Historia polskiej fotografii wojennej

Krótka historia polskiej fotografii wojennej

Historia polskiej fotografii wojennej jest nie mniej barwna niż amerykańska. Z tą różnicą, że rzadko mamy okazję ją opowiedzieć i wydaje się, że nie specjalnie o nią dbamy. Tymczasem fotografia jako taka trafiła do Polski zaraz po jej wynalezieniu. Więcej, jako jedni z pierwszych użyliśmy jej w celach propagandowych.

Fotografia bowiem to niezwykle specyficzna dziedzina ludzkiej działalności; nierozerwalnie łączy w sobie problemy techniczne, jak i artystyczne, informacyjno-poznawcze i technologiczne, będące rezultatem coraz to nowszych odkryć i udoskonaleń,, miał i mają w historii fotografii wpływ na zmiany, jakie  mogły zachodzić w fotografii pojmowanej jako obszar sztuki. 

Wprawdzie błędem byłoby twierdzenie, że wyższej klasy aparatem fotograficznym można zrobić lepsze zdjęcia, gdyż jakoś apostatycznego produktu fotografa zależy głównie od umiejętności  i dyspozycji intelektualno -artystycznej człowieka a nie od martwego narzędzia pracy artysty. Wiadomo jednak, że jakość sprzętu i zastosowane technologie fotochemiczne rozszerzają znacznie możliwości twórce i stwarzają okazje do nowych, nie znanych dawniej koncepcji artystycznych i interpretacji świata. 

Historia polskiej fotografii wojennej

Początkowo uznałem, żeby przygotować swego rodzaju streszczenie. Jednakże tak opowiedziana historia stała by się niezwykle mdła i płaska. Tekst albo przypominałby szybką notatkę, albo byłby niemiłosiernie długi. Tym samym uznałem, że skupię się na dwóch moim zdaniem istotnych punktach tej historii i być może zachęcę Was do dalszych poszukiwań.

Do Polski fotografia trafiła bez mała zaraz po jej wynalezieniu. Pierwsze polskie studio fotograficzne założył w 1844 roku Karol Beyer, stając się tym samym pierwszym profesjonalnym fotografem w Polsce. Warto dodać, że Beyer zaangażował fotografię do działań propagandowych i oprócz tego, że wykonywał portrety czy zdjęcia zabytków Warszawy, Krakowa i innych miast w Polsce to tworzył też liczne reprodukcje dzieł sztuki, portrety znanych postaci historycznych, które następnie rozpowszechniane były wśród patriotycznie nastawionych mieszkańców.

Ktoś powie, że równie dobrze mógł być pierwszy żerującym na patriotyzmie sprzedając co popadnie ale żadne opisy na to nie wskazują. Wsławił się natomiast czymś jeszcze. Otóż w 1861 roku, w trakcie manifestacji politycznych zginęło pięć osób, znanych jako Pięciu Poległych. Ich pośmiertne portrety, złożone w formie tablo, były szeroko rozpowszechniane a równocześnie zaczynają polską historię fotografii wojennej, będąc pierwszymi tego typu zdjęciami w historii fotografii w ogóle. Następnie stały się one ważnym elementem agitacji antyrosyjskiej. Od tamtej pory jakiś polski fotograf był obecny wszędzie tam, gdzie Polacy toczyli bitwy albo brali udział w walkach.

Karol Bayer

Polacy często mają spore zasługi, są pionierami, ale za Chiny Ludowe nie potrafią tego wykorzystać, albo coś im przeszkodzi. Czy to na polu fotografii, czy psychologii/seksuologii potrafią wyprzedzać świat, ale zawsze potem albo historia staniem im na drodze albo zwyczajnie zakopią i zapomną. Jest też inny powód, choć nie mam na to jakichś jednoznacznych dowodów, czy argumentów. Otóż, wolimy mieć jedną gwiazdę. Jeden wielki fotograf wojenny, jeden wielki portrecista. Jakby nie potrafimy zaakceptować, że sławą może równocześnie cieszyć się kilku, albo kilkunastu fotografów.

