Podobno każdego dnia publikujemy na instagramie 60 milionów fotografii. Publikujemy tez obrazy praktycznie wszystkiego. Od tego co dziś ubieramy, jaką bieliznę nosimy, jakie książki czytamy, co jemy, z kim się spotykamy. Fotografia w końcu dogoniła idee, które towarzyszyły jej na początku.

I chyba 90% fotografujących nie może zdzierżyć, że musi swoimi artystycznymi pracami, konkurować z insta boys & girls. Doprowadza nas to do szału. Jakim prawe ktoś jeszcze korzysta z aparatu? Jakim prawem ktoś poza Świadomym Twórcą fotografuje? A przecież fotografia jest tylko tym, czym miała być. Powszechnym, tanim, łatwym w użyciu sposobem dokumentowania. Nie do końca obiektywnym, nie zawsze prawdziwym ale jednak.

Kiedyś to było

Kiedyś fotografia była sztuką! A teraz?

Mam takie nieodparte wrażenie, że większość fotografujących nie może się pogodzić z tym, że nie są jedyni. Więcej, nie mogą się pogodzić z tym, że gdyby zebrać nasze zdjęcia do kupy i poukładać obok siebie, to ciężko by było stwierdzić, czy robiła je jedna osoba czy całe tabuny. Gdyby więcej fotografujących sięgało po książki, wiedzieliby że ich ukochane medium jest dziś dokładnie tym, czym miało być.

Obraz musiał być tworzony i powielany masowo oraz łatwo, tak by każdy mógł obrazy tworzyć nie posiadając żadnych kwalifikacji. I ktoś wymyślił fotografię 😉 Potrzebowała ona długiej drogi by dogonić swoje szumne założenia. W głowach swych twórców była tanim, szybkim, łatwym do powielania sposobem dokumentacji. I jest. Problem w tym, że po drodze dopatrzono się powiedzmy niezgodności pomiędzy założeniami a powiedzmy stanem faktycznym. Nie dość, że okazała się szalenie subiektywna, to jeszcze bardzo łatwa do inscenizowania o czym wszyscy wiemy. Każdy chyba ma takich znajomych, którzy chodzą na wszystkie wydarzenia kulturalne w okolicy celem strzelania sobie selfie a następnie gnają do baru na wódkę 😉

Nie żeby w czasach błon światłoczułych nie była powszechna. Różnica pomiędzy erą analogową a cyfrową to widzialność. Obecnie możemy publikować niemal dowolną ilość obrazów wcześniej trafiały do szuflad, dziś są wystawione na widok bez mała publiczny. Trzeba jednak rozdzielić dwie funkcje fotografii czyli dokument i formę artystycznego wyrazu. Znaczna część zdjęć, które mamy w Sieci to dokumenty, bez żadnych artystycznych aspiracji. Choć są przyjemne dla oka.

Nadmiar fotografii

Kiedyś fotografia była sztuką! A teraz?

Taka ilość obrazów, tak podobnych do siebie, bywa krytykowana. Że taka masówa zabija sztukę, zabija fotografię, przez to nie oglądamy dobrych zdjęć. Czyli naturalnie zdjęć piszącego słowa pełne gniewu? 😉 Przecież nikt im nie zabrania udać się do galerii albo przekopywać co ciekawsze portale celem obcowania z tą upragnioną, dobrą fotografią? Zawsze mnie nurtowało co kogo obchodzi, co ktoś inny ogląda. No, chyba że chodzi o moje zdjęcia. Wtedy jak najbardziej należy je oglądać i martwi mnie gdy nikt tego nie robi.

Tyle tylko, że samej fotografii nie stworzono po to, by była formą sztuki. Właściwie głównym celem tworzenia znacznej cześć tworzonych dziś fotografii jest pokazanie się i/lub próba zdobycia popularności. Lubimy gdy ktoś nas zauważa, gdy jesteśmy w centrum uwagi. Tworząc bardzo podobne do siebie zdjęcia, naśladując kogoś, szukamy po prostu przynależności a równocześnie indywidualności.  Pisałem już o zjawisku mody, które polega właśnie na naśladowaniu kilku wzorów. Ubieram się tak, ale jem już to i czytam inne książki. Składam swój wizerunek z kulturowych klocków Lego. W ten sposób należę do pewnych grup równocześnie budując własną indywidualność.

Fotografowanie stanowi też akt społeczny. Czynność, którą wykonujemy, bo robi tak znaczna część społeczeństwa. Dotyczy to wszystkiego, od selfie po fotografie własnych dzieci.

Gdyby ktoś nie fotografował na przykład własnych dzieci. Co byście powiedzieli? Według Sontag, niektórzy tak haniebne zachowanie łączą wręcz z zaniedbaniem jakieś części obowiązków rodzica. W końcu dlaczego nie uwiecznić dla dziecka tego okresu jego życia, którego jako dorosły nie będzie pamiętało? A właściwie jego wyobrażenia. Tu mamy piękny styk kreacji i dokumentu. Wszystkie sesje dziecięce, są dokumentem. Dokumentem wyobrażeń rodziców. Ja posunę się dalej i powiem, że zaczynając od sesji brzuszkowych a później przez zasypywanie parentingowych profili fotografiami dzieci wielu uważa, że osiągnęło rodzicielską dojrzałość. PRowi rodzice.

