Alkohol cieszy się w naszej kulturze zdecydowanie większym poważaniem niż herbata. Łatwiej o stronę dotyczącą “kraftowych piw” niż właśnie herbaty. Godzinami też ludzie rozwodzą się dlaczego whisky należy pić z odrobiną wody ze strumienia, który płynie obok destylarni, najlepiej dodawanej pipetką. Jeśli chodzi o zasady picia co poniektórych alkoholi to wykształciły się one bardziej z potrzeby zaimponowania “wyższym klasom” niż z jakiejś tradycji.

 

Umiejętność docenienia smaku kraftowego piwa jest wyznacznikiem inteligencji. Znajomość rodzajów whisky czy win – kultury o obycia. Wszystko zaś służy ugaszeniu nie pragnienia a wyrzutów sumienia. W końcu trzeba mieć powód by odpłynąć.

Kolorek który dziś znamy nie jest dziełem Plotyna Destylatora, który pisał wielostronicowe traktaty na temat destylacji a przypadku i biedy

Alkohol

Spożywany codziennie w formie różnorakich napojów. Uczciwego piwka, eleganckiego wina, czy męskiej whisky. Jest to jeden z najstarszych i równocześnie najniebezpieczniejszych środków psychoaktywnych stosowanych przez ludzkość. Szybko działa, jest silnie uzależniający, stosowany w nadmiarze prowadzi do degradacji osobowości, więzi społecznych, wyniszczenia organizmu.

Mimo to ze słowem piątek najlepiej rymuje się słowo alkohol, facebook pełny jest memów pochwalających picie i stan upojenia alkoholowego. Już starożytni Grecy znali i nierzadko wychwalali właściwości sfermentowanych winogron. Właściwie picie a raczej degustowanie alkoholu urosło do miana sztuki. Kulturalne zażywanie narkotyków.

Odurzenie

Człowiek zawsze będzie szukał jakiejś formy odurzenia. Czasem nie rozumiem, dlaczego niektóre miej szkodliwe środki nadal są podlegają penalizacji a alkohol jest legalny. Jakiś musi albo ludzie zaczynają strzelać do siebie nawzajem walcząc o rynek zbytu.

Cywilizacja ma to do siebie, że jej kultura i zasady współżycia społecznego robią się coraz bardziej złożone. Im bardziej zaś są złożone tym większe zapotrzebowanie na powrót do bardziej, powiedzmy, pierwotnego stanu. Ludy bardziej pierwotne też znają różnorakie środki odurzające, które czasem stosujemy – gāndźā, haszysz, ayahuasca czy pejotl czy swego czasu bardzo popularne w Chinach opium. Nie wspominając o kokainie czy heroinie.

Co ciekawe im społeczeństwo jest mniej złożone, tym mniejszy problem z uzależnieniami. Niektóre ludy stosowały środki takie jak pejotl czy ayahuasca celem poszerzenia świadomości, ale rzadko kiedy występowało bardzo silne uzależnienie. Substancje te często stosowane są przez lata w różnorakich rytuałach, ale im prostsze społeczeństwo, tym mniejszy pęd do uzależnienia. Nasza rzeczywistość jest naprawdę przytłaczająca. W zamian za wszystkie dobrodziejstwa zaawansowanej cywilizacji i kultury przychodzi nam zapłacić.

Po co właściwie pijemy alkohol? Cóż, jeszcze w czasach gdy po świecie chodzili czciciele Bahusa upijanie się do nieprzytomności również miało na celu osiągnięcie jakiegoś stanu większej świadomości, choć brzmi to co najmniej dziwnie. Łacińska sentencja in vino veritas, znana jest do dziś. Środek ten powoduje zerwanie pewnych konwencji społecznych. Odcina nas od całej kulturowej otoczki, wszelkich konwenansów. Istne serum prawdy. Złożoność kultury powoduje, że niektórzy muszą odciąć wszelkie bodźce docierające z zewnątrz. Jedni mniej inni bardziej nie radzą sobie z funkcjonowaniem w coraz bardziej złożonym świcie, przez co w  każdy piątek albo i częściej oddają się czynności mającej na celu złagodzić stres płynący z czynnego w niej uczestnictwa. Lub, poprawienie tego. Usunięcie pewnych elementów, sprawia że nabieramy odwagi do nawiązywania kontaktów albo w niektórych przypadkach wspomożenia kreacji. Bo to jeden pisarz korzystał z tej zgubnej metody?

Wróćmy jednak do interakcji. Bardzo wiele osób potrzebuje alkoholu by móc na głos powiedzieć to, co nie przeszło by przez gardło na trzeźwo. Co jeszcze ważniejsze: znacznej części się później nie pamięta. Jeśli zaś rozmówcy wypili tyle samo, powiedziane zostaje to co miało, ale nikt tego nie pamięta 😉

 

Usprawiedliwienie

O ile część osób nie odczuwa z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia i zwyczajnie chce się naje***, to niektórzy potrzebują jakiegoś usprawiedliwienia. Wszystkie degustacje win, mity związane z piciem whisky i jej szlachetnością w stosunku do bardziej popularnej w tej części Europy czyściochy, mają na celu zagłuszenie wyrzutów sumienia, które płynie ze spożywania środków odurzających. Czym bowiem więcej jest alkohol jeśli nie środkiem psychoaktywny? Wszystko naturalnie zależy od definicji. Alkohol jest legalnie dostępnym środkiem o bardzo wysokiej szkodliwości, do tego powodującym czasem dość zabawne zachowania spożywających.

