przedmiotów przyrodniczych, historii czy matematyki. Tym samym ciężko uwierzyć w głupawe opowieści, że modlili się żeby w ogóle móc chodzić do szkoły, choć mieszkali tak blisko, że zimą nie musieli nawet zakładać kurtek. Zachodzi tutaj tak zwane „dziedziczenie”, bowiem babcie współczesnych czterdziestolatków, którzy są moją główną grupą czytelników, faktycznie mogły chadzać boso do szkoły. Nasi rodzice jednak, głównie dzięki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, torturowani byli widokiem budynku szkoły z okien swych mieszkań. Opowieść o konieczności pokonania czterdziestu kilometrów przestaje mieć zatem jakikolwiek sens. Takich sprzecznych informacji, kwitowanych najczęściej prostym, nie pyskuj, jest z czasem coraz więcej. W ten sposób rodzic nagle przestaje być jedynym punktem odniesienia a młody człowiek zaczyna własne poszukiwania. Jest to całkowicie typowy element procesu wtórnej socjalizacji, zależny od socjalizacji pierwotnej. Oznacza to, że młodzi ludzie posiadają całkowicie inne schematy poszukiwań, w zależności od tego gdzie się wychowali. Ci, których rodzice byli obecni w ich życiu, dokonują całkowicie innych wyborów, niż ci, którzy wychowali się sami, nierzadko na podwórkach, nie mając gdzie wracać. Wspomnienia trzepaków i późnych powrotów, romantyzowane na przestrzeni lat, nie zawsze są synonimem szczęśliwego dzieciństwa. Oczywiście od takich społecznych reguł znaleźć można anegdotyczne wyjątki, lecz opisywanie wszystkich możliwości zaowocuje koniecznością streszczenia społeczeństwa. Gdyby jednak młodzian nie chciał się zbuntować, otrzyma reprymendę zaczynającą się od słów „ja w twoim wieku”, po której nastąpi litania zmyślonych, buntowniczych czynów, wymierzonych w szkołę, system, ustrój państwa albo zwykłe, pijackie opowieści.

Warto też zawsze mieć w pamięci historię, gdy wielki Henri Cartier-Bresson powiedział młodemu fotografowi żeby ten darował sobie fotografowanie w kolorze. Tylko bowiem skala szarości jest godną artysty, natomiast kolor określił niewybrednymi słowy.
Młody człowiek pokiwał głową zignorowawszy twórcę przebrzmiałej, skąd inąd idiotycznej koncepcji decydującego momentu i zrobił po swojemu. Człowiek ten zwie się William Eggleston i jest jednym z najwybitniejszych współczesnych fotografów. Nie tylko pracuje w kolorze, który stał się jego znakiem rozpoznawczym, ale odrzucił też wspomnianą koncepcję pracując nad własnym stylem i nazwiskiem. Tak oto przybyło jeszcze jedno nazwisko, które może być inspiracją dla początkującego i nie tylko fotografa. Aspirujący młody fotograf, znajduje sobie kolejne autorytety w świecie fotografii. Zmieniają się one, tak jak zmienia się on sam. Autorytet to bowiem podstępna sprawa, gdyż najczęściej jest on wtórny i stanowi ujednolicenie docierającego do głowy informacyjnego chaosu. W trakcie przygody zwanej życiem, natrafia się na najróżniejsze informacje, które mogą prowadzić do wyboru jakiegoś jaśniejącego punktu, który odpowiada dotychczas zgromadzonym informacjom. Wraz jednak z dalszymi poszukiwaniami, nową wiedzą, własną ich analizą, rodzi się potrzeba odrzucenia starych i znalezienie nowych autorytetów. I tak, odwoływać się można do innej osoby w kwestii ekonomii, moralności, sztuki, medycyny, sportu.

