Astronauci

Bieg Kosmokratora – Astronauci Stanisław Lem

Astronauci to pierwsza powieść S. Lema o podróżach międzygwiezdnych. Rodzi się w niej nowy rodzaj bohatera, zostaje wykreowany pewien typ narratora, który będzie wielokrotnie przewijał się w lemowskich powieściach. Zobaczymy tu też, pewną beznadziejność wkradającą się w jego wizje o kontakcie z kosmicznymi braćmi w rozumie.

Czy wiecie co zrobił Stanisław Lem zanim nazwał Gibona grafomanem? Przeczytał Neuromancera. Moglibyśmy za głosem wielkiego polskiego pisarza skazać na zapomnienie bo przecież LEM, ten Lem, powiedział, że jest to zwyczajny grafoman. Tylko tylko, że grafoman ten dał popkulturze nurt znany jak Cyberpunk a nam dał nowy rodzaj bohatera. Dżokeja cyberprzestrzeni, który później zawładnie umysłami tysięcy, jeśli nie milionów. Niejako dzięki niemu mogliśmy się cieszyć wspaniałym Deus Ex, bo choć Lem wcześniej pisał o rozwiązaniach które pojawiły się w prozie Gibsona, to właśnie Amerykanin wstrząsnął popkulturą. Niemniej, Lem nim ocenił – przeczytał.

Bieg Kosmokratora

Pokusiłem się o porównanie Biegunów, autorstwa Olgi Tokarczuk do Astronautów Stanisława Lema. Jakże przykrym było gdy pojedynczy komentarz raz jeszcze dał przykład zjawisku znanemu jako

Nie znam się, ale się wypowiem

Pojedynczy komentujący niestety nie przeczytał ani jednej z omawianych książek. Nie każde subiektywne porównanie jest możliwe do obronienia poprzez logiczne argumenty, ale jakby nie było najwybitniejszy polski fantasta i noblistka to nie takie złe zestawienie. Tym bardziej, że Bieguni mają coś wspólnego z podróżną kosmiczną Kosmokratora, który wyrusza na Wenerę by odkryć tożsamość tajemniczego zagrożenia, które czyha a raczej czyhało na ludzkość.

Astronauci

Astronauci to jedna z pierwszych powieści S. Lema. Pierwszą był ukazujący się w odcinkach Człowiek z Marsa, będący zapowiedzią tego co czeka nas w twórczości tegoż autora na przestrzeni lat. Astronauci to zaś pierwsza powieść wydana w całości. Inną jest niż pozostałe dzieła polskiego…tylko nie futurologa, dobrze? Nie był żadnym futurologiem ani wróżką.
Z fusów nie wróżył. Zatem polskiego fantasty.

Powieść ta przypomina nieco dzieła Juliusza Verna, ten zaś podobno przyłożył się bardzo do wystrzelenia pocisku na Księżyc. Opis jego był zgodny z najlepszą ówczesną wiedzą. Lem miał już wiedzę znacznie lepszą, choć powieść jego ukazuje się na długo przed pierwszym załogowym lotem z udziałem Jurija Gagarina a nawet przed lotem Sputnika 1
Niemniej teorii było dość i tak załoga trafia na pokład Kosmokratora. Tylko po co?

Katastrofa tunguska

Olbrzymie połacie prastarej tajgi zostały powalone tajemniczą eksplozją. Początkowo nikt specjalnie nie przejmował się wydarzeniem, choć wysłano kilka ekspedycji by ukrócić niesamowite spekulacje, które rodziły się w prasie. Dopiero sto lat później, gdy ludzie opanowali technologie równie fantastyczne co wspaniałe, natknięto się na coś, co rzuciło nowe światło na Katastrofę.

