Astronauci

Bieg Kosmokratora – Astronauci Stanisław Lem

Astronauci” to pierwsza powieść S. Lema o podróżach międzygwiezdnych. Rodzi się w niej nowy rodzaj bohatera, zostaje wykreowany pewien typ narratora, który będzie wielokrotnie przewijał się w lemowskich powieściach. Zobaczymy tu też, pewną beznadziejność wkradającą się w jego wizje o kontakcie z kosmicznymi braćmi w rozumie.

Czy wiecie co zrobił Stanisław Lem zanim nazwał Gibsona grafomanem? Przeczytał Neuromancera. Moglibyśmy za głosem wielkiego polskiego pisarza skazać go na zapomnienie. Wszak przecież Lem, ten Lem, powiedział, że jest to zwyczajny grafoman i tego się do końca doczytać nie da. Czyli kurka, nie doczytał, bo się nie da. Mam takie samo zdanie o „Dzienniku znalezionym w wannie”, który miał być krytyką totalitaryzmu i biurokracji, wyrażoną nie tylko słowem ale i męczącą formą. Wyszła zaś z tego męcząca książka, której nie sposób przeczytać. Natomiast wspomniany Amerykanin dał popkulturze nurt znany jako Cyberpunk, wraz z nim nowy rodzaj bohatera. Dżokeja cyberprzestrzeni, który później zawładnie umysłami tysięcy, jeśli nie milionów. Niejako dzięki niemu mogliśmy się cieszyć wspaniałym Deus Ex, choć Lem wcześniej pisał o rozwiązaniach które pojawiły się w prozie Amerykanina a korzeni samgo nurtu można szukać już w latach sześćdziesiątych XX wieku, to właśnie Gibson wstrząsnął popkulturą.

Lem był bardzo krytyczny wobec absolutnie wszystkiego. Głębia wielu wypowiedzi całkowicie to usprawiedliwia, ale raz jeszcze muszę odwołać się do Sontag i jej słynnej wypowiedzi o ludzkich opiniach. Z czasem ludzie przestają patrzeć na dzieło i w całości zdają się na czyjąś opinię. Mam sto procent pewności, że tylko kilku wielbicieli Lema zna jego dzieła. Reszta wie, że przewidział kilka wynalazków w Powrocie z Gwiazd, ale poza tym? Nie będę dopytywał. Lem wielkim pisarzem był. I trochę mu, niestety, zaszkodziło, bowiem w jego dorobku literackim jest trochę dzieł niewybitnych. Katar czy Śledztwo, wspomniany Dziennik uchodzić mogą za ciężkie do obrony. Czytelnik, który zacznie od tych powieści, zniechęci się do Lema bardziej niż stereotypowe dziecko do szpinaku a i trauma na całe życie gotowa.

Bieg Kosmokratora

Pokusiłem na Facebooku się o porównanie Biegunów autorstwa Olgi Tokarczuk do Astronautów Stanisława Lema. Jakże przykrym było gdy seria komentarzy raz jeszcze dała przykład zjawisku, znanemu jako

Nie znam się, ale się wypowiem

Komentujący niestety nie przeczytali ani jednej z omawianych książek. Nie każde subiektywne porównanie, jest możliwe do obronienia poprzez logiczne argumenty ale jakby nie było najwybitniejszy polski fantasta i noblistka to nie takie złe zestawienie. Tym bardziej, że Bieguni mają coś wspólnego z podróżną kosmiczną Kosmokratora, który wyrusza na Wenerę by odkryć tożsamość tajemniczego zagrożenia, które czyha a raczej czyhało na ludzkość.

Astronauci

Astronauci” to jedna z pierwszych powieści S. Lema. Pierwszą był ukazujący się w odcinkach Człowiek z Marsa, będący zapowiedzią tego co czeka nas w twórczości tegoż autora na przestrzeni lat. Astronauci to zaś pierwsza powieść wydana w całości. Inną jest niż pozostałe dzieła polskiego…tylko nie futurologa, dobrze? Nie był żadnym futurologiem ani wróżką. Z fusów nie wróżył. Zatem polskiego fantasty.

