Krótka rzecz o duchowości Wschodu Pan S, 4 lutego, 202613 kwietnia, 2026 Wschodnia duchowość, duchowość wchodu, któż o tym nie słyszał, iluż nie mówiło o tym z podziwem. Pytania nasuwają się dwa, czym jest ów wschód i czyże różni się jego duchowość od tej zachodu? Duchowość Wschodu Gdy mowa o „duchowości wschodu”, nie jest pewnym o czym dokładnie mowa. Istnieje podział na Bliski i Daleki Wschód, ale ten pierwszy nie wydaje się duchowo interesujący, natomiast do tego drugiego nie zalicza się Indii, które jeszcze do niedawna stanowiły centrum owej wschodniej duchowości. Lepszym być może pytaniem, które można zadać, jest na wschód od czego. Można stąd pokusić się o stwierdzenie, że Wschód zaczyna się tam, gdzie kończy się chrześcijaństwo a wraz z nim cywilizacja, lub jak kto woli, odwrotnie. Fakt, iż wszystkie ważne z punktu widzenia miłośnika duchowości wschodu religie są tworem wielkich cywilizacji, ten świadomie lub nie, pomija. Rosja stanowi tutaj swoistą granicę, będąc krajem chrześcijańskim poprzez cerkiew prawosławną a jednak uchodzącą już za kraj dziki. Ortodoksyjne kościoły orientalne pomińmy tu milczeniem, bowiem i tak żaden zwolennik wschodniej duchowości nie ma pojęcia o ich istnieniu. Nie sposób zatem powiedzieć gdzież ów wschód się znajduje. Wydaje się nieokreślonym bytem, mityczną krainą ducha, której mieszkańcy odrzucili dobra doczesne, kopcące fabryki, brzęczące trybiki, ażeby móc żyć w zgodzie z naturą, poszukując oświecenia czy przechadzać się pośród zielonych gaików, w których biją najczystsze źródła w kolorze nefrytu. Kraina owa jest nastawionym na być przeciwieństwem konsumpcyjnego Zachodu, nastawionego ma mieć. Nijak nie chce jednak miłośnik wschodniej duchowości odrzucać dobrodziejstw cywilizacji. Chciałby jedynie przeszczepić pewne wartości, ażeby móc pełniej się nimi cieszyć. Najprawdopodobniej więc chodzi o romantycznie pojęte kraje Orientu. Mało kto jednak pamięta, że kraina ta składała się ze wszystkich tajemniczych i odległych krain, także afrykańskich. Jednakże dla miłośnika duchowości wschodu interesujące są głównie Indie, Chiny, Tybet i Japonia. Jest więc ów Wschód jakąś całkowicie niesprecyzowaną krainą, której mieszkańcy odrzucili dobra doczesne na rzecz duchowego samorozwoju. Nie wiadomo czym ten rozwój owocuje, bowiem każdy orędownik wyższości ducha wschodniego nad zachodnim, wybiera sobie kilka terminów i zafiksowuje na nich. Istotnym pytaniem, które trzeba zadać, jest czym właściwie duchowość jest. Jak to zwykle w naukach społecznych bywa, nie ma jednej definicji i można ją rozpatrywać na gruncie egzystencjalnym, spirytualistycznym, Jednym z wyrazów duchowości jest religia, która jest systemem wierzeń i praktyk, łączących jednostkę lub grupę z samą sobą ale też czymś świętym, sacrum. Nakreślenie wyraźnej granicy między duchowością a religią jest zatem trudne. Bez względu na definicje, duchowość oznacza akceptację istnienia lub próbę kontaktu z czymś ponadmaterialnym, nadnaturalnym, poza ludzkim, transcendentnym. Nie zawsze musi przybierać formę kontaktu z osobowym bóstwem, bowiem może to być działanie mająca pozwolić na doświadczenie wyższych stanów świadomości. Przeważnie jednak, trzeba to w ten czy inny sposób osiągnąć, więc rodzi się system praktyk i wierzeń a stąd już krok w stronę religii, która czy to się komuś podoba czy nie, jest wyrazem duchowości. Tutaj należy zastanowić się, jak bardzo mieszkaniec Tokio czy Nowego Delhi, różni się od mieszkańca Nowego Yorku, Paryża czy nawet Moskwy. Wybierając się na duchową wyprawę do Indii, opuszczało się granice cywilizacji docierając do krainy