A jednak. Nie jesteśmy sami we wszechświecie. Co gorsza, zaraz możemy opuścić galaktyczną społeczność, gdyż przybysze uznali, że nas eksterminują. Z jednej strony pokazuje to, jak bardzo II Wojna Światowa była obecna w duszy Lema, gdyż ludobójstwo celem zdobycia nowych terenów do życia aczkolwiek z zachowaniem całej istniejącej infrastruktury była jak żywo zaczerpnięta z ideologii niedawno pokonanych Niemców. Właściwie okres II Wojny będzie Lema prześladował długo, bo podobne motywy dostrzeżemy także w Edenie, Głosie Pana, Szpitalu Przemienienia. Właściwie cała przyszła twórczość tego pisarza będzie pytaniem “Dlaczego”? Całe życie będzie zachodził w głowę, dlaczego obcość jest taką barierą, jaki jest sens destrukcji, dlaczego nie potrafimy się porozumiewać?

Agresorzy z kosmosu na nasze szczęście nie podjęli żadnych działań przez ponad 100 lat. Dlaczego? Trzeba to sprawdzić! Gdyby powieść była amerykańska podejrzewam, że na pokład zapakowano by nie tylko uczonych ale również uzbrojony po zęby oddział Marines, z którego wszyscy by zginęli, ale jeden kwadratowoszczęki koleś uratowałby nas bohatersko wysadzając wszystko w powietrze, jakie by na Wenerze nie było. Tymczasem u Lema rzecz ma się inaczej. Powstaje nowy gatunek bohatera. Człowiek nauki, który wyrusza w przestrzeń uzbrojony we własną wiedzę i rozum. Nie jedzie wyrżnąć wszystkiego w pień a zbadać. Podobnie sytuacja ma się chociażby w Edenie czy później w Niezwyciężonym,  gdzie obdarował Lem swych podróżników automatami bojowymi, gotowymi rozpylić niechętne badaniom istoty na atomy. Niemniej, poza Niezwyciężonym i trochę w Fiasku, do jakichś spektakularnych bitew nie dochodzi.

Zważmy też, że tym razem list z Kosmosu udało się jakoś dziwnie łatwo rozszyfrować…

Mobilis in mobili

Potężna rakieta nosząca dumne imię Kosmokrator, przeznaczona pierwotnie do lotu na Marsa, otrzymuje nowy cel. Wenus. Dla czytelnika, który wychował się na bardziej batalistycznych produkcjach, wysłanie samych jajogłowych na planetę, której mieszkańcy ewidentnie chcą nas wykończyć wydaje się dziwne. Choć z drugiej strony, co może jedna rakieta w starciu z planetą? Tym bardziej, że nie jest to okręt wojenny. Oni coś wiedzą. Naukowcy niechętnie wyjawiają swoje sekrety, ale czynią to i nasz narrator zyskuje coraz większa wiedzę.

Zwróćmy w tym miejscu uwagę na jeszcze jeden rodzaj bohaterów lemowskich powieści  którzy są przy okazji narratorami. Są to osoby powiedzmy prostsze, nie rzadko posiadają pewne cechy, których osobom pokroju Lema bardzo brakowało. Chodzi o tężyznę fizyczną. W Edenie czy Głosie Pana, głos otrzymują uczeni, natomiast w Powrocie z Gwiazd, Katarze, Dziennikach Gwiazdowych czy Opowieściach o Pilocie Pirxie, który w jakimś stopniu jest bohaterem Fiaska, są to osoby, z którymi czytelnik łatwiej będzie się identyfikował. Nie są głupcami, ale zdecydowanie odbiegają poziomem od swoich uczonych towarzyszy. Dzięki temu czytelnikowi łatwiej się z nimi identyfikować.

W trakcie podróży poznajemy losy niektórych bohaterów, inni w trakcie wieczornych spotkań  raczą nas i załogę opowieściami. Podróż na Wenerę, jest tak samo ważna jak jej cel. Chyba dlatego w jakiś sposób Bieguni Tokarczuk, przypadli mi do gustu. Historia opowiedziana w Astronautach nie jest wprawdzie chaotyczna, ale biorąc pod uwagę mnóstwo wtrąceń, historii, opowieści, liczne retardacje, pasują one do siebie. Jeśli przeczytacie obydwie równocześnie, zobaczycie że mnóstwo tam anegdot, pozornie niezwiązanych z całością utworów. Lem naturalnie tworzy bardziej zwartą, sensowną kompozycję. Mimo to forma snutych opowieści, wtrąceń, objaśnień sprawia, że obie te pozycje bardzo dobrze czyta się razem. Chodzi bowiem o podróż. Ruch. Potraktowałem Biegunów, jako dodatkową porcję opowieści, załogi Kosmokratora w trakcie jego podróży na Wenerę.