Powieść ta przypomina nieco dzieła Juliusza Verna, ten zaś podobno przyłożył się bardzo do wystrzelenia pocisku na Księżyc. Opis jego był zgodny z najlepszą ówczesną wiedzą. Lem miał już wiedzę znacznie lepszą, choć powieść jego ukazuje się na długo przed pierwszym załogowym lotem z udziałem Jurija Gagarina a nawet przed lotem Sputnika 1. Niemniej teorii było dość i tak załoga trafia na pokład Kosmokratora. Tylko po co?

Katastrofa tunguska

Olbrzymie połacie prastarej tajgi zostały powalone tajemniczą eksplozją. Początkowo nikt specjalnie nie przejmował się wydarzeniem, choć wysłano kilka ekspedycji by ukrócić niesamowite spekulacje, które rodziły się w prasie. Dopiero sto lat później, gdy ludzie opanowali technologie równie fantastyczne co wspaniałe, natknięto się na coś, co rzuciło nowe światło na Katastrofę.

A jednak. Nie jesteśmy sami we wszechświecie. Co gorsza, zaraz możemy opuścić galaktyczną społeczność, gdyż przybysze uznali, że nas eksterminują. Z jednej strony pokazuje to, jak bardzo II Wojna Światowa była obecna w duszy Lema, gdyż ludobójstwo celem zdobycia nowych terenów do życia aczkolwiek z zachowaniem całej istniejącej infrastruktury była jak żywo zaczerpnięta z ideologii niedawno pokonanych Niemców. Właściwie okres II Wojny będzie Lema prześladował długo, bo podobne motywy dostrzeżemy także w Edenie, Głosie Pana, Szpitalu Przemienienia. Właściwie cała przyszła twórczość tego pisarza będzie pytaniem „Dlaczego”? Całe życie będzie zachodził w głowę, dlaczego obcość jest taką barierą, jaki jest sens destrukcji, dlaczego nie potrafimy się porozumiewać?

Agresorzy z kosmosu na nasze szczęście nie podjęli żadnych działań przez ponad 100 lat. Dlaczego? Trzeba to sprawdzić! Gdyby powieść była amerykańska podejrzewam, że na pokład zapakowano by nie tylko uczonych ale również uzbrojony po zęby oddział Marines, z którego wszyscy by zginęli, ale jeden kwadratowoszczęki koleś uratowałby nas bohatersko wysadzając wszystko w powietrze, jakie by na Wenerze nie było. Tymczasem u Lema rzecz ma się inaczej. Powstaje nowy gatunek bohatera. Człowiek nauki, który wyrusza w przestrzeń uzbrojony we własną wiedzę i rozum. Nie jedzie wyrżnąć wszystkiego w pień a zbadać. Podobnie sytuacja ma się chociażby w Edenie czy później w Niezwyciężonym,  gdzie obdarował Lem swych podróżników automatami bojowymi, gotowymi rozpylić niechętne badaniom istoty na atomy. Niemniej, poza Niezwyciężonym i trochę w Fiasku, do jakichś spektakularnych bitew nie dochodzi. Zważmy też, że tym razem list z Kosmosu udało się jakoś dziwnie łatwo rozszyfrować…

Mobilis in mobili

Potężna rakieta nosząca dumne imię Kosmokrator, przeznaczona pierwotnie do lotu na Marsa, otrzymuje nowy cel. Wenus. Dla czytelnika, który wychował się na bardziej batalistycznych produkcjach, wysłanie samych jajogłowych na planetę, której mieszkańcy ewidentnie chcą nas wykończyć wydaje się dziwne. Choć z drugiej strony, co może jedna rakieta w starciu z planetą? Tym bardziej, że nie jest to okręt wojenny. Oni coś wiedzą. Naukowcy niechętnie wyjawiają swoje sekrety, ale czynią to i nasz narrator zyskuje coraz większa wiedzę.

