Rozmowy o fotografii przeważnie zamieniają się w wojnę okopową z użyciem gazów bojowych
Zasadniczo kwintesencją fotografowania jest właśnie wykonywanie zdjęć. Z jednej strony nowe formy można wypracować tylko naciskając spust migawki, z drugiej gdyby nie sążniste manifesty burzliwe dysputy, to fotografia nigdy zostałaby zaliczona w poczet sztuk. A właściwie jako potencjalne narzędzie dla artysty.

Tyle tylko, że ciężko znaleźć miejsce do rozmowy jak i samych rozmówców. Poza tym zbliża się grudzień i nie mam ochoty, żeby wszystkie niespisane złośliwości z 2018 uznały za stosowne uzewnętrznić się w ostatnim miesiącu roku 😉

Fotografia w społeczeństwie

Fotografia to dość wielowymiarowe medium. Z jednej strony można je traktować jako formę sztuki, z drugiej jako pewne zjawisko, rzecz która funkcjonuje w społeczeństwie. Wraz z tym, że fotografia opanowała bardzo wiele dziedzin naszego życia i setki osób pragną pokazać się na Instagramie tudzież innym modnym w danej chwili portalu społecznościowym.

Znaczna część fotografów nie akceptuje, że fotografia nie jest sztuką. Zacięli się na tym stwierdzeniu i powtarzają w kółko, że cała reszta im tę fotografię niszczy poprzez masowe jej nadużywanie. Nie interesuje ich, że to po prostu rzecz, narzędzie, które funkcjonuje w bardzo różnoraki sposób.

Wówczas jest ci BARDZO wstyd, że ci ludzie też nazywają się fotografami.

Poziom

Pamiętam to jak dziś. Dałem kolesiowi 5 zamiast 6 (czy tam dobre zamiast bardzo dobre, w każdym razie nie najwyższą ocenę). Dostałem wiadomość w której dowiedziałem bardzo ciekawych rzeczy, łącznie z tym, że ów fotograf domagał się pojedynku na ubitej ziemi. Rozumiałbym gdyby chłopaczek miał lat 10 albo 13. Natomiast człowiekowi który przekroczył 35 rok życia nie wypada chyba się tak zachowywać. W sumie w stosunku do dzieci, bo nawet nie zbliżałem się wtedy do 18stki. Z resztą kobiety wykazywały się podobnym poziomem kultury.

Ci się nie podoba, to spier****

było naturalna odpowiedzią na “hejt” czyli 5 zamiast pełnowartościowej szóstki. Zwyczaje te z resztą przetrwały. Może nie ma już tekstów podobnych jak we wspomnianej wiadomości sprzed X lat, ale wulgaryzmy trzymają się mocno. Właściwie nikt nie zdaje sobie sprawy, że te wszystkie ocenki i punkciki na tych stronach służą do demonstrowania swojego gustu. Podoba mi się – nie podoba mi się. Nie ma tam żadnej konstruktywnej krytyki i wprowadzono je głównie dlatego, że 90% osób posługuje się już pojedynczymi wyrazami. Nie ma sensu stresować ludzi dodatkowo. Miejsce na komentarz jest ale i tak zajmą go +++

O fotografii, można dyskutować na bardzo wiele sposobów. O niej samej: wówczas wybuchają zadymy o ostrość, kompozycję w odniesieniu do jednej, jedynej znanej metody zapominając, że jest ich kilkadziesiąt. A można bezpośrednio o tym co widzimy na obrazie. Te obrazki, które tworzymy nie zawsze są wartością samą w sobie. Ale schodzenie na takie tematy jest niebezpieczne.
Reportaż o Fa’afafine z Samoa? Albo Indyjskich hidźrach? Bić pedałów! Nie możemy pozwalać na szerzenie się gender! Po czym następuje bardzo niekonkretna analiza dlaczego coś jest chorobą psychiczną w ich rozumieniu i dlaczego drażni ich, że nie można nazywać ludzi pedałami i zboczeńcami. Co ciekawe ci agresywne komentujący nie chcą być nazywani debilami. Gdzie wolność?!  Wówczas jest ci BARDZO wstyd, że ci ludzie też nazywają się fotografami. Fotografia, fotografią, ale nie pokazujmy nikogo i niczego co odbiega od przyjętej normy. Myślicie że dlaczego żaden popularny portal nie dotknie np. takiego tematu jak Drag Queen?

Do szału również doprowadzają mnie niektórzy faceci ze swoimi wyskokami. “Ja to będę tylko dupy do 20 roku życia fotografował”. Oczywiście na bardzo specyficznej zasadzie TFP. Rozglądasz się wtedy ukradkiem, czy nikt was razem nie widzi, bo z każdym kolejnym browarem – tak nawet, ja czasem wychodzę z kimś na piwo – masz typa coraz bardziej serdecznie dość Właściwie to paradoks, bo moje wyjścia na piwo są powodem że wychodzę coraz rzadziej. Żeby jednak nie tylko męskiej części się obrywało: kobiety mają podobne podejście, ale po prostu gardzą wszystkim co nie jest młode, śliczne i filigranowe. Dla niektórych 25 letni model czy modelka, to produkt przeterminowany – serio.

