Każdy szuka pracy. A jak nie szuka to będzie szukał. Już niedługo na rynek wchodzi niezwykle obrotne pokolenie Z, które jest nadzieją rynku pracy. Jednakże nie chciałem raz jeszcze pisać o kolejnych generacjach Polaków a o tekstach które można usłyszeć na rozmowach kwalifikacyjnych. Są one prawdziwą próbą charakteru. I własnej godności.

Osobiście wyróżniłem kilka kategorii pracodawców,

Jaśniepan

Nie daję Panu zakazu konkurencji, bo wiem że wy musicie dorabiać.

Firma poszukiwała grafika, który zajmie się tworzeniem projektów opakowań, na niezbyt wyszukany produkt. Ilość obowiązków w ogłoszeniu była tak mała, że też nie wyskoczyłem z jakąś astronomiczną kwotą, co spowodowało zaproszenie mnie na rozmowę.

Firma rekrutacyjna postanowiła zastosować tzw. “regułę zaangażowania”. Polega ona jak nazwa wskazuje na wykorzystaniu zaangażowania zainteresowanego. Istnieje wówczas mniejsza szansa, że ktoś się rozmyśli zważywszy na czas jaki poświęcił na cały proces. Naturalnie w trakcie okazało się, że będą kontakty z dostawcami produktów, rozładunki towarów, fakturowanie, HR, kontakty z kontrahentami – w sumie nie wiem czemu miałby to robić grafik, ale ok. Zapytałem wówczas, czy możemy podyskutować o wyższym wynagrodzeniu. Pani wybałuszyła oczy, w słusznym w swym mniemaniu gniewie walnęła w CV i zaczęła krzyczeć, że tak się nie robi. Przecież w zgłoszeniu podałem XYZ. Ochłonąwszy postanowiła załagodzi sytuację.

Nie daję Panu zakazu konkurencji, bo wiem że wy musicie dorabiać.

Dalsza rozmowa nie miała sensu.

Łowca jeleni

“Mamy corela, ale liczymy że pokaże pan zaangażowanie w rozwój naszej firmy”

Kupując nam resztę

 

Oczywiście padły pytania, czy potrafię kręcić filmy, robić zdjęcia, projektować katalogi, bo firma ma coraz większe potrzeby reklamowe, chce wejść na YT z własnym kanałem – nie wiem co by było w tym pasjonującego ale spoko. Odpowiadam, coby nie wybuchnąć niczym jeden polski poeta, który ponoć miał zwyczaj walić laską w biurko wydawcy krzycząc “Płacić ścierwo! płacić!”, że mogę zająć się wszystkim do czego dostanę potrzebne wyposażenie. Dodać, że 1500 podziałało na mnie bardziej orzeźwiająco niż kubeł wody i wcale nie miałem zamiaru tam pracować?

Czterech panów wymieniło spojrzenia, znaczące spojrzenia po czym pan znany jako szef, rzecze: “Mamy corela, ale liczymy że pokaże pan zaangażowanie w rozwój naszej firmy”. Kupując nam resztę. Dziękuję postoję.

Negocjator

Opowieść znajomego, nie moja. Otóż wysłał CV na stanowisko fotografa. Otrzymał zaproszenie na rozmowę i stawiwszy się na nią odpowiadał na zadawane pytania. Naturalnie w zakres obowiązków wchodziło wszystko. Grafika, montaż filmów, projektowanie, firmowa sieć i chyba kodowanie. Nie zostało to zaznaczone w ogłoszeniu więc pewne pytania choćby o montaż filmów go zaskoczyły o programowaniu nie wspomnę.

Rozmowa trwała jednak w najlepsze, gdy pada pytanie o oczekiwania finansowe. Wiedząc, że na rynku jest duża konkurencja postanowił się ugiąć i powiedział 2000 netto.