Zwróćmy w tym miejscu uwagę na jeszcze jeden rodzaj bohaterów lemowskich powieści  którzy są przy okazji narratorami. Są to osoby powiedzmy prostsze, nie rzadko posiadają pewne cechy, których osobom pokroju Lema bardzo brakowało. Chodzi o tężyznę fizyczną. W Edenie czy Głosie Pana, głos otrzymują uczeni, natomiast w „Powrocie z Gwiazd„, „Katarze”, „Dziennikach Gwiazdowych” czy „Opowieściach o Pilocie Pirxie„, który w jakimś stopniu jest bohaterem „Fiaska”, są to osoby, z którymi czytelnik łatwiej będzie się identyfikował. Nie są głupcami, ale zdecydowanie odbiegają poziomem od swoich uczonych towarzyszy. Dzięki temu czytelnikowi łatwiej się z nimi identyfikować.

W trakcie podróży poznajemy losy niektórych bohaterów, inni w trakcie wieczornych spotkań  raczą nas i załogę opowieściami. Podróż na Wenerę, jest tak samo ważna jak jej cel. Chyba dlatego w jakiś sposób „Bieguni” Tokarczuk, przypadli mi do gustu. Historia opowiedziana w Astronautach nie jest wprawdzie chaotyczna, ale biorąc pod uwagę mnóstwo wtrąceń, historii, opowieści, liczne retardacje, pasują one do siebie. Jeśli przeczytacie obydwie równocześnie, zobaczycie że mnóstwo tam anegdot, pozornie niezwiązanych z całością utworów. Lem naturalnie tworzy bardziej zwartą, sensowną kompozycję. Mimo to forma snutych opowieści, wtrąceń, objaśnień sprawia, że obie te pozycje bardzo dobrze czyta się razem. Chodzi bowiem o podróż. Ruch. Potraktowałem Biegunów, jako dodatkową porcję opowieści, załogi Kosmokratora w trakcie jego podróży na Wenerę.

Choć jeśli o wiecznym ruchu mowa, niezwykle pasuje tu słynna dewiza kapitana innego okrętu, tyle że nie międzygwiezdnego a podwodnego.

Mobilis in mobili

Ruchome w ruchomym. Na okładce „Biegunów” Marta Cuber pisze, że „Olga Tokarczuk przekonuje, iż poczucie ładu wszechświata dostępne jest każdemu, o ile tylko podróżuje”. Wszak astronauci, których właśnie tworzy Lem, to niespokojne duchy. Zobaczycie to zwłaszcza na przykładzie Pirxa i Tichego, którzy nie potrafią spocząć w jednym miejscu. Ile razy w przygodach obu panów narrator opisuje jak to spakowali się w „dziesięć minut” będąc gotowymi do drogi, na kolejną przygodę? Choć być może żyją oni bardziej w myśl motta Nigdy spokoju. 

Bieguni

Bezpopowcy. Ruch wyodrębniony w 1766 roku. Jego założeniem była niemożność walki z antychrystem a jedyną formą obrony jest ucieczka. Pozostawanie w ciągłym ruchu. Trochę dziwna analogia do współczesnych podróży ale akceptowalna. Właściwie za czym dziś podróżujemy? Wyjazdy służbowe, obowiązkowe wyjazdy wakacyjne, zarobkowe. O ile nasze podróże nie mają żadnego związku z walką ze złem, to można przyjąć, że czasem stanowią próbę poszukiwania szczęścia? Odmiany? Wytchnienia?

