Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

Kształcenie praktyczne

O kształceniu praktycznym

Pan S, 23 lutego, 202623 lutego, 2026

Są takie dziedziny, w których warto zaznajomić się z teorią, ale jest ich niewiele. Prym wiedzie tutaj chirurgia oraz ogólnie ujęta medycyna, jednak w przypadku całej reszty, należy postawić na solidną praktykę.

Psychologiczne kształcenie praktyczne

Debata o wyższość kształcenia praktycznego nad teoretycznym ma długą tradycję w Internecie. Zakładam, że jej popularność ma swoje źródło jeszcze w czasach szkolnych, kiedy to na chemii rysowało się heksagony z kreskami a na matematyce obliczało współrzędne punkt w abstrakcyjnej przestrzeni. Zważywszy, że nikt nie potrafił wyjaśnić po cóż rysuje się te figury, w głowach całych pokoleń uczniów zrodziło się przekonanie, że to bez sensu. Praktycznie, lepiej byłoby pokazać uczniakom, jakie wspaniałe właściwości czyszczące ma połączenie octu z sodą oczyszczoną. Wszak nie raz widzieli jak pięknie pieni się taki duet. Jakkolwiek reakcja bywa spektakularna, tak obie substancje osłabiają wzajemnie swoje właściwości. Błąd poznawczy, spowodowany skupieniem na reakcji pienienia może budzić przekonanie o żrących właściwościach takiej mieszanki, podczas gdy jest ona dla brudu właściwie nieszkodliwa. Dostrzegalna jest zatem pewna luka edukacyjna, w którą uczeń najzwyczajniej wpada a ciało pedagogiczne nie potrafi jej zasypać. Zapytanie osoby belfrującej po cóż właściwie są sinusy i kosinusy, skutkuje najczęściej reprymendą, bowiem sama osoba belfrująca nie ma zielonego pojęcia. Efektem jest przekonanie, że wiedza szkolna, nie ma przełożenia na prawdziwe życie. 

Swego czasu sam uległem mitowi przewagi praktycznego kształcenia. Wszak ileż to razy słyszałem, że umiejętności praktyczne, dalece są cenniejsze od teoretycznej wiedzy. Również nie raz słyszałem, że jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów. Stąd przekonanie, że teoretycy po prostu zmyślają, siedząc zamknięci w swoich gabinetach. Sprawa komplikuje się, gdy padnie prośba o podanie konkretnych przykładów. W najlepszym przypadku pada zawsze ten sam, w dodatku całkowicie absurdalny. Chodzi o rzekome dokonania Tesli, który nie mając żadnego oparcia w teorii miał konstruować maszyny pozyskujące wolną energię, choć nie wierzył nawet, że fale radiowe nie potrzebują ośrodka rozchodzenia się jakim jest eter. Tutaj okazuje się, że zwolennicy praktyki są z nią nieco na bakier, bowiem wolna nie oznacza swobodnie krążącej a darmowej czy też powszechnie dostępnej bez ograniczeń, czyli na tej samej zasadzie co wolne oprogramowanie. Windows też bywa koszmarnie wolny, ale ta uwaga niczego nie wnosi. Wynikać ma to z faktu, iż fałszywe teorie ograniczają ducha kreatywność ducha ludzkiego. Wszak teoria mówi, że ma czegoś takiego jak wolna energia a kreatywny umysł wyłapać potrafi ją jakowymś perpetuum mobile z próżni. Teoria Einsteina może i piękna, ale praktycznie bezużyteczna. Nie da się z niej zrobić niczego konkretnego jak kuchenka, o czym z resztą jeszcze będzie mowa.

Drugi obóz opowiada się za przewagą młotka i gwoździa. Jakkolwiek operowanie młotkiem czy kołkiem rozporowym wydaje się bardzo praktyczne, tak jest to całkowite pomieszanie z poplątaniem. Okazuje się bowiem, że mało kto rozumie znacznie słowa praktyczny a wiedza czym właściwie jest teoria mogą pochwalić się nieliczni. Stąd też na samym początku mojej przygody ze naukami społecznymi, powtarzałem pewne dyrdymały całkowicie bezrefleksyjnie. Szybko jednak pierwszoroczne marudzenie zostało sprostowane przez wykładowców, którzy doskonale potrafi zobrazować nam, czego i po co właściwie się uczymy. Miałem przy tym po prostu szczęście, bowiem wielu nie ma ku temu najmniejszej ochoty. Choć z tym uczeniem się to też różnie bywało, bowiem niejeden absolwent tego kierunku pamięta zeń tylko datę ukończenia i tytuł, który rutynowo wpisuje do curriculum vitae.