 

Spotkanie z fotografem

W końcu inwestujesz w wiedzę, praktykę, sprzęt, budowanie marki. I fotografujesz wesela. Chciałem być projektantem mody – układam ciuchy w sieciówce? 😉

Przyznam wam, że nie lubię rozmawiać z innymi fotografami. Najczęściej spotkanie przypomina walkę kogutów, kto ma większy…obiektyw. Albo matrycę. Właściwie cała zabawa sprowadza się do przytłoczenia oponenta jakością swojego sprzętu. Jest to o tle zabawne, że przecież to nie aparat robi zdjęcia, prawda? Prawda?

Jeśli już znajdzie się jakaś nić porozumienia, to należy odpowiednio głośno narzekać na matysiaków i kiepskie dochody z biznesu fotograficznego, które spowodowane są głupotą klientów, oraz wspomnianymi matysiakami. Właściwie nie ma co pytać na jakiej był wystawie, jaką książkę czytał bo uniesie tylko oczy w górę, szukając jakiejś wymijającej odpowiedzi. Znasz Eugenio Recuenco? Nie, no ok tylu ich przecież jest. To może powiedz jakiego fotografa lubisz? Może na jakiejś wystawie byłeś? Eeeee, nie w sumie to nie, nie lubię czytać, wystawy są głupie… ale za tydzień wychodzi nowy obiektyw do Canona. W sumie to kup sobie Canona, bo jest lepszy. O zobacz, tu ma kółko!

[Mogę go walnąć statywem?]

Właściwie to nie lubię truć o fotografii w trakcie fotografowania. Jakby nie można było pogadać o czymkolwiek innym albo profesjonalnie milczeć nie wchodząc sobie w drogę? Dochodzi jeszcze kwestia głupawych uwag. Gdy dowiadują się, że fotografia nie jest moim jedynym zajęciem chyba dostają jakiegoś amoku. Po prostu widać te pęczniejące żyły na czole, gotowe przyprawić go o wylew. Musi, po prostu musi paść jakaś uwaga, że to co robię jest bezwartościowe. W sumie, czasem mam wrażenie że te docinki wynikają z poczucia bezwartościowości ich własnej roboty.
W końcu inwestujesz w wiedzę, praktykę, sprzęt, budowanie marki. I fotografujesz wesela. Chciałem być projektantem mody – układam ciuchy w sieciówce? 😉 Jeśli fotograficy chcą by ich usługi traktowano z szacunkiem, z szacunkiem muszą się odnosić do innych branż.

Zaraz, zaraz. Powiedziałem budowanie marki? Nawrzucaj komuś kto potencjalnie chciałby korzystać z twoich usług i miej pretensje, że nie odpowiada na oferty. Przecież wyłożyłeś mu jak bardzo jest pasożytem, jak bardzo jest zbędny temu społeczeństwu, ale możesz wspomóc go swoim artyzmem za marne 32 000 zł miesięcznie. Netto.

I naturalnie są wyjątki. Na drodze spotkałem kilka naprawdę fajnych osób z którymi w jakiś naturalny sposób fajnie było zamienić kilka zdań 😉 Także ich szczerze z tego miejsca pozdrawiam.

Pozdro!

Czas i miejsce

Zważyć należy, że w galerii raczej nikt sobie na coś takiego nie pozwoli. Nikt nie wstanie i nie rzuci w trakcie otwarcia wystawy w galerii

Co za szajs! Sam bym zrobił lepsze!

Zrobi to gdy wszyscy w gronie znajomych rozejdą się oglądać prace. Będzie jednak uważał, by nie palnąć czegoś, co mógłby usłyszeć ktoś postronny. Internet działa w pewien nietypowy sposób, wyzwalając…coś dziwnego. Kiedyś była to jeszcze pozorna anonimowość, albo wręcz dosłowna. W końcu nikt nie szukałby kogoś, kto pod zdjęciem napisał że mu się nie podoba. Obecnie ludzie pod własnym imieniem i nazwiskiem wypisują co popadnie jakby Sieć naprawdę była gibsonowską cyberprzestrzenią, która nie oddziałuje na rzeczywistość. Ciekawe zjawisko.

Internet zasadniczo pochłania dużo czasu i można w nim utonąć właśnie w jałowych dysputach. Co więcej, osoby które mają naprawdę bardzo dużo do powiedzenia w danej kwestii nie stanowią 90% użytkowników. Wręcz przeciwnie. Wypad do galerii jest całkiem dobrym, pomysłem na piątkowy wieczór.

