Blade Runner 2049

Czy androidy śnią o rodzicielstwie? – Blade Runner / Łowca Androidów

Czym jest człowieczeństwo? Co to znaczy być człowiekiem? W słynnym Szpitalu Kosmicznym pada zdanie, że “każda inteligentna rasa nazywa siebie człowiekiem”. Antropologia zaś pokazuje nam, że wiele nacji swoją uznawało za prawdziwych ludzi, odbierając człowieczeństwo pozostałym. Blade Runner 2049 kontynuuje temat podjęty przez Dicka i Scotta.

Blade Runner – Łowca Androidów

Czy androidy śnią o elektrycznych owcach to oryginalny tytuł powieści Philipa Dicka. Książka jako taka zdobyła sobie wierną rzeszę fanów. Pamiętam jak sięgnąłem po nią po raz pierwszy. Tym razem zacząłem nieźle bo Blade Runner jest odpowiednia pozycją by zacząć przygodę z twórczością Dicka. Nie to co z Lemem, gdzie zacząłem od Dialogów. Równie dobrze mogłem w ogóle przygodę z czytelnictwem zacząć od Kanta albo Sørena Kierkegaarda. Brawo ja.

Film niestety jest przedsięwzięciem znacznie droższym i musi się zwrócić trafiając do szerszego grona odbiorców. Wówczas otrzymał tytuł Blade Runner, przetłumaczony na polski jako Łowca Androidów. I wiecie co? Został chłodno przyjęty. Po premierze nie uchodził za arcydzieło, nie był nawet dobry choć Rutger Hauer stanął na drodze Harrisona Forda, który w 82 był już całkiem dobrze znany za sprawą roli Hana Solo. Dopiero czas, sprawił że film stał się dziełem bez mała kultowym, przyćmił książkę i od tamtej pory wydawana jest jako Blade Runner: Czy androidy śnią o elektrycznych owcach. Podobnie rzecz miała się z Mechaniczną Pomarańczą.

Człowiek

Jak wspomniałem we wstępie, człowiek, to złudne pojęcie. Antropolodzy z pewnym zaskoczeniem odkryli, że większość ludzkich plemniom określa swoich członków mianem prawdziwych ludzi natomiast pozostałych, nie koniecznie. W szpitalu kosmicznym pada świetne zdanie:

każda inteligentna rasa nazywa siebie człowiekiem

Pytanie o naturę człowieczeństwa trzeba zatem przedefiniować. Androidy są ludźmi, są nimi w swoim mniemaniu. Pamiętacie owa niemal końcową scenę na dachu lub wzajemną relację poszukiwanych przez Deckera androidów? Tak rożna w książce, tak różną w filmie.

Pamiętam więc jestem

Książkowi i filmowi replikanci żyją w nieświadomości swojego pochodzenia. Ich krótki żywot podyktowany jest niedoskonałością technologii. Obdarzeni wspomnieniami by łatwiej poddać ich kontroli. Wyobraź sobie, że wszystkie twoje wspomnienia są cyfrowym tworem, wymysłem projektanta, dzięki czemu masz stać się bardziej podobny do swoich twórców a za razem potulny. Gdybyś się dowiedział zapewne zdecydowanie by ci odbiło. Jak biednym andkom.

Czy są oni przedłużeniem naszego gatunku? Zastępstwem? A może nową gałęzią ewolucji? Może mają z nami współistnieć? Te pytania nurtują ludzi i androidy. Już samo określanie ich replikantami czy androidami odbiera im człowieczeństwo. Sami siebie, określać mogą właśnie mianem ludzi. Choć ci, którzy pamiętają książkę wiedzą, że niektóre uważały nas za gatunek wyższy, warty naśladowania. Tym samym nasze próby ograniczenia ich jako tworów, narzędzi, rodzą bunt. Jedną też z cech każdego gatunku, jest potrzeba jego przedłużenia. Druga część filmu nabiera odrobiny sensu, gdy przypomnicie sobie książkowe rozważanie Rachel na temat posiadania dzieci przez replikantów.

Brak tytułowej owcy, również nie ułatwia życia. Książka jest po prostu naładowana różnymi rzeczami: pytaniami o tożsamość, człowieczeństwo, rzeczywistość, zbiorową świadomość. Pragnienie posiadania zwierzęcia jest też jednym motorem napędzającym Deckera do działania.

Philip Dick

Dick zadaje mnóstwo pytań. Mnóstwo. Przede wszystkim o naturę rzeczywistości, świadomość tejże. Bardzo często w trakcie lektury jego książek czeka nas myślowa gra. Na przykład jak będzie wyglądała chwila śmierci? Tyle tyle, że bezgraniczna wyobraźnia ma granice. Nie potrafimy wyłączyć świadomości przez co, nie potrafimy wyobrazić sobie chwili własnej śmierci jako zgaśnięcia. Nie potrafimy też uzmysłowić sobie szoku, jaki czekałby nas gdyby wszystko co wiemy, całe nasze życie zaczęło się 5 minut temu, ale pamiętamy lat 20. Jak byśmy zareagowali?

I czymże w końcu jest człowiek? Co definiuje człowieka? Świadomość? Pamięć? Czym właściwie jest człowiek i co będzie gdy stworzymy istoty samoświadome, zdolne pamiętać? Czy będą ludźmi? Już samo nazewnictwo ma zapewnić rozdzielenie: człowiek – replikant. Dość ciekawe gdy uwzględnimy, że w świecie przyszłości biali, czarni, żółci, nadal mogą uważać się nawzajem za zwierzęta. Bardzo zawęża nam to ludzką populację wśród samoświadomych istot.