Cała „powieść” jeśli można tak tę książkę nazwać, to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowieści, fragmentów podróży cudzych lub przeżytych przez autorkę. Wspólnym ich mianownikiem jest podróż. Nie potrafię odnieść się do fragmentów dotyczących Wikipedii, ale można założyć że podróż może być rozumiana wielowymiarowo. Jako ruch oraz metaforycznie. Wspaniała podróż przez świat książek i wiedzy? Właściwie o tej książce nie da się nic więcej powiedzieć. Ona po prostu jest. Nie stanowi bardzo złożonej metafory, którą można interpretować całymi godzinami, dorabiając ideologię której nie ma. Po prostu jest, można zabrać ją ze sobą w podróż i czytać w trakcie czekania na pociąg albo na samolot. Albo start Kosmokratora. Zwróćcie uwagę, że podróż jest częstym motywem powieści Lema. „Astronauci„, „Obłok Magellana„, „Eden„, „Fiasko„, „Opowieści o Pilocie Pirxie„, „Dzienniki Gwiazdowe” czy „Powrót z Gwiazd. Trochę inaczej wygląda ona w „Głosie Pana„, gdzie sztab naukowców zamknięty w laboratorium próbuje rozszyfrować Gwiezdny List. Zatem podtrzymuję porównanie. „Powrót z Gwiazd” jest książką szczególną, bowiem chyba nawet lepszą niż wybrani „Astronauci”. Otóż Hal, powracający na pokładzie Prometeusza jest obcy we własnym domu. Pragnąłby wyruszyć dalej, podobnie jak jego koledzy. Motyw ten bardziej pasuje do „Biegunów”, będących w ciągłym ruchu, nadających sens rzeczywistości podróżą.

Albo? Można dopisać jeszcze jedną rzecz. Czasem odnosi się wrażenie, że autorka patrzy z góry na innych podróżujących. Ja jestem lepsza, podróżuję świadomie, patrzcie jak to się robi buraki z all inclusive. Czyż nie jest to wszechobecne? Poczytajcie sobie komentarze o podróżach. Każdy jeden, jest wrażliwym podróżnikiem, który szanuje lokalne kultury – bez względu na to jak robią go w konia – wybiera się w podróż własnym sumptem, a nie jak niedzielni wycieczkowicze z biuretem podróży! Wszyscy jesteśmy tymi Świadomymi. Głupawi są ci nieokreśleni Inni. Ja dla Ciebie, Ty dla mnie.

Paradoks Fermiego

Włoskiemu fizykowi przypisuje się sensowne zobrazowanie paradoksu pomiędzy statystyką a brakiem kontaktu. Statystycznie, życie we wszechświecie powinno być powszechne. Tymczasem otacza nas zupełna cisza. Podjęto mnóstwo prób wytłumaczenia tego paradoksu. Uwzględniono różnice kulturowe, religijne, społeczne. Stanisław Lem zaproponował hipotezę Okna Kontaktu. Jest to hipotetyczny moment, gdy dwie cywilizacje osiągają poziom gotowości na wzajemny kontakt, na poziomie społecznym, technologicznym i biologicznym. Co najważniejsze, muszą nadal istnieć, ale to chyba wynika z poprzedniego. Okno Kontaktu to jak gra w totolotka, z tym że w skali kosmicznej.

Otóż przed nami mogły istnieć w galaktyce tysiące cywilizacji, których nie mieliśmy okazji poznać, bo gdy oni słali przestrzeń radiowe fale, my obrzucaliśmy się kamieniami albo właśnie ruszaliśmy na kolejną krucjatę. W skali kosmosu czas użytkowania przez nas fal radiowych jest marginalny. Ziarnem piasku jest zaś okres gdy nasłuchujemy sygnałów z Kosmosu. Tyle tylko, że Im mogło się już znudzić. Pomyślcie, pierwszy radioteleskop powstał chyba w 1937? Zatem ich rozwój trwa raptem 82 lata. Tyle  co nic. Jeśli Obcy zaczęli szukać nas powiedzmy pięćset lat temu już dawno mogą nie istnieć, mogli zaniechać marnowania funduszy. Może też stworzyli własną skalę Kardaszowa i szukają tylko cywilizacji na określonym poziomie? Wystarczy, że przyjęli założenie że cywilizacja ta musi np. być w stanie odbierać sygnały wysyłane za pomocą jakichś cząstek elementarnych.