Za dużo. Proszę się adekwatnej wycenić

1800? Mówi nieśmiało. Za dużo. Proszę się adekwatnej wycenić. Niżej jest już tylko najniższa krajowa, co sprawiłoby że otrzymywałby mniejsze wynagrodzenie niż na obecnym stanowisku, które nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego ani wiedzy. W sumie jego ówczesna praca nie wymagała nawet mózgu jak sam mówił.

Naturalnie byłoby mile widzianym z jego strony dostarczyć firmie aparat i obiektywy. W sumie sprzęt do filmowania też byłby miłym wianem wniesionym do tego związku. Cóż. Nie twierdzę, że za sam fakt pragnienia bycia fotografem należy od razu delikwent obsypać złotem, ale znów nie przeginajmy w drugą stronę. Żeby na tym stanowisku zarabiać mniej niż cieć przy hałdzie żwiru?  Czy mam dodać, że palnął on nierozważnie, że prowadzi działalność gospodarczą? Zatem umowa zlecenia między firmami i zasuwasz jak na etacie.

 

Servus Exactoris*

Jeśli się nie wystraszy perspektywy braku zatrudnienia, przeciągnie Was po sądach jak marynarza pod kilem.

Nie wiem czy wiecie, ale jeśli szukając pracownika zapytacie kobietę czy planuje zajście w ciążę albo czy właśnie się w takim stanie znajduje, macie przerąbane. Jeśli się nie wystraszy perspektywy braku zatrudnienia, przeciągnie Was po sądach jak marynarza pod kilem. W przypadku mężczyzn nie ma takiego zakazu. Pomijam już pytania o to czy mam narzeczoną, czy planuję ożenek i tak dalej. Okazało się bowiem, że telefony o 23:30 w niedzielę, naprawdę są w tej firmie normą. W końcu o 6:30 jedziesz na targi do Łodzi, Warszawy, Wiednia czy gdzieś tam.

W zasadzie dość podobny do naszego Łowcy, ale zakrawający o…a sami wiecie co.

Zaczęło się od serii pytań.

  • Czy ma Pan żonę?
  • Czy ma Pan dziewczynę, narzeczoną?
  • Czy spodziewa się dziecka?
  • Czy robi Pan coś wieczorami?
  • Czy opuszcza Pan miasto na weekendy? – tu się autentycznie wystraszyłem

Już po pierwszym pytaniu odpowiadałem bardzo niegrzecznie i nieprofesjonalnie – mruknięciami. W końcu Pan Prezes wyjmuje kartę i pyta o moje plany w zakresie wykształcenia. Wiem, że w Sieci jest wszystko i to co publikuję robię z rozmysłem, wiedząc jakie są konsekwencje. Chociażby tego wpisu. Tymczasem, gdzieś napisałem, w jakimś tweecie albo czymś, że po otrzymaniu tytułu mgr. chciałbym uzyskać tytuł doktora. Powiedziałem, że nie wiem, ale to moja prywatna sprawa podobnie jak wszystkie omawiane kwestie. Zatem ze złośliwym uśmieszkiem zapytano czy to mi coś da, czy mając ten tytuł liczę na wyższe zarobki. Powiedziałem, że nie ale istotna jest satysfakcja i może kiedyś bym chciał to osiągnąć. Ha. Padła odpowiedź, że musi znać moje plany na kilka lat w przód, gdyż przede mną wiele zadań, które wymagają najwyższego zaangażowania. Najniższa krajowa i miło by było gdybym był samozatrudniony.

Niedoszły mój poprzednik musiał odejść po narodzinach dziecka.

M

Czyli aplikujesz na A, próbują cię rekrutować na stanowisko B, które jest tak tajne, że poznanie tej tajemnicy skutkuje przysłaniem kilku ponurych typów, z majchrami w owłosionych łapach.

