Jak piszemy o fotografii

Jak piszemy o fotografii?

Koleżanka zasugerowała mi, że powinienem pisać bardziej…przystępnie. Jakieś porady, coś o sobie, no to wszystko co tak lubi na innych blogach.
Przeczytałem ostatnio “poradnik” jak zostać artystą. Właściwie było to coś w rodzaju jak zostać dobrym fotografem w tydzień – przed wakacjami – ale uznałem, że warto pomyśleć. Jak piszemy o fotografii? Co można znaleźć w najpopularniejszych miejscach w sieci?

Jak piszemy o fotografii?

Traktowanie fotografii tylko w charakterze rzemiosła, wyuczonej profesji wydaje mi się być niesamowicie ograniczające.

Tekst, który będziecie mogli przeczytać poniżej, stanowi moją luźną obserwację, bez stosowania jakiejkolwiek metodologii właściwej prawdziwemu badaniu. Uznałem też, że nie podam nazw portali czy blogów, na których poczyniłem owe obserwacje. Będzie zatem trochę tajemniczo. Podział jaki zastosowałem tez nie jest jakiś precyzyjny, właściwie jest całkiem chaotyczny. Otóż moim zdaniem mamy trzy sposoby w jaki portale czy blogi skupiają się na fotografii. Oczywiście nie wszystkie, te na pewnym poziomie, starając się aby czytelnik za dużo się nie nauczył i im nie uciekł 😉

Pierwszy to podejście do fotografii jako profesji, zawodu. Powtórzę użyty już raz żart, że zawód bywa całkiem spory, toteż pojawia się sporo tekstów, które pokazują jak wielkim rozczarowaniem  może być profesja fotografa. Można odnieść wrażenie, że fotografia to trzaskanie ślubów, brzuszków, packshotów, żerując na zasadzie skoro fotografia jest sztuką, to ja wykonuję zawód artystyczny, ergo jak fotografuję butelki to traktujcie mnie jak artystę. Niestety nie. Wybaczcie, że rozczarowałem na wstępie. Fotografia nie jest sztuką a ty nie wykonujesz zawodu artystycznego. Rzemiosło jakiegoś rodzaju i owszem. Traktowanie fotografii tylko w charakterze rzemiosła, wyuczonej profesji wydaje mi się być niesamowicie ograniczające, choć oczywiście potrzebujemy rzemieślników. Ktoś musi te wspomniane butelki i buty fotografować. Wszak, fotografia to narzędzie. Powiem więcej, znaczna część tych tekstów to zwykłe teksty motywacyjne, które nie wychodzą poza społeczność tworzoną przez pasjonatów fotografii.

Kolejna rzecz jaka rzuca się w oczy, to podstawy. Z resztą sam kiedyś napisałem, że w fotografii są tylko podstawy. Nie ma czegoś takiego jak zaawansowana wiedza z zakresu fotografii.
Co raz to nowe umiejętności mogą być trudne w opanowaniu, ale nie stanowią czegoś zaawansowanego, swoistej wiedzy tajemnej 😉  Fotografia składa się z podstaw. Tematy ulegają bardzo szybkiemu wyczerpaniu. Czuję, że się powtarzam. Już to pisałem. Coś zmieniają…to dzieje się, gdy coś zmieniają.

Zestawienia filmów, autoportret w majtkach, cokolwiek byle trzymać poziom. Internetowy pamiętnik rodem z początku ery blogów w modnej oprawie. Znajdziecie tam wszystko. Historie z życia, dekorowanie ciastek, podstawy fotografii, opis ostatnio stosowanej maseczki i poradę jak trzaskać brzuszki i jak schudnąć. Autorzy skupieni są bardziej na sobie niż na fotografii.
Są prawdziwymi blogerami z krwi i kości. Do tego stopnia, że po selfie publikują mało co. Gdy kończy się fotografia, zaczyna się lifestyle
Portale i blogerzy związani stricte z fotografią raczej boją się wyskoczyć ponad poziom “niedzielnego pstrykacza” i rzemieślnika. Jednemu serwują perspektywę fotograficznej chwały, drugiemu garść modnych porad.

Krytyka

Czasem pojawi się głos krytyki. Jest ot tyle zabawny, że krytykuje mówiącego choć wbrew jego intencjom. Adresatem tejże krytyki jest bowiem jakiś Inny. Ciemny, nierozgarnięty użytkownik. Krytyk bowiem operuje dokładnie tą samą estetyką co krytykowany i stosuje te same zabiegi celem zdobycia popularności. Próbuje on jedynie przekonać nas, czytelników, że on jest Artystą. Mętne to, ale najczęściej jest wyrazem złości i bezsilności wobec potężnej maszyny, która nie potrzebuje fotografów jako takich, ale o tym już pisałem przy innej okazji. 

Innym razem krytyce poddawane są całe zjawiska, związane z fotografią. Ah. Temat rzeka i nie pomaga tłumaczenie, że jednak nie można krytykować ludzi za to, że są produktami kultury. Z resztą takimi samymi jak piszący. Jeśli pamiętam nazywa się to błędem atrybucji. Użytkownicy chociażby Instagramu to puści, bezmyślni, tandeciarze zabijający fotografię. Nikt nie zwraca uwagi, że przecież robią tylko to, co wszyscy. Autorzy tych krytycznych tekstów, lansują się przy tym na bożyszcza współczesnej fotografii, swoiste objawienie, które powinno być noszone na rękach. Czasem dochodzi do jeszcze większych absurdów.

Ja zaś narzekam, na tych co narzekają, bo piszą dla lajków i zadym w komentarzach.

Sztuka

No właśnie. Tematu sztuki, ale takiej przez wielkie nikt się raczej nie podejmuje. Lepiej wrzucić tekst, a bo ja wiem, o tym że fotografowi rozwiązała się sznurówka na weselu przez co wszyscy byli zgorszeni albo coś bardzo podobnego. Może się bowiem okazać, że to co mieści się w ramach współczesnej fotografii artystycznej, nie mieści się w głowach czytelników ani co gorsza samych piszących. Właściwie jest to jawne robienie z odbiorców idiotów. Jednak też na ich własne życzenie. Lubimy się okłamywać. Tak jest zdecydowanie prościej. Zamiast rozwijać własne kompetencje.

Nikomu przez usta nie przechodzą słowa takie jak wrażliwość. Kto to widział! Dziś, po epoce obsesji sprzętowej nastąpiła obsesja warsztatowa. Przy czym absolutnie nikt nie wie na czym ten warsztat ma polegać. A co mi tam, będę bezczelny. Warsztat sprowadza się do urody modelki i talentu makijażysty.

Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że 90% fotografujących czyta obrazy w następujący sposób:

  • czy zdjęcie jest “ładne”, ergo czy przedstawia kogoś albo coś ładnego?
  • czy zdjęcie jest skomponowane wg reguły trójpodziału?

Jeśli odpowiedź na te dwa pytania jest negatywna, często obserwujemy stwierdzenie “coś w tym jest”. Owo coś, to wszystkie inne zabiegi kompozycyjne, które są po tysiąckroć bardziej skuteczne od najsłabszej ale najprostszej w zrozumieniu metody czyli trójpodziału.

fot. Jeff Wall

Widziałem za to jakieś poradniki,

Jak zostać artystą w tydzień

albo próby rozważań, kiedy uczciwy rzemieślnik staje się artystą. Najczęściej sprowadza się to do “artysta chce przekazać głębszą wiedzę” i w gruncie rzeczy, są dość naiwne. Głębszą wiedzę. Artysta doskonale wie, że nie może tego zrobić przez co podejmuje grę z widzem, korzysta z innych zabiegów, chwytów. Często wrażliwość jest ważniejsza od przekazu. Artysta to osoba, które nie poddaje się tak łatwo jak popkulturze, kategoriom wstydu akceptacji i odrzucenia.
Bardzo często fotografia artystyczna nie ma absolutnie nic wspólnego z tym czego się uczymy na drodze do robienia lepszych zdjęć. Czasem to co zyskuje uznanie w świecie sztuki, nie miałoby racji bytu na żadnym portalu dla fotografów pokroju 500px albo podobnych. Możemy raz jeszcze powołać się tutaj na Barthesa. Właściwie tak czy siak, czytelnicy pobiją się między sobą o to co znaczy być fotografem i jak zawsze wyjdzie im, że liczy się warsztat, szkoła, kurs.

Jak piszemy o fotografii
fot. Jeff Wall

Co to znaczy być fotografem?

Bardzo ważne pytanie, często zadawane. Każdy operator aparatu fotograficznego to fotograf. Powtarzam to do znudzenia przez małą złośliwość wobec osób, które powtarzają, że każdemu kto kupi aparat wydaje się, że jest fotografem 😉 W mniemaniu tych drugich fotografa czyni zasada trójpodziału albo jeszcze jakieś bez mała metafizyczne właściwości. Zmartwię Was, fotografia powstała właśnie po to, żeby nawet małpa mogła sobie poradzić.

Ty naciskasz guzik, my robimy resztę.

Wszystkie niezwykle skomplikowane procesy, chemia, ciemnie, są “chorobą wieku dziecięcego” fotografii. Z punktu widzenia jej twórców, smartfon jest spełnieniem marzeń, pierwotnych założeń. Ale w miedzy czasie do zabawy włączyła się właśnie sztuka. Pomińmy to jednak i skupmy się na tym zagadnieniu z innej strony.

W ujęciu omawianych blogów i portali fotograf to właściwie synonim osoby świadczącej usługę. Być fotografem, znaczy opanować rzemiosło i zarabiać. Tyle. Naprawdę mam rozumieć, że 100% osób sięgających po aparat chce tłuc brzuszki i kotlety? Nie. Chcą być artystami na skróty. Fotografija, będąca sztuką czyni ze mnie artystę czego i jak bym nie fotografował.
Właściwie nie trzeba mieć żadnej definicji bycia fotografem i nadal nim być. Choć przyznam szczerze, że nigdy nie rozumiałem osób, które sięgają po aparat z chęci zarobku. Mam kilko znajomych, którzy wprawdzie ładne te foty robią, ale po rozmowie szybko odkrywasz, że wszystko podyktowane jest takim samym złudzeniem jak u każdego początkującego. Łatwa, fajna praca. Zawsze lepiej być fotografem – choćby trzeba było dorabiać do tego na 2 etatach – niż pracować w markecie na 1 😉

 

Kawa zdjęcie utworzone przez rawpixel.com – pl.freepik.com