Przybyła raz do Europy Środkowej, dokładnie do Polski obywatelka Państwa Środka 😉
Ku jej zdumieniu polscy znajomi oblegli ją domagając się zaprezentowania herbacianego kunsztu. Dla niej cała ta ceremonialna zabawa to taki folklor, którego elementy są ciągle praktykowane przez dziadków i bandę zapaleńców. Zapewne Polak czułby się tak samo głupio, gdyby mieszkańcy Pekinu domagali się od niego odtańczenia krakowiaka i przygotowania miodu pitnego.

Ta anegdota z książki Rafała Przybyloka – Czajnikowy.pl Dobra Herbata będzie mi potrzebna do dalszych rozważań o kulturze, ich przenikaniu czy w końcu…zawłaszczaniu.

Jak można ukraść kulturę? Jak się okazuje takie idee rodzą się z różnych przyczyn, ale przeważnie mutują z pomysłów ludzi, którzy z socjologią czy antropologią mają tyle wspólnego co ja z programem Apollo.

Przykład herbaty

Przyjrzyjmy się naszej ukochanej herbacie. Zebrany i utleniony liść krzewu herbacianego, który rósł sobie spokojnie gdzieś pomiędzy Indiami a Chinami. Nagle, któregoś dnia, ktoś wpadł na pomysł żeby go zjeść. Okazało się, że decyzja owego nieznanego nam człowieka, dała bardzo dalekosiężne skutki.

Właściwie cała historia herbaty to taki świetny przykład na wymianę kulturową. Najpierw Japończycy podpatrzyli herbaciane zwyczaje Chińczyków. Wraz z nimi, pojawił się Buddyzm, później w Państwie Środka zakazany, więc mnisi japońscy musieli wędrować aż do Indii by pobierać nauki u tamtejszych mistrzów. Europejczycy również silnie oddziaływali na Japonię czy Chiny. I herbata miała w tym duży swój udział. Bezpośrednio gdyż zwyczaj spożywania czegoś to również przejaw kultury. Tudzież różne pokarmowe tabu. Oraz pośrednio, gdyż stanowiła bardzo ważny element wypraw handlowych, przez co w XIX rozwinęły się wręcz nieoficjalne regaty herbacianych kliprów. Jednak o tym innym razem.

Poprzez wieki, herbata stała się napojem narodowym Chin, Japonii, Anglii czy Rosji, wpływając na pewne zwyczaje czy organizację dnia. Wraz z nią przez świat wędrowały elementy różnych kultur mieszając się, zmieniając. Jakież zatem było moje zdziwienie, gdy pewną matkę oskarżono o rasizm i zawłaszczenie kulturowe, po zorganizowaniu córce urodzin w stylu ceremonii herbacianej.

Zawłaszczyć kulturę?

Krótko: pomysł narodził się w USA i koncentrował na relacjach kultura dominująca – kultura mniejszości. Symbolem tejże idei był pióropusz Indian Amerykańskich. Jaki los spotkał Indian w trakcie budowania kolonii a później Stanów Zjednoczonych sami wiecie. Podobna rzecz dotyczy tarć na granicy kultura USA – kultura afroamerykańska. Idea żywa jest też w UK, oraz innych krajach, które chętnie zakładały kolonie albo korzystały z niewolniczej pracy, przez co obecnie panuje tam czasem kompleks białego kolonizatora. Na lekcjach historii w USA słuchasz wielkich bitwach z plemionami Indian Amerykańskich, jak dzielnie przybysze z Europy tworzyli nowy kraj i nagle widzisz potomka tych ludzi. Godnie ich w końcu wycięto, inaczej może Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie istniałyby dziś a z drugiej stoi przed tobą po prostu inny człowiek, który też domaga się jakichś praw w tym kraju.

