Zawłaszczenie kulturowe

Kradnąc kulturę – Zawłaszczenie kulturowe

Zawłaszczenie kulturowe to kwestia o tyle bzdurna co ciekawa. Czy można zawłaszczyć kulturę innej grupy, narodu? Czy w przeszłości, kultury nigdy się nie przenikały i każdy kraj tworzył swój własny kulturowy monolit? Od razu odpowiadam, że nie, a daje udowadniam dlaczego.

Jak można ukraść kulturę? Jak się okazuje takie idee rodzą się z różnych przyczyn, ale przeważnie mutują z pomysłów ludzi, którzy z socjologią czy antropologią mają tyle wspólnego co ja z programem Apollo.

Zacznijmy jednak od czegoś innego. Przybyła raz do Europy Środkowej, dokładnie do Polski obywatelka Państwa Środka. Ku jej zdumieniu polscy znajomi oblegli ją domagając się zaprezentowania herbacianego kunsztu. Dla niej cała ta ceremonialna zabawa to taki folklor, którego elementy są ciągle praktykowane przez dziadków i bandę zapaleńców. Zapewne Polak czułby się tak samo głupio, gdyby mieszkańcy Pekinu domagali się od niego odtańczenia krakowiaka i przygotowania miodu pitnego. Ta anegdota z książki Rafała Przybyloka – Czajnikowy.pl Dobra Herbata będzie mi potrzebna do dalszych rozważań o kulturze, ich przenikaniu czy w końcu – zawłaszczaniu.

Przykład herbaty

Przyjrzyjmy się naszej ukochanej herbacie. Zebrany i utleniony liść krzewu herbacianego, który rósł sobie spokojnie gdzieś pomiędzy Indiami a Chinami. Nagle, któregoś dnia, ktoś wpadł na pomysł żeby go zjeść. Okazało się, że decyzja owego nieznanego nam człowieka, dała bardzo dalekosiężne skutki. Właściwie cała historia herbaty to taki świetny przykład na wymianę kulturową. Najpierw Japończycy podpatrzyli herbaciane zwyczaje Chińczyków. Dengyō Daishi, za życia znany jako Saichō, w 802 naszej ery przywiózł sadzonki do Japonii, czyli mówiąc językiem fachowym, ukradł. Żeby tylko herbaciane! Cała kultura Japonii, to kulturowy import z obszaru Azji. Tyle tylko, że z powodu izolacjonizmu zapoczątkowanego przez Tokugawów, ich kulturowa perła nigdy nie stała się istotna w tamtym regionie. No, do pewnego czasu ale nadal nie są dominującą kulturą, wzorem dla innych. Wraz z nimi, pojawił się Buddyzm, później w Państwie Środka zakazany, więc mnisi japońscy musieli wędrować aż do Indii by pobierać nauki u tamtejszych mistrzów. Europejczycy również silnie oddziaływali na Japonię czy Chiny. I herbata miała w tym duży swój udział. Bezpośrednio gdyż zwyczaj spożywania czegoś to również przejaw kultury. Lub różne pokarmowe tabu. Oraz pośrednio, gdyż stanowiła bardzo ważny element wypraw handlowych, przez co w XIX rozwinęły się wręcz nieoficjalne regaty herbacianych kliprów. Jednak o tym innym razem. Przy okazji Brytyjczycy w imię króla i Świętego Jerzego spuścili Chińczykom piękne manto w ramach tak zwanych Wojen Opiumowych, bowiem nie mogło być tak, że złoto brytyjskie, wymieniane między innymi na herbatę, idzie do kieszeni jakiegoś dzikusa w szlafroku. Woleli płacić opium a po wygranej, mogli to już robić w pełni legalnie albo królewska armada zapukałaby ponownie chińczykom do drzwi. Poprzez wieki, herbata stała się napojem narodowym Chin, Japonii, Anglii czy Rosji, wpływając na pewne zwyczaje czy organizację dnia. Wraz z nią przez świat wędrowały elementy różnych kultur mieszając się, zmieniając. Jakież zatem było moje zdziwienie, gdy pewną matkę oskarżono o rasizm i zawłaszczenie kulturowe, po zorganizowaniu córce urodzin w stylu ceremonii herbacianej. Oskarżycielami byli między innymi biali aktywiści, bowiem Japończycy nie mają większego problemu z nauczaniem każdego chętnego. Pewnie, bywają wyjątki, ale mnie Japończyk uczył karate, więc.

