Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

vogue

Juergen Teller i polski Vogue

Pan S, 12 lutego, 20182 marca, 2026

Na pierwsze polskie wydanie „Vogue” przyszło nam długo czekać. W międzyczasie sytuacja na rynku prasy diametralnie się zmieniła a sam „Vogue” stał się banerem reklamowym bez znaczenia.

Otrzymujemy zatem produkt trochę przeterminowany, niemodny, mający mniejszy wpływ na opinię społeczną niż szesnastolatka ze Snapchata. Mimo to, stało się, mamy go. Polska doczekała się swojej edycji pisma, które kiedyś zmieniało świat. „Vogue” odpowiadał za swoistą cichą rewolucję, bowiem docierając do kobiet, poruszał tematy ważkie, światopoglądowe, polityczne, społeczne, mając tym samym wpływ na sposób myślenia odbiorczyń na całym świecie. Wystarczy powiedzieć, że to na łamach tego czasopisma publikowała słynna Lee Miller czy Helmut Newton. Ten drugi wprawdzie nigdy nie opanował napisanej mu przez Francine Crescent roli feministy. Magazyn, jak świat długi i szeroki, słynął właśnie z doskonałych fotografii, które często aspirowały do miana sztuki. Warto zatem przyjrzeć się pierwszej polskiej okładce tego magazynu.

Juergen Teller

Pierwszy raz twórczością Jurgena Tellera zetknąłem się w okolicach 2008 roku, na łamach jednego z dużych portali fotograficznych. Muszę przyznać, że cechuje go niemała konsekwencja, bowiem od tylu lat brnie w jednym, konkretnym kierunku. I choć jego nazwisko nie błyszczy w tej kategorii wagowej jak Terrego Richardsona, to można w jakiś sposób dostrzec podobieństwa. Z pewną niechlubną chmurą nad nazwiskiem Amerykanina. Muszę otwarcie przyznać, że przypadły mi wówczas do gustu, choć popularne portale fotograficzne zdominowane były przez inną estetykę. Pozostali czytelnicy byli innego zdania, bowiem nigdy więcej podobna twórczość już tam nie zagościła. Dla mnie jednak jego prace był dla mnie olbrzymim zaskoczeniem, czymś ożywczym, tym bardziej, że moja przygoda z fotografią dopiero nabierała rozpędu. On sam miał już wówczas ugruntowaną pozycję w świecie sztuki. Zważywszy na wspomnianą pozycję Tellera, jego wybór jako pierwszego autora zdjęcia okładowego jest wielce trafnym. Z drugiej strony w dobie gdy mówi się, że 90% polskiej prasy należy do Niemców, miłym PRowym gestem byłby polski fotograf. Swoiste made in Poland z użyciem przedstawicieli polskiej mody i sztuki. Potem niech sobie będzie autorem okładek dowolny, modny aktualnie fotograf, bo taka natura mody. Patrząc z trzeciej perspektywy, nie ma obecnie w Polsce wyrazistego fotografa a przodownikiem świata mody jest celebryta znany z przaśnych okładek, tłuczonych na jedno kopyto i sędziowania w miernym reality show.

vogue

Warto też porównać pierwszą okładkę z innymi edycjami tego czasopisma, które ukazały się na przestrzeni ostatnich lat. Trzeba szczerze przyznać, iż poszły wtórnych, nudnych, nijakich za to bezpiecznych portrecików, mniej lub bardziej znanych kobiet. Stąd też zrozumiałe są reakcje wielu osób, które nie miały do czynienia z żadną z edycji tego czasopisma czasów świetności a obecnie przywykły do wszechobecnej wtórności. Ukazanie się pierwszego numeru polskiej edycji, zwróciło bowiem uwagę wszystkich, tym bardziej, że jest to rozpoznawalna marka. Minimalistyczna, rzucająca się w oczy, przyciąga uwagę swoją szarzyzną. Gdy do Polski wchodził pierwszy numer Harper’s Bazaar, to czy ktoś się o tym rozpisywał? Czy tamta okładka zapadła w pamięci? Otóż nie prawdę powiedziawszy nie odróżniłbym jej od każdej innej zdobiącej popularne czasopisma, które smętnie leżą w kioskach i salonach prasowych czekając na zmiłowanie.

Podobno zdjęcie okładkowe nawiązuje do poniższej fotografii z lat 60 XX wieku. Jednak, byłoby to dość odległe nawiązanie, takie dla historyków – teoretyków, tym bardziej że wspomniane zdjęcie pochodzi z czasów, gdy fotografia mody nie należała jeszcze do świata sztuki. Nawiązanie ryzykowne, bo okładka jakiegoś magazynu sprzed wielu lat, mogła zwyczajnie ujść bardzo wielu czytelnikom, tym bardziej że bardzo rzadko była gdziekolwiek reprodukowana. Czytelnicy zapomnianego już czasopisma „Foto”, mogli się z nim zetknąć w tekście Kai Werbanowskiej, zamieszczonym w numerze 9-10 z 2013 roku. Stąd teoretycznie mógłbym to nawiązanie odkryć, bowiem ten posiadam ten egzemplarz.

