Praca w Polsce w nie jest łatwa. Nie wiem czy gdziekolwiek jest. Życie zaś wolnego strzelca nie jest takie znów różowe. Każdy czasem pomyśli o etacie, pracy od 9 do 17 i stałej pensji. Jest takie powiedzenie, że w życiu człowieka spotykać mogą dwie tragedie. Gdy nie dostanie tego, czego chciał. I gdy to dostanie. Mnie spotkała ta druga.

W ciągu tamtych kilku miesięcy nauczyłem się bardzo dużo. Choćby tego, co kieruje prezesami w nieopłacaniu faktur podrzędnej kategorii ludzi, jaką są freelancerzy właśnie.

Rekrutacja

A że byłem wtedy silny chłop
W tłumie złowił mnie sierżanta wzrok.

Zacząć należy w ogóle od tego co kierowało szefostwem w zaoferowaniu mi roboty. Otóż biceps. Choć na siłowni spokojnie mógłbym dorobić się ksywy “Wąski” to w przypadku pracowników działu marketingu wypadłem chyba dobrze. Zwłaszcza w porównaniu z kandydatkami które ze mną konkurowały. W sumie każdy freelancer wie, że czasem nie ma budżetu na wszystko i trzeba zakasać rękawy i chwycić paczkę z jakimś przyciężkim przedmiotem, który ozdobi stoisko reklamowe. Tymczasem 90% mojej pracy polegało na rozładowywaniu samochodów, noszeniu w pojedynkę ciężkich przedmiotów – w sumie nie był to jakiś straszny ciężar –  ale pojedynczy kurier odmawiał łapania się za to samodzielnie bo przepisy nie pozwalają, a tymczasem marketingowiec jakoś musiał się z tym uporać. Jak się okazuje przepisy mówią chyba o maksymalnie 30 kg na etacie, ale one obowiązują w jedną stronę. Po zważeniu okazało się, przeciętna paczka oscyluje w granicach 70 kg. I co ja mam o sobie myśleć?

Dlatego już po tygodniu pracy zacząłem łamać dress code. Po prostu nikt jeszcze nie skrzyżował garniaka z kombinezonem robotniczym. Tymczasem notoryczne mycie, noszenie i sprzątanie zasyfionych magazynów sprawiało, że szybko…przestawał być świeży. Raz że szkoda było mi go zniszczyć, dwa kiedy po dłuższym tachaniu i czyszczeniu poproszono mnie “na spotkanie z partnerem ds. reklamy” jak to dziwacznie ujęto po prostu ociekałem potem. Wszyscy świeżutcy, pod krawatami a czułem się jakbym wyszedł z chlewu.

No ale dobra. No to kwestię zatrudnienia mamy wyjaśnioną. Nawet nie ma co dodawać, że cały czas sugerowano żebym postarał się o samozatrudnienie.

Praca

Jak o prawa upominać się
Na gretingu nauczyli mnie.
Niejeden krwią wtedy spłynął grzbiet

Gdy po raz kolejny przyszła prośba o uregulowanie faktury za pewne usługi jakiejś zewnętrznej firmy, czując solidarność z tymi ludźmi bardziej niż z aktualnym chlebodawcą, udałem się do księgowości. Zapytawszy jak to działa i czemu nie płacimy chłopakowi od 5 miesięcy dziewczyna z księgowości pełnym pogardy wobec mnie tonem rzekła:

“Pan prezes za takie rzeczy nie płaci”

Następnego dnia zostałem wezwany na dywanik. Dowiedziałem się wówczas, że raz na 2-3 miesiące Pan Prezes – nie wiem jak to jest, ale każdy kto ma odrobinę władzy od razu staje się prezesem. Zauważmy też, że zasadniczo dotyczy to ludzi powiedzmy niezbyt rosłych – zasiada z lepszymi od nas i radzi komu płacą a komu nie. Cesarki kciuk wędruje w górę i w dół, łaską obdarzając jednych podwykonawców a innych skazując na marny los.