Historia Grecji to historia podbojów, wypraw i handlu morskiego. Nie zawsze kultura najeźdźcy stawała się dominująca. Czasem to zwycięzca przejmował kulturę podbitego. Gdybyśmy poszukali składników okazałoby się, że mamy coś z Egiptu, Azji Mniejszej. Kultura zwana grecką, rodziła się na przecięciu ważnych tras handlowych. Grecy otwarci byli na świat, dzięki czemu kwitł u nich kulturowy import i eksport. Ich niewątpliwą zasługą było połączenie tego co otrzymali w unikat, będący czymś więcej niż sumą wszystkich części. Nie zamknęli się z tym w twierdzy, tylko rozwieźli po całym ówczesnym świecie a kultura Grecji stała się podwaliną dla całej kultury europejskiej. Gdybyśmy chcieli być uczciwi powinniśmy wrócić do ery Peruna i zacząć od nowa. Wtedy okaże się, że Perun to po prostu Thor, którego zawłaszczyliśmy i tak dalej i tak dalej.

Zawłaszczenie kulturowe

Krótko. Pomysł narodził się w USA i koncentrował na relacjach kultura dominująca – kultura mniejszości. Symbolem tejże idei był pióropusz Indian Amerykańskich. Jaki los spotkał Indian w trakcie budowania kolonii a później Stanów Zjednoczonych sami wiecie. Podobna rzecz dotyczy tarć na granicy kultura USA – kultura afroamerykańska. Idea żywa jest też w UK, oraz innych krajach, które chętnie zakładały kolonie albo korzystały z niewolniczej pracy, przez co obecnie panuje tam czasem kompleks białego kolonizatora. Wielka Brytania ma na przykład pod tym względem na pieńku z Indiami. Na lekcjach historii w USA słuchasz o wielkich bitwach z plemionami Indian Amerykańskich, jak dzielnie przybysze z Europy tworzyli nowy kraj i nagle widzisz potomka tych ludzi. Godnie ich w końcu wycięto, inaczej może Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie istniałyby dziś w takiej postaci a z drugiej stoi przed tobą po prostu inny człowiek, który też domaga się jakichś praw na ziemi przodków. Czujesz się wiec trochę dziwnie. Ciężko to zrozumieć z polskiej perspektywy. O ile w ogóle go to obchodzi. Nie każdy bowiem Indianin jest zaangażowany politycznie w kwestie rasowej sprawiedliwości dziejowej. Więcej, nie wszyscy Indianie, jak ich potocznie nazywamy, mają wspólne interesy i tożsamość kontynentalną. Występują między nimi tarcia i taka sama niechęć jak między krajami Europy czy grupami etnicznymi w ramach krajów czy narodów.

Tutaj jeszcze jako tako trzymało się to kupy, do chwili gdy bitni obrońcy uznali, że pod opiekę trzeba wziąć nieświadomy krzywd naród japoński i chiński gdzie biedne, niedouczone rzesze nie wiedzą jak są okradane! Albo nawet cały kontynent jakim jest Afryka. Dochodzi nawet do takich absurdów, że gdy biały fotograf wykona sesję z udziałem czarnoskórej modelki, zostaje oskarżony przez – tak zgadliście – czarnoskórą specjalistkę do spraw fotografowania czarnych kobiet właśnie o zawłaszczenie kulturowe. Rozbrajające zaś w tym wszystkim jest, jak nagle powstała kultura „afrykańska”. Nagle, wszyscy się kochają, mieszkańcy RPA kumplują się z mieszkańcami Mali. W historii Afryki nie było najazdów, podbojów, rzezi, ludobójstw. Sprytnie przemilczana zostaje nawet kwestia handlu niewolnikami. Myślicie, że biali handlarze niewolników sami szli przez Afrykę i łapali kogo popadnie? Nie. Mieszkańcy Afryki, jak ludy każdego kontynentu były podzielone. Silni, uważając niektórych słabszych za nieludzi, łapali ich i sprzedawali białym. Nie sprzedawali braci, jak dziś o sobie mówią. Sprzedawali towar, nie ludzi. Wątek ten jest jednak pomijany, bowiem szkodzi narracji.