Polski Vogue
for. Romuald Broniarek / sesja na okładkę tygodnika „Przyjaźń” / znana może być czytelnikom czasopisma „Foto”

Prawdopodobieństwo, że Teller w ogóle widział to zdjęcie jest znikome. Najprawdopodobniej zastosowano tu sprytny zabieg marketingowy. Otóż redakcja wyszukała stare zdjęcie z lat sześćdziesiątych, Teller przygotował wariację na jego temat a następnie dział marketingu rozpowszechnił informację o inspiracjach niemieckiego fotografa. Burza, którą wywołała ta okładka to element genialnej gry, którą redakcja podejmuje z czytelnikiem. Prawdopodobnie jest to misternie utkana intryga, żerująca na polskich kompleksach.

Kompleksach bez mała narodowych, bowiem Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, to kontrowersyjna budowla, której wyburzenie postuluje się raz głośniej, raz ciszej, ale od lat. Zamiast jednoznacznie przekształcić ją w symbol stolicy, pełni ona coś w rodzaju smutnego wspomnienia okupacji. Mamy więc swoisty kompleks kolonialny względem Rosji, nie zwracając uwagi że stajemy neokolonią USA. Stąd też niektórzy doszukują się tutaj komentarza na temat sytuacji w polskiej kulturze i polityce. Wybór zdjęcia z okresu PRL, na którym widnieje kontrowersyjny symbol przyjaźni polsko-radzieckiej oraz samochód marki Wołga, miał za zadanie wywołać wyraziste emocje. Nadal bowiem okres ten stanowi coś w rodzaju kłopotliwego dziedzictwa. Panuje przekonanie, że PRL sprawił, iż polska jest szara, brzydka a wszyscy jej mieszkańcy ubierają się w ciemne, nijakie ciuchy. Młodzi ludzie ubierają się raczej modnie, osoby które już dawno nie są nastolatkami też paradują ubrane coraz ciekawiej.

Wyobrażenie, że gdzież poza naszymi granicami istnieje kolorowy świat, w którym po ulicach chodzą ludzie odziani niczym rajskie ptaki jest bardzo silne. Warszawa okresu PRL i jej neonami, była pod tym względem iście światową stolicą. Więcej, dzięki naczelnemu architektowi i plastykowi, każda reklama trzymała wyznaczony poziom. Idąc dalej, cierpiące na pewne braki w zaopatrzeniu kobiety, wykazywały się niezwykłą kreatywnością. Oczywiście nie wszystkie, bowiem jak wszędzie, jedni radzili sobie lepiej, inni gorzej. Nie można jednak powiedzieć, by Polska tamtego okresu jakoś szczególnie odbiegała od innych krajów. Za sprawą właśnie fotografii ale też kina, narodziło się wyobrażenie, chociażby ulic Nowego Jorku czy Paryża, gdzie nikt nie musi parać się pracą fizyczną, mogąc całymi dniami paradować w haute couture.

Co ciekawe, za naszymi granicami, tam gdzie wpływy ZSRR nie sięgały, to co nazywamy PRL urasta trochę do kategorii estetycznej. Właściwie PRL, choć nienawidzony i czy się to wam podoba czy nie, stał się epoką w historii mody i sztuki. Tym bardziej, że ta stylistyka, przykładowo w meblarstwie, wraca. Popatrzcie na fotele i krzesła, które pojawiają się w popularnych salonach. Zobaczycie charakterystyczne elementy, zaczerpnięte żywcem tego co możecie pamiętać z mieszkań babć i rodziców, mieszkających w Wielkiej Płycie 😉

Fotografia

Niewprawnemu oku fotografia wydaje się być beznadziejna, krzywa, źle skomponowana. Są to charakterystyczne cechy twórczości Tellera. Z tą różnicą, że jego amatorski, a właściwie stylizowany na amatorski styl, jest przemyślanym zabiegiem. Swoistą antyestetyka, która ma stanowić przeciwwagę dla wycyzelowanych, doskonałych zdjęć. Nie jest to winą jego nieoduczenia, braku warsztatu, bowiem on doskonale wie co robi, odcinając się od popularnej, masowej twórczości.

Mówiący, że jest „źle skomponowana” nadal tkwią zapewne w przesądzie o złotym i trójpodziale. Tymczasem lekkie przekrzywienie nadaje jej dynamiki. Ciemne elementy i samochód, równoważą „uniesioną” lewą część Pałacu i przyciągają nasz wzrok. Następnie podążamy w górę, za wieżą, prosto do słowa Vogue gdyż skośne linie działają na nas skuteczniej. Trój podział, złoty podział to narzędzia dla początkujących. Właściwie jedne z gorszych ale za to banalne do zrozumienia. Naszym wzrokiem można kierować na setki rożnych sposobów. Tellerowi się to udało i okładka jest dobrze skomponowana. Widać, że autor potrafi operować liniami, ciężarem koloru.