ducha. Pokazuje to jedynie jak kolonialny stosunek do wszystkiego, co nie należy do europejskiego czy zachodniego kręgu kulturowego ma człowiek uduchowiony. Żyje on mitem dobrego dzikusa, który posiadł jakieś nadprzyrodzone moce, łączące go ze wszechświatem. Sami okrzyknęli się przedstawicielami i członkami cywilizacji, która rządząc się rozumem, wypiera ducha. Duchowość wschodu to termin, który do szerszej publiczności zaczął przebijać się w Stanach wraz z ruchem hippisowskim. Na polu naukowym, zwłaszcza w psychologii, do popularyzacji koncepcji duchowości wschodu przyczynił się Gustaw Jung, natomiast Alan Watts był jednym z czołowych propagatorów owej w sferze popularnej. Pewnym problemem jest fakt, iż skład duchowości wschodu silnie uzależniony jest od aktualnych sympatii i antypatii politycznych. Jeszcze Watts miał szansę propagowania myśli wywodzących się z Chin, jednakże kogo dziś obchodzi buddyzm chan albo taoizm? Właściwie nikogo i może od wielkiej biedy taijiquan znane jako tai-chi bywa tolerowane. Chiny bowiem również stały się nazbyt prężnym organizmem gospodarczym, przemysłowym i politycznym. Z zapomnianego, orientalnego kraiku przeistoczyły się w największa gospodarkę świata, axis mundi produkcji i eksportu, z którym przyszło nam konkurować. Nazbyt to nacechowane konsumpcjonizmem a wszechobecne fabryki nie pozwalają ażeby nadal upatrywać w Chinach krainy duchowości. Indie również mocno straciły na znaczeniu, a ostatnim popularnym elementem ichniejszej duchowości jest yoga. Przyczyną tego stanu rzeczy podobnie jak w Chinach było silne uprzemysłowienie, ale też coraz szersza wiedza na temat karygodnych warunków panujących w tym kraju, takich jak łamanie praw człowieka, cenzura, zapędy totalitarne. Zdjęcia długowłosych Beatlesów obwieszonych girlandami kwiatów, ustąpiły z jednej strony przemysłowi, z drugiej obrazom głodu i brudu. Na mapie świata pozostała więc Japonia, która od dawna cieszyła się opinią kraju łączącego tradycję i nowoczesność. Jaką tradycję i jaką nowoczesność, nie do końca wiadomo. Duchowość Japonii to mało znany, bardzo pofragmentowany shintoizm i oraz buddyzm zen, który przybył do Japonii z Chin. Na przestrzeni wieków nabrał indywidualnego charakteru, stając się na wskroś japoński. Rodzą się jednak pewne problemy, bowiem Japonia, choć to lekko zastygły gospodarczo i kulturalnie kraj, tak Japończycy nie padają na twarz przed każdym krzywym krzakiem, biorąc go za kami. Sam buddyzm już od dawien dawna, krytykowany jest za monopolizację branży pogrzebowej. O ile dobrze pamiętam, jest to właśnie szkoła Sōtō, która zmonopolizowała tę lukratywną branżę jeszcze za Tokugawów. Głównie dlatego, że zakony buddyjskie szkoły Rinzai, miały nieprzyjemną tendencję do napaści rabunkowych a w czasach okresu Sengoku, stanowiły realną siłę militarną mogącą zagrozić szogunatowi. Istotnie, olbrzymi przepływ myśli miał miejsce miedzy Indiami, Chinami a Japonią, choć niekiedy dość jednostronnie. Japonia bowiem, nie licząc prób podbojów militarnych i krótkotrwałej dominacji gospodarczej w latach osiemdziesiątych, miała na tamten region minimalny wpływ kulturalny. Zdecydowanie silniej swoje piętno odcisnęły Indie, które utrzymywały relacje polityczne i handlowe z Chinami. Nie jest jednak uzasadnionym, patrząc na to jak chociażby buddyzm ewoluował w każdym z tych państw, by mówić o jakieś jednorodnej duchowości. Koniec końców, Chińczycy czy Japończycy przetworzyli buddyzm przez pryzmat swoich potrzeb i doświadczeń. Stąd też jakkolwiek możemy wyodrębnić pewne kręgi kulturowe, tak nie istnieje jednorodna, homogeniczna duchowość