Broń mnie nie obroni – powszechny dostęp do broni

Pistolet. Najlepiej maszynowy. Mokry sen uciśnionych przedstawicieli najbardziej rozbrojonego narodu Europy. Do kogo chcą strzelać? Nie wiadomo. Wiadomo, że gdzieś tam czai się wróg, z którym podejmiemy bohaterską walkę. Mit szarży z szablami na czołgi przerodzi się w faktyczną szarżę ze starą strzelbą na Predatora C Avenger.

W marcu 2020 mieliśmy strzelaninę w Katowicach a w 2019 osiemnastolatek trzykrotnie postrzelił jedenastolatkę, choć jego celem była nauczycielka. Czyli bezpieczeństwo broni czarnoprochowej można postawić pod wielkim znakiem zapytania.

Powszechny dostęp do broni

Powszechny dostęp do broni można intepretować jako nieewidencjonowany dostęp do łatwego zakupu łatwej w użyciu broni palnej.

Predator C Avenger to nie byle jaka zabawka. Może przenieść taką samą ilość uzbrojenia jak typowy myśliwiec. Pozbawiony załogi może wykonać manewry niedostępne dla ludzkich pilotów bo maszynie niestraszne są przeciążenia. Pojawia się i znika. Wraz z nim znikają czekające na dobiegnięcie załogi myśliwce, które zamieniają się w kupkę złomu. Tym bardziej, że nie specjalnie jesteśmy w posiadaniu systemów zdolnych wykryć te drony. Nie bardzo jednak wiem kto miałby nas tymi dronami nalecieć. Wróg jakowyś podstępny. Gdyby ktoś chciał zrównywać dowolne polskie miasto z ziemią nie musiałby jak w czterdziestym czwartym znajdować się chociażby w Europie.

Zdecydowanie ciekawszym argumentem jest walka z przestępcami. Z opowieści wygląda to jak w klasycznym filmie akcji. Bandyta z karabinem wpada do banku, nasz fan oręża samopalnego bohatersko sięga za pazuchę po ukochanego Glocka. Celny strzał pozbawia niemilca życia, najpiękniejsza z kobiet rzuca się swemu wybawcy na szyję i każe prowadzić do łożnicy. Opcjonalne jest nagłe zjednoczenie wszystkich klientów w odział szturmowy i samoratunek. Drugim wariantem jest westernowe “To jest napad!” a napastnik ustawia się na przeciwko napadniętego z bronią w kaburze, honorowo wyrównując szanse i stając do pojedynku w samo południe. Podejrzewam, że większość osób wyobraża sobie siebie jako kleryka Johna Prestona albo jego imiennika Wicka. Tymczasem pomiędzy wyobrażeniem siebie, deklaracjami działań w sytuacjach stresowych a prawdą zieje olbrzymia przepaść. Przeważnie wygląda to tak, że wszyscy kulą się na podłodze w nadziei na rychłe przybycie policji. Ciężko też wyjąc broń gdy ktoś życzliwie pociąga za spust mierząc w plecy względnie wygarniając znienacka z jakiejś sajgi w parę siedzącą na ławeczce w parku. Z większości strzelb nie trzeba jakoś specjalnie celować. Wystarczy z grubsza skierować wylot lufy w kierunku celu. Takich kwiatków jest cała masa. Zwolennicy samopałowej samoobrony przeważnie nie zdają sobie sprawy, że każdy z nich chce być “samcem alfa” i każdy będzie próbował dowodzić, w efekcie czego albo się pozabijają albo całe zjednoczenie szlag trafi. Większość doświadczonych fighterów, czyli bokserów, zawodników MMA czy innych krav mag oraz ich trenerzy, zawsze powtarzają jedno. Nie ma co pchać się do walki. Walka jest ostatecznością, bo co ci po boksie, karate, krav madze, jak lejesz nawet jednego w łeb a drugi ładuje ci tulipana w plecy. Widząc w ciemnej uliczce dziesięciu zakapiorów z pałami, nie ma tam co leźć. Wyrażają w ten sposób starą mądrość ludową “nec Hercules contra plures”, która w języku polskim brzmi “I Herkules dupa, kiedy ludu kupa“. Nasi zaś obrońcy siebie i innych ewidentnie szukają konfrontacji. Broń dodaje pewności siebie i wówczas ludzie robią głupie rzeczy, na przykład wchodza w ciemną uliczkę w której czeka dziesięciu zakapiorów z pałami. Włącza się dodatkowo myślenie magiczne, życzeniowe. Broń służy do obrony, broń mnie obroni. Czy będę trzeźwy czy pijany, gotowy czy zaskoczony broń mnie obroni.

W ramach argumentu w dyskusji iż bronią palną można się obronić otrzymałem filmik, gdy strzelec został zlikwidowany przez ochroniarza. Przykład był wielce nietrafiony bowiem napastnik, widząc jakiegoś faceta wyjmującego broń wygarnął w obrzyna zabijając dwie osoby. Pewnie zabiłby więcej gdyby miał lepsze obycie z bronią albo coś bardziej szybkostrzelnego. Dopiero gdy padł strzał, dwie osoby zginęły a napastnik zaczął się siłować z bronią ktoś miał okazję oddać strzał. Następnie kościół, bo w kościele miała miejsce ta sytuacja zaroił się od ludzi z bronią mierzących do siebie nawzajem i do bohatera. Nikt bowiem nie wiedział co się dzieje. Każdy był gotowy zabić pierwszego typa z pistoletem w zasięgu wzroku. W końcu to Teksas. Ochroniarz nie był cywilem, miał przeszkolenie i policyjną przeszłość. Musiał już strzelać do ludzi. Filmik doskonale obrazuje jak naprawdę wygląda taka sytuacja. Żadnego zjednoczenia, chaos, panika i nerwy.