Najczęściej wiec gdy mowa o braku autorytetu, mówiący ma na myśli, że on sam nie jest w oczach młodego czy starszego człowieka autorytetem i wielce nad tym boleje. Bywa bowiem tak, że wraz ze zmieniającym się systemem wartości jedne autorytety odchodzą by zostać zastąpione innymi. Mówiący, iż młodzież nie ma żadnych autorytetów, przeważnie nie do końca rozumie czym właściwie autorytet jest, poza tym, że gwarantuje pewną władzę. Często też słowo zawężane jest jedynie do kwestii moralnych, co jest całkowitym błędem. Ażeby samemu zostać autorytetem w jakieś dziedzinie, trzeba jak już zostało powiedziane, sobie na to zasłużyć. Jest to chyba najbardziej obrazoburcza opinia jaką można rzucić marudzie w twarz. Z nieznanych bowiem przyczyn, przekroczywszy trzydziesty piąty rok życia, chciałoby się być uznanym za autorytet z tytułu wieku, starszeństwa. W jakiej jednak dziedzinie, nie sposób powiedzieć, bowiem ażeby zyskać sobie w cudzych oczach, trzeba się czymś wsławić. Jakkolwiek autorytet jest efektem poszukiwań, tak trzeba umożliwić bycie znalezionym. Mówiąc wprost, trzeba wyjść przed szereg i zacząć mówić z sensem. Narzekanie, że młodzież nie ma żadnych autorytetów albo wybrała nie ten co trzeba, sprowadza się do postawy biernego narzekania. Przykładem grupy, która kocha narzekać są nauczyciele, do których człowiek młody zwrócić się może w najlepszym przypadku o termin poprawki sprawdzianu z matematyki. Wiadomo bowiem, że od wychowywania są rodzice a szkoła na pewno pełni jakąś rolę, ale nikt nie wie jaką. Wychowanie jest zaś procesem, który obejmuje intelektualny, społeczny, moralny rozwój człowieka. Za wychowanie w sferze intelektualnej odpowiada szkoła, bowiem po to powstała, by dzieci mogły rozwinąć się ponad poziom swych rodziców. Żałosnym jest stwierdzenie, iż szkoła nie wychowuje, bowiem jest to zadanie rodziców a dziecko winno przyjść do szkoły grzeczne, posłuszne i ułożone. Ponownie, pokazuje to co właściwie znaczy wychowanie. Wychowane dziecko, to dziecko nie zadające pytań, wykonujące polecenia bez szemrania, nie interesujące się niczym poza tym, co na tablicy. Niestety, szkoła, zwłaszcza polska, jest od egzekwowania wiedzy nie zaś od nauczania czy wychowania. Zatem, jakim autorytetem belfer, który co do zasady ucznia nienawidzi, by chciał zostać, nie wiadomo.

Odrzuca więc nauczyciel jakąkolwiek pracę na rzecz zyskania uznania w oczach uczniów już na samym początku. Do szkół trafiają dzieci z najróżniejszych domów i środowisk. Ideałem byłoby, by wszystkie były ładnie, zgrabnie ułożone pod dyktando systemu światy. Bezrefleksyjna, cicha masa, która bez szemrania akceptuje cokolwiek tam prowadzący mamrocze. Wszelkie przejawy samodzielnego, krytycznego myślenia, stanowią zamach na autorytet belfra, który ukończywszy studia w dniu upadku Muru Berlińskiego, zaniechał dalszego kontaktu z nauką. Samodzielne myślenie bowiem również jest dla polskiego szkolnictwa oznaką braku wychowania, bowiem nauczycielowi przemawiającemu z pozycji autorytarnej po prostu się nie pyskuje. Czytelnik, który łudził się, iż mowa będzie o dzieciach wybijających szkolne okna nieco zapewne się rozczarował. Dewastacja i przemoc najczęściej nie spotkają się z reakcją ciała pedagogicznego, podczas gdy jakakolwiek refleksja zaowocuje łątką dziecka niegrzecznego i niewychowanego. Miast pełnić funkcję wychowawcza w sferze intelektualnej, belfer potrafi jedynie zaatakować tę część młodzieży, której się nie boi, sarkając, że nie uznaje go ona za autorytet. Jak jednak uznać za autorytet człowieka, który odrzuciwszy wszelką odpowiedzialność oczekuje bezgranicznego podziwu, dokładnie za nic? Na usta cisną się jedynie słowa, hey, teacher, leave them kids alone.