Pomiędzy książka a filmem jest jeszcze kilka istotnych różnic. Otóż, w książce, jak to u Dicka, zdecydowanie bardziej czuć klimat który później poczujemy w Valisie. Tutaj każdy może być androidem, bo moduł pamięci utwierdza w przekonaniu o własnym, długim istnieniu w czasie. Pamięć zaś, obok świadomości to istotny element budowy tożsamości, potwierdzający istnienie JA w czasie. Film jest zdecydowanie bardziej jednowymiarowy pod tym względem. U Dicka przeważnie nie wiadomo, kto jest kim a właściwie które dwie osoby są jedną i tą samą. Podobnie widać to w Scanner Darkly znany w Polsce jako Przez Ciemne Zwierciadło.

Decker – Ford

Książka jest zawsze lepsza niż film. Zawsze! Gdy o tym czasem myślę, to trochę nie fair i trochę pretensjonalne? Powtarzamy to jak mantrę, że fotografia powinna bronić się sama, choć nie mamy pojęcia co to znaczy. Tak film zawsze jest gorszy od książki.

Łowca Androidów

Książkowy Decker na ostatnich stronach, właściwie w całej powieści radzi sobie zdecydowanie lepiej. Unik przed laserową wiązką i eliminacja trzech androidów przychodzą mu z łatwością. Jest prawdziwym Łowcą Androidów. Tymczasem jak pamiętacie odtwórca tej roli, H. Ford raczej ciągle zbiera bęcki. Powiem szczerze, że trochę mnie tym irytował, ale wszystko rekompensują ostatnie chwile w tym nieziemska kreacja Rutgea Hauera w jednej z najbardziej symbolicznych scen w historii kina.

Niestety powieść jest trochę sucha. Książkowy Decker zastanawia się czemu zabraniać współistnienia ludzi i androidów skoro bez problemów hoduje się elektryczne owce. Właśnie owca jest jego obsesją. Wypaczony nakaz religijny, posiadanie żywego zwierzęcia jako forma odpokutowania za grzechy ludzkości, staje się wyznacznikiem społecznego prestiżu.

Zakończenia filmu i książki również są niezwykle odmienne. W książce Decker wraca do żony, zupełnie inna jest relacja z Rachel, która zabija owcę Deckera, a może ktoś kto wygląda jak ona? Z zemsty? Doskonale wie, że jest androidem o ograniczonym czasie życia, co w filmie stawia pod znakiem zapytania ostatnia scena.

Blade Runner 2049

Kontynuacja, która nie okazuje się serią efektów specjalnych związanych ze strzelaniną to wyjątek. Twórcy musieli poradzić sobie bez książkowego pierwowzoru i o dziwo im się udało. Przyznaję, byłem zaskoczony. Naprawdę oczekiwałem jatki połączonej z rzeźnią a dostałem całkiem niezłą kontynuację utrzymaną w duchu powieści “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” a równocześnie utrzymaną w wizualnym stylu pierwowzoru. Jeśli popatrzycie na systemy komputerowe i wszelką “zaawansowaną technologię” to wygląda właśnie jak wyobraźnie o roku 2049 z 1980. Nieźle. A mogli wszystko unowocześnić, dopasować do oczekiwań współczesnego widza. Duży plus.

Fabuła drugiej części kręci się w okół możliwości rozrodczych androidów. Stawiając piękne pytania. Nie pamiętam by ekranizacji z 1982 w ogóle o tym wspomniano. W książce też nie jest to jakoś bardzo wyeksponowane, jednak sam fakt, że Decker i Rachel w ogóle o tym wspominają jest istotny z punktu pytania o naturę człowieczeństwa a raczej gatunku. Czy zdolność reprodukcji bez pomocy twórcy czyni osobny gatunek? W którym momencie wszystko się zaczyna?

Znaczna część replikantów stała się też świadoma swojego pochodzenia, obdarzona sztucznymi wspomnieniami by wytworzyć choć namiastkę ludzkiej empatii i uczuć. Choćby główny bohater, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego kim jest i ze sztuczności swych wspomnień. I tu świetnie poprowadzono fabułę. Główny czy nie główny bohater? Jest faktycznie istotny czy ma wydawać się istotny? Jakże to “dickowskie”.

 

Lokowanie produktu

Nie było nawet irytujące. Powiem więcej. Było zabawne. Johny Walker, Peugeot czy Sony zostały tak upchnięte, że nie były natarczywe a jedynie wywoływały uśmiech na twarzy w czasie oglądania. Nieźle.

Podsumowanie

Pierwszy sequel w przeciągu ostatnich lat, który wprawdzie żeruje na sentymencie, kultowości pierwowzoru, ale równocześnie jest kontynuacją z prawdziwego zdarzenia. Powiew świeżości, kontynuacja pytań zadanych przez Dicka w powieści, oraz sensowne, klimatyczne rozwinięcie pierwszej części.

Do tego klimat, oprawa wizualna i fabuła, która nie ma w sobie rozwiązań bazujących tylko na wysadzaniu czegoś w powietrze. Śmiało można polecić każdemu kto zna Łowcę Androidów. Jeśli zaś nie znacie książki – będziecie zdziwieni. Bardzo zdziwieni, bo dostaniecie dużo więcej. Ridley Scott podjął słuszną decyzję gdy tworzył pierwszy film.
Takiej powieści w filmie zamknąć nie sposób – okroiwszy zaś można stworzyć bez mała kultowy film 🙂