Święty Mikołaj

Święty Mikołaj czy Santa Claus?

W folklorze wielu krajów istniało wielu lokalnych roznosicieli prezentów. Bywa, że mają sporo wspólnych cech. Moim ulubieńcem stał się ostatnio Joulupukki, który wraz z Wodanem przemierzał niebo w Dzikim Gonie. Ale! Chciałem o tym, jak Święty Mikołaj z Miry, stał się Santa Clausem.

Święty Mikołaj

Nas interesuje ten pierwszy, który stał się podstawą dla znanego nam dziś brodacza. Na przestrzeni lat raz, że przestał być biskupem – choć gdy byłem w przedszkolu, odwiedzał nas już dziwny miks, bo czapa była popkulturowa ale pastorał miał – i przybrał różne formy: Świętego Klausa, Dziadka Mroza, Ojca Świąt – tworząc całkiem ciekawą mozaikę. Mikołaj z Miry, leżącej gdzieś we współczesnej Turcji, wedle legendy cały swój dobytek rozdał ubogim. Kult tego świętego, rozpowszechnił się niemal na cały świat chrześcijański. Na różnych stronach, w myśl różnych teorii zobaczycie, że kult Mikołaja niektórzy wywodzą od Odyna i wszelkiej maści stworów i demonów. Tymczasem było trochę inaczej. Chrześcijański Święty, zwany Mikołajem dał początek pewnej legendzie i to on jakby narzucił nową formę znanym w folklorach rożnych ludów stworom, demonom i bóstwom. Wszak pierwotnym strojem Mikołaja był biskupi.

Obecnie tryumfy święci Santa Claus, którego teoretycznie wprowadziła firma Coca – Cola. To on rozdaje prezenty od USA aż po Japonię, z wyjątkiem Rosji. Finlandii, Grecji i Włoch, które to kraje mają dodatkowo swoich folklorystycznych dostawców. Japończycy zaś znani są z tego, że łykają wszystko jak młody pelikan. W zasadzie Święty Mikołaj, nie ma tam wielu wyznawców, ale Kraj Kwitnącej Wiśni lubi Zachód i w pewien absurdalny sposób adaptuje wszystko jak leci, pozostając przy tym Japonią. Fajny tekst o lokalnych roznosicielach prezentów znalazłem na blogu Mitologia Współczesna, ale to nie oni mnie interesują. Dorzucę tylko japońską istotę znaną jako toshigami, który przybywa pod postacią starca na bezgłowym koniu, rozdawać ryżowe placuszki. Radośnie.

Sinterklaas

Musicie wiedzieć, że jako dziecko uwielbiałem koncernowego, czerwonego Mikołaja. Tata opowiedział mi historię  biskupa – choć nie był osobą wierzącą – i zawsze ciepło wspomniał przebierańca w mitrze z pastorałem. To on też powiedział mi, skąd wziął się Santa Claus. Wymyśliła go Coca – Cola. Nie dodał natomiast kilu rzeczy, które z chęcią Wam dopowiem. Zasadniczo “Santa Claus” to fonetyczne “Sinterklaas”, w języku angielskim. Sinterklaas, oznacza ni mniej ni więcej – Św. Mikołaja. Nawet jego strój do dziś wygląda jak biskupi, a święto wywodzi się bezpośredni od dnia Świętego Mikołaja. Także Santa nie wszędzie wyparł Mikołajka, czasem koegzystują. Warto też dodać, że dzień ku czci Św. Mikołaja nie zawsze związany był z podarkami. Raz był, raz nie był, ten zwyczaj upowszechniał się z czasem.

Są dwie wersje skąd wzięła się nazwa Santa Claus:

  • wymyślił je koncern Coca – Cola
  • przeinaczone słowo Sinterklaas przybyło na Wyspy Brytyjskie jako Santa Claus i tam przechrzczono Ojca Świąt.
  • lub też przybyło do USA, skąd później trafiło do Anglii