Strzelanina w Las Vegas trwała dziesięć minut, w trakcie których zginęło sześćdziesiąt osób a sto czternaście zostało rannych. Żaden cywil bohatersko nie otworzył ognia w kierunku okna z którego strzelano. Ludzie wpadli w panikę. Dopiero wezwana na miejsce jednostka SWAT wdarła się do pokoju terrorysty ale ten zdążył popełnić samobójstwo. W Dallas to samo. Facet uzbrojony w coś co nazwę ignorancko karabinem maszynowym strzelał sobie w budynek sądu. Z dziwnych przyczyn jeden facet schował się za murem i modlił żeby świr go nie zobaczył, nikt nie oddał celnego strzału z okna, ludzie nie zorganizowali się w oddział i nie ruszyli z pieśnią na ustach na wroga. Schowali się a sprawę załatwiła wezwana na miejsce policja. I tak jest za każdym razem gdy dochodzi do masowych strzelanin. Ergo miłośnicy broni w Polsce mają rację. Nikt normalny nie chodzi z bronią po ulicy. W najlepszym wypadku jest to jakiś pistolet w kaburze przy pasku. Gorzej, że gdy do broni dostaje dostęp osoba zdesperowana, gotowa zabijać, cała idea posiadania broni do samoobrony bierze w łeb. W marcu 2020 mieliśmy strzelaninę w Katowicach a w 2019 osiemnastolatek trzykrotnie postrzelił jedenastolatkę, choć jego celem była nauczycielka. Czyli bezpieczeństwo broni czarnoprochowej można postawić pod wielkim znakiem zapytania. Wartą poruszenia kwestią była zaś determinacja tego młodego człowieka. Poszperawszy w sklepach stwierdziłem, że to wcale nie jest takie łatwe w obsłudze i ładowaniu. Zatem jego działanie nie było spontaniczną reakcją a misternie zaplanowaną akcją, która miała na celu pozbawienie życia nauczycielki. Musiał się przyłożyć bo to nie jest broń do której wystarczy wsadzić magazynek i przeładować.

Zwalczyć wroga

Już na II Wojnie Światowej zauważono, że żołnierze nie są przekonani do strzelania do ludzi. II Wojnie? W starożytności. Aby zabić w człowieku pierwotne instynkty szkolenie chłopca na wojownika musiało zacząć się z chwilą gdy był w stanie utrzymać broń w ręce. Współcześni żołnierze nie mają tego komfortu. Okazuje się, że często strzelają tak żeby nie trafić albo w ogóle nie strzelają w kierunku wroga. Najłatwiej mają artylerzyści i operatorzy karabinów maszynowych, którzy po prostu zalewają wroga ołowiem niespecjalnie mając z nim jakiś kontakt wzrokowy. Z tego nie trzeba specjalnie mierzyć. Widzicie, ludzie nie lubią zabijać choć mogą. Przecież sytuacja na wojnie jest jasna. Idzie się z błogosławieństwem będąc w pełni rozgrzeszonym. Trzeba i można zabijać. Tyle, że to jest trudne i trzeba się tego nauczyć. Żeby się tego nauczyć, trzeba przeżyć. Najgorzej szkoli się snajperów bo i mają najgorzej. Mało uwagi poświęca się losom kombatantów, z których wielu tak zakochało się w wojnie, że gdy świat zaczął domagać się pokoju, oni zostawali często najemnikami, których nie specjalnie już obchodziła spawa za którą walczą byle walczyć. Jeden z polskich, bohaterskich lotników okresu II Wojny Świtowej został później najemnikiem, przemycającym i bombardującym co popadło.

Zaledwie dwa procent żołnierzy strzela by zabić. Pozostałe dziewięćdziesiąt osiem od biedy strzela w kierunku wroga tak by nie trafić, innym kierunku albo w ogóle nie strzela.
Jeden procent pilotów był odpowiedzialnych za pięćdziesiąt procent zestrzeleń. Dziś w przypadku walk powietrznych jest zdecydowanie prościej, bowiem nie trzeba ścigać przeciwnika plując ogniem. Automatyzacja ułatwia życie. W sytuacji zagrożenia większość ludzi zaczyna instynktownie pilnować własnego tyłka a zabijanie okazuje się ostatecznością, nawet gdy ktoś próbuje nas zabić. Jeszcze gorzej jest w sytuacjach codziennych, cywilnych. Większość osób nie wie do kogo strzelać.