Ale dobiegam od tematu. Publikujemy co jemy, z kim jesteśmy, jak się ubieramy, niektórzy lubią też zademonstrować noszoną bieliznę. Afiszujemy się z książkami jakie czytamy – winny! W tym wszystkim jest naturalnie mnóstwo wyobrażenia o nas samych. Można powiedzieć, że dokumentujemy swoje marzenia, aspiracje, potrzeby i uczucia 😉 Tylko czy to zabija fotografię jako sztukę? Oczywiście, że nie.

Fotografia artystyczna / fotografia – dokument

„Ty naciskasz guzik, my robimy resztę”

Może jeszcze bez kwalifikacji? I co? Taki ziutek, który właśnie dostał od mamusi luszczaneczkę na urodzinki od razu jest fotografem? Muszę Was zmartwić, ale tak. Więcej, nie jest Ziutkiem. Fotografem jest każdy, kto sięga po aparat fotograficzny. Z chwilą zakupu aparatu, w chwili jego wykorzystywania, stajesz się fotografem. To boli bardzo wielu, którzy w rozwój swojej pasji włożyli czas, pieniądze i zaangażowanie. Rozumiem czemu. Kupując rękawice nie stajesz się bokserem, nabycie komputera nie czyni cię informatykiem. A już pstrykanie zdjęć za zdjęciem czyni cię fotografem.

Fotografia stanowiła elitarne hobby przez niemożność obniżenia kosztów pierwszych aparatów, ale już firma Kodak wchodząc na rynek za cel postawiła sobie wprowadzenie fotografii pod strzechy. Co więcej, zgodnie z ich mottem, cały proces miał być tak banalny jak to tylko możliwe. Takie bowiem idee przyświecały fotografii, z takiej potrzeby się zrodziła. Miała być konkurencją wobec ręcznego rysowania / malowania i z czasem stawać się jeszcze łatwiejszą w tworzeniu a nie komplikować bez sensu. Coraz “inteligentniejsze” aparaty fotograficzne są tegoż założenia efektem. Ciągle słychać głosy że każdy fotografujący powinien posiadać wiedzę z zakresu światła, kompozycji, czułości i ogniskowych. Ta wiedza była potrzeba gdyż nie potrafiono tworzyć automatów. Prowadzi to do bardzo błędnych wniosków, że wiedząc jak założyć kliszę ktoś staje się “bardziej świadomy fotografem”. W sumie ostatni news albo fake news, nie ważne, również przyprawił fotograficzną brać o palpitacje. Lampy błyskowe będą pracować w pełni autonomicznie z obracaniem palnika włącznie.

To, że stała się formą sztuki zawdzięczamy wątpliwościom, które przez wielu są bardzo niedoceniane i lekceważone. Gdyby nie ludzie, którzy zaczęli zadawać sobie pytania, kwestionować obiektywność zapisu, analizować wybór chwili, być może by do tego nie doszło. Wiem, że wiele osób nie traktuje takich artystycznych manifestów poważnie, uważając je za marnowanie czasu, dorabianie filozofii, ale to dorabianie filozofii sprawiło, że bezduszny mechanizm zyskał nowy wymiar, więc nie wiem czy można je tak łatwo lekceważyć. W sumie to nie można.

Trzeba po prostu zaakceptować, że fotografia pełni równocześnie bardzo różne role. Wiem, że możne drażnić, że Ty, który wkładasz wysiłek, serce i kupę kasy w rozwój swojej pasji, konkurujesz na Instagramie z chłopakiem czy dziewczyną, którzy fotografują na szafce nocnej kosmetyki albo gadżety. Ty jesteś fotografem i oni są fotografami. Jest to po prostu narzędzie. A to jak je wykorzystasz, jaką zbudujesz sobie markę, to już zupełnie inna para kaloszy. Naiwnym jest ten, który uważa że w czasach gdy obrazów było mniej oglądało je więcej ludzi. To bardzo zwodnicze myślenie. Jeśli naprawdę sądzisz, że tyrający przez 12 albo więcej godzin w fabryce robotnik po pracy oddawał się kontemplacji sztuki albo zabierał dzieci do galerii to odstaw steam punka 😛 Dzieci były w pracy.

Fotografia jako sztuka

Medium jakim jest fotografia od dawna ma pewne miejsce w gronie sztuk i nie przeżywa żadnego kryzysu. To my, fotograficy troszkę się pogubiliśmy. Raz, że nie znamy historii tego medium, przez co części z nas wydaje się, że ktoś nam zabija sztukę którą uprawiamy a po drugie my nie zajmujemy się sztuką. Z resztą tak bardzo nie wiemy czym owa sztuka ma być, że próbujemy się cofać wracając do procesów chemicznych, celem wkładania w tworzenie zdjęć większej ilości pracy.