Zważywszy na łatwość refleksji, najczęściej introspekcyjnej, łatwo rozbić psychologię na teorię, uprawianą przez oderwanych od rzeczywistości akademików od praktyki. Większość osób znajduje zajmującym wgląd we własne i cudze życie wewnętrzne, choć w tym drugim przypadku przeważnie na zasadzie negatywnej. Podstawowym źródłem normy są wyniki prowadzonej w domowym zaciszu introspekcji. Następnie, porównywana jest ona z masą łatwo dostępnych materiałów niskiej jakości. Stąd chociażby popularne obecnie przeświadczenie o narcyzmie wszystkich na około, poza samym zainteresowanym. Zetknięcie z dowolnym podręcznikiem akademickim wywołuje wrażenie całkowitego oderwania zawartych w nim treści od zdobytej wiedzy a tym samym przekonania że teoria nie pasuje do faktów. Księgarniane półki zawalone są wszelkiej maści pisaniną i niewprawna osoba łatwo nie odróżni ziarna od plew. Przykładem niech będą ustawienia systemowe, które niekiedy brane są za terapię systemową. Brzmi niewinnie, do momentu gdy odkryje się, że pierwsze to wariacja na temat voodoo a drugie wywodzi się z teorii systemów. Poppsychologia jest też dalece bardziej inwazyjna, przez co bardzo trafić na najróżniejsze rewelacje, które będąc bardzo chwytliwymi, nijak mają się jednak do prawdy. Fascynacja własnym życiem wewnętrznym sprawia, że psychologia jest o wiele bardziej pociągająca, niż jakakolwiek inna dziedzina nauk społecznych. Nie będzie nadużyciem jeśli napiszę, że właściwie każdy po trosze interesuje się psychologią, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. Tutaj należy też dodać, iż, bać się należy tych, którzy otwarcie mówią o swojej fascynacji. Najczęściej bowiem jest to coś w rodzaju domorosłej psychoanalizy, skleconej z kilkunastu terminów, które częściej pojawiały się w filmach niż podręcznikach. Choć z drugiej strony, trzeba uważać na wszystkich, którzy mówią, że pasjonuje psychologia, antropologia, socjologia, czy fizyka. Żadnego bowiem antropologa nie interesuje antropologia.

Przeświadczenie o rozbieżności między teorią a praktyką podsycane jest przez publicystów, którzy bardzo często mylą teorię z bezpośrednim doświadczeniem. Tego typu rozważania prowadzone są nawet na przykładzie takich dyscyplin jak chirurgia, co zaczyna zakrawać na absurd. Owszem, przyłożenie skalpela do ciała operowanego to coś innego, niż przyswajanie informacji z podręczników. Zignorowanie jednak wiedzy podręcznikowej w trakcie operacji, najczęściej skutkować będzie śmiercią pacjenta albo poważnymi powikłaniami. W medycynie, wiedza teoretyczna, to wszystko co wiemy na temat funkcjonowania wątroby, jej powiązania z innymi narządami. Zapytawszy co właściwie psycholog robi w praktyce, ciężko uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź. Wynika to zapewne z faktu, że na jej temat pokutuje takie samo przeświadczenie, iż istnieje psychologia teoretyczna i praktyczna. Teoretyk to osoba zamknięta w swoim gabinecie, wymyślająca najróżniejsze teorie a praktyk, to osoba dostrzegająca prawdę. Odpowiedź na pytanie jaką prawdę jest dość ponura, bowiem jest to jakiś rodzaj destylatu zdrowego, chłopskiego rozumu oraz wspomnianych już przekonań. Pytanie zasadnicze brzmi, skąd praktyk wie o istnieniu zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, ADHD albo spektrum autyzmu? Ano stąd, że elementem teorii, jest chociażby liczba i rodzaj istniejących zaburzeń. Doskonałym przykładem przykładem rozbieżności jest kwestia istnienia kontrowersyjnego seksoholizmu, należącego do puli uzależnień behawioralnych. Praktycy, bardzo chętnie biorą się za terapię osób uzależnionych, natomiast teoretycy twierdzą, że takowe nie istnieją. Podważanie dotychczasowych przekonań wymaga odwagi, krytycznego myślenia oraz odpowiednich narzędzi. Praktyk, w każdym przejawie ludzkiego zachowania może dostrzegać narcyzm, który prawdopodobnie nie istnieje jako zaburzenie osobowości. Uczenie praktyczne polega więc na przekazywaniu błędnej wiedzy, która nie daje żadnych rezultatów. Pozornie, terapia mająca zniwelować uzależnienie od gier może pozornie dawać chwilowe efekty, jednak większości terapeutów nie udaje się ich utrzymać przez dłuższy czas nawet przy najzagorzalszej współpracy ze strony klienta. Stąd chociażby rodzice szukający pomocy dla dzieci, zmieniają terapeutów jak rękawiczki, bowiem objawy szybko wracają. Najczęściej bowiem przyczyną obserwowalnego zachowania jest całkowicie inna przyczyna, jak chociażby brak kontaktu z rodzicami albo zaburzenie obsesyjno-kompulsywne.