  • Jakie będą moje obowiązki? Ile będę zarabiał? Jakie mam uprawnienia? Co firma oferuje? Jakie macie wobec mnie wymagania?
    JAK TA FIRMA SIĘ NAZYWA?!
  • Przykro mi, na te pytania będę mogła/mógł odpowiedzieć po drugim albo trzecim etapie rekrutacji.
  • Proszę mi chociaż powiedzieć, ogólnie w jakiej branży ta firma działa. Chciałbym chociaż tyle wiedzieć.
  • Po co Panu ta wiedza?

Gdyż nie interesuje mnie stanowisko przedstawiciela handlowego dla producenta damskiej bielizny. Tak, mając 18 lat odbyłem pewną rozmowę, na której przepytano mnie na dziesiątą stronę, bym po godzinie wałkowania dowiedział się, że chodzi damską bieliznę. W damskiej bieliźnie nie ma nic złego, ale ni cholery mnie to nie interesowało.

Za drugiem razem, będąc nieco starszym, poprosiłem o jakieś szczegóły. Rozumiem jeszcze, że pośrednicy robili tak dawno temu, ale ta praktyka jest już nieaktualna, bo przeważnie umowy pośrednik – pracownik są tak skonstruowane, że nie muszą tego ukrywać. Niestety, niektórzy pracodawcy uważają się za bez mała MI6. Zero informacji na jakikolwiek temat. Absurdem jest niechęć do podania dokładnych obowiązków a ogłoszenie było pilotażowe. Czyli aplikujesz na A, próbują cię rekrutować na stanowisko B, które jest tak tajne, że poznanie tej tajemnicy skutkuje przysłaniem kilku ponurych typów, z majchrami w owłosionych łapach.

Od sympatycznej rekruterki nie dowiedziałem się praktycznie niczego. Próbowała wydobyć ode mnie wszystkie możliwe informacje o poprzednich miejscach pracy, łącznie z rzeczami które powiedzmy są poufne. Dzwoniła jeszcze kilka razy, ale już nie chciało mi się prowadzić dalej tej rozmowy. Swoją drogą do Agencji Wywiadu łatwiej złożyć CV – sprawdzałem – i przynajmniej wiesz gdzie aplikujesz 😉

 

Pranksterzy

Ogłoszenie obejmuje np. Specjalistę ds marketingu/social media/parzenia kawy i koniecznie freelancera. Czyli tak naprawdę szukali firmy zewnętrznej albo kogoś do pracy zdalnej, bo nie potrzebowali nikogo na stałe w siedzibie. Gdy przychodzisz na spotkanie dwie panie z rozbrajającym śmiechem stwierdzają, że w sumie to nie prawda i mogą zaproponować np. stanowisko handlowca częściami samochodowymi, powiedzmy do tirów. Praca na wyłączność.

Pytasz grzecznie, dlaczego w takim razie nie powiedziały przez telefon, że oferta jest już nieaktualna. Nie fatygowałbym się wtedy na spotkanie o pracę, która mnie kompletnie nie interesuje. I zaczynają się wykręty, że to się stało nagle, że już miały rozmowę i kandydatka była świetna i takie tam opowieści. Jest 8 rano. W sumie nie jest to takie jakieś traumatyczne przeżycie prawda? Jeśli nie policzymy czasu. Godzina na dojazd, godzina na pytania w sprawie wspomnianego stanowiska z ogłoszenia, by dowiedzieć się że go nie ma, godzina na powrót. Trzy godziny żeby dowiedzieć się, że stanowisko nie istniało a ciebie ściągnięto w jakimś mętnym celu.

Panie zdaje się po prostu zbierały dane osobowe albo robiły sobie jaja z ludzi. Nie doszło między nami do żadnej kłótni, powiedziałem tylko że trochę to niepoważne. Następnego dnia jedna z Pań zadzwoniła do mnie z ofertą pracy za najniższą krajową u swojego kolegi na jakimś szemranym stanowisku. Odpowiadam grzecznie, że to mało opłacalne, żeby przejść na niższe wynagrodzenie na co pani ociekającym słodyczą głosem stwierdziła, że to tak na początek, za kilka lat byłoby więcej. 