Brzmi to strasznie, ale prawda zawsze w oczy kole. Oczywiście sami „pokrzywdzeni” czasem próbują dochodzić swoich racji, dowodząc że kimono to ważny, tradycyjny element kultury zapominając że sami zasuwają do pracy każdego dnia w garniturze, który jest efektem setek lat ciężkiej pracy nad ubiorem europejskiego mężczyzny a samo kimono ma korzenie chińskie. I tu mamy mały problem, bowiem my, Polacy też zawłaszczyliśmy garnitur, mówiąc ogólnie, bowiem moda ta przyszła do nas wraz z frakiem, w okolicach XVIII wieku. Natomiast z kontuszem, czerpiącym z orientu, też jest problem. Wracając, niech też Japończycy nie pyskują za głośno, bo wiemy co zrobili z Ainu czy Rjukju. Wiemy, wiemy, więc gdyby tak szanowni mieszkańcy Kraju Wschodzącego Słońca raczyli się zamknąć, to będę wdzięczny. Garnitur jest symbolem. Klasy, elegancji, obycia. Nie jest to zwykły łach, w które można zarzygać po zakrapianej imprezie. Najważniejsze uroczystości, wydarzenia w życiu mężczyzny wychowanego w naszym kręgu kulturowym wymagają garnituru. Jest to strój tak codzienny jak świąteczny, wraz z całą pulą jego rodzeństwa. Na potrzeby naszych rozważań, to wystarczy. Fascynującą sprawą, są fryzury Afryki. Dziewczyna o niezdefiniowanych korzeniach, uważa, że ma prawo czesać włosy na modłę ludu Himba, choć jej przodkowie mogą wywodzić się z Mbororo? Zatem ja, jako Polak, mam prawo wytoczyć działa przeciwko Chińczykom wzorującym się na włoskim renesansie? Jak kontynent, to kontynent! Takim zdaje się „zaworem bezpieczeństwa” jest czepianie się tylko bardzo wyrazistych elementów kultury. Jakaś niepisana zasada mówi, że ochroną nie są objęte technologie i filozofie.

Warto też zaznaczyć, że idea kolonializmu kulturowego nie jest nowa, rozwijała się na przestrzeni lat, ale ma swoje źródło w nurcie myślowym jakim jest europocentryzm. Zakłada on, że kultura europejska stoi wyżej niż jakakolwiek inna. Jednym z tego dowodów jest zdolność do autorefleksji, samokrytyki. Tylko wybitna myśl europejska mogła tego dokonać. Oznaką tego jest chociażby negowanie wartości religii w kulturze europejskiej, ale uznawanie, że pielęgnowanie i podtrzymywanie kultów religijnych wśród przedstawicieli kultur bardziej prymitywnych jest jak najbardziej na miejscu. Trochę w myśl zasady my w zabobony nie wierzymy, mamy naukę a ty sobie tam skacz wokół pnia, dzikusie. Więc kiedy  ktoś czuje się urażony zbezczeszczeniem krzyża zarzuca mu się ciemnogród ale gdy urażony jest przedstawiciel jakiegoś plemienia rdzennych Amerykanów, to wybucha afera. Pamiętajcie o tym broniąc pióropusza. Przy czym nie jest to jakaś oryginalna myśl, bo Japończycy czy Chińczycy robią dokładnie to samo. W Japonii filozofia wyższości Kraju Kwitnącej Wiśni nad wszystkimi jest nadal żywa, choć często przejawia się w zakamuflowanej postaci. Otóż tylko Japończyk zrozumieć może kulturę Japonii, gdyż jest ona tak unikatowa, niezwykła i trudna, że żaden prymitywny gaijin nic z niej pojąć nie może.