a) zacznę do niego strzelać, ktoś mnie weźmie za terrorystę i zastrzeli
b) kurde, nie będę narażał życia dla postronnych pachołków liczy się moje bezpieczeństwo
c) przyjedzie policja i mnie skasują profilaktycznie
d) każda istota z IQ i empatią większymi od burka cukrowego: jak zacznę strzelać to czy nie trafię kolegi? Czy nie zrobię komuś krzywdy?
e) do kogo on strzela? Mam pomóc? Zabić go? Kto to jest? Co mam robić?
Te problemy moralne, choć nie rozważane świadomie dotyczą większej części społeczeństwa. Większość z nas nie jest w stanie strzelić do drugiego człowieka a jeśli z natury jest może warto pomyśleć o izolacji? Wszystkie badania psychospołeczne pokazują, że im groźniejszą bronią się dysponuje, tym większe prawdopodobieństwo tragicznego końca w myśl prostej prostego wzorca. Idę okraść sklep z pistoletem. Ale sprzedawca też może mieć pistolet. Zastrzelę sprzedawcę zanim zareaguje. Równocześnie samo pojawienie się broni w konflikcie sprzyja jego eskalacji. Dopóki w zwykłej ulicznej kłótni trwa przepychanka słowna, tak długo istnieje szansa, że obie strony się rozejdą w asyście niecenzuralnych słów. Gdy pojawia się broń, pojawia się agresja i stres. Różnica pomiędzy bronią białą a bronią palną jest olbrzymia. Posiadanie broni palnej sprawia, że nie ma się bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem, przez co jej użycie pozornie wiąże się z mniejszym ryzykiem. Ostatecznie zabijanie bronią palną jest prostsze. Co wcale nie znaczy, że zabójstwa przy użyciu innych narzędzi czy chociażby noży się nie zdarzają. Zarażają. Dowodzimy tutaj wysokiego stopnia zdegenerowania niektórych jednostek. Ich anormalności. Nienormalności. Rozwiązanie kwestii przy pomocy broni palnej najczęściej jest efektem stresu a nie świadomej intencji. Otumaniony adrenaliną umysł przestaje nadawać się do użytku. W efekcie w sytuacji konfliktowej użycie broni nie jest efektem instynktu a najczęściej wypadkiem spowodowanym strachem. Ludzie są wyjątkowo niespójni. Gdy trzeba walczyć nie walczą a gdy agresja jest zbędna doprowadzają do wypadków, częstokroć śmiertelnych. Jak zatem widzicie ludzie przeważnie zabijają przez przypadek. Nie lubią tego robić intencjonalnie. Zdarza się, że presja otoczenia sprawia iż niektórych coś pęka, przez co dochodzi do msowych strzelanin w szkołach czy na ulicach. Są też osoby potrafiące zabijać, ale nie jest to umiejętność wrodzona. Najczęściej jest efektem środowiska w którym się dorasta. Ciężko zostać filozofem w otoczeniu ludzi potrafiących zabić za parę butów. Cały dorobek kulturowy, technologiczny jest zasługą garstki ludzi, która następnie przekazała go reszcie swojego gatunku tyle, że zapomniała go na to przygotować. 
Posiadanie w domu broni palnej potraja prawdopodobieństwo zostania zastrzelonym. Mówi się o jakiejś kulturze posiadania broni w USA? Racja, ale nie takie jak zwolennicy jej powszechnego posiadania myślą. W przeciągu kilku ostatnich tygodni zginęło kilkadziesiąt osób w masowych strzelaninach. Alarmująco rosną statystyki samobójstw z użyciem broni palnej. Inne metody pozwalają na coś nazywanego próbą samobójczą. Broń palna jest pod tym względem szalenie bardziej skuteczna. Chcąc być absolutnie pewnym zdesperowany człowiek przykłada lufę do skroni. Będąc szczerym tylko stereotypowo. Nie jest to najpowszechniejsza metoda. Dalej. Rośnie liczba wypadków z bronią. Broń w domu to nie tylko ryzyko, że w razie napadu będzie się próbowało niczym kleryk John Preston stanąć do obrony domowników. Akurat to jest mniej prawdopodobne bo włamywacze jak świat długi i szeroki wolą okradać domy pod nieobecność właścicieli. Tym bardziej, że chętnie dzielimy się w Internecie stanem posiadania i nieobecności. Wystarczy poczekać.
Wypadki. Nastolatek postrzelił rodziców, mąż żonę, żona męża w domowej awanturze, dzieci siebie nawzajem w trakcie zabawy. Powie jakiś fan ognistych samopałów, ale jak to?! Dyscyplina! Broń to nie zabawka! Mój drogi, tak samo jak samochody. Olbrzymia masa rozpędzona do stu kilometrów na godzinę nie daje pieszemu wielkich szans. Ani twoim plecom gdy ktoś próbuje wymusić zjechanie na inny pas ignorując fakt, że najlżejsze hamowanie zabije was oboje. Popisowa jazda w ruchliwym centrum mająca zademonstrować kunszt kierowcy w dojeżdżaniu do Lidla o całą sekundę wcześniej niż jadący prawym pasem przeciętniak a stwarzająca dziesiątki okazji do niebezpiecznych wypadków? To jest właśnie ta kultura posiadania broni palnej, o której ciągle się mówi. Podstawowa różnica między samochodem a pistoletem jest taka, że samochodów nie stworzono do zabijania. Taki sam bełkot, jak opowieści że boks trenuje się celem samodoskonalenia. Równie dobrze można iść na lekcje baletu. Boks trenuje się celem obijania ludziom lica a broń palną stworzono do skuteczniejszego zabijania ludzi. Akurat sam fanem boksu jestem. Rozumem jako gatunek, wbrew nazwie, nie grzeszymy. Największym sukcesem naszego rozumu jest nieobrzucanie się nawzajem odchodami, choć trzeba poddać tę tezę w wątpliwość. Stąd też nie bardzo łączymy niebezpieczeństwo wynikające z nadmiernej prędkości połączonej z marnymi umiejętnościami prowadzenia pojazdów mechanicznych z trzema tysiącami ofiar.
W Polsce 215602 osoby mają pozwolenie na broń, natomiast zarejestrowanych jest 505429 sztuk broni, jak twierdzi Google. W skali trzydziestoośmiomilionowego kraju, gdzie trzeba rozdzielić to pomiędzy indywidualnych posiadaczy, kluby, strzelnice, byłych oficerów wojskowych nie jest to duża liczba. I bez znaczenia, że masa tej broni to broń czarnoprochowa. Nadal mamy w Polsce pewną kulturę posiadania broni, choć jak widzimy wraz ze wzrostem ilości broni, jest związany wzrost prawdopodobieństwa, że trafi ona w ręce osoby do tego niepowołanej. Fanatycy broni robią co mogą, nagrywając filmy na YT, pisząc teksty i po prostu przestrzegając pewnych zasad aby pokazać, że to nie broń zabija. Paradoksalnie strzelają sobie w stopę. Wraz z rosnącą ilością broni, rośnie poziom oswojenia i zaczyna być ona traktowana jak maszyna do pisania albo samochód. Samochody są wszędzie. Nie ma dziecka w Polsce, które nie widziało samochodu. Każdy debil ma samochód. Wyobraźnia znacznej części kierowców jest praktycznie zerowa. Za nic mają życie swoje i innych uczestników ruchu jeżdżąc na zasadzie wciskania gazu w podłogę z nadzieją, że w nic nie trafią. Dorastając w takim otoczeniu broni nie czuje się do niej respektu. Dwie strzelaniny mogą, choć nie muszą, to luźne póki co założenie, być efektem oswajania ludzi z bronią. Taka ilość publikacji jaka się ostatnio pojawia sprawia, że broń przestaje się jawić jako coś niedostępnego. Chociażby w kwestii zakupu czarnoprochowców. Każdy to może mieć. A wiecie, że nie wiedziałem? Zawsze byłem przekonany, że trzeba mieć pozwolenie. Dzięki Wam wiem, że wystarczy niewielka kwota i trochę samozaparcia. Podobnie jak ludzie, którzy nie powinni tego mieć. Czy ja powinienem to mieć? Póki co masa fanów strzelectwa ma jakieś obycie z bronią, choć jak się okazuje czasem na nic się ono zdaje gdy myśliwy pali do niezidentyfikowanego celu zabijając chłopca. Gdy przysłowiowy Janusz ot, pójdzie do sklepu i coś sobie kupi zacznie z miejsca uczyć wszystkich na około. Każdy kto cokolwiek trenuje przez lata wie, że najwięcej rad mają nowicjusze i popełniają najwięcej błędów. Ci zaś, którzy w ogóle nie ćwiczą popychani efektem Efekt Dunninga-Krugera osiągają mistrzostwo z pilotem w ręce.
Jak zatem widzicie ludzie przeważnie zabijają przez przypadek. Nie lubią tego robić intencjonalnie. Cały dorobek kulturowy, technologiczny jest zasługą garstki ludzi, która następnie przekazała go reszcie swojego gatunku tyle, że zapomniała go na to przygotować. 