Pisz do kolegów, w końcu jak im na tobie zależy – nie wiem czemu obcemu facetowi miałoby na mnie zależeć ale spoko…

Aha, miało być o pracy. 6-7 pełnowartościowych planów marketingowych dziennie na bieżące pół roku z budżetem 1200 zł a sztywne punkty po 5000. Co to znaczy?  Otóż Prezes wykładał 1200, mówił czego oczekuje, – np. reklama z aktorami z mnóstwem wytycznych, najniższa cena jaka przychodziła wg. briefu to 5000 zł. Netto. Zatem szukaj jeleni. Pisz do kolegów, w końcu jak im na tobie zależy – nie wiem czemu obcemu facetowi miałoby na mnie zależeć ale spoko…- to ci pomogą albo won. Właściwie wszystko co dobre, porządnie zrobione pochodziło właśnie z nacinania młodych ludzi na “będziesz miał do portfolio”. Jakakolwiek kwestia płacenia kończyła się wizytą w dziale marketingu i pytaniem czy nie nauczył bym się niemieckiego bo nikt nie zna, rysować bo potrzebujemy nietuzinkowych reklam albo programować w jakimś egzotycznym języku, celem stworzenia nowego CMS. Oczywiście na kursu nie dostaniesz. Dostajesz wypłatę czy nie? Zatem tak wygląda ta słynna możliwość rozwoju…

I tak oto wyjaśniła się kwestia wszechobecnego “zrób za darmo” i niepłacenia maluczkim. Jeśli zaś chodzi o pracę adekwatną do stanowiska to nie było. Ale tam jest miotła, magazyn, ściereczki.

 

Płaca

Nikt nie zliczy ile krwi i łez
Wsiąkło w pokład nim się zaczął rejs,
Dla chwały twej słodki kraju szefie mój,

Praca od poniedziałku do piątku od 9 do 17. Płacą za wszystkie przepracowane dodatkowo dni i nadgodziny. W teorii. Gdy pojawić się musisz  w sobotę i niedzielę a na koniec miesiąca oczekujesz – w końcu jestem millenialsem! Muszę być roszczeniowy – że pojawi się dodatkowe parę złotych. Od działu księgowości dowiedziałem się, że taką łaskę trzeba sobie wypracować. Prezes potwierdził. Za nadgodziny płacimy tym co się angażują, rzecze udzielając niepokornemu reprymendy. No trudno, taki lajf.

Czy mam dodać, że również sugerowano że tych groszy powinienem był pokryć wyposażenie swojego miejsca pracy? Jak chcę żeby działało to powinienem je sobie kupić, jak zasugerowano mi między wierszami, jeśli nie zadowala mnie laptop ze śmietnika. Tak tak, mili państwo. Pewnego dnia podeszła jedna z osób z szefostwa i powiedziała, że wyszukana maszyna na której pracuję, trafiła na śmietnik ale ją wyjęto dla takich jak ja. To cytat.
Gdy zaś powiedziałem, że od pracy na tym szrocie bolą mnie oczy, to usłyszałem takież zdanie

Okłamał nas pan! Pan jest oszustem!

Bo nie powiedziałem o wadzie wzroku. Poza tym, że lekarz medycyny pracy wpisał mi to w tę kartleuszkę, a każdego dnia chodziłem w okularach wielkich jak żaglowiec. W końcu Szef dobrotliwie kazał informatykowi przynieść jeden z monitorów o przekątnej 14 cali i uraczył mnie słowami:

Specjalnie dla Pana. Miał iść na śmietnik, ale dla Pana go zachowałem.

Od jednej z pań z jakiegoś działu dostałem zaś karteczkę, że gdybym chciał sam sobie coś kupić, to tu są dane do faktury. Obrazu rozpaczy dopełniło polecenie wydrukowania 10 000 ulotek i ich rozdawania. Naturalnie po pracy.