Karol Bayer - Pięciu Poległych
Karol Bayer / Pięciu Poległych

II Wojna Światowa

Szczególny okres w historii. Niestety pod względem fotograficznym odnoszę wrażenie, że cała należy do jednego fotografa. Roberta Capy. Więcej, cała długa wojna sprowadza się do jednego dnia. Szóstego czerwca 1944 roku, znanego jako D-Day czyli rozpoczęcie Operacji Overlord. Często całość utożsamia się właśnie z jednym dniem lądowania ale operacja ta trwała ponad dwa miesiące do trzydziestego sierpnia 1944. Zdjęcia amerykańskiego fotografa kompresują ją, jak i całą wojnę do jednego momentu. Właściwie dwóch.

Z historii fotografii wojennej Henryk Latoś

Sukces Capa zawdzięcza kilku rzeczom. Był już wtedy gwiazdą fotografii prasowej a Operacja Overlord, mająca stanowić otwarcie Frontu Zachodniego była nie lada gratką dla czasopism ilustrowanych. Co więcej, Capa miał za swoimi plecami legendarnego fotoedytora Johna G. Morisa, magazyn Time i był we właściwym miejscu we właściwym czasie. Nie sposób mu przy tym odmówić odwagi, brawury i odrobiny szaleństwa. O sprzęcie nawet nie wspominam, bo raczej nie pojechał z najgorszym złomem i przeterminowanymi materiałami światłoczułymi.  Otwarcie tego frontu wyczekiwane było w wielkim napięciu, stanowić miało przełomowy moment II Wojny Światowej. A Polacy?  Dorobek naszych fotografów zaś często przepadał albo został zmagazynowany bez większej refleksji, choćby w Wielkiej Brytanii, gdzie leży do dziś, ale i tak mamy masę potwierdzonych co do autorstwa zdjęć. Capa miał za sobą cały rynek prasowy Stanów Zjednoczonych. Polska była pod okupacją.

Z historii fotografii wojennej Henryk Latoś
Drugą fotograficzną ramą tej wojny jest zatknięcie flagi Armii Czerwonej na budynku Reichstagu

Kolejna sprawa, to sztuka. Capa czy Bresson traktowani są jako artyści, których dorobek jest w ten sposób prezentowany. Zdjęcia naszych rodaków najczęściej stanowią zaś oprawę dokumentalną albo są częścią wystaw o charakterze dokumentalnym. Tymczasem w kilku przypadkach mamy dość zdjęć, by móc prezentować je na polu sztuki fotoreporterskiej w ramach wystaw indywidualnych.

Ponad 400 fotoreporterów, z tego 50 wybitnych

Wcale ponoć nie gorszą pod względem zaciętości od lądowania w Normandii w ramach operacji Overlord była Bitwa Pod Monte Casino. Jednak nim do tego przejdziemy warto powiedzieć kilka słów o tym jak miała się fotografia w szeregach polskich żołnierzy. Otóż nijak. Jak cię atakują, to najpierw się bronisz a dopiero na szarym końcu zastanawiasz nad aparatem fotograficznym. Gdy zaś już jakiś masz na pewno bardziej przyda się wywiadowi. Mimo to znaleźli się fotograficy reporterzy i dokumentaliści. Niemcy wkroczyli do Polski, cóż, doskonale przygotowani pod każdym względem. Mieli w swoich szeregach najlepszych dostępnych filmowców, fotografów, którzy zajmowali się dokumentacją i tworzeniem materiałów propagandowych. Więcej, w Niemczech kwitł przemysł fotograficzny, więc nie jeden szeregowiec miał ze sobą aparat. Albo i dwa. Często te aparaty przechodziły w ręce naszych fotografów.

Owo fotograficzne przygotowanie sprawia, że bardzo duża część zdjęć, dokumentujących II Wojnę Światową jest niemiecka. Zdecydowanie więcej ich zrobili, więcej przetrwało. Pewni swojego zwycięstwa fotografowili wiele ze swoich zbrodni jak my dziś wykonujemy pamiątkowe zdjęcia z wakacji. Po wojnie w domowych archiwach, pieczołowicie zabezpieczonych znaleziono wiele takich dowodów – nie dowodów, które miały wzbogacić domowe pamiątkowe albumy w przypadku wygranej… Powiemy więcej przy okazji książki Helmuta Lethena “Cień fotografa”. Czasem dochodzi przez to do takich gaf, że ktoś na muralu uwiecznił odział SS jako Powstańców Warszawskich. Chodziło dokładnie o zdjęcie “Dirlewangerowcy na ul. Focha w Warszawie”.