Kontakt międzygwiezdny

W Fiasku niemal do niego dojdzie. Trochę bardziej optymistyczny jest Obłok Magellana. Lem nie jest typowym fantastą, który chętnie przedstawia nam obce rasy. Zdarzyło mu się napisać powieść bez mała batalistyczną, Niezwyciężony, jednak i tutaj twórcy przodków zabójczych automatów, dawno już zniknęli. Trochę inna sytuacja ma miejsce w Solaris, gdzie poznajemy istotę będącą całą planetą, dokładnie zaś Oceanem. Niestety różnice są tak duże, że kontakt jest praktycznie niemożliwy. Ocean choć świadomy, operuje na zupełnie innym poziomie niż ludzie, z całą dostępną im technologią. Nie wyższym, ani niższym. Innym.
Głos Pana porusza wspomnianą powyżej kwestię. Sygnał może być testem. Tylko odpowiednio zaawansowana cywilizacja, której rozwój nauki poszedł w określonym kierunku da radę odczytać wiadomość.

Sytuację jaką mamy w Astronautach częściowo widać też w Niezwyciężonym. Początkowo jedna ze stron konfliktu przymierza się, do kolonizacji Ziemi. W trwającym konflikcie, ktoś podejmuje rozpaczliwą decyzję zniszczenia przeciwnika bronią wymierzoną w naszą planetę, unicestwiając tym samym własną. Możemy przyjąć lemowskie wyjaśnienie, że Obcy faktycznie przybyli na Ziemię w przeszłości, ale gdy wrócili do siebie, okazało się, że zamiast domu zastali nuklearną pustynię. Względnie wszyscy siedzieli w tamtejszym metrze.

Istotą jest, że kontakt z Obcym jest utrudniony właśnie przez jego obcość. Konflikty zaś wybuchają z powodu wzajemnego niezrozumienia. Można potraktować to jako metaforę kontaktów międzyludzkich. Często ludzie wywołują konflikty właśnie z powodu niezrozumienia drugiej kultury. Zatem jak ma nie dość do spięcia pomiędzy istotami, które wyewoluowały w rożnych warunkach, może nawet nie są do siebie podobne?

Wobec Lema bądź krytyczny

Gdybyśmy chcieli być krytyczni, a możemy być krytyczni, bowiem prawem jest to naszym, to wiele powieści Lema, goni własny ogon. „Człowiek z Marsa” to wariacja na temat prozy H.G Wellsa, nic oryginalnego. Podobnie omawiani „Astronauci„, są jedynie powieścią przygodową. Nawet świetna powieść batalistyczna jaką jest „Niezwyciężony” nie jest w jakiś sposób oryginalna. Owa nekrosfera, to tylko wariacja na temat sondy von Neumana. Niezwykłe są „Bajki robotów”, które wraz z „Cyberiadą” w fenomenalnie prześmiewczy sposób podchodzą do zagadnień społecznych, medialnych czy technologicznych. Kwestię kontaktu międzycywilizacyjnego doprowadził do perfekcji w „Solaris„, ale na przestrzeni lat ten sam wątek wraca w kółka tylko w różnych formach. Właściwie to zawsze jest jedno i to samo. Przed Lemem nie było antropologii czy jak? Przecież on nie zadaje nowych pytań. Nie daje nam nawet nowych odpowiedzi. Przetwarza jedynie pewne problemy kulturowe, filozoficzne, w bardziej strawna formę powieści SF. Dowodzi to jego oczytania, inteligencji, umiejętności budowania fabuły wobec takich zagadnień, ale czy czytelnik powinien być z siebie dumny? Zaznajomiony z zagadnieniami społecznymi, powinien przebić się przez powieści Lema jak gorący nóż przez masło. Nieobeznany, nieprawny, nie dostrzeże ich, bo jakżeby miał to uczynić? Celuje więc Lem czytelnika środkowego. Coś go tam interesuje, będzie dumny z wyłapania jakichś wątków. Posiada ów czytelnik wiedzę teoretyczną, ale nigdy nie miał okazji tych kwestii przemyśleć. Ubranie pewnych tez, koncepcji w fantastyczne przypadki jak dotykają bohaterów ma na celu dać czytelnikowi swoistą namiastkę, symulację, zdarzeń w których znajduje jego widza jakieś zastosowanie. Zmusić do przemyślenia pewnych kwestii. Możliwe, że pchnie go dalej w poszukiwaniach, ale osobiście nie jestem przekonany. Myślę, że nieliczni, naprawdę nieliczni zwrócą się w stronę opasłych akademickich opracowań omawianych kwestii. Zdecydowana większość straci zainteresowanie wraz z ostatnią stroną. Może rzeczy dobre faktycznie trzeba ludziom na siłę do gardła przez lejek wlewać?