Father Christmas

No właśnie, kto to? Postać ta jest Wam zapewne znana. Przybywa do Ebenezera Scrooge’a, jako Duch Obecnych Świąt Bożego Narodzenia. Old Father Christmas, pełnił swego czasu ważną propagandowo – symboliczną rolę. Pojawił się w Anglii gdzieś w XV wieku i początkowo wyglądał jak nader złośliwy elf, skrzyżowany z krasnalem. Postać znaną z ilustracji do Opowieści Wigilijnej, przybrał z czasem, stając się na długie lata ucieleśnieniem świąt. Czyli antropomorficzną personifikacją, która jeszcze potem długo opierała się wpływom Santa Clausa. Anglia miała, różne okresy jak każdy kraj. W czasie Wojny Domowej obchodzenie dnia Św. Mikołaja zostało zakazane bo kojarzyło się z papiestwem, potem zawieszono tradycyjne Święta Bożego Narodzenia i tak dalej. Ludzie zaś zasadniczo lubią się bawić. Wyciągnięto więc z zakamarków historii jakąś postać z folkloru, nadano jej nowe znaczenie. Przebranżawiał się jak znany czytelnikom Pratchetta – Wiedźmikołaj*. W ramach prezentu możecie obejrzeć całkiem dobry film zamiast czytać książkę, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Służył on jako symbol minionych dziejów. Po Restauracji, gdy przyrównano dawne zwyczaje bożonarodzeniowe, Father Christmas był już głównym dostawcą świątecznych prezentów i symbolem Świąt. Wartym odnotowania jest, że zniesienie dnia Św. Mikołaja, spowodowało, że Father Christmas przychodził właśnie w Święta. Imię zobowiązuje.

Father Christmas cały czas się zmieniał. Kolejni rysownicy dodawali mu kolejne atrybuty, zmieniali aparycję. Cola ma oczywiście swoją opowieść o pewnym rysowniku nazwiskiem Thomas Nast, którą znajdziecie tutaj. Problem z nią jest taki, że we wspomnianej a wydanej w 1843 Opowieści Wigilijnej, pojawia się na ilustracjach postać odziana w zielony płaszcz a która jest ucieleśnieniem Świąt Bożego Narodzenia. Popularniejszym wizerunkiem jest zaś odziany w skórzany płaszcz i wysokie buciory leśnik z długą sięgającą pasa brodą. Ciekawa stylizacja, w której pojawiał się na ilustracjach chociażby w magazynie Punch w 1891 roku. Nie ma 100% pewności skąd pomysł na jego czerwoną szatę. Powrót do biskupich barw czy księga znaku koncernu Cola? Najprawdopodobniej była to swoista przepychanka kulturowa, gdyż chciano zamerykanizować brytyjski symbol. O ile skórzany płaszcz łowcy odpowiadać mógł Brytyjczykom tak w ogóle nie pasował do USA. Amerykański Satna przeistaczał się z roku na rok, by w końcu zostać dostrzeżonym przez koncern Coca-Cola, która zatrudniła go do reklamowania swojego produktu. Od tamtej pory stał się dość ekspansywny, ale zwróćcie uwagę na ostatnie pomysły projektantów. Zielony strój, szyszki w kapeluszu. Mamy tutaj coś na kształt brytyjskiej wersji, która jest trochę niezrozumiałą w pierwszej chwili i wydaje się jedynie kaprysem producenta. Pierwszy raz Santa spróbował napoju w roku 1920.

Prym Santa Clausa

Zatem wiemy już, że czerwony grubas, wywodzi się bezpośrednio z angielskiego folkloru i można się spierać kto nadał mu znaną dziś bez mała na całym świecie aparycję. Wspomniałem też, że nie wszędzie zdominował on rynek prezentów. Istnieje dużo istot, które się tym trudnią. Podejrzewam, że w wielu przypadkach koegzystują z Santa Clausem, bo przekaz medialny raczej nie wykorzystuje tego lokalnego jak chociażby Joulupukkiego, który z Dzikim Gonem grasował po niebie a jego głównym zadaniem jest dziś włamywanie się do domów, będąc odzianym w koźlą skórę wywróconą na lewo – ociekającą krwią częścią do zewnątrz, celem nawalenia się i straszenia dzieci. Czasem też utożsamia się brodacza z samym Odynem ale to już udziwnianie. Jak napisałem w pierwszym akapicie: swój początek znany dziś brodacz ma w legendzie o Mikołaju z Miry. To nie on się dopasowywał a przeciwnie, istniejące już demony duchy i inne byty zaczęły być wciskane w nową rolę.