Nie okłamujmy się. Te kolorowe obrazki, które tłuczemy z zapałem godnym lepszej sprawy nie są sztuką. Jasne często są bardzo kunsztowne, ciekawe wizualnie, ale to że coś czy ktoś jest ładny to jeszcze nie sztuka. Nie taka o jakiej myślimy. Marzy nam się status Rembrandta i Salgado. Tyle tylko, że na poziomie na którym operujemy, możemy co najwyżej sarkać. Swoimi obrazami konkurujemy z insta boys & girls, co doprowadza nas do szału. Okazało się bowiem, że ładna dziewczyna czy przystojny facet może liczyć na taką samą atencję zrobiwszy sobie fotałkę przed lustrem jak pozując wprawnemu fotografowi 😀 Do sesji w bieliźnie nie potrzeba już “fachowca” tylko lustra, smartfona i #fittagów. Zobaczcie, że znaczna część modelek i modeli wystrzega się sesji, na których ciężko ich rozpoznać. Chodzi bowiem – powtórzenie zamierzone – właśnie o rozpoznawalność. I tyle.

Wiemy co to jest głębia ostrości, czułość i czas naświetlania! Znamy kilka sztuczek. I jedną metodę kompozycji obrazu. Jedną. Jak się okazuje 90% z nas zna jedną, dobra dwie, metody kompozycji obrazu. Trójpodział i złoty podział. Dziękuję.

Jesteśmy taką samą egocentryczną, szukająca atencji bandą. Choć nie wiem czy w ostatecznym rozrachunku jest w tym coś złego. Widać część z nas nie potrafi się z tym pogodzić. Tymczasem bez względu na to czy fotografujemy innych, architekturę, czy samych siebie zawsze chodzi o nas.  Chcemy być w centrum uwagi. I doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, z tym że my nie jesteśmy szczerzy. Żadni z nas wielcy humaniści snujący opowieść o człowieku i świecie. Robimy mniej lub bardziej ładne obrazki. Ja akurat mniej.

Zatem jak wejść na poziom wyżej?

Nie wiem. A jak się dowiem to nie powiem.

 

Do szuflady

Istotną różnicą pomiędzy erą analogową a cyfrową są przemijalność i posiadanie. W erze analogowej nieliczni tylko mogli się nimi dzielić z całym światem, reszta mogła pokazać je znajomym i troskliwie umieścić w szufladzie. W ten sposób zabezpieczali chwilę, wchodzili w posiadanie danej chwili. I to dosłownie. Zatrzymywali czas.

Dziś, właściwie część osób nie posiada swoich fotografii umieszczając bezpośrednio na przepastnych serwerach portali społecznościowych. Nie mają własnej kopii, nie przechowują ich. Jasne, kwestia ustawień, ale wiem że wiele osób tego nie robi. Co więcej celem takiego dokumentu, jest przeminąć. Ma stanowić bez mała relację w czasie rzeczywistym i ustąpić miejsca kolejnym. Liczy się szybkość. Nie ma pewności, że do chwil sprzed lat, w ogóle ktoś wraca. Kwintesencją tego jest snapchat, który w ogóle nie przechowuje tworów swoich użytkowników. Jego podstawową ideą jest ulotność.

Naturalnie drugą sytuację, można znacznie surowiej ocenić, ale tylko pozornie.

Inwentaryzacja świata

Takiej ilości obrazów wszystkiego nie tworzyliśmy nigdy przedtem. Jedni powiedzą, że to wada, mamy przesyt, jest tego za dużo! Drudzy, że nie ma w tym nic złego. Wszystkiego mamy w bród i tylko od nas zależy co sobie wybierzemy. W znacznej części fotografie, które oglądamy to raczej dokumenty. Ładniejsze, brzydsze ale dokumenty. Pokazują np. trud włożony we wlezienie na 30 stopniowym mrozie na szczyt góry, cierpliwość i samą naturę, ale to tak czy siak bardziej dokument. Niewykonalna w czasach analogów inwentaryzacja świata trwa w najlepsze. Nawet armia uzbrojona w lustrzanki nie dokona tego co niezliczone rzesze użytkowników mediów społecznościowych. Po prostu fotografują bardzo wiele rzeczy, które Fotografom przez F, wydają się niegodne.

Czy taka ilość obrazów zabija fotografię? Czy przez to coś trafimy? Absolutnie nie! Można powiedzieć, że wręcz zyskujemy. Fotograficy często bardziej utrwalają stereotypy niż im się wydaje. Celem przywiezienia “Pięknych Kadrów”, szukają rzeczy które zrobią na nas wrażenie. A jeśli przejrzymy sobie np. selfiki ludzi żyjących w Japonii to może się okazać, że dostaniemy ciekawsze informacje niż te serwowane na pokaz 😉 Oczywiście z dozą zdrowego sceptycyzmu. Mimo tego nadal jest miejsce na fotografię artystyczną, która po prostu cały czas się rozwija.

Można powiedzieć, że słynna Misja Heliograficzna ma szansę realizacji bez mała przez przypadek. W końcu nikt nie podejrzewał, że jakiś Zuckerberg i jego następcy wywołają takie zamieszanie.