Problem kultury

No właśnie. Jak można ukraść kulturę? Jak się okazuje takie idee rodzą się z różnych przyczyn, ale przeważnie mutują z pomysłów ludzi, którzy z socjologią czy antropologią mają tyle wspólnego co ja z programem Apollo. Jednakże po kolei.

Kultura to bardzo specyficzny byt. Próby zdefiniowania go doprowadziły do powstania kilku tysięcy definicji, które i tak nie są wyczerpujące, więc każdy uczony wybiera adekwatną do jego obszaru zainteresowań. Najważniejsze, że gdzieś tam w środku wiemy o co chodzi. No właśnie, w kulturze istotny jest również stosunek emocjonalny. Z resztą zaraz zobaczycie.
Gdy sięgamy po jakieś tomiszcze związane z kulturą danego kraju możemy sobie przeczytać…no właśnie, co? Najprościej opisać dawne tradycje, które bardzo często są niezrozumiałe przez współczesnych mieszkańców opisywanego kraju, albo znane nielicznym. Żeby to lepiej zrozumieć, przytoczę Wam kilka fragmentów przewodnika po Polsce dla obcokrajowców. Otóż moi drodzy, dowiedziałem się, że Polacy rokrocznie hucznie świętują dożynki, które dla wszystkich są ważnym świętem rolnym. Wychowałem się na wsi, ale w dzieciństwie nie widziałem krowy. Dożynki są memu sercu tak bliskie jak czerwony daltoniście (protanopia). Piszący ów przewodnik uraczył mnie kolejną ciekawostką. Polska jest silnie związana z górnictwem, przez co dla wszystkich Polaków górnicze święto znane jako Barburka jest jednym z najważniejszych w roku. Mój dziadek był górnikiem, ale nie zdążyłem go poznać, więc i górnicze święto jest mi znane tylko w teorii i nie wywołuje żadnych emocji. W dodatku, jak wspomniałem, wychowałem się z dala od terenów górniczych. Tak szczerze, to czasem zapominam co to jest. I tak samo jest z Japończykiem. Oczekiwanie, że każdy przybysz z Wysp będzie znał arkana ikebany i chado, jest domaganiem się by Polak odtańczył Krakowiaka i nastawił miodu w beczce. Tymczasem elementem naszej kultury jest tak samo amerykański film uniwersum Marvela jak filiżanka kawy. I nie jestem przekonany, czy Afrykanom wolno chodzić w spodniach? Żadne współczesne plemię afrykańskie, które żyje jako tako tradycyjnie, nie zna spodni. Wymyślili je bodaj Chińczycy. Czy my możemy chodzić w spodniach? Kultura ma też to do siebie, że ulega przemianom. Przez ileś set lat, coś może być nieodłącznym i ważnym elementem tradycji by nagle w wyniku jakichś zmian, stracić na znaczeniu. Wówczas może się zdarzyć, że przedstawiciele jakiejś innej kultury zauroczeni takim zanikającym zjawiskiem, zechcą wprowadzić go u siebie. Dzięki takiemu zapożyczeniu, zjawisko to ma szansę przetrwać, choć naturalnie nie w identycznej postaci. Przykładem może być właśnie chado, które w Japonii ma taki status jak u nas tańce ludowe. Forma folkloru.