Szwajcarski karabin

Ach, Szwajcaria. Kraj sera i scyzoryków. Każdy tam ma karabin i jakoś nie dochodzi do masowych strzelanin. Koronny argument zwolenników taniego, łatwego i bezpozwoleniowego dostępu do broni. Jedna się nie liczy a czternastu zabitych to w sumie niewiele. Mają też Szwajcarzy najskuteczniejszych samobójców w Europie, bo jak już wiemy broń palna jest w tej kwestii najlepszym rozwiązaniem. Dodatkowo nie każdy ma broń w domu. Zaledwie jedenaście procent słynnej broni do obrony ojczyzny przechowywane jest w domach. Dodatkowo nie można przechowywać w domu broni, której się nie kupiło. Można odkupić broń od państwa, co wielu czyni ale mało kto trzyma ją w domu. Dodatkowo każdy mężczyzna jest przeszkolony w jej obsłudze. Przepisy nakazują też broń przechowywać w sejfach, kasetkach. Czyli nie tak jak w USA, że pijani rodzice zostawiają broń na stole. Jeden taki numer i tracisz prawo do posiadani broni na całe życie, nie licząc okresu szkolenia gdy zostanie wydana z magazynu. Idąc dalej, prawo do posiadania broni traci się też za pijacką awanturę rodzinną, jazdę pod wpływem alkoholu lub narkotyków albo chociażby za agresywne zachowanie.
Zakup broni w sklepie wymaga wprawdzie tylko dowodu osobistego, ale każdy sprzedawca sprawdzi czy kupujący nie ma aby jakiego wyroku. Zatem każda sztuka jest zarejestrowana, wymaga pozwolenia, które łatwo stracić za byle co. I co nie bez znaczenia, nie można już posiadać amunicji. Kiedyś przechowywano ją faktycznie w domach, ale obecnie trafia do magazynu. Zatem mamy dwa miti Bojojowej Szwajcarii. W przypadku najazdu najpierw musi zostać wydana broń i amunicja z magazynów a dwa te “szkolenia wojskowe” nie są zbyt ambitne.
Warto też nadmienić, że Szwajcaria to jeden z bogatszych krajów. Dostęp do opieki zdrowotnej, także psychiatrycznej jest znacznie, znacznie i jeszcze kilka razy znacznie lepszy, niż w USA, gdzie człowiek z problemami psychicznymi, skazany za przemoc domową zostaje pozostawiony sam sobie ale z prawem zakupu strzelby, którą zabija następnie dwie osoby w kościele, próbując skraść datki z tacy. Ktoś dostrzega różnicę? Zatem Szwajcarzy mają mniej samobójców, ale za to skuteczniejszych. Polska wyprzedza Szwajcarię tylko pod względem liczby samobójstw i to bez broni palnej. I teraz chcemy dać ludziom najskuteczniejsze narzędzie ich popełniania nie potrafiąc zagwarantować im opieki psychologicznej? Z resztą Polacy i bez broni są w czołówce skutecznych samobójstw. Głównie mężczyźni.
Różnica pomiędzy USA a Szwajcarią jest zatem olbrzymia. W Szwajcarii posiadanie broni obwarowane jest masą restrykcyjnie przestrzeganych przepisów, każdy jest z użycia broni przeszkolony a sama broń musi być trzymana pod kluczem. Amunicja również i to od dawna przechowywana jest w wojskowych magazynach. Zatem mit Wielkiej Mobilizacji to…no mit, bo karabin ma w domu niewielu, natomiast nikt nie ma doń amunicji. Pistoletem można sobie dla odmiany w uchu podłubać. Stany preferują iście sarmacką pod tym względem wolność. Kupuj co chcesz, rób co chcesz. Trochę jakby rozrzucać karabiny na wybiegu dla szympansów. Polscy fani broni póki co trzymają swoje pół miliona sztuk w ryzach z kilkoma wypadkami. Zniesienie konieczności uzyskania pozwolenia, brak obowiązkowych szkoleń, przy poziomie frustracji jaki panuje w społeczeństwie?
Porównanie obu systemów nie jest moim pomysłem. W każdej dyskusji na temat broni pada właśnie argument szwajcarski. Nie biorę tego z powietrza, tylko z forów, z  tekstów publikowanych przez zwolenników. Dziwne, że gdy oni korzytają z zesawiania USA-Szwajcaria wszystko jest ok a gdy przeciwnicy nagle są to dwie odmienne kultury. Wow. Model szwajcarski jest zatem oparty o surowy system pozwoleń, regulacji, dokumentacji i kontroli. Powołując się w dyskusji na Szwajcarię należy o tym pamiętać. Kraj ten jest przeciwieństwem modelu amerykańskiego a dokładnie modelu z USA. Póki co w zakresie dostępu do broni palnej bliżej nam do Krainy Sera natomiast w kwestii dostępu do opieki zdrowotnej, nierówności społecznych Krainy Burgera. Cheeseburger.