Warto też zwrócić uwagę, że choć w wywiadach często poruszał kwestie związane z ekologią czy energetyką, chociażby jądrową, ale w jego powieściach niewiele jest kwestii związanych z wpływem człowieka na środowisko. Kwestie z ocieplaniem klimatu przedostały się do debaty publicznej w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W roku 1975 Wallace Broecker chyba pierwszy raz użył określenia „global warming”. Wcześniej uwagę na problem zwrócił uwagę Szwed Svante Arrhenius w 1896. Bazował on jakoby na niezależnych pracach Johna Tyndalla i Eunicea Newtona Footea. Nie był to jednak temat nośny przed publikacją Broeckera i chyba średnio dla Lema interesujący. Na poważnie zajął się kwestią środowiska tylko raz, w „Kongresie futurologicznym”, w którym jak pamiętacie wszyscy cierpieli na rozmaite choroby, byli głodni, biedni, biegali prowadząc wyimaginowane auta, zażywali pigułki upiększające świat, zatruty przez człowieka, pełen toksycznych wyziewów. Najczęściej jednak jest interpretowana jako pytanie o prawdę. Czy człowiek powinien dążyć do poznania prawdy, dotarcia do kwintesencji nieprzysłoniętej niczym rzeczywistości.

 Wyzwolenie zawdzięczamy chemii […]. Wszystko bowiem, co istnieje, jest zmianą natężenia jonów wodorowych na powierzchniach komórek mózgu. Widząc mnie, doświadcza pan w gruncie rzeczy zmian równowagi sodowo-potasowej na membranach neuronów. A więc dość jest wysłać tam, w mózgowy gąszcz, nieco dobranych molekuł, abyś jako jawę przeżył spełnienie rojeń.

Niemal identycznie do kwestii wiele lat później podejdą twórcy, obecnie twórczynie, „Matrixa” 

Co to znaczy: „prawdziwe”? Jak możesz zdefiniować „rzeczywistość”? Jeśli mówisz o tym, co możesz poczuć, co możesz powąchać, spróbować lub zobaczyć, to rzeczywistość jest tylko elektrycznymi impulsami interpretowanymi przez twój mózg.

Sprawa pscyhemii, manipulowania ludźmi za pomocą środków psychoaktywnych, zaburzających postrzeganie rzeczywistości, często absorbowała Lema czemu dawał wyraz w swych felietonach. Zatem dopiero „Kongres futurologiczny” stanowi pewien przełom w podejmowanej tematyce, względem innych powieści. Niemniej w 1986 wraca do kwestii podróży, kontaktu międzygwiezdnego w swej ostatniej powieści „Fiasko”.