Tutaj jeszcze jako tako trzymało się to kupy, do chwili gdy bitni obrońcy uznali, że pod opiekę trzeba wziąć nieświadomy krzywd naród japoński i chiński gdzie biedne, niedouczone rzesze nie wiedzą jak są okradane! Albo nawet cały kontynent jakim jest Afryka. Dochodzi nawet do takich absurdów, że gdy biały fotograf wykona sesję z udziałem czarnoskórej modelki, zostaje oskarżony przez – tak zgadliście – czarnoskórą specjalistkę ds. fotografowania czarnych kobiet właśnie o zawłaszczenie kulturowe 🙂

Oczywiście sami “pokrzywdzeni” czasem próbują dochodzić swoich racji, dowodząc że kimono to ważny, tradycyjny element kultury zapominając że sami zasuwają do pracy każdego dnia w garniturze. Takim zdaje się “zaworem bezpieczeństwa” jest czepianie się tylko bardzo wyrazistych elementów kultury. Jakaś niepisana zasada mówi, że ochroną nie są objęte technologie i filozofie.

Problem kultury

No właśnie. Jak można ukraść kulturę? Jak się okazuje takie idee rodzą się z różnych przyczyn, ale przeważnie mutują z pomysłów ludzi, którzy z socjologią czy antropologią mają tyle wspólnego co ja z programem Apollo. Jednakże po kolei.

Kultura to bardzo specyficzny byt. Próby zdefiniowania go doprowadziło do powstania kilku tysięcy definicji, które i tak nie są wyczerpujące, więc każdy uczony wybiera adekwatną do jego obszaru zainteresowań. Najważniejsze, że gdzieś tam w środku wiemy o co chodzi. No właśnie, w kulturze istotny jest również stosunek emocjonalny. Z resztą zaraz zobaczycie.

Gdy sięgamy po jakieś tomiszcze związane z kulturą danego kraju możemy sobie przeczytać…no właśnie, co? Najprościej opisać dawne tradycje, które bardzo często są niezrozumiałe przez współczesnych mieszkańców opisywanego kraju, albo znane nielicznym. Żeby to lepiej zrozumieć, przytoczę Wam kilka fragmentów przewodnika po Polsce dla obcokrajowców.

Otóż moi drodzy, dowiedziałem się, że Polacy rokrocznie hucznie świętują dożynki, które dla wszystkich są ważnym świętem rolnym. Wychowałem się na wsi, ale w dzieciństwie nie widziałem krowy nie wspominając o płodach rolnych 😀 Dożynki są memu sercu tak bliskie jak czerwony daltoniście (protanopia). Piszący ów przewodnik uraczył mnie kolejną ciekawostką. Polska jest silnie związana z górnictwem, przez co dla wszystkich Polaków górnicze święto znane jako Barburka jest jednym z najważniejszych w roku. Mój dziadek był górnikiem, ale nie zdążyłem go poznać, więc i górnicze święto jest mi znane tylko w teorii i nie wywołuje żadnych emocji. Tak szczerze, to czasem zapominam co to jest. I tak samo jest z Japończykiem. Oczekiwanie, że każdy przybysz z Wysp będzie znał arkana ikebany i cha do, jest domaganiem się by Polak odtańczył Krakowiaka i nastawił miodu w beczce. Tymczasem elementem naszej kultury jest tak samo amerykański film uniwersum Marvela jak filiżanka kawy.

Kultura ma też to do siebie, że ulega przemianom. Przez ileś set lat coś może być nieodłącznym i ważnym elementem tradycji by nagle w wyniku jakichś zmian, stracić na znaczeniu. Wówczas może się zdarzyć, że jakaś inna kultura zauroczona takim zanikającym zjawiskiem zechce wprowadzić go u siebie. Dzięki takiemu zapożyczeniu, zjawisko to ma szansę przetrwać, choć naturalnie nie w identycznej postaci.

