Rekin

z parku Yoyogi

Jakiś czas temu dorwałem świeższą – jakoś tak 2014 rok – książkę Joanny Bator “Rekin z Parku Yoyogi”. O ile “Japoński Wachlarz” był całkiem niezły tak, tutaj pani Bator zaczęła mnie irytować. Mniej więcej w chwili gdy dumała z Japończykiem nad powojennymi losami jego kraju. Równie dobrze mogła smuteczek wylewać z Niemcem.

Polak – Japończyk dwa bratanki

Tekst o okupacji obcego mocarstwa stanowił już pewne przegięcie. Tak, my Polacy i Japończycy, bratnie dusze okupowane przez wroga…. serio? SERIO?! Może jeszcze niech napisze, że podli amerykańce biednym Japończykom… Równie dobrze mogła by rozpaczać nad Niemcem. W końcu im też kraj podzielili na strefy wpływów, do tego mur jeszcze dobudowali :/

Tym razem pani autorka przegina. W sumie nie tylko ona. Bardzo dużo osób które wyjechały do Japonii jawnie podziwia ich ksenofobię, niechęć do obcych, która może skutkować nawet tym, że wyproszą cię z restauracji. Wyobraźcie sobie, że wywalam Japończyka z np. knajpy bo przecież oni tylko sake i surowe ryby a u nas nie ma wina z ryżu a na wiśniówkę jeszcze się obrazi czy coś. Nie będzie umiał się zachować w Europie…wiecie jaki krzyk by się podniósł? Natomiast jak Europejczyk musi szukać gdzie go, barbarzyńcę obsłużą z łaską to wszyscy to chwalą… czego nie rozumiem?

Z siłą wrócił też zachwyt na ryżem z octem vs śledź w śmietanie. Jakoby przaśny. Podaję za PWN

  • «zrobiony z niezakwaszonego ciasta»
  • «prosty, surowy, naturalny»
  • «świadczący o zacofaniu cywilizacyjnym, o kulturalnym i umysłowym ubóstwie»
Cywilizacyjne zacofanie

czy może jednak nie? W końcu – patrz środkowy podpunkt – sashimi jest najbardziej przaśną rzeczą świata. Z resztą sam nie raz napisałem, że dla mnie kuchnia japońska zakrawa o okrucieństwo – “piekielne tofu” albo siekanie wodnych stworzeń tak, by żyły jeszcze w chwili konsumpcji. O ile fascynacja czymś jest nie jest zła, to w tej książce pani Joanna popłynęła. Podejrzewam, że nie czepiałbym się jakoś bardzo, gdyby nie ta zaduma nad wspólnymi losami Polski i Japonii. Dalej jest równie irytująco. Tak na prawdę, to wcale nie jest książka o Japonii. To jest “stereotyp o Japonii”, kontra niemal zmyślone historie o Polakach. Przysłowiowe już rzucanie się na “szwedzki stół”, to nie cecha “cebulandi”. Przerobiłem to na ostatnich wakacjach w Chorwacji. Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy, Francuzi i Włosi, rzucają się na ten stół jak wygłodniałe zwierzęta. Jak któryś miał szerszą klatę to przepychał się nią jak lodołamacz i potem swojej kobiecie demonstrował upolowaną zdobycz. Dodać, że nie mówił po polsku? Może i “nasi” też gnali na punkt 19:00 do stołówki, ale karnie stali sobie w kolejce*
Co więcej, pani Bator chyba dawno w Polsce nie była, bo “włochatych brzuchów” to tutaj nie ma. Rzadko widuję otyłych ludzi po 60tce a tych młodszych pewnie znajdę na siłowni. Irytująca książka. Bardzo wielu fanów Japonii, uważa że Japonia jest tak bezpieczna, że można nocą nie bać się że dostaniesz po ryju. Ponoć 50% przestępstw jest niezgłaszanych. Te popełniane przez osoby do 20 roku życia z napaściami włącznie traktowane są jak te popełnione przez dzieci. Dostajesz w Tokio wklep od kilkunastu gówniarzy z pałami a oni traktują to jak wybryk. Dalej, niezgłaszane są nagminnie przestępstwa na tle seksualnym. Bo oznaczałoby to utratę twarzy kobiety i rodziny. Świat wam coś? Naturalnie nikt kobiety tam nie zabije ani nie wychłosta za to że zgłosiła napaść albo obmacywanie w metrze, ale…
Dorzucę jeszcze, że na YT też to ktoś powiedział i ukradli mu rower 😀

Dodatkowo Japonia wcale nie jest czyta. Potrafią lepiej zmuszać bezrobotnych do roboty. Japończycy to straszni syfiarze, którzy wywalają śmieci gdzie popadnie. Są lepiej zorganizowani. Do tego stopnia, że jak jeden wywali worek śmieci na środku ulicy, to zrobi to połowa dzielnicy, ale też magicznie wszystko znika rano. Ot, bezrobotni w robocie – czyszczą miasto.

Jeszcze raz: to nie jest książka o Japonii. Joanna Bator napisała coś dziwnego. Socjolog pełen stereotypów i uprzedzeń. A ja ją pochwaliłem. Hańba mi. I na pohybel naukom społecznym.

 

 

*ale żeby być sprawiedliwym, doprowadzali mnie do szału gdy domagali się końca wycieczki pomiędzy wodospadami – oni przebiegli kilkukilometrową trasę po mokrych belkach sprintem! – żeby dopaść do autobusu, otworzyć schowane butelczyny i jazda na kolację na punkt 19!
Ale! Stali karnie jak ołowiane żołnierzyki. Żadnego chowania po torbach.