Czasem jego powieści są posiłkiem jednodaniowym czasem dwu, czasem i deser jest serwowany. Niemniej główną osią wielu jego książek są podróż, rozczarowanie celem podróży, konflikt pierwszego kontaktu albo wręcz jego brak. Więcej na temat stanu bohaterów dowiadujmy się właśnie w „Solaris” w trakcie dziwacznego eksperymentu prowadzonego przez obcą inteligencję na członkach załogi stacji badawczej. Wiele uwag, jak chociażby te o feministkach zawarte w „Pokoju na Ziemi„, dać nam pewne powody do stwierdzenia, że Lam był trochę sceptyczny wobec kobiet, czemu daje wyraz pogardliwym określeniem „być może te niewiasty”, w słynnym wywiadzie sprzed dziewiętnastu lat. Ciężko obronić to niefortunne określnie, jako manierę językową przedwojennego dżentelmena z dobrego domu. Nie w przypadku człowieka, który był Lemem i udziela tak krytycznej wypowiedzi, tak wartościowej dla nas dziś. Prawda?

Literacki Nobel

Doskonale opinię na temat „Lalki i perły” wyrażonej w „Tako rzecze Lem„, serii wywiadów udzielonych Beresiowi. Problem w tym, że Lem tego nie przeczytał. Wielki pisarz był zbyt leniwy i zadufany w sobie, co bardzo mnie boli jako wiernego fana. Trudno, muszę się z tym pogodzić. Nie przeczytał nawet jednej książki Tokarczuk i się obraził. Lub też przekartkował i stwierdza jedynie, że doń nie przemawiają. Nie mam pojęcia co powiedziałby, gdyby żył, o jej nagrodzie. Niepochlebna wypowiedź w wywiadzie nie znaczy absolutnie nic w kontekście omawianej powieści. Lem zmarł na rok przed jej publikacją, więc sugerowanie się wypowiedzią z przeszłości na temat książki przyszłej jest co najmniej niepoważne. Myślicie, że nie wiedział, tego kim jest? Jaką zajmuje pozycję? Lem wiedział, że jest Lemem. Jeśli on powie, że autorka jest kiepska, to każdy uzna, że jest kiepska. Sontag wiedziała to doskonale i mówiła w prost. Wielu ludzi mających znaczną siłę oddziaływania na kulturę zdaje sobie sprawę ze swojej siły. Świętochowski też byle kim nie był i o „Lalce” Prusa miał prawo myśleć źle, bo w chwili jej publikacji nie był najmniej istotną postacią ówczesnego świata filozoficznego i literackiego. Przeciwnie. Jako czołowy, powiedziałbym, ideolog pozytywizmu być może uważał, że „Lalka” jest dziełem w założenia tego nurtu godzącym? Niepełnym? Warto też pamiętać, że jako pisarz, publicysta, myśliciel z Prusem rywalizował. Tego ostatniego znamy zaś głównie dzięki wartości maturalnej, tej jego pożal się boże powieści. Może i Tokarczuk dobra jest dla dzieci dziesięcioletnich, ale Prus stał się dostawcą fragmentów maturalnych przy założeniu, że ludzie nie rozumieją tekstu czytanego, więc trzeba im dać coś prostego. Także Bereś byle kim nie jest i twórczość Tokarczuk bardzo ceni. Nie kłóci się z Lemem, może przez szacunek? Natomiast o uhonorowaniu jej Nagrodą Nobla wypowiadał się bardzo pochlebnie. Lem zjechał wielu autorów science fiction, ceniąc chyba jedynie Philipa Dicka, zwąc go wizjonerem pośród szarlatanów. Przeważnie rzadko brał się za dzieła wybitne. Sorry, uwielbiam Lema, ale lubował się w pisaniu wspaniałych książek i krytykowaniu dzieł ewidentnie gorszych niż jego. Co nie jest żadną sztuką. Lem nie zniechęcił mnie do Gibsona. Nie lubię wyroczni maści wszelkiej.

W krytyce zaś Tokarczuk, przez część chorej z nienawiści tłuszczy, najzabawniejsze jest nazywanie jej żydówką. Przypomnę, że Lem był pochodzenia żydowskiego. Sontag uważała, że ludzie są jak owce. Będą powtarzać to, co im powie autorytet, bez krzty refleksji czy samodzielnego myślenia. Beeeeeeeeeeeeeeeeeeee.

 

Astronauci