Kupić broń

Polak zarabia około dwóch tysięcy trzystu złotych. Pistolet Glock 17 to wydatek rzędu około dwóch i pół tysiąca złotych. Można naturalnie kupić na raty, ale dla domowego budżetu będzie to kolejne obciążenie. Poza tym pistolety potrzebują amunicji. Amunicję też trzeba kupić. Trzeba mieć gdzie ćwiczyć. Oczywiście ułatwienie dostępu do broni pewnie spowoduje powstanie strzelnic, ale znając życie znajdą się amatorzy leśnego strzelania tak samo jak nocnych driftów po mieście twierdząc, że umiejętność tak ochroni ich na autostradzie. W jakiś tam sposób. Pierwszymi zatem posiadaczami broni palnej staną się osoby majętne i przestępcy. Argument, że każdy może łatwo kupić broń “na lewo”, jest nietrafiony. Gdy w 2013 roku policja rozbiła jakiś podwarszawski gang w ich “magazynie” było trochę starej broni, z tego sporo czechosłowackiej. Często gęsto są to teoretycznie niesprawne egzemplarze poddawane naprawom albo przeróbki broni broni samodziałowej, co również wymaga pewnych umiejętności rusznikarskich. Pisał o tym chociażby Henryk Juszczyk biegły z zakresu badań broni i balistyki, główny specjalista b-t Zakładu Broni i Mechanoskopii CLKP. Gdy nawet zaś broń mieli to dobrze ukrytą na podwarszawskiej wsi. Zatem argument nietrafiony, że każdy chętny kupi bo na szczęście rynek napotyka wiele słusznych przeszkód. Innym razem przemyt broni z 2017 obejmował nie więcej równie antycznych egzemplarzy. Przestępcy też nie bardzo tej broni potrzebują, bo mało kto ją ma żeby wdać się w strzelaninę. I nie każdy może od tak skontaktować się z handlarzem broni. Naturalnym skutkiem chęci posiadania broni będzie sprowadzanie tanich modeli z Chin albo wzmożenie rodzimej produkcji, co zapewne wpłynie na ceny. Równocześnie posiadanie broni bez potrzeby posiadania jakiejkolwiek wiedzy poza tym gdzie wsadzić magazynek i odbezpieczyć szybko stanie się popularne. Skoro zaś potencjalnie każdy będzie w posiadaniu skutecznej, łatwej w obsłudze broni pociągnie za sobą dalsze konsekwencje. Ciekawostką jest, że największymi orędownikami swobodnego dostępu do broni są w USA biali mężczyźni. Im zaś niższy poziom wykształcenia tym bardziej. Niektórzy socjologowie obstają, że jest to ostatni bastion ich męskości w zmieniającym się świecie.

Możemy tutaj zając się także argumentem obronności kraju. Gdy przyjdzie wróg będzie się czym bronić. Wróg nie przyjdzie, wróg przyleci. Mamy właściwie sporo muzalnego złomu, więc nie wiem na czy akurat karabiny maszynowe to najlepszy zakup. Tutaj mała ciekawostka, dość często używa się określeń dość nietrafionych jak na znawców tematu. Mniejsza jednak o to. Gdyby poważnie myśleć o obronności kraju, trzeba by wyposażyć wszystkich w sposób zunifikowany. Tymczasem popatrzcie na zdjecia z ulic USA, gdy zdarza się im paradować z bronią. Ten ma to, ten ma tamto. Ile tych magazynków można na codzień nosić? Jeden, dwa? Nagle okaże się, że ten ma pod kurtką kultowego Desert Eagle, z którego magzynek nie pasuje do poręcznego Glocka i jak tu poratować kolegę? Nawet wielotonowe zapasy amunicji na nic, jak zaraz okaże się, że pistolet maszynowy kolegi niajk jakimś egzotycznym wynalazkiem strzelać nie może. I zgodzę się, że paradują z tym czasem po ulicach w ramach protestów, jak po tegorocznym szturmie na kapitol, ale nie dochodzi wówczas do rzezi i strzelanin. Każdy pewnie trochę, może podświadomie, zdaje sobie sprawę, że jest jednosobową armią, sam przeciw wszystkim z przeciwko sobie ma w miarę zorganizowaną straż narodową i policję, przez ci może zostać zlikwidowany przez własnych towarzyszy albo siły porządkowe. Prowadzi to jednak do czegoś innego.