Nie było jednak tak źle jakby się mogło wydawać – choć dziwnie to brzmi w kontekście II Wojny Światowej – bo trochę zdjęć polskich fotografów powstało i przetrwało. Jak choćby zdjęcia spod Monte Casino czy z Powstania Warszawskiego. Polacy jak wspomniałem, nie mieli czasu by myśleć o fotografowaniu. Znaczna też część ich fotograficznego trudu, stanowiło tworzenie dokumentacji, fotokopii czyli tak mocno upraszczając praca raczej wywiadowcza niż artystyczna. 

Warto przytoczyć dwa nazwiska: Ostrowski i Lokajski.

Polscy fotograficy II Wojny Światowej

Eugeniusz “Brok” Lokajski

Powstanie Warszawskie
Historia polskiej fotografii wojennej: Eugeniusz “Brok” Lokajski / 1944.pl

Lekkoatleta, którego II Wojna Światowa zamieniał w fotoreportera. Znaczna część jego dorobku pochodzi z okresu Powstania Warszawskiego i niestety nie jedno zdjęcie przepadło, albo nie ma pewności co do autorstwa. Latoś zauważa, że dorobek Lokajskiego, i to nie tylko jego zdaniem, zasługuje na znacznie więcej niż udział w wystawach dokumentalnych. Można śmiało powiedzieć, iż zdjęcia olimpijczyka – fotografa, który uwielbiał fotografować jeszcze nim rozpętała się II Wojna zasługują na takie samo traktowanie jak zdjęcia najwybitniejszych fotografów wojennych tamtej epoki.

Kto wie, może gdyby autorowi i jego pracom bardziej dopisało szczęście, byłby wymieniany zaraz obok Capy? Cóż, może to za daleko idące, biorąc pod uwagę to co napisałem kilka akapitów wcześniej.  Na pewno byłby i jest bardzo ważnym fotografem Powstania Warszawskiego, a jego prace nie powinny pozostać zapomniane.

Historia polskiej fotografii wojennej
Historia polskiej fotografii wojennej: Eugeniusz “Brok” Lokajski / 1944.pl

 

Wiktor Ostrowski

Ostrowski to postać nader ciekawa. Nim trafił na pole walki, brał udział w licznych wyprawach alpinistycznych i pisał książki podróżnicze. W trakcie II Wojny Światowej został fotoreporterem wojennym a po powrocie do Argentyny stał się ponownie znanym alpinistą i autorem książek.

Jeśli chodzi o jego dorobek, to jest on dość obszerny. Towarzyszył gen. Sikorskiemu w trakcie wizytacji powstających polskich oddziałów wojskowych, dokumentował pobyt tych oddziałów na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Oczywiście są i zdjęcia zrobione w trakcie walk, jak te spod Monte Casino z których jest najbardziej znany. Największy problem to nieznane losy części zdjęć. Dużej. Latoś podaje, iż autor część zachował dla siebie, część przekazał Wytwórni Filmów Dokumentalnych “Czołówka” a część Tadeuszowi Szumańskiemu. Niestety, podobno olbrzymia część “gnije” gdzieś w brytyjskich archiwach, zapomniana i niedostępna dla świata.

Polska historia fotografii wojennej

Para dokumentalistów

Henryk Śmigacz, Jan Ryś, Skibiński czy Datka, Szumański. W trakcie II Wojny Światowej wykonano setki zdjęć, zarówno w trakcie walk jak i ćwiczeń polskich oddziałów w różnych częściach świata. Na pewną uwagę zasługuje zwłaszcza para warszawskich dokumentalistów wspomnieni Jan Ryś i Henryk Śmigacz, którzy przed wojną wyrobili sobie renomę niezłych reporterów a po jej rozpoczęciu zadali sobie trud dokumentowania zniszczeń i życia warszawiaków w okupowanej stolicy. Ich fotografie mają charakter bardzo dokumentalny.

 

Polska historia fotografii wojennej

Jeśli ktoś chciałby zgłębić temat, nie tylko w kwestii polskiej fotografii wojennej, to polecam książkę Henryka Latosia “Z Historii Fotografii Wojennej”