Kultura to także związek emocjonalny. Zatem nie możemy mówić o sobie, że jesteśmy spadkobiercami dawnych Słowian, skoro nasz stosunek emocjonalny do Perunów, Swarożyców i Dziadów jest żaden. Zatem czy Afrykanka, mieszkająca we Francji od pięciu pokoleń, tak europejska jak tylko się da, odczuwa emocjonalny związek z kulturą przodków? Być może, jeśli w jej rodzinnym domu cokolwiek przetrwało. Natomiast nagle okazuje się, że rodzice nie obchodzili już żadnych świąt, nie znają języka, podobnie jak dziadkowie, ciąg został dawno temu zerwany. Ona sama oskarża jednak koleżankę z pracy o zawłaszczenie kulturowe, bo ta zrobiła sobie fryzurę na afrykańską modłę. Okradła ją z jej kultury! Tylko jak wspomnieliśmy, fryzura jest na wzór Himba a przodkowie dziewczyny wywodzą się z Mbororo, więc w „domu” nigdy by się tak nie uczesała. Ciekawym jest, że jazda rozgrywa się głównie w USA i trochę w Europie, pomiędzy mieszkańcami tych kontynentów już nie. Głosu mieszkańcom Afryki nie udziela się. Siedzi sobie typ w Nowym Jorku i żąda uszanowania dziedzictwa kulturowego Afryki, albo wyraźnego zaznaczenia, jaki twórca inspirował się twórczością afrykańską. Ponownie. Jakby cała Afryka stanowiła jakiś kulturowy i narodowy monolit. Natomiast w Afryce niech sobie tam coś, robią co tam przeważnie robią. I siedzą cicho.

Kultura herbaty

Czy można przeszczepić coś z jednej kultury do drugiej, ot tak? Jak najbardziej można. I dotyczy to wszystkiego. Ceremonia picia herbaty, jest przykładem czegoś, co może zostać po prostu, że tak powiem wdrożone. Nie koniecznie trzeba zgłębiać filozofię Zen. Z czasem nadane zostanie nowe znaczenie. Tak się przecież stało, gdy Japończycy przejmowali zwyczaje z okresu dynsti Sung. Jedne zjawiska, przedmioty, zwyczaje, zwyczaje można po prostu wyjąć z całości, bo same stanowią pewną całość, inne nabiorą nowego znaczenia. Zwróćcie uwagę, że o ile sama herbata i niezbędne utensylia, traktowane są poważnie, tak niektóre zwyczaje czy powiedzmy pomniejsze elementy są przez nas pomijane. Rzadko zdarza się by ktoś przy herbacie rozwodził się nad zwojami zwanymi kakemono czy ikebaną. Sztuka układania kwiatów, nie cieszy się w Polsce wielką popularnością. I wcale nie jest to do końca potrzebne, bo bardziej interesuje nas sama herbata, niż zgłębianie buddyzmu zen.

Przykładem rzeczy, z którą nie pójdzie tak łatwo niech będzie na przykład brama Torii. Z opracowań wiemy, że z jednej strony jest to element architektury, element ozdobny ale w shintoizmie oznacza ona wejście na teren święty. Nie koniecznie związany z bóstwem a na przykład dobrym duchem. W każdym razie oddziela sacrum od profanum, więc często można spotkać takie bramy przed świątynią albo w szczerym polu. Rodzaj portalu. Stanowią również rodzaj symbolu religijnego, ale Japończycy nie traktują ich śmiertelnie poważnie. Pojawiają się one ot tak, chociażby w ogrodach japońskich na zachodzie, by podkreślić ich japońskość. Co wcale nie oznaczana, że się nie da. Bo elementy symboliki religijnej również są elementem wymiany kulturowej. Choć zdecydowanie łatwiej dokonać takież wymiany tam gdzie choćby estetyka jest podobna.