Mianowicie do militaryzacja policji, jako kolejnego skutku powszechnego dostępu do broni. Wyoraźcie sobie co by było, gdyby jednak taki powalony tłum zaczął jatkę. Wtedy policja z pałkami i gazem na niewiele się zda. Potrzebują sprzętu wojskowego. Nie też wiem czy wiecie, ale w USA rośnie liczba rannych i zabitych przez policję w trakcie interwencji takich jak awantura domowa, bo coraz częściej w awanturach domowych broń palna staje sie narzędziem argumentacji. Sama perspektywa natomiast, że  w domu może leżeć, a niech będzie kultowo, AK-47, sprawia że zmiana się charakter interwencji. Nie pukają, nie pytają. Wyważają i szukają lufą celu. Często znajdują. Wściekłą żonę albo pijanego męża z pistoletem w ręce, którzy grożą drugiemu śmiercią. Gdy zaś SWAT wkracza do budynku, w którym mają jakoby znajdować się niebezpieczni przestępcy… Do niedawna SWAT wzywano w szczególnych przypadkach. Teraz każda poważniejsza interwencja policji odbywa się użyciem SWAT. Właściwie każde miasto nie będąca dziurą w dziurze ma taką jednostkę. Właściwie to takie tam wojsko z napisem police. Znaczna część interwencji tych jednostek nawet nie jest usprawiedliwiona ale biorąc pod uwagę potencjalną zbrojownie w każdym domu można spokojnie wrzucać granaty. Im lepiej uzbrojone społeczeństwo tym bardziej uzbrojona musi być policja. USA ma jedną z najbardziej zmilitaryzowanych policji na świecie. Najczęściej otrzymują sprzęt, którego nie używa już armia.

Pomimo najlepszych chęci nie znalazłem ani jednego badania, które wykazywałoby, że nieregulowany w żaden sposób dostęp do broni czyli możliwość jej posiadania za fakt ukończenia określonego roku życia ma jakiekolwiek pozytywne skutki społeczne. Strzelectwo jako dyscyplina sportowa owszem. Tyle tylko, że nie jest to argument w dyskusji. Fani broni w ogóle nie bardzo potrafią i nie chcą dyskutować. Głównie wklejają definicje, chociażby formalną powszechnego dostępu do broni. Trwa też w najlepsze argumentowanie jednym tekstem Klubu Jagiellońskiego. Z tym, że na stronie Klubu pojawił się na krótko wcześniej tekst doktora Michała Zabdyra-Jamróza, który argumentuje podobnie jak Ja. Autor zaś tekstu broni przychylnego, Bartosz Saramak, jest instruktorem strzelectwa, ale nie chciałbym u niego trenować, bo facet strzelił sobie w stopę. Jak wszyscy wcześniej. Też mi specjaliści. Jak tym razem? Wykorzystał podobnie jak ja metaforę motoryzacyjną. Im kierowcy więcej jeżdżą tym mniej wypadków, tym lepiej sobie radzą. No super. W Polsce ginie na drogach najwięcej ludzi w skali Europy. Czemu? Cóż, jest ku temu kilka powodów. Przepisy są po to by je łamać. Słowiańsko – sarmacko – ułańska dusza pergaminów nie posłucha! Wolna wola jest człowiecza tylko własnym prawom ufa! Póki co, wszelkiej maści kluby i stowarzyszenia trzymają towarzystwo w ryzach. Dasz ludziom możliwość zakupu broni jak wódki będzie jak z samochodami. Przepisy? Na co to komu, lubię zapierdalać, jeżdżę szybko ale bezpiecznie! Spróbuj poszaleć w Czechach, Niemczech albo na Słowacji chociażby. Pan Bartosz również nie dokonuje żadnych metaanaliz tylko stosuje zwykły cherry picking. W dodatki wisienki nadgryzione przez szpaki, opadłe i podgniłe. Od biedy a może nic złego się nie stanie? 