Tutaj nie wytrzymałem. W niedzielę rano nie będę prowadził debilnych rozmów.

Tester

Kategoria szefów, która rzadko kiedy kogoś zatrudnia. Nie można powiedzieć, są nieźli. Bardzo zręczni manipulatorzy, którzy prowadzą rozmowę w bardzo przemyślany sposób by wyciągnąć od Ciebie tyle wiedzy ile tylko się da. Gdy wystrzelasz się na rozmownie z pomysłów, rzucają sakramentalną formułkę:

Oddzwonimy, nawet jeśli wybierzemy innego kandydata

Naturalnie nigdy tego nie zrobią. Jeśli widzą, że masz jeszcze jakieś zasoby wiedzy postanawiają cię przetestować. Tutaj są dwa warianty. Dostajesz zadanie domowe będące de facto realizacją aktualnego projektu albo jego fragmentu. Gdy się z tym uporasz dostaniesz jak oni ładnie mówią “feedback”, w końcu trzeba popisać się światowością, że jesteś marny.

Innym wariantem przetestowania twoich umiejętności, będzie konieczność wyszperania jakichś trendów, przygotowanie pomysłów na promocję i przekazanie szefostwu. Działa tu ponownie reguła zaangażowania. Skoro poświęciłeś tyle czasu na rozmowę, to poświęcisz jeszcze trochę na zadanie domowe. Jest to dość częsta praktyka gdy na rozmowy zaprasza się osoby z bardzo dużym doświadczeniem, fachowców a następnie zatrudnia studentów I roku do ich realizacji. W końcu taki wyjadacz mógłby chcieć wynagrodzenia a studentowi wystarczy dać bez mała niepłatny okres próbny celem przetestowania jego umiejętności i sajonara.

Po czym poznać taką firmę? Przeważnie prowadzą rekrutację co 2-3 miesiące na to samo stanowisko, na rozmowie skupienie są na pomysłach, rozwiązaniach a zadania domowe są bardzo ale to bardzo konkretne. Firmy, które tego nie praktykują mają przeważnie inne podejście i albo oceniają PF albo każą ci zrobić co tam uważasz za stosowne. Np. napisać tekst o świstaku, albo zrobić coś absurdalnego typu logo firmy Dziki Bóbr.

Testerzy potrafią w ten sposób zrealizować kilka zleceń. Czasem na coś takiego natnie się i doświadczony człowiek, który akurat szuka pracy. Zrobi szkic planu marketingowego i później zgrzytając zębami patrzy jak jest wdrażany przez absolwenta technikum hydraulicznego w sposób tak nieudolny, że paznokcie swędzą. Zasadniczo odradzam dzielenie się najlepszą wiedzą na rozmowie kwalifikacyjnej. Bardzo często to konkursy talentów, mające na celu zbudowanie sobie bazy świeżych pomysłów za darmo.

 

Niekategoryzowani

Nie wiem jak nazwać ludzi tego typu. Dziewczyna nawijała i pytała. Zadowolona z moich odpowiedzi kazała mi powiedzieć coś w języku angielskim. Nie mówię w tym języku jakoś perfekcyjnie, ale w ojczystym też nie mogę się równać Jerzym Bralczykiem ani Janem Miodkiem. Zawsze też drażnią mnie ludzie, którzy zwracają uwagę na czyjąś znajomość języka angielskiego gdy sami uważają, że “pretensjonalny” oznacza osobę mającą pretensje, ale do dziś pamiętają że w jednej grze, w której występuje kilka jak nie kilkanaście tysięcy opcji dialogowych, ktoś 20 lat temu przetłumaczył “pathetic” jako “patetyczny”.