wschodnia. Całkiem bowiem inaczej rzecz ma się w Chinach, będących przez wieki pod wpływem taoizmu i konfucjanizmu a inaczej w Indiach. Zdecydowanie Japonia bliższa jest myśli chińskiej, w której dominuje rytuał, przeważnie pozbawiony większego znaczenia. Stąd też rozmiłowani we wschodniej duchowości, często odwołują się do konceptu 氣 Qi, czyli życiodajnej energii przenikającej wszechświat. Należy jednak zadać sobie pytanie, w jakim stopniu myśl chińska, chociażby okresu Stu Szkół, różni się od myśli greckiej analogicznego okresu. Japończycy, choć wiele przejęli z kultury chińskiej, tak nie sposób powiedzieć, by obie nacje były duchowo jednakowe. Idąc zaś dalej, można rozgraniczyć duchowość od religii. Wówczas należy zastanowić się, czy wpływy kulturowe ostatnich kilkuset lat, transformacje ustrojowe, przemiany polityczne, nie wpłynęły aby na ową duchowość. Wraz bowiem ze zmianami kulturalno-społecznymi winna się ona zmieniać. Tymczasem rozumienie duchowości wschodniej następuje przez pryzmat interpretacji tekstów i przekazów religijnych w sposób stereotypowy. Wystarczy tutaj zastanowić się raz jeszcze, czy duchowość chociażby Polaków, nie uległa zmianie na przestrzeni dekad. Tutaj ponownie, wydaje się, że ów Wschód zamarł w stagnacji niczym odseparowany od reszty świata. Podejrzewam, że punktem odniesienia są potocznie rozumiane nauki chrześcijańskie, w których głównym celem jest osiągnięcie zbawienia. Duchowość wschodu, ma zaś być drogą do swoistej transcendencji, wykroczenia poza ludzkie ograniczenia, nabycia jakichś nadnaturalnych zdolności, jedni ze wszechświatem i to co najważniejsze, jeszcze za życia. Również wiedza, iż chrześcijaństwo to religia założycielska, której daty narodzin są mniej więcej znane, skutkuje przekonaniem, że jest to religia fałszywa, wobec pradawnych, rdzennych wierzeń różnych ludów. Dziwnym trafem fakt, iż buddyzm również należy do grona religii założycielskich, mało komu wydaje się przeszkadzać. Wartym uwagi jest fakt, jak interpretowana jest owa wschodnia duchowość. Zdanie o realnym chrześcijaństwie można mieć dowolne, przeważnie złe. Jednakże w swej idealnej wersji, jest to raczej zbiór wyznań nastawionych na drugiego człowieka. Stąd też wartym uwagi jest fakt, jak interpretowana jest owa wschodnia duchowość. Zdanie o realnym chrześcijaństwie można mieć dowolne, przeważnie złe. Jednakże w swej idealnej wersji, jest to raczej zbiór wyznań nastawionych na drugiego człowieka. Wschodnie praktyki zaś, przedstawiane są zachodniemu odbiorcy, kimkolwiek on dokładnie jest, wielce przewrotnie. Oto bowiem nie są nastawione na zbiorowość na na siebie. Słuchając wszelkiej maści kołczów, mentorów i uduchowionych szarlatanów, można odnieść wrażenie, że liczy się tylko i wyłącznie Ja. Oświecenie, to sprawa indywidualna, której winno oddawać się w sposób egoistyczny. Wschodnie praktyki zaś, przedstawiane są zachodniemu odbiorcy, kimkolwiek on dokładnie jest, wielce przewrotnie. Oto bowiem nie są nastawione na zbiorowość na na siebie. Słuchając wszelkiej maści kołczów, mentorów i uduchowionych szarlatanów, można odnieść wrażenie, że liczy się tylko i wyłącznie Ja. Oświecenie, Należy teraz zapytać, czy człowiek, oględnie mówiąc, zachodni, tak bardzo różnił się w swym podejściu od człowieka wschodniego. Być może powyższe zdanie wieńczące poprzedni akapit mogłoby rzucić jakieś światło na tę kwestię, jednak tylko gdy założymy, że różnica istnieje. Obserwowalne zjawiska jakkolwiek ciekawe, nie mówiąc nic o samym podejściu do duchowości, która wydaje się taka sama jak świat długi i szeroki. Przyjrzawszy się jednak praktykom