Język angielski

Jes, aj spik inglisz

Afrykaner, Irlandczyk i Anglik. Pierwszy brzmi jak rozgorączkowany Vodyanoi. Pozostałych można zrozumieć.

Każdy chyba ma kogoś w gronie znajomych, choćby tych z FB, którzy gdy tylko popełnisz błąd typu: berth/birth, wyłożą ci jak bardzo słabo znasz język angielski. Uwielbiam też wykłady jak słaby jest mój „angielski akcent” (sic!) i demonstracje jak powinno się wymawiać słowa we właściwy sposób. Ciekawe czy chodzą też po Katowicach czy Zakopanem i pouczają ludzi jak mówić po polsku?

Nie mam pojęcia skąd bierze się ta dziwaczna maniera czepialstwa o akcent. W samej Polsce mamy taką różnorodność, że stwierdzenie „polski akcent” zaczyna być dziwne. Podejrzewam, że wynika to z trochę biernej znajomości języka. Najrzadziej – na podstawie moich obserwacji – czepiają się osoby, które były w UK/USA/Australii/Kanadzie czy innym kraju, gdzie szkolne umiejętności zderzyły się z codziennością. Nie mówiąc już o tym, że angielski jest również językiem urzędowym np. w Zimbabwe Jednak nie podejrzewam by obywatele tego kraju mówili niczym Szekspir.
Właśnie ci podróżujący wiedzą najlepiej – że nie ma co się czepiać.

Ci zaś, którzy może raz skorzystali ze swych może i piątkowych ale szkolnych umiejętności – przyczepią się do każdego. Mają po prosu lekko spaczone wyobrażenie o tym jak brzmi język obcy.

 

Na koniec: Afrykanerzy to określenie białych mieszkańców miedzy innymi RPA. Na co dzień posługują się Afrikaans, dzięki czemu jeszcze trudniej ich zrozumieć, niż przybyszów ze Szkocji czy Anglii. Wujek google powie wam więcej 😉

Przydawka
  • co?
  • Przydawka. Co to jest przydawka.
  • A skąd ja mam k**** wiedzieć co to jest przydawka?

Gdy ktoś zwraca mi uwagę na brak „brytyjskiego” akcentu i niepoprawne wymawiane słów w języku angielskim, pytam co to jest przydawka. 90% speców nie ma pojęcia jakie są części mowy w języku polskim. Ja po prawdzie też nie pamiętam już bardzo dokładnie rozbioru zdania albo nie potrafię na zawołanie zbudować zdania podrzędnie złożonego okolicznikowego czasu.

Poprzedni blog prowadzony był również właśnie w języku angielskim. Uwag do treści nie było. Trzeba jednak przyznać, że wiele osób czytało to od deski do deski, gdyż inaczej nie wyłapali by błędów np. w połowie trzeciej strony. Dręczmy mnie tylko, czy nie robili tego aby znaleźć właśnie jakąś literówkę, błędne zastosowanie czasu np. przeszłego zamiast zaprzeszłego i tak dalej.

Spytajcie o przydawkę. Albo niech opiszą różnice między homofonem a homografem. Delikwent odczepi się szybciej jeśli dodatkowo jest homofobem 😀

Intencje

Jeśli ktoś zwraca mi, czy tobie uwagę na coś co robisz źle, to samo w sobie nie jest „hejt”. Jest to nawet pomocne. Jednak jeśli ktoś nie ma żadnej uwagi do merytorycznej strony tekstu czy wypowiedzi a czepia się o to, że będąc Polakiem, nie wymawiam słów jak ludzie, których rodziny od zawsze mieszkały w Londynie to jest to zwykłe dopierdalanie się. 

Znane jest to nie tylko w kwestiach językowych, ale wielu innych. Np.

  • fotografii – fota byłaby lepsza z pełnej klatki, bo widzisz ja mam i mnie stać
  • kulinariów – wątpię, żeby potrafił robić prawdziwy ramen bo tego nikt nie potrafi tylko JA
  • sportu – jestem wprawdzie bardzo guby/a alb mój brat/kolega/własna wyobraźnia jest trenerem personalnym.

W języku działa to na podobnej zasadzie: potrafię ładniej wymówić „comfortable” tym samym mam więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia.

Cudze porażki

Są też osoby, które nie mają wobec nikogo dobrych intencji – przykład. trenujesz sobie, podchodzi trener i mówi: „wiesz co, uważaj, bo uszkodzisz plecy, pomogę ci wykonać to ćwiczenie – efekt będzie lepszy i nic sobie nie zrobisz” a jedynie budują poczucie własnej wartości na cudzych porażkach. Należy się ich wystrzegać tak samo jak kół wzajemnej adoracji.

Jeśli natomiast robicie coś z zakresu sztuki, języka, kulinariów i może nawet nie wychodzi wam to dobrze, ale o tym wiecie i robicie by się uczyć: to to róbcie.