Oka, bo odbiegam znów od tematu. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie owa pani z uwagą, że mój akcent za mało przypomina walijski. Tak, dobrze słyszycie. Akcent faceta z południowej Polski za mało przypomina akcent rodowitego mieszkańca Cardiff. Minę miałem tak głupią, jak to tylko możliwe. Przyznaję, że żaden język nie był w stanie wówczas wyrazić mojego bezdennego zdziwienia. Docelowo powinienem mówić z akcentem londyńskim i walijskim. Kogo oni szukali to ja nie wiem, ale chyba prościej byłoby poszukać w UK a nie RP.

Porady i uwagi

Mamy jakoby rynek pracownika. W pewnych branżach owszem. Wręcz rozpaczliwie brakuje pracujących fizycznie, kasjerów oraz programistów. Kilka branż ma prawo upominać się o swoje. Niestety wiele miejsc pracy istnieje tylko z nazwy. Nie są potrzebni, ale są bo firma mająca Specjalistę ds. Marketingu wygląda poważniej. Z resztą, w okolicy można lepiej zarobić na kasie niż na specjaliści. Budżet zaś oznacza “ile nasz tzw. spec. może wyrzeźbić po prośbie i jałmużnie”. Dochodzi do takich absurdów, że nawet ubodzy przybysze z Ukrainy już nie chcą tu pracować. Nie mówię też o małych i tak dorżniętych firemkach, które muszą utrzymać cały sponsoring i minimalne podatki gigantów. Mówię właśnie o potężnych przedsiębiorcach, którzy właściwie nie wiedzą już co z kasą robić, ale jak da się freelancera – fotografa urobić, żeby oddał co ma – jeszcze lepiej!

Szkoda, że większość portali, które specjalizują się w ogłoszeniach o pracę, daje tysiące porad pracownikom jak wypaść na rozmowie a nie szefom jak je prowadzić. Doskonale zdają sobie sprawę jaka jest propaganda a jaka rzeczywistość. Przede wszystkim warto od razu zaznaczać, czy wynagrodzenie jest prowizyjne, stałe i ile wynosi. To jest do zrobienia, ale tylko gdy w Polsce przestaniemy się wstydzić. Zostało nam coś w mentalności – cóż, może faktycznie mamy mentalność postkolonialną? – że pieniądze są złe. Wiecie czemu przez lata opowiadaliśmy te wszystkie bzdury, że pragnę się rozwijać, wykazać i takie tam dyrdymały? Ze wstydu. Temat pieniędzy jest bardzo drażliwy, stanowi jakieś tabu. I pamiętam rekcję dwóch pań, który nie miały wprawdzie zielonego pojęcia o czym mówię,

Rynek

Są to oczywiście pewne skrajności, które mniej lub bardziej się uwidaczniają. Nie wiem czy należycie to eksponuję, ale staram się pisać z różnych perspektyw, żeby pokazać, że świat nie jest czarno biały. Czasem freelancer wymaga od budki z hot – dogami budżetu na miarę McDonalds celem stworzenia niepowtarzalnej kampanii, z naciskiem na media społecznościowe w tym pracę z czołowymi influencerami 😛

Innym razem, pozytywnie nastawiony młody człowiek przychodzi na rozmowę o pracę, z ogłoszenia w którym jasno oferowano etat a dowiaduje się, że dobrze by było gdyby popracował jako samozatrudniony, dzięki czemu będzie mógł za najniższą krajową pracować piątek, świątek i niedziela. Gdy odrzuca taką szczodrą ofertę dowiaduje się, że jestem nierobem. W końcu pokolenie pana szefa samo do wszystkiego dochodziło i żyło by pracować. A takie darmozjady, chcą pracować by żyć…

Mam zatem nadzieję, że udaje mi się pokazać pewne wypaczenia z obu stron barykady. Naturalnie te najbardziej jaskrawe, przerysowane, patologiczne. Kiedyś pokuszę się o bardziej suchą analizę tego stanu rzeczy.

Ps

*pomogłem sobie google bo słabo pamiętam łacinę ale chyba jest dobrze 😀

Fot. w nagłówkuDesigned by jcomp / Freepik