Kradnąc kulturę

W tym kontekście prace Franka Lloyda Wrighta i jego inspiracja japońskim funkcjonalizmem stają pod poważnym znakiem zapytania. Te same wątpliwości dotyczą malarstwa secesyjnego. Już nie mówiąc o tym, że Japończycy powinni natychmiast zaprzestać produkowania aparatów fotograficznych bo metodę „chwytania światła” opracowano w Europie. Stwierdzenie, że fotografia jest wynalazkiem europejskim trochę umniejsza jej niezależnym wynalazcom a było ich przynajmniej trzech. Następnie walczono palmę pierwszeństwa ale to inna opowieść. Próba przypisania osiągnięć jednostek całej kulturze jest trochę przesadna. W jaki sposób londyński złodziej przyczynił się do wynalezienia aparatu fotograficznego?

Nie da się ukraść kultury, bowiem idziesz sobie przez ulicę i widzisz uprawiającego Tai chi, potomka przybyszów z Francji. Nadmieniam, że idziesz przez Central Park. Bardzo ci się to podoba, uczysz się Tai Chi, otwierasz szkołę. Zaczynasz zarabiać na Tai Chi. Dodałem, że jesteś pochodzenia afrykańskiego? Aj, przepraszam. Jesteś. Zarabiasz zatem na cudzej kulturze, której nauczyłeś się od kogoś innego. Kwestia odpłatności pojawia się bardzo często w ramach czegoś na kształt „praw autorskich”. I teraz zaczyna się problem. Popatrzmy na mapę Ameryki Północnej, z obszarem jaki zajmowały określone plemiona. Często pozostawały w konflikcie, ale też ze sobą handlowały. Zatem określone wzornictwo, obserwowane na terenie współczesnego Nowego Meksyku, może wywodzić się z półwyspu Jukatan. Niemożliwe? Przypominam, że Greccy handlowali z Indiami. Zatem komu należą się tantiemy?

Weźmy sobie jogę, która doskonale to obrazuje. W swej ojczyźnie, jest system filozoficznym, tak mocno powiązanym z hinduizmem, że można życie temu poświęcić. Nawet nie próbuję dokładnie analizować. Na Zachodzie, czyli w Europie i USA jest formą gimnastyki, która już dawno niewiele ma wspólnego ze swymi indyjskimi korzeniami. Stanowi bardziej formę metafizycznego mistycyzmu. Wielu adeptów jogi skupia się tylko na kwestiach fizycznych, jako formie rozciągania, inni dokładają trochę wierzeń hinduistycznych, inni dokładają czary i zaklęcia. W Polsce istnieje cała subkultura dziewcząt i kobiet, zafascynowanych jogą, wymieszaną z buddyzmem, wróżbiarstwem, tarotem, wikanizmem i cholera wie czym jeszcze. Często wieszają gdzie popadnie łapacze snów. Witając się „namaste” czytają zielniki roślin magicznych. Ogólnie są irytujący i będą namawiać rozmówcę do wegańskiego jedzenia i odkrycia własnej duchowości, choć skrycie nienawidzą wszystkich dookoła, więc zwyzywają go przy pierwszej okazji. Uduchowieni ludzie tak mają. Istotny jest nowy byt, który się wytworzył na bazie czegoś co przybyło z Indii, przetworzony przez potrzeby nowych adeptów.

Gdybym chciał opłacić licencję na indiańskie wzory, to komu ją uiścić? Sam żyję w kulturze polskiej, która również czerpała z dziedzictwa starożytnej Grecji, ale niczego nie tworzę. Czy mi się coś należy za wykorzystanie dzieł prerafaelitów przez Japończyka? Nie miałem w to wkładu, ale skoro kultury są kontynentalne…Tak samo dzieła twórców afrykańskich. Nie każdy był rzeźbiarzem i miał wkład w twórczość lokalną. Kolejna sprawa, czy obejmuje to dzieła powstałe współcześnie? Street art nie jest tradycyjną formą sztuki, nie ma żadnych tradycyjnych form sztuki. Tworzy to niejako kultury stagnacji i postępu. W Polsce mamy tradycje ludowe, niemal nie praktykowane poza formami skansenów. Sztuka idzie do przodu, rozwija się ewoluuje. Jeśli doprowadzimy do sytuacji, że z obawy przed kradzieżą nikt nie będzie sięgał do innych kultur po inspirację, może się okazać, że bezcenne elementy przepadną.