Nie sposób też pogodzić połajanek o buncie z połajankami za posłuszeństwo. Warto tutaj kolejną pierwszą dygresję, bowiem dobry film, książka, zdjęcie to takie, które nie powiela utartych schematów. Pisząc, iż film powiela utarte schematy, samemu powielając utarte schematy pisania opartych na pustosłowiu recenzji, piszący zarzuca brak oryginalności. Podstawą bowiem naszej kultury jest bunt i odrzucanie autorytetów. Każdy wielki ruch malarski, filmowy, muzyczny, wszelka awangarda, nowa fala, zwał jak zwał, opiera się na zerwaniu z dotychczasowymi schematami, podważeniu autorytetów, obaleniu zastanego porządku. Kto powiela schematy, jest wtórny, brak mu indywidualizmu a to największy grzech. Młodego człowieka, jak już powiedziane zostało na wstępie, skrytykować można za wszystko. Posłuszeństwo jest złe, tak samo jak samodzielne myślenie, polegające na krytycznym spojrzeniu na otrzymywane informacje. Obraz przeciętnego polskiego dorosłego, to zbuntowany punk z irokezem na głowie, za to z czerwonym paskiem na świadectwie. Słynne ja w twoim wieku, raz prowadzi do buntu przeciwko systemowi, nauczycielom czy autorytetom a innym razem do wynoszenia siebie jako wzoru ucznia. Ilość sprzecznych przekazów staje się kuriozalna a uczeń doskonale zdaje sobie sprawę, że jest okłamywany przez wszystkich na około. Oczekuje się ażeby z podziwem w oczach zapatrzony był w tego czy innego, podczas gdy ten żywcem mu w te oczęta kłamie. Narzekanie na brak autorytetów u młodzieży, jest więc domeną biernych ludzi, którzy nijak nie chcą pełnić tej roli. Stanowi to również formę zrzucania winy. Autorytet nie jest bowiem rzeczą obiektywną i trzeba go w czyichś oczach zdobyć. Można więc śmiało powiedzieć, że młodzież nie ma żadnych autorytetów, bowiem dorośli tę rolę porzucili, nie chcą jej pełnić i młodych zwyczajnie zawiedli, wcześniej ich okłamując.

Wieloznaczność słowa autorytet oraz jego całkowite niezrozumienie przez moralistów, sprawia, że funkcjonujemy w świecie pustosłowia. Stwierdzenie, iż młodzież nie ma żadnych autorytetów, oznacza dokładnie tyle, co nic. Gdybyśmy bowiem zapytali dorosłego, dojrzałego człowieka, kto jest dlań autorytetem, zapyta, w jakiej dziedzinie. Zważywszy jednak, iż funkcjonujemy w swoistym stanie neotenicznym, nigdy nie osiągając dojrzałości, zapewne padnie buntownicza odpowiedź, że takowych nie posiada lub wymieni kilka nazwisk bez ładu i składu. Przeglądając fora, czytając wypowiedzi, można dostrzec, iż wiele osób ma problem ze znaczeniem słowa autorytet, nie bardzo wiedząc na czym jego rola miałaby polegać. Oprócz tego, wymieniwszy jakiekolwiek nazwisko, można spotkać się z agresywną reakcją otoczenia. Zważywszy na fakt, iż zwłaszcza dorośli odwykli od dyskusji i potrafią jedynie krytykować nie dając żadnych rad, lepiej się nie przyznawać. Ciężko też mieć takowego za jakikolwiek autorytet.

Istnieją więc najróżniejsze powody, dla których człowiek odrzuca autorytety. Jednym z nich jest dorastanie, zdobywanie nowej wiedzy, poszukiwanie nowych jaśniejących punktów. Nie ma w tym niczego niezwykłego i jest to naturalna kolej rzeczy. Można niekiedy wręcz wystąpić przeciwko tym, których miało się za nieomylnych. Tutaj warto nadmienić, iż niekiedy chętnie poszukuje się autorytetów w obszarach, które nijak nie są dla poszukującego interesujące. Im bardziej bowiem czymś się interesujemy, tym chętniej podchodzimy do rzeczy krytycznie. Stąd też do rangi wielkiego autorytetu często urastają osoby, operujące na polach całkowicie nas nieinteresujących albo interesujących w nieznacznym stopniu. Niechże kto przyjdzie i poleci jaki dobry film, najlepiej ktoś cieszący się autorytetem filmoznawcy. Niechaj ktoś rzuci kilkoma nazwiskami znanych fotografów, podeśle coś z zakresu psychologii. Rzadko jednak jest to weryfikowane a dogmaty podważane. Być może więc tych chętniej opieramy się na autorytetach na tych polach, które nie są dla nas zajmujące.

