Socjologia wizualna

Socjologia wizualna

Fotografia i socjologia mają długą wspólną historię. Nie do końca były świadome swojego związku, ale trwa on od zarania obu tych dziedzin. Obie były odpowiedzią na specyficzne potrzeby swoich czasów z duża dozą pozytywizmu. Jak pewnie wiecie fotografia ma się całkiem dobrze ta druga no, nie koniecznie. O ile sam nieświadomy romans obu tych dyscyplin trwa od początku ich istnienia, a fotograficy od wielu lat przemierzają świat by pokazać nam “dolę człowieczą” tak dopiero niedawno ktoś wpadł na pomysł by socjologia stała się wizualna.

Reportaż socjologiczny

Fotograf ma trochę prostsze życie. Może bowiem niczym Sebastiao Salgado wyruszyć tropem ludzkiego i nie tylko, cierpienia celem pokazania, że nie każdy człowiek na tej planecie cieszy się tym co my. Lub jak Joel Parés posłużyć się kreacją, celem ukazania rasowych stereotypów. Socjologia relatywnie niedawno uznała, że warto się zainteresować wszędobylską fotografią, choć wzajemne związki obu tych dziedzin w pewien mniej lub bardziej oczywisty sposób istnieją od ich wynalezienia.

Do pionierów tzw. fotografii społecznej albo socjalnej, zaliczyć trzeba Adnrieja Osipowicza Karelina oraz jego ucznia Maksyma Piotrowicza Dimitriewa, którzy pośród innych zdjęć, tworzyli obrazy niedoli narodu rosyjskiego. Na zachodzie nie można pominąć Jacoba Augusta Riisa, który dokumentował życie nowojorskich slumsów.

Socjologia wizualna
Jacob August Riis
Socjologia wizualna
Jacob August Riis

 

Za najważniejszego w tym tekście, uznam zaś Lewisa Hine, znanego Wam zapewne z jednej fotografii.

Socjologia wizualna
Lewis Hine

Co nie mniej istotne, był on również z wykształcenia socjologiem. Otrzymał liczne zlecenia, na pokazanie życia robotników, imigrantów, dzieci. Sam jako dziecko pracował w nieludzkich warunkach, przez co los robotników a zwłaszcza wyzyskiwanych dzieci był mu bardzo bliski. Dzięki jego zdjęciom i raportowi, zaczęły powstawać pierwsze ustawy chroniące osoby małoletnie.

Oczywiście nie wypada nie wspomnieć o Dorothea Lange, która pracowała na zlecenie Farm Security Administration, kiedy dokumentowała sytuację w czasie wielkiego kryzysu. Jej zdjęcie Wędrująca Matka, jest Wam zapewne doskonale znane i stanowi świetny przykład, jak fotografie oraz fotograficy mogą być wykorzystywani właśnie w celach, nazwijmy je, socjologicznych. Szkoda, że nie zdarza się to często.

Socjologia wizualna
Dorothea Lange

Dobrym, współczesnym, przykładem może być Irina Popova i jej Another Family. Poszukajcie sobie.

Tak więc fotograficy przemierzają świat, by pokazać rzeczy, których nie da się opisać przy pomocy ankiety. Różnorakie zjawiska kulturowe, społeczne, których bardzo często nigdy nie będziemy bezpośrednimi świadkami, ani inaczej byśmy się o nich w ogóle nie dowidzieli. Są to po prostu dokumentalno – artystyczne dowody istnienia pewnych zjawisk, dzięki czemu możemy coś poznać, czegoś doświadczyć doświadczyć. I to niemal od zarania fotografii.

Ok. Dobra! Znam też takich fotografów, którzy mówiąc że interesuje ich człowiek, mają na myśli długonogiego osobnika płci żeńskiej, z pokaźnym biustem. Jakikolwiek inny przejaw człowieczeństwa wzbudza w nich jawne obrzydzenie.