W Polsce, do drugiego człowieka od 1990 roku miała okazję strzelać garstka ludzi, którzy przeważnie siedzą cicho. W poprzednim ustroju też wielu ich nie było i też siedzą cicho. Najwięcej do powiedzenia w zakresie skuteczności samoobrony bronią palną mają osoby, które strzelają do tarczy. Definicje definicjami, ale badań społecznych dowodzących dobroczynnych skutków masowego posiadania broni bez żadnej na jej temat wiedzy po prostu nie ma. Aby uprawiać strzelectwo naprawdę nie trzeba wszystkich na około wyposażać w M4. Tego typu nietrafione argumenty są najczęstszymi wśród zwolenników posiadania zbrojowni. Tymczasem U.S. Department of Justice w swojej publikacji dowodzi, że 50% procent posiadaczy nie uprawia żadnych sportów strzeleckich ani nie strzela rekreacyjnie. Ergo zaledwie posiada broń. 18% uprawia łowiectwo a pozostałe 32% trzeba rozłożyć pomiędzy uprawiających sport profesjonalnie a strzelających bez sensu w lesie, bez jakiegokolwiek instruktażu. Postrzelenia, zastrzelenia są wówczas nagminne. Pan Joe uczył pana Jima z palcem na spuście. Z tym posiadaniem jest trochę jak z nawoływaniem do służby wojskowej. Ile razy zostawiam listę punktów werbunkowych nikt nie kliknie. Może problemem jest, że po robocie trzeba do domu wrócić a nie spać w koszarach? Nawet na warcie stać nie trzeba bo od tego jest ochrona. Dziwne. Wracając jednak do skutków, takich badań po prostu nie ma. Najczęstszą motywacją jest natomiast strach, którego nie niweluje żadna ilość posiadanej broni. Choćbym i chciał przytoczyć jakieś badanie z pozytywnym wynikiem, takich po prostu nie ma. Są takie, które można sparafrazować jako “jakoś to będzie”. Ciekawostką jest, że choć kobiety w USA również zaczęły kupować broń, tak są one częściej zwolenniczkami wprowadzenia prawnych regulacji w tej materii. Kobiety najczęściej kupują broń z obawy przed napaścią i gwałtem ale po fakcie, więc zwolennicy idei jeden człowiek – jeden pistolet, przychylają się się do tego, że broń palna to najlepszy sposób obrony przed gwałcicielem. Zmartwię ich, bo do 90% gwałtów dochodzi ze strony osoby, którą kobieta zna. Najczęściej po spożyciu alkoholu. Rzadko kiedy ktoś wyskakuje z za węgła krzycząc, że teraz napadniętą zgwałci i dając jej czas na wyjęcie broni palnej.

Największymi zaś zwolennikiem posiadania BGM-71 TOW w garażu są biali mężczyźni, lecz nie wszyscy. Niepewni siebie, swojego miejsca na rynku pracy, gorzej wykształceni, bojący się mniejszości etnicznych. Mimo że z USA, pasuje jak ulał. Ciekawostką jest, że religijność sprawia, że przestają być do broni tak bardzo przywiązani o ile religijność jest szczera. Falę strachu wywołała w 2008 prezydentura Obamy a w Polsce temat zaczął się na poważnie wraz z falami uchodźców, przed którymi zapragnięto bronić kobiety. W międzyczasu udowodniono jak się te kobiety szanuje oraz, że chodzi o prawo do ich napastowania bez zbędnej konkurencji.

Zgodzić się można z tezą, że broń palna nie wywołuje agresji. Nie, ona nie jest przyczyną tylko skutkiem. Jesteśmy w fazie szczucia na siebie poszczególnych grup społecznych. Podpalania mieszkań, podejrzanych o bycie lokum osób LGBT, mamy jeden z największych odsetków samobójstw wśród młodzieży, największy odsetek samobójstw wśród mężczyzn, najwięcej zgonów na drogach w skali Europy, rosną nierówności społeczne. Gdyby w Polsce rósł poziom życia, widziałbym zanikanie nierówności, wzrost wynagrodzeń, dostępu do lekarzy specjalistów w tym psychologów i psychiatrów, wzajemny szacunek, przestrzeganie prawa, pewnie nie wyrażałbym takiej obawy. Dr Maciej Gurtowski ma rację. Sama broń nie zamieni ludzi w psychopatów strzelających do czego popadnie. Zrobi to sytuacja społecznoekonomiczna w kraju, gdzie spada poziom wykształcenia przeciętnego mężczyzny a wzrasta jego poziom strachu przed kulturowy marksizmem, który nie istnieje. Równie dobrze można się bać Yeti, Potwora z Loch Ness albo Chupacabry. W Polsce optujący za łatwym zakupem kałacha mężczyźni bardziej boją się gejów niż  katastrofy klimatycznej a do tego nie mogą sobie znaleźć partnerek bo poziom wykształcenia kobiet systematycznie rośnie. W dodatku przepisy szanują jak szanują. Dać broń ludziom bez kobiet i przeważnie nie szanującym praw kobiet a następnie uzbroić kobiety, żeby mogły się przed nimi bronić. Cóż za rozkoszna wizja! Przetoczenie nie tyle badania co analizy wybranych badań w odwróconej formie jest niemiarodajne. Dr Gurtowski nie skupia się bowiem na sytuacji, kondycji kulturowej i społecznoekonomicznej danego kraju, która po ułatwieniu dostępu do broni palnej zamienia ludzi w morderców a na fakcie, że materialny obiekt jakim jest broń, tego nie robi. Podobnie jak porcelana. W przeciwieństwie jednak do porcelany, broń w określonych warunkach zaczyna spełniać rolę przeczącą nazwie. Do obrony się nie nadaje za to do ataku wyśmienicie.

I teraz najlepsze. Zaledwie 33% mieszkańców USA deklaruje osobiste posiadanie broni a 44%, że mieszka w domu z bronią. Efektem jest facet zabijający dwadzieścia sześć osób w tym dwadzieścioro dzieci w wieku od sześciu do siedmiu lat, z broni matki, którą zastrzelił we śnie a która to matka była wielką broni miłośniczką. I choć z synem od dawna było źle, stwierdzano narastające uczucie niepokoju, stresu, ona wolała kupować broń. Praktycznie nikt się nim nie zajmował. W porządku, mogę spróbować zrozumieć motywacje w posiadaniu broni, ale drodzy zwolennicy spróbujcie zrozumieć moje, nasze stanowisko. Dwadzieścioro dzieci w zamian za prawo do posiadania w domu pistoletu maszynowego i wiaderka naboi? Niewielka cena za perspektywę obrony kobiet i dzieci przed uchodźcami. Racja. Wygraliście.