 

Sztuka na facebooku

Facebook i media społecznościowe to jak wspomniałem specyficzna rzecz. A, w sumie, powiedzmy miejsce. Każdy się tu zna na wszystkim. Bardzo łatwo się dowiedzieć, że nie ma co zaczynać przygody z fotografią bez 100 000 w kieszeni, zabawy z kolarstwem bez Cannondale Scalpel kosztującym raptem 55 000 zł. W końcu bez takiego cacka, nie będziesz miał właściwej amortyzacji, przez co Matka Ziemia cię przeklnie a Dziad Borowy przegryzie ci dętki nocą.

Później się okazuje, że specjaliści kolarze od 20 lat jeżdżą na składaku i wiedzę czerpią z portali dla profesjonalistów głównie tekstów sponsorowanych, fotograficy których świat nie docenia fotografują co popadnie i w sumie nic ciekawego a wiedza o MMA czerpana jest z walk patostreamerów.

I to samo jest ze sztuką. I choć wiele portali udostępnia swoje treści poprzez FB czy Instagram, pamiętajcie, że komentarze mogą Was zakrzyczeć. Jeśli przeczytacie odpowiednio dużo komciów, że dana rzecz jest bezwartościowa to za tłumem możecie wyrobić sobie przeświadczenie, że faktycznie tak jest. Mniej więcej jak w eksperymencie Solomona Ascha.

 

Autorytet

Na forum dochodzi jeszcze kwestia horyzontalności. Czyli wszyscy są równi. Przecież nie uznam za autorytet jakiegoś typa, który właśnie wyskoczył ze swoimi przemyśleniami. Jak to tak? Pierwszy lepszy z brzegu człowiek będzie mi mówił jaka fotografia jest dobra a jaka nie? Oprócz tego jest masa osób, które bardzo dobrze kopiują, ale nie potrafią odnieść się już do tego co własnie wkleili. Doliczcie egoizm konwersacyjny, czyli w zasadzie gadanie o sobie i swoim guście. Właściwie nikt nie oczekuje wówczas odpowiedzi czy polemiki. Jest to seria luźnych komentarzy na temat samych siebie i tyle.

Ostatnią bolączką rozmów, jest takie dziwaczne zjawisko, na które nie ma nazwy. Otóż tolerowani są często gęsto ci, którzy w sposób bardzo rzeczowi albo jednosłowny wyrażają zachwyt nad omawianym zdjęciem, zagadnieniem, projektem, cyklem czy co tam jeszcze może być. Osoby, które nawet bardzo fachowo powiedzą co wg. nich nie jest do końca przemyślane, są zakrzykiwane że ich zdanie nikogo nie obchodzi i powinni umieścić je sobie w wiadomej części ciała i iść do diabła. Powoduje to często – gęsto powstawania “grup wzajemnej adoracji”.

Moim ukochanym zjawiskiem jest jeszcze “wolny kraj”. Gdy ktoś wygłosi jakąś opinię a kolejna osoba ją skrytykuje, pada sakramenckie “to wolny kraj i mam prawo wygłaszać swoją opinię a jak ci się podoba to nie czytaj”. Fakt, to wolny kraj ale nawet nie próbuj się ze mną nie zgodzić.

 

Rozmowy o fotografii

Wszystkie powyższe bolączki grup dyskusyjnych sprawiają, że odchodzą od nich osoby, które naprawdę mogłyby skierować nasze myślenie na nowe tory. Znaczna część bardzo abstrakcyjnej wiedzy zawarta jest w książkach i to nie zawsze z zakresu fotografii. Czasem antropologii, czasem socjologii, czasem filozofii.

Filozofii powiadasz? Brzmi bzdurnie. Już naprawdę nie miałeś nic lepszego do napisania?

To powiedzcie mi czym jest analiza rzeczywistości? Relacja obraz – czas, obraz – rzeczywistość? Percepcja, zapośredniczenie rzeczywistości? Skoro toczą się czasem dyskusje o tym, że fotografia służy do rejestrowania rzeczywistości, to czym jest rzeczywistość. A już olać takie dziwactwa. Jak oddać się merytorycznej dyskusji na jakikolwiek temat skoro i tak zamieni się w przepychankę słowną?

 

A któż ty?

Dobre pytanie. Tam sobie narzekam, marudzę a przecież nie jest wcale pewnym że mam do powiedzenia coś więcej niż to, co wyczytałem w mądrych książkach. Przepisywać, cytować.
W końcu jaka jest pewność, że ja sam mam coś do powiedzenia? Jakimże to prawem stwierdzam, że znaczna część komentujących nie ma dość kompetencji by wypowiadać się w innych niż sprzętowe aspekty fotografii?

Inny.

Inni. Oni. Tamci. Hipotetyczne byty, do których sam się nie zaliczamy, ale wiemy że nam nie dorównują. Zbijamy się w grupki, które mówią o jakichś demonicznych Innych którzy łatwo ulegają mediom, manipulacji, propagandzie. We władczym, cesarskim geście przyznajemy rację, tym którzy jako pierwsi wypowiedzą się drwiąco na temat tych wszystkich Innych, który są tacy prości. My, ja to co innego.