Bardzo fajny biedak

Lubowali się pierwsi fotograficy – społecznicy w fotografii ubóstwa. I chyba zostało, bo do dziś fotograficy uprawiają bieda – turystykę. 
Nim jednak przejdziemy do pielęgnowania biedy na rzecz indywidualnego katharsis mającego jakoś usprawiedliwić nasze sumienie parę słów o pozytywistycznych ideach, które teoretycznie przyświecały pierwszym fotografom z zacięciem pro społecznym. Ida była naturalnie szczytna – jak wiele idei – a potem jest jak jest. Naprawdę ciężko powiedzieć, czy bogacz, mogący pozwolić sobie na zabawę ówczesnym aparatem fotografował miejską biedotę z potrzeby serca czy w ramach mody demonstrował swoich proli znajomym by gdy zaspokoją swe potrzeby – być może niektórzy nigdy robotniczej rodziny nie widzieli i przyglądali się tym fotografiom jak dziś my stworzeniom z najmroczniejszych głębin mórz i oceanów – przejść do przyjemniejszych rzeczy jak choćby picie wina wartego więcej niż miesięczne wynagrodzenie fotografowanego. Pamiętajcie po prostu, że to czego was uczą na polskim to wyidealizowany obraz epoki na podstawie literatury a na historii nikt wam niczego ciekawego nie powie. Wiedza szkolna tworzy raczej wyidealizowane obrazy przeszłości. Mocno odczłowieczone.

Jak widzicie sam przedstawiciel biedoty niewiele z tego wynosił. Czasem organizowano kwesty, czasem tworzono ochronki dla dzieci ale jeszcze częściej kończyło się na westchnieniach nad losem człowieczym. Niewielu osiągnęło albo chciało osiągnąć to co Heine, choć czasem a to z potrzeby serca a to celem pokazania się organizowano kwesty czy tworzono ochronki dla dzieci.

Socjologia wizualna

Jako że jest to dyscyplina akademicka, ściągnąłem ze strony Uniwersytetu takież założenia:

    • jako dokumentacja badanych (zdjęcia miejscowości, miejsc zdarzeń i osób badanych),
  • jako bodziec lub stymulator w wywiadach,
  • jako wizualizacja (np. w wywiadach narracyjnych lub testach projekcyjnych)
  • jako autonomiczny nośnik informacji o przedmiocie badanym, w którym zakodowana jest definicja sytuacji i ról, historia zdarzenia i system wartości. W  tym zastosowaniu fotografia jest traktowana jak przedmiot analizy na równych prawach z analizą werbalną (Piotr Sztompka).

Piotr Sztompka to jakoby wybitny socjolog. Jeszcze wybitniejszy fotograf, Andrzej Baturo, z którym rozmawiałem kilka lat temu właśnie na ten temat, powiedział że ów kontaktował się z nim ale zbytnio chciał naginać wszystko do swoich teorii, przez co panowie nie nawiązali jakieś szerszej współpracy przy książce Sztompki. Pojawia się tam tylko pewna wzmianka o panu Andrzeju. Wydaje mi się, że najważniejsza część sporu dotyczyła kwestii samej fotografii. Dla pana Andrzeja fotografia prasowa, fotoreportaż stanowił formę artystycznego wyrazu a tym samym potrzeb artysty, by mógł się nim posługiwać. Inaczej będzie to suchy, beznamiętny zapis. Tymczasem profesor Sztompka właśnie tego oczekiwał, co można wywnioskować z jego książek. Zrób zdjęcie byle jak, będzie dobre, bo naukowe. Dokumentalne. Cóż, jeśli teoria nie pasuje do faktów, tym gorzej dla faktów.
Jest to tyle ciekawe, że czasem wystarczy “po prostu coś zrobić” wiem, że nauka wymaga pewnego usystematyzowanego, teoretycznego zaplecza, ale czasem “po prostu” działa lepiej niż sztywna, sucha teoria. Patrz osiągnięcie Hina czy Rissa. Da się? Da.

W końcu sztuka reportażu, to sztuka opowiadania o człowieku.

Sama socjologia wizualna jest to ni mniej ni więcej a wykorzystanie wszystkiego co widzialne do badań. Głównym medium jest zaś fotografia. Materiału badawczego jest więcej niż w bród, choć trzeba uważać, bo wnioski płynące z analizy bywają co najmniej dziwne. Macie przykład

Portret kobiety:

  • Patrzy w obiektyw? Patrzy błagalnie, niczym ofiara głodu. Porównanie zawodowej modelki do portretów ludzi, którzy doświadczają śmierci głodowej w Afryce jest co najmniej dziwne.
  • Nie patrzy w obiektyw? Wyalienowana, represjonowana.

Powiedz to modelkom Newtona. Zarzuty można z resztą mnożyć.