Dodatkowo ten stan rzeczy podsyca moda na zatrudnianie na uczelniach praktyków, dzięki czemu trafiają się takie perełki jak kobieta, która uzyskała dyplom specjalistki w zakresie biologii totalnej a druga twierdzi, że zjedzenie przez kobietę w ciąży lodów, może spowodować spadek temperatury ciała o kilka stopni, co prowadzi do uszkodzenia płodu. Praktycy to przeważnie osoby, których ego dawno temu wystrzeliło w kosmos i uznały się na nowe wcielenie Zygmunta Freuda. Różnica polega na tym, że sam Freud miał więcej trafnych obserwacji niż mu obecnie przypisujemy, lecz o tym innym razem. Amatorzy badań i wniosków prowadzonych na oko, przyjmują do wiadomości tylko to, co może potencjalnie prowadzić do zwiększenia zarobków. Może i uzależnienia behawioralne nie istnieją, za to rodzice chętnie zapłacą by zbawić ich dzieciątko od zgubnego nałogu polegającego na spędzaniu czasu przy grach komputerowych. Praktykom zaś jest zaprawdę za jedno, czy będą w tym celu stosować terapię poznawczo-behawioralną czy ustawienia helingerowskie.

W pop psychologii z owoców rodzą się kwiaty

Czarę goryczy przepełnia zaś całkowita niechęć tak praktycznych wykładowców jak studentów, do kontaktu z czymkolwiek, co nie narodziło się w ich własnej głowie. Najczęściej sugerują się przy przy wyborze praktyk terapeutycznych dobrze brzmiącymi nazwami. Terapia systemowa, której nazwa pozornie brzmi całkowicie sensownie nie budzi podejrzeń. Rodzina faktycznie bywa rozpatrywana w kontekście teorii systemowej czy też teorii systemów. Pogodzenie z przodkami również nie budzi większych zastrzeżeń, bowiem po śmierci bliskiej osoby krzywdy czy złe relacje nie przestają ciążyć na psychice. Dziwnie zaczyna się robić, gdy prowadzący podejmuje starania przywołania ducha pradziadka poddanej terapii osoby. Wykładowcy praktycy nie odróżniają form terapii od czystej magii. Jedna z wykładowczyń ukończywszy instytut magii specjalizuje się w „indukcjach błyskawicznych” oraz sztuczkach scenicznych. Mówiąc prościej, posługując się terminem zaczerpniętym z instrukcji obsługi kuchenki indukcyjnej robi to samo, co przodujący radziecki hipnotyzer Anatolij Kaszpirowski.

один, два, три. 

Specjalistka w zakresie biologii totalnej wychodzi z założenia, że jeśli coś jest dobre dla niej, to jest dobre dla wszystkich jej klientów. Połączenie hipnozy i recall healing jest już wyższą szkołą jazdy. Niewiele się pomylę, jeśli napiszę, że wszelkie natychmiastowe indukcje, po których poddani nim ochotnicy padają na podłogę, przypominają nico szlachetną sztukę bullshido. Zapewne wielu miało okazję zobaczyć wiekowych mistrzów odpierających ataki dziesięciu chłopa falami ki, czy też odrzucających ich na kilka metrów wykonanym od niechcenia gestem. Któż by nie chciał pokonać zaprawionego w ringu boksera wagi ciężkiej bez treningów i przyjmowania razów? Tak samo wielu pragnie być uzdrowionymi poprzez jakieś dziwaczne zabiegi będące efektem lektury nie podręcznika akademickiego do psychologii a reklamy AGD. Do kompletu brakuje jeszcze masaży stymulujących nerw błędny zgodnie z założeniami teorii poliwagalnej, która sama w sobie jest abominacją a nazwanie tego teorią jest obrazą dla wszystkiego piękne. Kontakt z każdą kolejną praktyczką owocuje w kolejne tego typu kwiatki. W pop psychologii z owoców rodzą się kwiaty. Świetnie rezonuje to ze studentami, którzy już przed przekroczeniem progów uczelni, stworzyli system norm i przekonań na podstawie własnej chałupniczej psychoanalizy. Dochodzi do tego całkowita nieumiejętność odróżnienia najdzikszych fantazji ubranych jedynie w psychologiczne szatki od psychologii samej w sobie. Przypomina to nieco sytuację, gdy student wydziału fizyki eksperymentalnej za jedno ma zderzacz hadronów z wehikułem czasu.

один, два, три.

Wykładowcy z prawdziwego zdarzenia nie mają też sił, by przekonać studentów, że jest inaczej, bowiem ci zwyczajnie nie słuchają. Wprawdzie żeby zdać egzamin należy przyswoić nieco podręcznikowej wiedzy, jednak przekonanie o jej bezwartościowości jest już zbyt silnie zakorzenione. Trzeba też zwrócić uwagę, iż psychologia jako dziedzina silnie sfeminizowana ma jeszcze jedną, przykrą bolączkę. Otóż w oczach studentek uchodzi za coś w rodzaju ubogiej, głupawej siostry psychiatrii. Druga, będąc dziedziną nauki, skierowana jest do mężczyzn. Psychologia zaś to taka urocza, dziewczęca dyscyplina, która nie będąc ani nauką, ani dziedziną filozofii, jest raczej czymś dopasowanym do kobiecych możliwości. Stąd też chociażby jakikolwiek naukowy rygor w niej nie obowiązuje a cokolwiek się wymyśli, ujdzie. Przecież nikt nie będzie krytykował kobiet za brak męskiego, naukowego podejścia. Feminizmu nie zabije patriarchat, tylko leniwe kobiety. Przekonanie na temat samej psychologii niekiedy przypomina coś z pogranicza bajdurzenia i religii.  Połączywszy to z powszechnym przekonaniem o tym, że Freud a jest go w podręcznikach dużo, był oszustem, powstaje całkowicie nowa jakość.

Nie żeby panowie byli lepsi, wydaje się, że wielu psychologów zabrało się za tę dziedzinę tylko dlatego, że nie załapali się na wydział inżynierii albo widzą w tym łatwe źródło dochodu. Oni również nie traktują psychologii zbyt poważnie, raczej jako dochodowe naciąganie ludzi. W połączeniu z niechęcia do nauki i głową nabitą filmami o dobroczynnych skutkach hipnozy, efektem jest maszynowe powtarzanie wykutych fraz, by następnie i tak zrobić po swojemu. Następnie tak wykształceni specjaliści, nie potrafią odróżnić rzetelnej wiedzy od całkowitej fikcji. Można zgodzić się z tezą, że świat ludzkiej psychiki jest szalenie skomplikowany, przez co zdarzają się sytuacje gdy dzikie tańce wokół pnia pomogą jakiejś grupie. Nie należy jednak tego typu akcydentalnych przypadków traktować jak prawd objawionych, czego niestety większość prowadzących zajęcia zwyczajnie nie wie albo nie chce wiedzieć.

Przesiąknięcie świata akademickiego logiką rynkową spowodowało, że uniwersytety odpowiadają na potrzebę studentów w zakresie kształcenia praktycznego. Zważywszy, iż termin ten oznacza dokładnie tyle co nic, tyleż uczelnia robią. Studenci zaś wydają się być święcie przekonani, że oto w końcu ktoś zrozumiał, że profesorowie nie mają pojęcia o życiu. Idea istnienia uczelni w takim kontekście staje pod ogromnym znakiem zapytania. Wszak czyż nie lepiej powrócić do systemu mistrz i ucznia? Większość zamiast nudnej teorii chciałby jak najszybciej trafić do gabinetów, by wystawiać opatrzone przyjemnymi dla portfela kwotami fakturki. Ci, którzy liczyli, że zmierzyć się z problemami praktycznymi, mogą czuć się rozczarowani. W siatce programowej brakuje chociażby podstaw metodologii czy filozofii nauki, by student zrozumiał czym właściwie jest teoria, jak funkcjonuje w naukach społecznych a jak przyrodniczych. Istotna jest także wspomniana już luka, polegająca na rozpoczęciu procesu kształcenia od historii albo współczesnych teorii osobowości, przez co student nie ma pojęcia czym właściwie teoria jest, jak funkcjonuje w psychologii. W efekcie, większość z nich, przychodzi na uczelnię z jakimś systemem przekonani i z nim też wychodzi. Najczęściej jest to jakaś mieszanka błędów poznawczych, własnej introspekcji, wierzeń i zwykłych bzdur. Stąd też jest im za jedno, czy będą w przyszłości kształcić się w jakimś nurcie psychoterapeutycznym, zalecać wszystkim jak leci medytacje mindfulness, ustawienia hellingerowskie czy zrobią certyfikat z biologii totalnej.  Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by osoba z dyplomem psychologa została specjalizowała się wywoływaniu duchów, na co z resztą można uzyskać stosowny certyfikat. Formalnie więc jest psychologiem, który nabija głowy studentów dowolnymi bzdurami. Kształcenie praktyczne to termin wydmuszka, pozwalający niemającemu żadnej wiedzy poza wspomnianym zlepkiem przekonań studentowi wyruszyć w świat, by pracować z osobami z zaburzeniami neurokognitywnymi, choć nawet nie wie o ich istnieniu.

Odnoszę wrażenie, że psychologia stała się nową fotografia. Modna, łatwa, przyjemna forma zarabiania dużych pieniędzy na bzdurach. Posługuję się tutaj przykładami ze swojego podwórka, który wydaje mi się nader trafne. Większość chwytających za aparat nie rozumiało wartości sztuki, licząc że zawsze znajdzie się naiwniak, który za coś zapłaci. Gdy okazało się, że aby zostać artystą posługującym się fotografią, należy wykazać się kunsztem, smakiem, gustem i stylem, wielu rzuciło to w diabły. Bardzo podobne myślenie wydaje się cechować adeptów psychologii, którzy liczą, że jeśli nie w gabinecie to w Internecie uda się coś zarobić na produkcji treści. Zważywszy też na trwającą w mediach społecznościowych wojenkę damsko męską zawsze uda się sprzedać medytacje, indukcje czy inne posty dopaminowe, nawet jeśli tylko w postaci naprędce napisanego dwunastopunktowego programu.

Nie dotarliśmy jeszcze, ani nie powiedzieliśmy sobie póki co ani słowa, czym właściwie kształcenie praktyczne jest, poza tym, że  unika teorii. Zostało za to powiedziane, że przeciętny student psychologii, pragnący nauczania praktycznego ma głowę nabitą własnymi koncepcjami do tego stopnia, że nie ma w niej już miejsca na nic innego. Właśnie tutaj teoria rozjeżdża się dlań z praktyką. Teoria teorią, ale nie zwracajmy sobie jakimiś nowomodnymi wynalazkami jak depresja. Żadna to choroba a ludziom się w głowach z dobrobytu poprzewracało. Uczenie praktyczne to zwyczajne unikanie odpowiedzialności i budowanie przekonania o jakości kształcenia poprzez dopasowanie programu do wiedzy i oczekiwań studenta, bez zmuszania go do nauki. Ażeby zadośćuczynić studenckim rojeniom, wplata się tysiąc godzin praktyki w program kształcenia. Oznacza to ni mniej ni więcej, scedowanie tegoż na całkowicie losowe osoby. Student, bez żadnej wersyfikacji ze strony uczelni wybiera jakąś placówkę, która w jego mniemaniu posiada wystarczające kompetencje. Na jakiej podstawie żółtodziób ma dokonać takiej oceny, nie wiadomo. Nieznane są też kompetencje personelu w zakresie edukacji czy posiadanej aktualnej wiedzy. Dochodzimy tutaj to sytuacji, gdy potocznie rozumiana teoria nijak nie odpowiada praktyce. W teorii bowiem, zadaniem uczelni dbać jest o poziom wykształcenia przyszłych psychologów. W praktyce zaś różnie to bywa.

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

Odrobina psychologii Przemyślenia Psychologia Socjologia antropologiaczy teoria odpowiada faktomczy teoria pasuje do faktówfakty a teoriakształceniekształcenie praktycznenauki społecznepraktyka a teoriapsychologiasocjologiateoriateoria czy praktykateoria psychologiczna

Nawigacja wpisu

Previous post

Ostatnie wpisy

  • O kształceniu praktycznym
  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Apogeum nostalgicznego symulakrum
  • Krótka rzecz o dopaminie
  • Krótka rzecz o matchy

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
 

Loading Comments...
 

You must be logged in to post a comment.

    %d