Cała ta idea aspirując do miana teorii zrodzonej przez nauki społeczne, jest przejawem ignorancji jej szczerych wyznawców. I najzwyklejszym rasizmem obleczonym w szczytne idee. Teoretycznie zrodziła się gdzieś na uniwersytetach, ale stała się tabloidową pożywką dla niebezpiecznych bakterii. Zobaczcie ile razy w tekście musiałem użyć określeń rasowych. Jakoś nie pasuje mi, gdy fotograficy, kłócą się o to kto ma prawo fotografować białych, czarnych, a kto żółtych czy czerwonych. Rozumiem, że żółcenie świata jest złe. Żółcenie? Japończycy stosowali przedstawianie zachodnich myślicieli czy ważnych osób o rysach japońskich. Ot taka maniera. Zatem dobrze dołączyć zdjęcie wynalazcy czy odkrywcy, by dostrzec, że świat jest różnorodny. Stwierdzam jednak, że dwóm wynalazcom bliżej do siebie, bez względu na kolor skóry, niż tymże wynalazcom do swych niepiśmiennych braci w kolorze. W skrócie łatwiej się polskiemu antropologowi dogadać z Arjunem Apadurajem niż wtórnym analfabetą z Polski. Zatem, jeśli ktoś chce być uczciwy w tym co robi, powinien umieć odróżnić sztukę plemion południowej Afryki od sztuki Egiptu. Tymczasem zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mieszkańcy Starożytnego Egiptu, lubili wyprawić się na łowy w głąb Afryki. Ile zawłaszczyli?

Japończycy organizują festiwale kultury polskiej, nawet uczą się polskiego. Nie wszyscy, podejrzewam że jest ich mniej, niż Polaków uczących się japońskiego. Jak zawsze bywa wrzaski podnoszą się z obu stron barykady i czasem Japończyk, Chińczyk czy Hindus, ubrany w jakże tradycyjny strój rodem z ich kraju czyli t-shirt, jeansy ewentualnie, garnitur nagrywając vloga z serca Los Angeles, wrzeszczy, że jest z tej kultury okradany. Dobrze, że nie trzymał w łapie puszki coli, bo by było śmieszniej. Z resztą pewnie część z Was wie, że japońscy rysownicy upodobali sobie symbole chrześcijańskie jako ozdobniki. Sami zaś Japończycy potrafią przetworzyć dowolny element kultury zachodniej przez własny pryzmat.

Czasem oskarża się ludzi o włożenie kimona właśnie. Stanowi ono głęboko zakorzeniony w tradycji i kulturze strój japoński! Tak samo jak garnitur w naszej. Wiecie ile wieków potrzeba było by się wykształcił? Pół świata nosi go jako strój bez mała roboczy. Ilu ma „odświętnych braci”… Pytanie, czy Aoyama Shouji, japońska firma szyjąca garnitury zapłaciła jego twórcom? Czyli właściwie komu? I co znaczy naszej? Czy Polak ma prawo nosić garnitur, który narodził się w Anglii albo Szkocji? Przejęliśmy zwyczaj noszenia tego stroju gdy rodziła się moda na stroje zachodnie. Wówczas pojawili się zwolennicy fraków. Czy tak można? Czy to się godzi? Gdy zwrócicie uwagę, przedmiotem sporu zazwyczaj są materialne, zatrzymane w czasie twory jakiejś kultury. Paciorki, wzory, czasem muzyka, choć na szczęście jazzmani nie walczą tak o kolor muzyki, jak niektórzy aktywiści, dzięki czemu obok Tomka Stańko można było zobaczyć na scenie Erica Harlanda.

A na koniec zdjęcie z portalu kid101.com. Puf! Jako, że nie mogłem skontaktować się z autorem, kliknijcie sobie w link.

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw