Książki o fotografii są bardzo różne. Od teoretycznych podręczników aż po socjologiczne opracowania na temat statusu fotografii we współczesnej kulturze. Dziś coś…w sumie ciężko powiedzieć pomiędzy.

Książki, które nie są podręcznikami ale myślenia. Gotowe schematy wykute na blachę nie uratują tyłka w najgorszej sytuacji. Pierwsza książka nauczy cię, że dobrze zastosowane prześcieradło jest cenniejsze od najlepszej blendy dyfuzyjnej najdroższej firmy. Bo prześcieradło akurat masz.

Druga to zbiór anegdot jak myśleć o fotografii. Jak być fotografem. Zwłaszcza w biznesie, decydujący moment nie przyjdzie i nie zapuka do twoich drzwi z prośbą o uwiecznienie. Chyba, że odpowiednio go powiadomisz.

 

Często mówimy, że to nie aparat robi zdjęcia a fotograf.
Błąd.

To maszyna robi zdjęcia, gdyż po to ją stworzono. Ona może pracować bez człowieka, człowiek bez niej nie. Maszyna nie może nadać swym tworom sensu i wartości, które nadaje im fotograf poprzez swoją osobę.

Ja. Dopóki ktoś nie wykaże, że ktoś powiedział to przede mną – cytat jest mój.

Joe McNally

 

Mój ulubiony autor. Ma bardzo banalną metodę przekazywania wiedzy. Opowiada krok po kroku jak rozwiązywał kolejne problemy oświetleniowe w trakcie danego zlecenia czy warsztatów. Oczywiście jak każdy fotograf z takim stażem, zna trochę sztuczek, które pomagają mu zawsze. Nie chodzi bowiem o wyważanie otwartych drzwi a o naukę elastyczności.

Nie zdziwcie się, że opowiada on on mega wypasionym sprzęcie jakiego używa. Jest ambasadorem marki Nikon i chyba współpracuje z kilkoma innymi. Lastolite, Manfrotto. Albo po prostu dostał kasę za lokowanie produktu. Bez znaczenia. Najważniejsze jest to, że otwarcie mówi, co można zastąpić prześcieradłem. Choć jego sety są bardzo wyszukane i pełne drogich gadżetów, to wszystkie książki mają tę zaletę, że czytając nie bardzo się tym przejmujesz. Jeśli pójdziesz za sposobem myślenia autora, powinieneś rozwiązać część problemów przy pomocy brudnej szyby, kawałka pleksi i wspomnianego prześcieradła.

Z lektury można wyciągnąć dwie ważne lekcje:

  1. Sprzęt jest ważny. Bardzo ułatwia życie. Powoli wszystko skompletujesz a póki co, zaklej okno papierem.
  2. Na dobre światło można czekać. Albo je stworzyć.

Światło błyskowe

Książki o fotografii

Światło. Podstawa fotografii. Bez dobrego światła nie ma dobrej fotografii. Zdanie nie do końca prawdziwe. Bez światła nie ma fotografii brzmi bardziej sensownie. Jednak gdy bierzesz się za kreację, musisz dbać o światło. I choć fizycy wiedzą o nim coraz więcej, to opanowanie jego natury w sztuce jaką jest fotografia wielu już przerosło. Tym bardziej, że ma tendencję do robienia wszystkiego, tylko nie tego czego się spodziewaliście.

McNally pokazuje jak pokonać światło. Sprawić by stało się posłuszne fotografowi i nadawało jego kadrom pożądany charakter. Nie jest to szuka łatwa i wymaga mnóstwa ćwiczeń i cierpliwości. Włożony wysiłek jednak się opłaci i zaprocentuje. Zgadzam się w 100% z autorem tych dwóch pozycji. Możesz sobie być wyznawcą światła naturalnego, ale w fotografii czasem błyskać trzeba. Czasem bardzo często.

Autor krok po kroku zdradza nam swój warsztat, pokazując jak pracuje nad światłem. Jak planuje i rozwiązuje pojawiające się problemy na bieżąco. Jest to bardziej wartościowa lekcja niż najgrubszy podręcznik pełen studyjnych schematów, bo nigdy nie wiesz jaki numer wywinie ci natura. Możesz być najtęższym umysłem fizyki i rozprawiać o naturze światła jako cząstki lub fali ale na sesji zdjęciowej i tak musisz ratować się taśmą maskującą, powtarzanymi w głowie przekleństwami i uśmiechem wyrażającym absolutną pewność siebie.

Te dwie książki nauczą cię myśleć o świetle a nie rozstawiać je niczym puszki na półkach w markecie. Zawsze tak samo, wedle schematu.

Uchwycić moment

Pomaga też w przezwyciężeniu nieśmiałości. Bądźmy szczerzy. Fotografia bardzo często wymaga sporej dozy może nie tyle bezczelności, co pewności siebie. Nikt za Ciebie nie zadba o to by twoje zdjęcie wyglądało dobrze

 

Czyli kwintesencja fotografii. Ta książka również traktuje o świetle błyskowym, ale ma też dodatkowy walor. Może nawet tej drugi jest ważniejszy. Jak wypracowywać decydujący moment. Czasem wielogodzinna sesja pełna porad, starań i wskazówek nie da takiego spojrzenia, co ten ostatni strzał gdy nasz model sięga po filiżankę herbaty.

Książka jest zbiorem anegdot o kolejnych fotografiach, sposobach pracy, biznesie pracy z ludźmi. Dobrze pokazujących, że fotografia to nie tylko aparat i kompozycja. Liczy się również cała otoczka, którą trzeba się zająć by w ogóle mówić, że jest się fotografem. Zwłaszcza fotografem komercyjnym. Sam fakt, że masz aparat nie oznacza jeszcze że rozłożą przed tobą czerwony dywan a gwiazdy światowego formatu będą ze łzami w oczach dziękować za możliwość pozowania ci do zdjęć. W zasadzie jeśli nie przyłożysz się do pracy pozostanie ci fotografować wiewiórki w parku.
Bardzo cenną lekcją jest, nie odkładać aparatu aż do końca, do ostatniej chwili. Bywa, że gdy spakujcie swój sprzęt i pobiegniecie dalej ominą was dobre kadry i możliwości.

Pomaga też w przezwyciężeniu nieśmiałości. Bądźmy szczerzy. Fotografia bardzo często wymaga sporej dozy może nie tyle bezczelności, co pewności siebie. Nikt za Ciebie nie zadba o to by twoje zdjęcie wyglądało dobrze*.

 

 

Warto przeczytać. W końcu chyba nie liczycie, że każdy sam rzuci się przed wasz obiektyw? 😉

 

 

 

*Prawie. Dziś każdy ma coś do powiedzenia jak powinna wyglądać dobra fotografia. Trzeba nauczyć się ignorować wszystkie genialne porady. Zwłaszcza osób, które dopadną cię na weselu i chełpiąc się nowiutkim korpusem za 24k, niczym paw ogonem, będą mówić ci jaka powinna być Dobra Fotografia. Jeśli nie chcesz żeby twoje kadry zamieniły się w przaśne, przeładowane wszystkim obrazki.