Choć jeśli o wiecznym ruchu mowa, niezwykle pasuje tu słynna dewiza kapitana innego okrętu, tyle że nie międzygwiezdnego a podwodnego.

Mobilis in mobili

Ruchome w ruchomym. Wszak astronauci, których właśnie tworzy Lem, to niespokojne duchy. Zobaczycie to zwłaszcza na przykładzie Pirxa i Tichego, którzy nie potrafią spocząć w jednym miejscu. Choć oni żyją bardziej w myśl motta Nigdy spokoju. 

Bieguni

Bezpopowcy. Ruch wyodrębniony w 1766 roku. Jego założeniem była niemożność walki z antychrystem a jedyną formą obrony jest ucieczka. Pozostawanie w ciągłym ruchu. Trochę dziwna analogia do współczesnych podróży ale akceptowalna. Właściwie za czym dziś podróżujemy? Wyjazdy służbowe, obowiązkowe wyjazdy wakacyjne, zarobkowe. O ile nasze podróże nie mają żadnego związku z walką ze złem, to można przyjąć, że czasem stanowią próbę poszukiwania szczęścia? Odmiany? Wytchnienia?

Cała “powieść” jeśli można tak tę książkę nazwać, to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowieści, fragmentów podróży cudzych lub przeżytych przez autorkę. Wspólnym ich mianownikiem jest podróż. Nie potrafię odnieść się do fragmentów dotyczących Wikipedii, ale można założyć że podróż może być rozumiana wielowymiarowo. Jako ruch oraz metaforycznie. Wspaniała podróż przez świat książek i wiedzy? Właściwie o tej książce nie da się nic więcej powiedzieć. Ona po prostu jest. Nie stanowi bardzo złożonej metafory, którą można interpretować całymi godzinami, dorabiając ideologię której nie ma. Po prostu jest, można zabrać ją ze sobą w podróż i czytać w trakcie czekania na pociąg albo na samolot. Albo start Kosmokratora.

Popatrzcie, że podróż jest częstym motywem powieści Lema. Astronauci, Obłok Magellana, Eden, Fiasko, Opowieści o Pilocie Pirxie, Dzienniki Gwiazdowe. Trochę inaczej wygląda ona w Głosie Pana, gdzie sztab naukowców zamknięty w laboratorium próbuje rozszyfrować Gwiezdny List. Zatem podtrzymuję porównanie.

Albo? Można dopisać jeszcze jedną rzecz. Czasem odnosi się wrażenie, że autorka patrzy z góry na innych podróżujących. Ja jestem lepsza, podróżuję świadomie, patrzcie jak to się robi buraki z all inclusive. Czyż nie jest to wszechobecne? Poczytajcie sobie komentarze o podróżach 😉 Każdy jeden, jest wrażliwym podróżnikiem, który szanuje lokalne kultury – bez względu na to jak robią go w konia – wybiera się w podróż własnym sumptem, a nie jak niedzielni wycieczkowicze z biuretem podróży! Wszyscy jesteśmy tymi Świadomymi. Głupawi są ci nieokreśleni Inni. Ja dla Ciebie, Ty dla mnie.

Paradoks Fermiego

Włoskiemu fizykowi przypisuje się sensowne zobrazowanie paradoksu pomiędzy statystyką a brakiem kontaktu. Statystycznie, życie we wszechświecie powinno być powszechne. Tymczasem otacza nas zupełna cisza. Podjęto mnóstwo prób wytłumaczenia tego paradoksu. Uwzględniono różnice kulturowe, religijne, społeczne. Stanisław Lem zaproponował hipotezę Okna Kontaktu. Jest to hipotetyczny moment, gdy dwie cywilizacje osiągają poziom gotowości na wzajemny kontakt, na poziomie społecznym, technologicznym i biologicznym. Co najważniejsze, muszą nadal istnieć, ale to chyba wynika z poprzedniego. Okno Kontaktu to kosmiczna gra w totolotka, z tym że zna znacznie większą skalę. Aby dwie cywilizacje zaistniały w tym samym czasie, w tym samym czasie rozwijały się w tym samym kierunku, następnie podjęły próby kontaktu z innymi cywilizacjami…to jak oczekiwać, że maszyna losująca wylosuje 1 i 2 w tejże kolejności z nieskończoności.

