Fotografia analogowa - materialność obrazu

Fotografia analogowa – materialność obrazu

Nie ma piękniejszego stwierdzenia niż “Medium jest przekazem”. Właściwie kryje się za nim prawdziwy geniusz i choć odeszliśmy w dyskursie od myśli McLuhana, to stwierdzenie iż medium jest takim samym przekazem jak treść dzieła, jest zaprawdę genialne. Pojmują je także fotograficy, którzy wybierając fotografię analogową manifestują swoje poglądy, podejście do sztuki. Tak, fotografia analogowa czy cyfrowa sama w sobie jest informacją dla oglądającego.

Nie jesteś artystą

Na dzień dobry z grubej rury. Sam fakt, że bezrefleksyjnie powtarzasz coś za kimś wcale nie czyni cię artystą takim jak on. Możesz sobie cytować Rolkego, jego decyzję o wyborze Rolleiflexa, ale to nie znaczy, że z miejsca stajesz się artystą.

Fotografia analogowa – materialność obrazu

Poprzedni wpis był dość, krytyczny wobec fotografujących z użyciem materiałów tradycyjnych. Niektórzy z pełną rozwagą sięgają po wszystkie niecyfrowe formy fotografii, gdyż stanowią one swoisty manifest. Same w sobie są przekazem, który artysta serwuje odbiorcy.
Fotografia komercyjna jest szybka. Musi być tworzona szybko, masowo, na czasie. Masowość fotografii stanowi jeden z jej postulatów, który dziedzina ta osiągnęła wraz ze swoją dojrzałością w XXI wieku i cyfryzacją.

Tak, fotografia potrzebowała długiego czasu by sprostać swoim szumnym założeniom z chwili narodzin. Jednakże! Praca na analogowym materiale światłoczułym jest podporządkowana pewnemu rygorowi. Nie ma opcji cofnij, nie ma możliwości bezpiecznego zapisania plików. Decyzja zapada i mamy efekt. Czasem można zacząć od nowa, na przykład klisza, pozwala nam wykonać wiele różnorakich odbitek, ale już techniki takie jak dagerotypia pozwalają stworzyć jeden unikatowy egzemplarz.

Nie traktuję poważnie osób, które łapią za analoga i nie potrafią zachwycić się chwilą. Widzicie, współczesna fotografia jest dynamiczna, jej zadaniem jest przemijać tak szybko jak powstaje. Pracując z materiałem światłoczułym, zwłaszcza w tych technikach które nie pozwalają tworzyć tysięcy odbitek artysta daje sobie czas. Następnie robi coś, czego współczesna fotografia już nie czyni. Zatrzymuje go. Idea polega na tym, by obcować z unikatem. Efektem świadomego procesu twórczego od tematu aż pod namacalny efekt. Niestety na to czasu nie macie, by rocznie robić 12 dobrych fotografii 😉

Tylko jak pogodzić fotografię reklamową, którą są instagramowe twory tych “świadomych twórców” z wymagającym czasu rzemiosłem? Trudna sprawa.

Podziwiając odbitkę

Nie zawsze jest to “papierowa dobitka”, bo nie każda technika na to pozwala, ale bardzo ważny jest sam etap obcowania z nośnikiem. Chodzi o jego fizyczność, namacalność nie może to być cyfrowa kopia wyświetla na ekranie telefonu z #analogphotography pod spodem. Nie to zdecydowanie za mało, tu potrzeba czegoś więcej. Istotny jest także sam etap tworzenia, sama praca która przebiega od chwili gdy naciśniemy spust migawki aż do chwili uzyskania rezultatu. Finałem jest właśnie kontakt ze zdjęciem. Nie ze świecącymi pikselami a ze zdjęciem w jego fizycznej formie.

Mamy tutaj kwintesencję pracy na “analogowym” materiale światłoczułym. Po żmudnej pracy, pełnej niebezpieczeństw, musi powstać fizyczny, namacalny nośnik. Nie ma możliwości by miniaturka, wyświetlana potem w najbardziej sprzyjających okolicznościach jako obrazek wielkości dłoni trafiła na Instagram. Żadne kaprysy automatycznego dopasowania jasności nie wchodzą w grę. Ściana, wielka odbitka, galeria.

Zrozumienie

W całej tej zabawie niezwykle ważne jest zrozumienie tego co właściwie robimy. Spieszymy się do tego stopnia, że właściwie większość z nas powtarza jakieś tam frazesy

Zdjęcie powinno mówić samo za siebie

jednak rzadko zastanawiamy się, co właściwie chcemy odbiorcy przekazać albo czy w ogóle można coś przekazać. Kochamy głębokie cytaty, wklejamy fotograficzne aforyzmy ale wystarczy chwila zastanowienia, by samodzielnie odkryć, że większość z nich jest albo bez sensu albo nieprawdziwa. Naprawdę, nie potrzebowałem Barthesa ani Sontag by samemu dojść dość wcześnie do pewnych rzeczy.

Kwestia techniczna

Fotografię od lat toczy pewien problem. Mianowicie kwestie techniczne. Fotograficy są tak bardzo skupieni na aparatach, technice, że gdy przyszedł kres, a przyszedł, nie mają co ze sobą zrobić. Wprawdzie podejrzewam, że przed nami jeszcze trochę mniej lub bardziej rewolucyjnych rozwiązań, ale to nie będzie to samo. Jeszcze w 2010 roku przeskok z aparatu półprofesjonalnego na profesjonalny to było coś. Teraz? No różni się to układem guziczków, czasem jest wykastrowane z niektórych funkcji żeby sztucznie zmusić użytkownika do zakupu droższego brata. Tyle tylko, że nie ma już o co kruszyć kopii.

Z resztą która branża się z tym nie borykała. Był taki moment, trochę mniej wiem jak teraz, że gry komputerowe były właściwie bezpłciowe. Liczyło się kto ma kartę graficzną, która to udźwignie i potem gra szła w kąt. Tak samo jest z fotografią. Ważniejszym było, czyj aparat ma wyższą rozpiętość tonalną a tym samym kto wyłożył więcej szeleszczących papierów na zakup urządzenia. Teraz wraca kwestia z początków cyfryzacji wraca, ale tak bez przekonania. Ważne, żeby o czymś gadać.

ps.

Akurat gdy piszę sobie te słowa, gdzieś tam ponoć w szerokim świecie ktoś zadał pytanie odnośnie serialu Stranger Things.

A cóż to za czerwony pokój, gdzie moczą coś w wodzie i pojawia się zdjęcie?
(parafrazuję)

I oczyścicie obudzili się mędrcy fotografii, dowodząc tez różnorakich i oczywiści zaczęli mnie irytować. Wszyscy jak jeden mąż publikują swoje prace w Internecie, ale każdy jest wielkim orędownikiem ciemni.
Tak samo jak specjaliści, którzy wprawdzie nie mają aparatu, nie wiedzą jak działa, ale doskonale wiedzą jak zachowuje się światło w szczątkowej atmosferze Księżyca a tym samym lądowanie to spisek a sam Księżyc to hologram.