Zarzuty

Trudnym do zgryzienia orzechem, jest przełożenie tej części teorii, która brzmi sensownie, na jakąś konkretną praktykę. Właściwie albo wychodzi człowiekowi z tego  przepisywanie fotografii na nowo, tylko bardziej skomplikowanym językiem, albo zwykła analiza treści. To jest właśnie problem tej nauki. Niektórzy próbowali definiować Internet na nowo, tylko dziwacznymi słowy. Właściwie tak długo spierali się czy Internet jest siecią, że przegapili prawie 30 lat jego rozwoju.
Tak naprawdę, uczeni którzy próbują wyodrębnić i ukształtować tę dziedzinę socjologii nie za bardzo wiedzą jak to zrobić. Czuć, bardzo czuć, że chodzi tylko o produkcję kolejnych tekstów. Dlatego też nauki społeczne bywają niezbyt poważane. Właśnie przez to, że Wielcy Uczeni nawet nie próbują wyjść ze swoimi pomysłami poza akademickie mury albo okładki książek z suchą teorią.

Ergo niczego nie badają.  Kolejnym problemem fotografujących socjologów jest jakaś niepisana umowa, że należy ignorować wszelkie zasady fotografii. Jakbyście zobaczyli fotografie jednego wybitnego profesora zamieszczone w jego książce, to byście się pochlastali ze smutku 🙂 Względnie był to bardzo dziwny dobór cudzych fot, z takimi opisami, że nic tylko cisnąć tomiszczem w kąt.

Deprecjonowanie fotografii

Kolejnym poważnym zarzutem wobec socjologów, jest próba deprecjonowania niekiedy fotografii w swoich antologiach. W jednej poważnej antologii pozwolono by malarz dowodził, że fotografia nie posiada zasad kompozycji, równocześnie nie mogąc być zaliczaną w poczet sztuk. Tekst pochodził z lat 70 tych, albo okolic. Naturalnie dla socjologa ma to pewne znaczenie. Dowodząc, że fotografia nie ma zasad, może robić co mu się podoba i nikt nie podważy jego fotograficznych bohomazów, stanowiących dokument.

Samo odrzucenie zasad fotografii nie znaczy, że przestają obowiązywać. Przeciwnie. Mogą one sprawić, że fotografia zaprzeczy wszystkiemu, co socjolog chce powiedzieć a on sam nawet nie jest tego świadom. Fotograf rzemieślnik to dla socjologa nie lada gratka. Z artystą źle się rozmawia, bo ma pełne prawo patrzyć na naukowca z góry. Na rzemieślnika to naukowiec patrzy z pogardą. W jakimś nowszym tekście trafiłem na stwierdzenia, że fotografia jest zbyt mało usystematyzowana – jest tylko wykładana na uniwersytetach ale co tam – oraz, że w jakichś tam badaniach celowo odrzucali kwestie formalne. Metodologię też olali?

Co gorsza w trakcie zajęć z tego przedmiotu, fotografia czy w ogóle materiały wizualne zepchnięte były na margines.

 

Podsumowanie

Pomimo ogromnego potencjału jaki kryje się w tej dyscyplinie, mam wrażenie że jest ona niewykorzystywana. Ilość zdjęć jaka trafia do Sieci powinna zaspokoić potrzeby wielu badaczy zaciekawionych tym co dzieje się we współczesnym społeczeństwie. Tymczasem łatwiej trafić na teksty o nowych odkryciach z zakresu mechaniki kwantowej, które poza tym że są szalenie ciekawe nie mają bezpośredniego wpływu na nasze życie. Przynajmniej dopóki nie znajdą gdzieś jakiegoś zastosowania. W mojej opinii nie ma też sensu szatkować socjologii na coraz drobniejsze fragmenty, tylko po to by raz jeszcze przepisać wszystko na nowo.

Co więcej przedstawiciele tejże nauki próbują pisać tak zawile jak to tylko możliwe, by przypadkiem nikt ich nie zrozumiał. Co więcej socjologia bardzo by chciała w mądrych słowach sprowadzić fotografię do roli swego sługi, ale mają na to zerowe szanse. Poza tym przedstawiciele nauk społecznych kiszą się w akademickich murach, mnożąc teksty podczas gdy fotograficy wyznają zasadzę, że jeśli zdjęcia nie są dość dobre, to znaczy że nie byli wystarczająco blisko.