Otóż przed nami mogły istnieć w galaktyce tysiące cywilizacji, których nie mieliśmy okazji poznać, bo gdy oni słali przestrzeń radiowe fale, my obrzucaliśmy się kamieniami albo właśnie ruszaliśmy na kolejną krucjatę. W skali kosmosu czas użytkowania przez nas fal radiowych jest marginalny. Ziarnem piasku jest zaś okres gdy nasłuchujemy sygnałów z Kosmosu. Tyle tylko, że Im mogło się już znudzić. Pomyślcie, pierwszy radioteleskop powstał chyba w 1937? Zatem ich rozwój trwa raptem 82 lata. Tyle  co nic. Jeśli Obcy zaczęli szukać nas powiedzmy pięćset lat temu już dawno mogą nie istnieć, mogli zaniechać marnowania funduszy. Może też stworzyli własną skalę Kardaszowa i szukają tylko cywilizacji na określonym poziomie? Wystarczy, że przyjęli założenie że cywilizacja ta musi np. być w stanie odbierać sygnały wysyłane za pomocą jakichś cząstek elementarnych.

Kontakt międzygwiezdny

W Fiasku niemal do niego dojdzie. Trochę bardziej optymistyczny jest Obłok Magellana. Lem nie jest typowym fantastą, który chętnie przedstawia nam obce rasy. Zdarzyło mu się napisać powieść bez mała batalistyczną, Niezwyciężony, jednak i tutaj twórcy przodków zabójczych automatów, dawno już zniknęli. Trochę inna sytuacja ma miejsce w Solaris, gdzie poznajemy istotę będącą całą planetą, dokładnie zaś Oceanem. Niestety różnice są tak duże, że kontakt jest praktycznie niemożliwy. Ocean choć świadomy, operuje na zupełnie innym poziomie niż ludzie, z całą dostępną im technologią. Nie wyższym, ani niższym. Innym.
Głos Pana porusza wspomnianą powyżej kwestię. Sygnał może być testem. Tylko odpowiednio zaawansowana cywilizacja, której rozwój nauki poszedł w określonym kierunku da radę odczytać wiadomość.

Sytuację jaką mamy w Astronautach częściowo widać też w Niezwyciężonym. Początkowo jedna ze stron konfliktu przymierza się, do kolonizacji Ziemi. W trwającym konflikcie, ktoś podejmuje rozpaczliwą decyzję zniszczenia przeciwnika bronią wymierzoną w naszą planetę, unicestwiając tym samym własną. Możemy przyjąć lemowskie wyjaśnienie, że Obcy faktycznie przybyli na Ziemię w przeszłości, ale gdy wrócili do siebie, okazało się, że zamiast domu zastali nuklearną pustynię. Względnie wszyscy siedzieli w tamtejszym metrze.

Istotą jest, że kontakt z Obcym jest utrudniony własnie przez jego obcość. Konflikty zaś wybuchają z powodu wzajemnego niezrozumienia. Można potraktować to jako metaforę kontaktów międzyludzkich. Często ludzie wywołują konflikty właśnie z powodu niezrozumienia drugiej kultury. Zatem jak ma nie dość do spięcia pomiędzy istotami, które wyewoluowały w rożnych warunkach, może nawet nie są do siebie podobne?

Literacki Nobel

Porównanie Tokarczuk do Lema. Nie mam pojęcia co powiedziałby Lem gdyby żył o jej nagrodzie. Mogę natomiast z całą pewnością powiedzieć co by zrobił, na podstawie tego co zawsze robił. Przeczytałby zanim by skomentował. I Wam polecam to samo.

 

Astronauci