Druga kwestia. Gdy powiesz że pijesz bo rzeczywistość cię przytłacza to masz problem. Łatka alkoholika, czyli takiego eleganckiego określenia ćpuna gwarantowana. Powiedziawszy, że lubujesz się w doszukiwaniu niebanalnych nut smakowych w kraftowych piwach jesteś koneserem. Co z tego, że pijesz już czwarte piwsko tego wieczoru i zalotnie patrzysz w stronę schłodzonej wódeczki. Koneserstwo wymaga poświęceń.

Gdyby nie wpływ alkoholu na nasz organizm, czy w ogóle byśmy to pili? Dlaczego mogąc pić czystą wodę, sięgamy po czystą wódkę, mogąc pić herbatę sięgamy po piwo? Walory smakowe powiecie. O ile one w ogóle tam są. Czasem mam wrażenie, że nikt nie potrafi krzyknąć,

Cesarz jest nagi

I przyznać, że w kolejnym kretyńskim połączeniu smaków nie ma nic smacznego, ale nie wypada się ośmieszać, że wolimy koncernowe z puszki. Często bardziej niż o produkt dba się się o renomę. Filozofia marki jest ważniejsza niż sam oferowany towar. Ważne by korzystający zeń konsument czuł się należycie znobilitowany. Dotyczy to wszystkiego, od rosołu po samochód.

 

Marketing

Naturalnie z produktem jak z produktem, jeden jest lepszy a drugi faktycznie gorszy, chociażby pod względem samego procesu produkcji albo użytych składników. Jest to w pewien sposób niezaprzeczalne. Choć jak to zwykle bywa, czasem więcej inwestuje się w brand niż produkt. Podobno gdyby wielkie firmy zainwestowały kasę przeznaczoną na promocję, dostalibyśmy kilkadziesiąt jak nie kilkaset razy lepsze produkty. Kraftowe piwa, których smak nie różni się od tego co masowo dostajemy w butelkach, bimber zwany whisky, whiskey albo burbonem, do którego dorobiliśmy więcej ideologii niż do obrony lasów tropikalnych przed wycinką. Najbardziej rozbroiło mnie gdy poprosiłem kolegę o coś podobnego do jednego – jakże haniebnie – koncernowego portera. Rzekł, że to nawet koło portera nie stało i naleje mi czegoś lepszego w tym klimacie. To samo. Ten sam smak, ta sama konsystencja, jeden pies. I ciężko będzie powiedzieć, że to wina braku wprawy, bo jednak ze smakami herbaty sobie radzę.

Piwa kraftowe to jeden wielki marketingowy przekręt. Czasem właściciel takiego browaru jedyne co posiada to prawo do mark i jakiś recept a więksi gracze zajmują się produkcją mając przy tym ubaw z frajerów, którzy wybrzydzają na koncernowe a później się okazuje, że ich ukochane rzemieślnicze, ma tyle wspólnego z rzemiosłem, co regionalne pamiątki z Afryk sprzedawane nad morzem w Polsce a wyprodukowane w Chinach. Dlaczego zatem tak chętnie się na niego łapiemy? Bo lepiej się upić wyrafinowanym piwem niż tanim piwerkiem. Jeśli chodzi o zasady picia co poniektórych alkoholi to wykształciły się one bardziej z potrzeby zaimponowania “wyższym klasom” niż z jakiejś tradycji

 

Identyczna zasada dotyczy łychy i będę tak mówił choć wiem, że wielu osobom się to nie podoba. Jest to trunek zbyt szlachetny by tak oń mówić. Tymczasem mało osób zwraca uwagę, że w swej ojczyźnie był to po prostu lepszy lub gorszy bimber, początkowo nie różniący się kolorem od tego co znamy pod nazwą wódka, a nazwa whisky to nic innego jak aqua vitae czyli woda życia.

Filozofia procentująca

Kolorek który dziś znamy nie jest dziełem Plotyna Destylatora, który pisał wielostronicowe traktaty na temat destylacji a przypadku i biedy. Prawdopodobnie obu. Z jednej strony używane beczki były tańsze, z drugiej możliwe, że rdzawy kolor pojawił się w czasach prohibicji. Otóż przemytnicy gdy wpadli na celników zatapiali towar opatrzony sprytnym patentem, który pozwalał beczkom i flaszom wypłynąć np. po 10 dniach. Wiedzieli kiedy mniej więcej wrócić po ładunek i któregoś razu berbelucha z przemytu po prostu się zabarwiła, bo beczki były brudne albo używane. Przypadło to klientom do gustu i któryś przedsiębiorczy kapitalista wykorzystał zainteresowanie klientów. Dziś praktycznie każdy trunek tego typu ma kolor wypłukanej rdzy ze starych felg. Jedne marki wyrosły na już na legendzie “rudej wódy na myszach” inne musiały zaserwować klientom potężny zastrzyk rebrandingu 😉

Czy herbaty pod względem marketingowy nie spotkał podobny los? Bardzo możliwe, z resztą sam o tym pisałem. Z tą różnicą, że herbata praktycznie nie ma negatywnych skutków dla naszych organizmów a gdyby nawet jakieś miała, to nie stanowią one nawet promila tego co powoduje alkohol. Jeśli myślicie, że nie zastanawiamy się nad tym czy na herbacie nas równo nie kantują pociskając więcej filozofii marki niż faktycznie jakościowej herbaty – to zastanawiamy. Jak bardzo robimy z siebie naiwniaków rozkoszujących się czarną, białą i czerwoną do których dorobiono mam bajerów jak pasy w karate 🙂

Kultura picia

lub raczej picie w kulturze. Nie ma większego znaczenia czy raczysz się wyrafinowanym piwem z jakiegoś tulipa czy gobletu. Piwo, wino, whisky, to wszystko jeden i ten sam związek, mający dać nam stan upojenia. Naturalnie degustując wyrafinowane trunki w wyrafinowanym szkle mamy poczucie wyższości nad takimi opojami walącymi koncernowe piwerka na ławeczce w parku. Usprawiedliwiamy samych siebie, choć u podstawy leży jedna i ta sama potrzeba.

Wszelkie wymówki, że to dla towarzystwa, bo inni tez – są właśnie wymówkami. Za wyjątkiem zwrotu “dla rozluźnienia” bo to akurat prawda. Niewielkie znacznie ma silna wolna pijącego w kontrolowaniu ilości spożywanego alkoholu. Tak, zdecydowane człowiek o silnym charakterze czuje się lepszy od osoby uzależnionej. Z resztą co znaczy uzależnionej? Z nudów można się uzależnić nawet od piątkowych wypadów w celu spożywania alkoholu. Właśnie nuda jest najczęstszą przyczyna sięgania po alkohol i inne środki psychoaktywne. Wracając do wspomnianych “zasad picia”, co poniektórych trunków to często sami je sobie wkręcamy. Raz jeszcze trzeba powtórzyć, że pewne formy wyrafinowania sprawiają, że lepiej się czujemy w trakcie picia.

Żul i koneser

Ktoś może skontrować: czyli co, pijąc jakiś dogi alkohol w wyszukany sposób nie różnię się niczym od kolesia z parku – co z resztą sam napisałem? Nie różnisz bo szukasz tego samego, ale żeby nie było ci smutno różnisz. Tworzenie wyszukanych form dla prostych czynności jest właśnie elementem tworzenia “kultury w kulturze”. To jak radzimy sobie z zaspokajaniem głodu, pragnienia czy stosowaniem pewnych uznanych środków jest również istotne. Forma, ma bardzo duże znacznie w kulturze, oczywiście tak długo dopóki alkohol cię z niej nie obedrze, a granica naprawdę jest bardzo cienka.

Tym bardziej, że uzależnienie od tego środka ma wiele oblicz i nie koniecznie sprowadza się do upijania się na umór. W stanie upojenia, nie ma znaczenia czym się upiłeś albo jakich zasad przestrzegając. Nawalony człowiek to nawalony człowiek i tyle. Czyli jak sobie radzimy z potrzebą oderwania od rzeczywistości świadczy o tym w jakich warstwach kultury się poruszamy. Czasem faktycznie, czasem tylko we własnym mniemaniu.

Inną opcją jest podążyć za wywodami Aldousa Huxleya, ale pomnijcie los wielu artystów i pisarzy, którzy chętnie zaglądali do kieliszka celem poprawienia kreatywności. Cóż, pod wpływem łatwiej przychodzi nam pisanie i mówienie rzeczy, których inaczej byśmy się wstydzili

Alkohol jest mocno zakorzeniony w naszej kulturze i raczej ciężko będzie się go pozbyć. I po prawdzie wcale nie mam zamiaru. Lubię whisky i niektóre piwa. Niech sobie jest, tylko naprawdę nudzi mnie już czytanie i słuchanie jak to odurzanie się whisky za 100 zł jest lepsze od chlania wódy za 20 albo innych bredni o rzemieślniczych piwach 😉 Chcesz się napić? Pij, ale przede mną nie musisz się usprawiedliwiać.

 

 

ps.

Lepszy, lepiej wyprodukowany, towar będzie finalne mniej szkodliwy, ale 99% osób nie jest w stanie określić powiedzmy technologicznej jakości produktu i ocenia przez pryzmat marki. Naturalnie lepszy technologicznie produkt będzie mniej wyniszczający dla organizmu.

To jak z butami. Modna łyżwa na kapciu sprawia, że płacimy za niego kilkaset procent więcej, niż jest faktycznie wart, wliczając w to zysk wszystkich zainteresowanych. Choć buty ci tam wielkiej krzywdy nie zrobią.