Rozpatrzmy z tego punktu widzenia wypadek z Teksasu. Z punktu widzenia zwolenników zalania rynku tanią, łatwo dostępną, łatwą w obsłudze bronią dobrze, że napastnika zabito po tym jak zabił TYLKO dwie osoby. Z mojego punktu widzenia wygląda to trochę inaczej. Wolałbym żeby mężczyzna z zaburzeniami psychicznymi, sprawca przemocy domowej nie wylądował na ulicy. Gdyby państwo czy też stan zajęły się tym człowiekiem we właściwym czasie, nie było by ani przemocy domowej, nie wylądowałby na ulicy, nie zabiłby dwóch osób a sam by nie zginął. Dostęp do opieki psychiatrycznej jest w USA marginalny. Dochodzi do takich absurdów, że ludzi czasem nie mających żadnych problemów trzyma się w zakładach na prochach tak długo jak pokrywa to ubezpieczenie a potem wywala za drzwi. Gdy ktoś nie ma takiego ubezpieczenia, nie może liczyć na żadną pomoc. Ciężko mi traktować poważnie ludzi, którzy tak bardzo marzą o pistolecie, że mają w dupie współobywateli. Przy czym, nie przeszkadzała im idea budowy strzelnic w każdym powiecie z publicznych pieniędzy. Zatem social tak, dopóki dla mnie, ale dla innych to już nie. Gdy przeciwnicy promowania i liberalizacji przepisów zezwalających na posiadanie broni palnej korzystają z tych argumentów pada, że niemiarodajne jest opisywanie tylko zabójstw, których dokonali jacyś psychole a nie piszę nic o fajnych ludziach z bronią. Ciekawe jakim też będzie pocieszeniem dla rodzica, że w prawdzie jego dziecko zostało zastrzelone na szkolnym boisku wraz z całą klasą, ale hej, obok szkoły mieszka Pan Stefan, równy chłop. Nikogo nie zabił. Teraz wam lżej? Tak myślałem. Przecież dzieci zabite przez psychola to takie mniej wartościowe dzieci, niż nie zabite przez Pana Stefana. Pozwolę sobie teraz na pewne ale niezbyt duże nadużycie. Oni tego chcą. Zabójcę można zastrzelić z mniejszymi wyrzutami sumienia. Zatem dla ich spokoju ducha dwoje niewinnych dla bohaterskiej satysfakcji? Inaczej nie sposób tego interpretować. Niech się dzieje w imię wolności i radości naszej. Zatem nie ma dyskusji.

W pseudo dyskusji czyli agitacji podsycanej przez lobbystów związanych z koncernami zbrojeniowymi oraz racjonalnymi argumentami przeciwników jest to, że każdy mówi o czymś biegunowo innym. Zwolennicy o przepisach a przeciwnicy o badaniach psychologicznych i społecznych. Czym innym jest kwestia ustawodawstwa, tutaj optuję za uszczelnieniem aktualnych przepisów, system pozwoleń, badań, jeszcze dokładniejszym niż obecny, a czym innym badania. Przeważnie cytują tylko ustawy, inne niż przytoczona na początku tekstu definicje powszechnego dostępu do broni i wrzeszczą coś na temat rozbrojonego kraju. W chwili gdy drony wyposażone w AI mogą dokonywać prawie samodzielnych decyzji co do likwidacji celów. W terminologii wojskowej jest to siła żywa przeciwnika bodjaże. Jeśli powoływanie się na wszystkie drastyczne przypadki, takie jak wystrzelanie dwadzieściorga dzieci w szkole jest niewystarczające, to znaczy że zwolennicy broni z natury rzeczy pozbawieni są szczątkowej empatii. Chcą się przed kimś bronić i gotowi są za pistolet dopłacić cudzym dzieckiem. Ten jeden przypadek postrzelenia dziewczynki w Polsce, pokazuje determinację z jaką ten chłopak się przygotował. Mamy natomiast w szkołach problem z przemocą. Gdy ilość broni wzrośnie i będzie łatwa w obsłudze i dostępie, to ktoś w końcu postanowi się obronić. Ale by było co? Zaszczuty przez kościół i kolegów, którzy mają systemowe przyzwolenie na nienawiść homoseksualny nastolatek wchodzi do szkoły z AK? Posikaliby się radości. Ale hej! Miał prawo się bronić. Po czymś takim będziemy wysyłać dzieci do szkół z kaburami na biodrze czy powstawiamy do szkół bramki i uzbrojoną ochronę? Podejrzewam, że w ich świecie tak. Lepsze to niż uciecie mowy nienawiści, zadbanie o pomoc tym, którzy jej potrzebują.

Co więcej powoływanie się na badania socjologiczne przed faktem jest trochę bez sensu, bo nie są to żadne badania. Dobijający jest również argument, że to środowisko trzeba poznać, pokręcić się. Czyli trzeba iść i ich zrozumieć, choć oni nie robią nic by zrozumieć co kieruje przeciwnikami. Trochę egoistyczne podejście, ale wcale nie odosobnione. Rozmawiałem chociażby kiedyś z fanami nocnego driftowania na rondach. Też uważają, że społeczeństwo ma ich zrozumieć i będą stwarzać zagrożenie na drogach tak długo aż dostaną tory i place. Ciekawe podejście, ale o ile wiem nazywa się to terroryzmem. Trochę przykrym jest, że zwolennicy mają po prostu gdzieś wszystkie negatywne skutki. Pokazują, że kieruje nimi egoizm i zerowy poziom empatii. Mając w perspektywie strzelaniny w szkołach to nie ważne jak fajnie strzelało się z tego KBKSu. Wystarczy, że jest jest w magazynie klubu strzeleckiego i nic ponad to nie jest potrzebne, zwłaszcza w domu.