Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

Fotografia dziecięca

Fotografia dziecięca

Pan S, 4 grudnia, 20183 marca, 2026

Fotografowanie dzieci ma długą tradycję. Stała się bez mała rytuałem, który każdy szanujący się rodzic winien wykonywać z namaszczeniem. Choć niekiedy popadają oni w przesadę.

Fotografia dziecięca

Przy jakiejś okazji babcia wyciągnęła wielki album rodzinny. Były tam fotografie najróżniejsze, od rodzinnych portretów pamiętających jeszcze z XIX wieku, na których maleńcy chłopcy ubrani byli w coś na kształt sukienek, aż po bardziej współczesne, nie wymagające wizyty w fotograficznym atelier. Oglądaliśmy zdjęcia z najróżniejszych okresów życia członków rodziny, które przedstawiały ucieszne niekiedy scenki. W błędzie jest ten, kto myśli, że fotografie te zamykane były na lata w albumach. Co ważniejsze zdjęcia, zgodnie z panującą modą, wisiały na ścianach, zajmując miejsce portretów i zwiastując czasy dominacji fotografii. Robiło się odbitki, rozdawało rodzinie, pokazywało sobie na wzajem przy spotkaniach rodzinnych i towarzyskich. Młode matki nosiły ze sobą mniej lub bardziej formalne fotografie swoich pociech, celem pokazania ich rodzinie i znajomym. Gdy przy popołudniowej herbacie albo wieczornym kieliszku ludzie zaczynali opowiadać sobie te czy inne historie, na stoły wjeżdżały rodzinne zdjęcia. Tak jak teraz, gdy siedzimy na imieninach babci, która właśnie poznała moja partnerkę i postanowiła się z nią podzielić rodzinną historią zawartą w albumach roboty mojego dziadka. Nie wiem czy sama wyjęła by tę kobyłę z szafki, ale widać dziadek nie lubił minimalizmu. Album to także obecność. Rozproszona po świecie rodzina nagle znów się jednoczy, staje się obecna. Osoby, które odeszły są nadal żywe. Jeszcze żywe, ale już martwe. Dzięki temu wiele odległych pokoleń może się ze sobą spotkać w świadomości oglądającego.

Nastał wiek dwudziesty a wraz z nim nastąpiła zmiana estetyki, nowe pomysły. Pierwszym zwiastunem zmian były sesje, na których dzieci przebrane były za słoneczniki, truskawki, przeważnie na tłach tak sztucznych, jak poliester z których je wykonano. Był to etap przejściowy, gdy popularność fotografii cyfrowej kusiła by swych sił w niej spróbować. Tamte trendy jednak nadal są obecne a współczesne noworodki trafiają do salaterek, misek, do kapusty. Pewna forma komizmu zastąpiła sztywny formalizm poprzedniej epoki. Ciężko jednak nie zgodzić się z zarzutem, iż zdjęcia bardzo formalne, znacznie lepiej się starzeją niż te lekko komiczne, stworzone ku matcyznej uciesze. Jakkolwiek wraz z rosnąca popularnością aparatów fotograficznych zaczęła rosnąć ilość okruchów dnia, tak dobry portret pamiątkowy ma swoją wartość. Nie mówię tu jednak o prostym zdjęciu popiersia czy twarzy na białym tle a czymś bardziej wyszukanym.

Brzydzi niektórych chwila narodzin. Spocona matka, niezbyt atrakcyjna nowa istota ludzka. Z jakiejś nieokreślonej przyczyny bardziej cenimy śmierć niż narodziny. Lubujemy się w obrazach ludzi ginących od kul, zamieniając obrazy śmierci w ikony kultury. Narodziny są dla nas niesmaczne, wręcz obrzydliwe. Zrozumienie niechęci do zdjęć z sali porodowej jest trudne do zrozumienia, podczas gdy podobnie jak śmierć, łącza się one z krwią, wydzielinami ciała, cierpieniem i brudem. Byłoby to zrozumiałe, gdyby obrazy wojen i przemocy nie były gloryfikowane, estetyzowane a ludzie, którzy je wykonali nie stawali się bohaterami. Także ci, przez których je wykonano.

W jednym z poprzednich tekstów już o tym pisałem, ale trzeba do tego wrócić. Otóż różnica między czasami mojej babci a moimi jest widzialność. Grupa odbiorców mniej więcej zawsze ograniczała się do znajomych i rodziny. Dziś jest trochę inaczej, bowiem zdjęcia prezentowane są naprawdę szerokiemu gronu odbiorców. Poprzednio napisałem, że dziś są bardziej ulotne, jednak jednakże zawsze może wrócić, wykopane w czeluściach serwerów. Nigdy nie ma się pewności, kiedy ktoś odkopie słodkie focie bobasa gdy będzie on już nastolatkiem, dając powody do wstydu. Zjawisko to określono mianem sharentingu, czyli rodzicielstwa opartego na dzieleniu się każdą chwilą życia dziecka w mediach społecznościowych. Nie ma takie zdjęcie jednak mocy jednoczącej rodzinę, bowiem dla zupełnie obcych ludzi, często nie będących nawet znajomymi, nie ma ono żadnej wartości.

Gdyby jednak ktoś nie fotografował własnych dzieci, również naraziłby się na krytykę. Według Sontag, niektórzy tak haniebne zachowanie łączą wręcz z zaniedbaniem jakieś części obowiązków rodzica. W końcu dlaczego nie uwiecznić dla dziecka tego okresu jego życia, którego jako dorosły nie będzie pamiętało? Właściwie zaś jego wyobrażenia o nim. Wybierając chwile do sfotografowania, rodzic niejako rzutuje na dziecko swoje o nim wyobrażenie. Skupiając się na jego niewinności, oczekuje iż takim pozostanie. Tymczasem dzieci nie są „niewinne”, cokolwiek chcemy przez to rozumieć. Najczęściej bowiem chodzi o czystość seksualną, sprzed okresu dojrzewania, kiedy dziecko przestaje być własnością rodzica a zaczyna interesować się rówieśnikami w ten „niewłaściwy” sposób. Wybierać zaś momenty zawstydzające, daje dziecku do rozumienia, że ma je za nieporadną gapę, może sam się z niego śmieje. Stąd też wielu z nas nie lubi własnych zdjęć z dzieciństwa, równocześnie chętnie zawstydzając własne pociechy.

Wybieranie zaś tylko wzorowych momentów ma pokazać jak dobrym rodzicem się jest. Popatrz jak dbam, ubieram, karmię, otaczam troską. Stajemy tutaj na styku styku kreacji i dokumentu. Kreują się głównie rodzice, na należycie troskliwych i dbających o dziecko. Równocześnie, każda uwieczniona chwila miała miejsce. Fotografowanie swojej rodziny, dzieci, to także swoisty rytuał. Tak jak wynajmuje się fotografa na ślub, często nie po to by robił zdjęcia ale żeby był, tak uwiecznianie pewnych etapów życia dziecka w mniej lub bardziej dokumentalny sposób należy do społecznych rytuałów. Wyprawa do studia, wsadzenie dziecka do koszyka i wszelkie inne pomysły to zabiegi są właśnie rytualne.

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw

fot. w nagłówku Designed by freepic.diller / Freepik

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

O fotografii Przemyślenia dziecifotografiafotografia dziecięcafotografowanie dziecimamamatkanoworodek

Nawigacja wpisu

Previous post
Next post

Ostatnie wpisy

  • Starość Internauty
  • O kształceniu praktycznym
  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Apogeum nostalgicznego symulakrum
  • Krótka rzecz o dopaminie

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
%d