ludowym, kapliczkom z posążkami świętych, na których wiszą girlandy kwiatów, zwyczajom świątecznym, kultowi wspomnianych świętych, relikwii, rytuałów bez mała magicznych, mających na celu obłaskawienie czy zmuszenie bóstwa do posłuszeństwa, nie wydaje się by podejście do duchowości człowieka wschodniego i zachodnie było tak różne. Można śmiało założyć, iż pomimo rozwoju najtęższych systemów religijnych, zapisaniu tysięcy tabliczek, arkuszy pergaminu i kartek papieru, w głębi nie wyszliśmy poza pierwotne formy szamanizmu. Być może słuszniejsze byłoby odwoływanie się do pism, tekstów, mistrzów, kapłanów i mnichów, bowiem religijność ludowa wszędzie jest taka sama. Przekonanie o różnicy w duchowości wschodu i zachodu, oparte jest więc na mglistych przesłankach, wywodzących się z ruchów kontrkulturowych ale bez większej znajomości chociażby pism buddyjskich. Mało prawdopodobne by ktokolwiek przeczytał chociażby Sutrę Lotosu. Na wyobrażenie o różnicy pomiędzy Wschodem a Zachodem rzutuje specyficzne wyobrażenie o kulturze zachodniej, jako kulturze przemysłowej, technologicznej i naukowej. Tradycja filozoficzna również mieści się w tym wyobrażeniu, tym bardziej, że filozofia grecka stała się podwaliną działalności naukowej. Nauka zaś, rości sobie prawa nawet do sfery ducha, bowiem w ramach chrześcijaństwa, mając swoje korzenie właśnie w myśli greckiej, rozwinęła się teologia, wykłada na uniwersytetach. Instytucje nie sprzyjają zaś rozwojowi duchowemu. Są więc krainy zachodnie krainami rozumu, podczas gdy krainy wschodnie są krainami wolnego ducha. Ażeby było zabawniej, nie jest w stanie zachodni propagator duchowości wschodu zaakceptować krainy czystego ducha, którą sam stworzył. Chociażby wielu kołczów, samozwańczych guru i joginów, chętnie uzasadnia swoje przekonania nauką, najczęściej psychologią. Stąd popularność wszelkiej maści medytacji mindfulness, posklecanych przez Kabat-Zinna ze wszystkiego co mu w ręce wpadło. Głównymi składnikami są Yoga hatha, Vipassanā, buddyjska szkoła zen Sōtō i wszystko podlane Adwajtawedantą. Nie licząc rzekomo wywodzącej się z języka pali nazwy, jest co całkowicie synkretyczny byt, stworzony na potrzeby wschodzącego rynku dobrostanu. Przypomina to nieco sytuację, w której skleciwszy coś na podstawie sunn i tekstów kabalistycznych promuje się to jako remedium na współczesne bolączki. Badania nad wpływem wschodnich medytacji, są całkowicie uzasadnione, bowiem wszelkie remedia należy przetestować, chociażby pobieżnie przed wprowadzeniem na rynek. Można sobie również wyobrazić sytuację, w której ktoś bada wpływ modlitwy i sprzedaje medytacyjne warsztaty różańcowe. Badanie wpływu medytacji, na umysły praktykujących wydaje się czymś całkowicie naturalnym. Równocześnie, poddanie badaniu mnichów, odmawiających poranne modlitwy, mogłoby spotkać się z dezaprobatą a już na pewno nie wywarłoby większego wrażenia, chyba, że negatywne. Drwinom i komentarzom nie byłoby końca, wśród podziwu dla medytacji, o których wspominają prastare święte księgi. Księgi, których wprawdzie nikt nie czytał, bowiem tłumaczenie nie oddaje prawdziwego sensu w przeciwieństwo do wpisu w Wikipedii. Przypomina to więc sytuację, gdy antropolodzy udawali się do dzikich ludów, celem zgłębienia ich natury. Prawdę jednak powiedziawszy, praktyki medytacyjne, niewiele różnią się od tego, co praktykowane było a może nadal jest w zakonach koncepcyjnych. Efekty świetlne, powtarzane rytmicznie frazy, mogły dawać ten sam efekt o czym z resztą jako pierwszy głośno mówi nie kto inny a Aldous Huxley. Wschodnie medytacje chętnie obejmowane są naukową analizą. Wprawdzie