Definitywnie nie stanowi krytyki polskiego sposobu ubierania, powszechnej szarzyzny, co jest przekonaniem zupełnie fałszywym. Tak samo jak obrazki pełne kolorowych ptaków z ulic Zachodu. Cóż, tak właśnie działają memy. Wrzuć jedną czy drugą brytyjską Tamarę Gonzalez i żyjesz w przekonaniu, że wszyscy się tak ubierają. Nie. Nie ubierają. Okładka jest raczej sprytnym budzeniem kompleksów, naszego własnego stereotypowego wyobrażenia o Polsce względem wspaniałego Zachodu. Zachodu, do którego tak bardzo chcemy należeć choć on postrzega nas jak Wschód i wcale nas nie chce. Pałac Kultury jawi nam się jako relikt, symbol opresji a może stać się elementem wizerunkowym, symbolem jak Empire State dla Nowego Jorku. Zapominamy, że to czego się wstydzimy, co bierzemy za relikty przeszłości, powód nerwowego jąkania się może być postrzegane przez obcokrajowców jako pewna forma egzotyki. Zwłaszcza w formie budynków określanych mianem socrealistycznych. Polska szarzyzna, przejawiająca się zwłaszcza w blokach potocznie zwanych wielką płytą nie jest zaś wcale polska, bo wypływa bezpośrednio z myśli francuskiej i niemieckiej, gdzie bloki się narodziły. Socrealizm zaś pełni rolę takiej samej ciekawostki jak budynki w stylu Art Deco, choć nurty te nie były sobie przeciwstawne. Najzwyczajniej nigdy się nad tym nie zastanawiamy, mając w głowie obraz świata przedzielonego murem berlińskim. Na zachó od muru, kolor, pieniądz, dostatek i śpiew, na wschód głód, smród, brud i komunizm. Możemy jednak zinterpretować okładkę w kontekście nadchodzącej zmiany. Oto na ziemie Polan przybył Vogue i słowiańskie chamstwo zostanie oświecone. Nie wiem czy ta interpretacja mi się podoba. Nie podoba.

Podsumowanie

Radziecki samochód, na tle radzieckiego budynku w socrealistycznym stylu i Niemiec za aparatem. 

Wyrazista, minimalistyczna fotografia, z mnóstwem nawiązań. Na duży plus należy zaliczyć inspirację, tą fotografią z lat 60, bo jest naprawdę nieoczywista i doskonale sprawdza się jako zabieg wizerunkowy. Oczywiście kilku mądrali, wyskoczyło, że trzeba znać historię fotografii. Szkoda, że poznali ją po tym jak ktoś sprytnie podrzucił im tę informację. Ma kilka niewątpliwych zalet, ale też budzi kontrowersje. Radziecki samochód, na tle radzieckiego budynku w socrealistycznym stylu i Niemiec za aparatem. W Polsce uprzedzenia na tym tle są nadal bardzo żywe, bo należycie pielęgnowane, tymczasem, ja wspomniałem powyżej estetyka PRL staje się samodzielnym bytem w historii sztuki. Definitywnie długo pracowano nad koncepcją tej okładki. Widać to, z czego Teller zasłynął. Kadr pozornie lekko krzywy, pogoda taka sobie – każdy prawdziwy fotograf zaczekał by na lepszy dzień! Zabrał milion lamp! Cóż, Teller to fotograficzny anarchista, który doskonale zagrał na naszych narodowych kompleksach. Wołgi nie parkują pod Pałacem ot tak, rzadko kiedy jest tam tak pusto i raczej nie jest to fotka zrobiona na szybko w trakcie spaceru po Warszawie w towarzystwie dwóch top modelek. Wszystko zostało należycie zaplanowane, łącznie z historyjką o powstaniu zdjęcia. Okładka wywołała burzę, zobaczyła ją połowa internetów. Ktoś tam się zna na marketingu. Zapamiętamy ją na pewien czas.

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw

fot. w nagłówku Juergen Teller/facebook/ fragment okładki polskiej edycji magazynu Vogue.

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

Fotografia współczesna O fotografii Przemyślenia Sztuka Anja RubikChris Niedenthalczasopismaczasopisma modoweFilip Niedenthalfotografiahistoria modyJuergen Tellerkrytykakulturamodao fotografiiOkładkapolski vogieprzemyśleniavogue

Nawigacja wpisu

Previous post
Next post

Ostatnie wpisy

  • Starość Internauty
  • O kształceniu praktycznym
  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Apogeum nostalgicznego symulakrum
  • Krótka rzecz o dopaminie

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
 

Loading Comments...
 

You must be logged in to post a comment.

    %d