Święty Mikołaj

Reformacja

Nie wszędzie reformacja wyeliminowała Św. Mikołaja. Sinterclass na ten przykład został poparty nawet przez protestantów. Trzeba Wam wiedzieć, że protestanci raczej nie popierają kultu świętych, oczywiście każdy odłam inaczej a dodatkowo reformacja reformacją, ale jak mawiają w Toussaint, tradycja rzecz święta. Widać byli bardzo do Sinterclassa przywiązani. Wspomniałem już o Anglii, teraz pora na Niemcy. Ponoć wielkim przeciwnikiem naszego biskupa był Marcin Luter. Jakoby to on zaczął propagować pomysł – albo jego bezpośredni następcy – aby prezenty przynosiło Dzieciątko Jezus. Choć nie chodziło chyba bezpośrednio o Chrystusa, a coś w rodzaju angielskiego Ojca Świąt. Taki “dobry duch”. Ciężko powiedzieć. Istotne jest to, że wyeliminowanie świętego, otworzyło drzwi zastępcy. W końcu ktoś musi te prezenty rozdawać, czy to 6 grudnia czy w Boże Narodzenie. A stworzony przez koncern Coca – Cola Święty – nieŚwięty to doskonały kandydat w rej rekrutacji.

Historyczne i kulturowe naleciałości tych przemian widać do dziś. O ile do jednych 6 grudnia przybywa Święty, to ktoś musi przynieść prezenty na gwiazdkę. Dzieciątko, Gwiazdor, Aniołek, Gwiazdka, są różne warianty. Jeśli natomiast ktoś w dzieciństwie nie został przyzwyczajony do dzielenia prezentów grudniowych na dwie raty, otrzyma je pod choinkę, właśnie od Świętego Mikołaja, Dzieciątka albo kogoś z całej plejady rozdawaczy. Pamiętam, że w przedszkolu i wczesnej podstawówce powodowało to pewne problemy i spory. W końcu trzeba ustalić kto komu te prezenty i kiedy rozdaje. Tutaj raczej był to Święty do spóły z Gwiazdką albo Aniołkiem. Pamiętam też rozczarowanie osób, które otrzymywały tylko jedną transzę podarków – pod choinkę 😉

Popularność

Reklamy miały olbrzymią moc oddziaływania. Nie wiem, czy gdyby Cola zaczęła promować swojego Klausa dziś, odniosłaby taki sukces. Trzeba też pamiętać Stany jako młody kraj szukały własnych symboli. Fakt, że Claus został wypromowany przez reklamy nie jest niczym nagannym tym bardziej, że wszyscy roznosiciele prezentów mają mniejsze lub większe powiązania z biznesem. Słowo “santa” to obecnie na poły pieszczotliwe zdrobnienie od słowa “saint”. Sinterklaas, Santa Claus, Saint Nicholas lub Saint Nick, to teoretycznie ta sama osoba. Taki Mikołaj Schrodingera. Niby święty jest lecz nie święty, niby Mikotaj a nie Mikołaj, co jest korzystne z punktu widzenia marketingu oraz kultury ogólnie. Ciężko pogodzić silne ruchy antykościelne z osobą biskupa odwiedzającego domy każdego roku. Jakby nie było wielki koncern nie powinien wykorzystywać symboli religijnych do sprzedaży słodkiego napoju. Dzięki temu postać sympatycznego grubasa dociera do szerszych grup konsumentów a dodatkowo wszystko ładnie oddziela sacrum od profanum.

W Polsce biskup z Miry formalnie nadal dostarcza prezenty. Zmienił się jedynie jego ubiór, który zapożyczył od przedstawiciela Coca – Coli, który natomiast wywodzi się z brytyjskiego folkloru. Choć ostatnimi czasy chyba UK też ma trochę dość amerykańskiej wersji, bo coraz częściej widzę importowane figurki wyglądające jak Father Christmas. Dodam jeszcze, że po  ostatnich…aferach, rozumiem dlaczego Kościół Katolicki jakoś niespecjalnie lansuje powrót do pełnowartościowej postaci biskupa. Dzieci siadające kościelnemu dostojnikowi na kolankach i proszące o prezenty byłyby wizerunkowym wystrzałem z bazooki w stopę.

coca - cola

 

*tłumaczenie trochę nie pozwala zrozumieć o co biega z tym wieprzem i jego świńskim zaprzęgiem. Hog to wieprz. Na terenie Zjednoczonego Królestwa zwrot Father Christmas nadal jest znany i zapewne tytuł Hogfather ma z tym coś wspólnego. Rozumiem jednak rozterki tłumacza.

Na koniec

 

A żeby nie było tak cukierkowo 🙂

Linkownia