sam Kabt-Zinn przyznaje, że nawet 90% badań na ten temat ma niewiele wspólnego z jakąkolwiek nauką, tak sama naukowość, działa na wyobraźnię. Nie można bowiem od tak rzucić się w wir medytacji, nie mając potwierdzenia w liczbach i tabelach. Dochodzi zatem do pewnego paradoksu, bowiem rodzi się potrzeba by prastare praktyki przepuścić przez chociażby pseudonaukowy filtr. Duchowość zachodnia jest więc dość pokrętna, bowiem z jednej strony zabiera się do racjonalnej, naukowej analizy sfery ducha, próby zmierzenia i zbadania bytów nadprzyrodzonych ale też zamienia niekiedy naukę w religię. Duchowość wschodu, zostaje więc przepuszczona przez mentalność zachodu. W ten sposób rodzi się nic innego jak swoisty „naukowy mistycyzm”. Nawet herbacie nie odpuszczono, przez co matcha reklamowana jest jako „potwierdzone badaniami panaceum na wszystko”. Herbata jest po prostu smaczna, jednak kto to widział, by robić coś przyjemnego. Stąd też udowodnione naukowo, zbawienne działanie medytacji mindfulness trafia do świadomości zachodniego konsumenta znacznie lepiej niż jakieś duchowe mrzonki. Dalej, wiele praktyk jest nie tyle leczniczych, co rozwijających. Współczesna psychologia nie oferuje niczego podobnego, mającego nie tyle wyleczyć, co popchnąć człowieka na drodze dalszego rozwoju. Koniec końców, duchowość zawsze przybiera formę jakiegoś systemu wierzeń lub przekonań. Owa wschodnia duchowość w rękach człowieka zachodniego staje się niczym innym jak formą transumanistycznego poszukiwania drzwi percepcji. Zabawnym jest, iż słowo „psychologia” w swym pierwotnym znaczeniu jest nauką o duszy. Nie należy jednak śród wszystkich piewców wschodniej duchowości upatrywać tak głębokich pobudek. Wśród fascynatów duchowości wschodu nierzadko znaleźć można osoby rozczarowane jakimś odłamem chrześcijaństwa. Świetnie jest to widoczne w Polsce, gdzie kościół katolicki, stał się upolitycznioną instytucją, znaną z dorocznego zbierania pieniędzy w okresie noworocznym. Nauczanie w ramach lekcji religii, wiąże z wykuwaniem na pamięć procedur i formalności niezbędnych w procesie przystąpienia do pierwszej komunii, bierzmowania a później zawarcia związku małżeńskiego. Duch stracił na znaczeniu wobec pieczątek, które dzieci zbierają celem udowodnienia, iż wyznały grzeszne myśli starcowi w konfesjonale. Wszystko jest nie tyle powszechne, co masowe, przemysłowe, instytucjonalne i dochodowe. Nie dziwota zatem, że relacja mistrza z uczniem może być kusząca, nawet jeśli mistrz nie ma zielonego pojęcia o czym mówi, gdyż odbył przyspieszony, internetowy kurs Zen. Jest to próba wykrojenia z racjonalnej rzeczywistości odrobiny czasu świętego i kontaktu z mistrzem, mentorem. Księża przeważnie grzmią z ambony, w dodatku nierzadko namawiając do nienawiści na tle rasowym czy narodowościowym. Stąd też próba stworzenia sztucznego bytu, jakim jest apolityczna, doskonała, prastara wschodnia duchowość, jest całkowicie uzasadnione Patronite Herbata i Obiektyw Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw Share this:Click to share on Facebook (Opens in new window)Click to share on Twitter (Opens in new window)Click to share on Tumblr (Opens in new window)Click to share on Reddit (Opens in new window)Like this:Like Loading... Podobne Krytyka kultury Kultura Odrobina antropologii Odrobina filozofii Odrobina psychologii Przemyślenia Socjologia badania naukowe nad duchowościąbuddyzmchrześcijaństwoduchowośćduchowość a religiaDuchowość wschodukatolicyzmkraina duchamedytacjapsychologiareligiaRinzairóżnice między wschodem a zachodemsekty buddyjskieSōtōTaoizmwschodnia duchowośćYogazen