Pot i łzy

Hen za rufą został miły dom,
Jesteś tylko parą silnych rąk.
Dowódca Szef tu twoim Bogiem jest

Właściwie praca tam nie miała żadnych dobrych stron, może chyba tylko poza kasą na czas. Przelewy przychodziły punktualnie, ale poza tym udało im się zabić mój dość dziecięcy zapał w ciągu 3 pierwszych tygodni i doprowadzić do nadwyrężenia pleców. Najbardziej męczące były wszystkie sugestie, żeby zmusić znajomych do pracy za darmo. Nie wiem jak to działa, ale chyba jest to jakiś kontrakt wiązany. Jak ty się zatrudniasz to od razu Prezesowi należy się twoja rodzina, przyjaciele i dziewczyna. Tak, ona też. Bo wyczaili gdzieś, że potrafi kunsztownie rysować, przez co mogła by się przysłużyć. Jak jej zależy na mojej dalszej karierze…

Do tego wszechobecne popisy polegające na wzywaniu do gabinetu z pytaniem który zestaw kupić. McBook + iMac, ale który? Ten za 35 000 czy nie szczypać się i brać za 40 000? W firmie był zatrudniony informatyk, więc tak naprawdę służyło to tylko lekkiemu znęcaniu nad załogą. Czy tam np. rozładowywanie prezentów dla rodziny na święta. Nie obchodzi mnie ile zarabia szef, ale zasadniczo jest coś takiego jak takt. Po sposobie w jaki człowiek podchodzi od dużych pieniędzy można poznać jego klasę.

Kolega też przerobił coś podobnego. Zarabiając w tzw. dziale marketingu 2000 zł netto musiał na Boże Narodzenie zapakować model Sokoła z klocków o wartości 3500 zł, o czym życzliwie poinformował go szef. Dodać, że pakował po godzinach, w sobotę wieczorem? Następnego dnia zaś była Wigilia.

Brzmi kretyńsko? Bo brzmi. Infantylnie? Pewne, że tak. W końcu dorosły facet nie może się obrażać o byle co. Jednakże jest to szalenie deprymujące do dalszej pracy, gdy ktoś tak ostentacyjnie demonstruje ci, że zarabiasz mniej niż kosztowały zabawki jego dzieci i co chwila podkreśla, że wyposażenie twojego miejsca pracy wyjęto ze śmietnika. Przełknąć dumę?

Gdy pracując w “prestiżowym miejscu” zarabiasz tak mało, że nie jesteś własną grupą docelową,  myślami wracasz do pewnego brodacza.

 

Na koniec

Przywykłem już do tego, że każdy jest fotografem, grafikiem albo kimś z puli popularnych zawodów XXI wieku. Jednakże nie przewidziałem, że trafię na kogoś tak…wszechstronnego. Serio, siedzę sobie nad stronką, aktualizując jej zawartość – jak się okazało, połowa osób nie potrafiła używać tego CMSu więc tylko udawali, że to robią a ludzie nie mogli znaleźć na stronie tak 70% produktów – a nad ramieniem wyrasta mi jakiś zastępca Szefa ochrzczony przeze mnie Bosmanem.

Otóż, znał się ona na wszystkim. Programowanie? Projektowanie? Grafika? Fotografia? Za młodu wszystko to robił. Dlatego zaleca żebym kręcił filmy w JPG bo łatwiej się je obrabia. Następnie wydał polecenie używania Pantonów. Zapytany skąd brać wzorniki, rzekł żeby drukować i konwertować, po czym zwiał. Trochę zgłupiałem.

Gdy pewnego razu już trochę zły odmówiłem wykonania absurdalnego polecenia, polegającego na dopisaniu kilku linijek kodu do CMSu, wyłożył jak to był programistą i że nie sprawiłoby mu to trudności. Zapytałem więc z najszczerszym podziwem jaki udało mi się zagrać, czy zna język programowania Prestone 37C. Naturalnie powiedział, że tak.

Jak na dorosłego faceta miał nieziemskie opowieści. Słysząc raz moją rozmowę z kolegą wyrósł znikąd opowiadając jak – zaś to słowo – za młodu, trenował muay-thai, judo i karate. Właściwie chyba niewiele dzieliło go od walki z Muhammadem Alim a Chalidow czy McGregor to dla niego jak splunąć.

Ilekroć się zbliżał w głowie rozbrzmiewały mi słowa

Ja w niebo ślę rakiety
Bez wysiłku wielkich rzek zawracam bieg
Żal mi ciebie lecz niestety
Również trudny kunszt baletu
Najlepiej ja posiadłem na planecie tej!

 

 

 

Fot. w nagłówku <a href=”http://www.freepik.com”>Designed by ijeab / Freepik</a>