Bywają jednak przypadki interesujące, który nie należy pomijać. Ostatnimi czas głośno jest o zwrocie, który nastąpił zwłaszcza wśród chłopców i młodych mężczyzn. Otóż zwracają się oni w stronę internetowych krzykaczy, którzy wpajają im nie tylko radykalne przekonania, ale też nie mając za grosz gustu i smaku, połyskują złotymi ozdobami, swoją ostentacyjnością przypominającymi dwór Ludwika XIV. Skala zjawiska nie jest łatwa do ustalenia, lecz oglądalność pozornie zapewnia twórcom spore dochody. Według Hope not Hate, 80% 16-17 latków w Wielkiej Brytanii, ogląda treści publikowane przez  Andrew Tate, natomiast Internet Matters, iż 56% ojców poniżej 35 roku życia popiera go. Rzecz interesująca, bowiem niektóre badania sugerują, iż osoby zapatrzone w tego typu odległe wzorce, najczęściej mają niższą samoocenę, oraz pozbawione były bliskości emocjonalnej z rodzicami. Wychodzi więc na to, iż zwrot w stronę postaci takich jak Adin Ross czy Myron Gaines, jest odpowiedzią na niską samoocenę synów nieobecnych ojców. Sytuacja przypomina nieco stosunek do religii, bowiem konwertyci zawsze są bardziej radyklani. Osoby, które właśnie „nawróciły się na męskość”, będą więc bardziej radykalne, od takich, którzy do niej przywykli.

Pokazuje to jednak, że darzyć szacunkiem i uznawać za autorytet można najróżniejsze osoby. Bardzo wiele zaś, jak powiedziane zostało wcześniej, zależy od tego gdzie się wychowujemy. Rodzic nie musi być krystaliczny, doskonały, perfekcyjny, wystarczy by był wystarczający. Wskazanie kierunku jest cenniejsze, niż posiadanie całej wiedzy na temat tego, co kryje się za horyzontem. Ludzie zwani autorytetami nie powinni być również nadmiernie obecni w naszym życiu. Nie jest zdrowym, by być w kogoś ślepo zapatrzonym, bowiem przeważnie prowadzi to właśnie do autorytaryzmu. Ten zaś przynosi korzyści jednostkom, nijak nie wpływając na rozwój tych w niego zapatrzonych. Ciągłe powoływanie się na czyiś autorytet owocuje lenistwem. Uświadomienie sobie jaką pozycję się zajmuje na pewno jest satysfakcjonujące, jednakże przede wszystkim człowiek poważny pragnie być socjologiem, fotografem, antropologiem, inżynierem czy psychologiem, nie zaś autorytetem. Osiągnięcie takiej pozycji wymaga doskonalenia się w swym fachu i przede wszystkim chęci do dzielenia się wiedzą, nie zaś narzekania. Mylą więc moraliści autorytet z autorytaryzmem, chcąc raczej dysponować rzędem dusz niźli przyczynić się do czegoś dobrego. Pragnienie też bycia autorytetem wydaje się dziwnie egoistyczne, tym bardziej, że przeważnie wiąże się z całkowitym pominięciem obszarów, nazwijmy je, specjalizacyjnych. Oznacza to, że moraliści pragną jedyne wspomnianego już tłumu spijającego słowa z ich ust, który zapewni im jakieś doraźne korzyści, zapewne materialne. Ażeby stać się prawdziwym autorytetem, nie można tego żądać, wymagać czy też stawiać siebie samego w tej roli. Trzeba na to zasłużyć a na ten wysiłek niewielu jest gotowych podjąć.

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw

 

 

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

Odrobina psychologii Przemyślenia Socjologia autorytaryzmautorytetczy młodzież ma autorytetczy młodzież ma jakieś autorytety?kim jest autorytetkto ma autorytemłodzieżmłodzież nie ma żadnych autorytetówpokoleniaprzemyśleniarodzicerodzinawychowaniewzorce wychowania

Nawigacja wpisu

Previous post
Next post

Ostatnie wpisy

  • Starość Internauty
  • Krótka rzecz o autorytetach
  • O kształceniu praktycznym
  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Apogeum nostalgicznego symulakrum

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
%d