Kultura herbaty

Czy można przeszczepić coś z jednej kultury do drugiej ot tak? Jak najbardziej można, choc nie wszystko. Ceremoniał picia herbaty – jak najbardziej jest przykładem czegoś, co zgłębione może zostać po prostu, że tak powiem wdrożone 🙂 Jedne zwyczaje można po prostu wyjąć z całości, bo same stanowią pewną całość. Choć, zwróćcie uwagę, że o ile sama herbata i niezbędne elementy traktowane są poważnie, tak niektóre zwyczaje czy powiedzmy pomniejsze elementy są przez nas pomijane. Rzadko zdarza się by ktoś przy herbacie rozwodził się nad zwojami zwanymi kakemono czy ikebaną. I wcale nie jest to do końca potrzebne, bo bardziej interesuje nas sama herbata, niż zgłębianie buddyzmu zen.

Przykładem rzeczy, z którą nie pójdzie tak łatwo niech będzie na przykład brama Torii. Z opracowań wiemy, że z jednej strony jest to element architektury, element ozdobny ale w shintoizmie oznacza ona wejście na teren święty. Nie koniecznie związany z bóstwem a na przykład dobrym duchem. W każdym razie oddziela sacrum od profanum, więc często można spotkać takie bramy przed świątynią albo w szczerym polu. Rodzaj portalu.

Co wcale nie oznaczana, że się nie da. Bo elementy symboliki religijnej również są elementem wymiany kulturowej. Choć zdecydowanie łatwiej dokonać takież wymiany tam gdzie choćby estetyka jest podobna.

Kradnąc kulturę

W tym kontekście prace Franka Lloyda Wrighta i jego inspiracja japońskim funkcjonalizmem stają pod poważnym znakiem zapytania. Te same wątpliwości dotyczą malarstwa secesyjnego. Już nie mówiąc o tym, że Japończycy powinni natychmiast zaprzestać produkowania aparatów fotograficznych bo metodę “chwytania światła” opracowano w Europie.

Cała ta idea aspirując do miana teorii zrodzonej przez nauki społeczne, jest przejawem ignorancji jej szczerych wyznawców. I najzwyklejszym rasizmem obleczonym w szczytne idee. Teoretycznie zrodziła się gdzieś na uniwersytetach, ale stała się tabloidową pożywką dla niebezpiecznych bakterii. Zobaczcie ile razy w tekście musiałem użyć określeń rasowych. Jakoś nie pasuje mi, gdy fotograficy, kłócą się o to kto ma prawo fotografować białych, czarnych, a kto żółtych czy czerwonych.

Japończycy organizują festiwale kultury polskiej, nawet uczą się polskiego. Nie wszyscy, podejrzewam że w proporcjach podobnych do Polaków uczących się japońskiego. Jak zawsze bywa wrzaski podnoszą się z obu stron barykady i czasem Japończyk, Chińczyk czy Hindus, ubrany w jakże tradycyjny strój rodem z ich kraju czyli garnitur, nagrywając vloga z serca Los Angeles, wrzeszczy, że jest z tej kultury okradany. Dobrze, że nie trzymał w łapie puszki coli bo by było śmieszniej. Z resztą pewnie część z Was wie, że japońscy rysownicy upodobali sobie symbole chrześcijańskie jako ozdobniki. Sami zaś Japończycy potrafią przetworzyć dowolny element kultury zachodniej przez własny pryzmat 😉

Czasem oskarża się ludzi o włożenie kimona właśnie. Stanowi ono głęboko zakorzeniony w tradycji i kulturze strój japoński! Tak samo jak garnitur w naszej. Wiecie ile wieków potrzeba było by się wykształcił? A pół świata nosi go jako strój bez mała roboczy. A ilu ma “odświętnych braci”…

Gdy zwrócicie uwagę, przedmiotem sporu zazwyczaj są materialne, zatrzymane w czasie twory jakiejś kultury. Paciorki, wzory, czasem muzyka.

Tu chodzi tylko o kasę i monopol.

kid101.com / autor zdjęcia nie podpisany / JAPANESE TEA CEREMONY & TEA TASTING / cały tekst w linku

A na koniec zdjęcie z portalu kid101.com. Puf! 😀