A na wojnie, jak na wojnie – Fotografia wojenna

Fotografia wojenna. Nader specyficzna dziedzina fotografii, choć nie budzi dziś większych emocji poza okresami popularnych konkursów prasowych nadal ma w sobie pewną “magię”. Magię nader niejednoznaczną.

fotografia wojenna

 

„Dla młodych chłopaków prawdziwą szkołą życia miało być wojsko przyuczające do porządku, obowiązkowości, patriotyzmu, sprawności, ale także, dla niewyedukowanych, będącą miejscem zdobywania zawodu na dorosłe życie. Opowieść o przemianie z młodzika w mężczyznę zaczyna się przed bramą koszar, gdzie młodzi poborowi, jeszcze zatopieni w cywilnym życiu, oczekują na przekroczenie namacalnego progu męskiej dorosłości. I tu następuje szok. Po drugiej stronie bramy koszar jest zupełnie inny świat, za nic mający człowieka.
Pierwszy krok to postrzyżyny, wraz ze spadającymi na posadzkę lokami ostatecznie kończy się czas niewinności. Następny krok to zbiórka na golasa przed medykiem, sprawdzającym przydatność kawalerki dla potrzeb armii. Zero intymności, każdy z przyrodzeniem na wierzchu. Ta nagość, zwracająca nachalnie uwagę na męskie genitalia, wręcz konfrontująca je, przypomina badanie prowadzone przez lekarza weterynarii sprawdzającego możliwości knura lub ogiera. To jeden z mocniejszych elementów dołowania młodych chłopaków już na wstępie ich obecności w Ludowym Wojsku Polskim.
A później szkoła życia w identycznych białych podkoszulkach z krótkim rękawkiem, „ruskich slipach” i mundurach, unifikujących wszystkich.
Wojsko czyni z nich anonimową masę bez znaków szczególnych.”


Andrzej Zygmuntowicz

 

Wojenko, wojenko

nie wiem czy wszyscy trzecioklasiści musieli śpiewać tę piosnkę z okresu I Wojny Światowej ale gdy padały słowa chłopcy malowani widziałem raczej stereotypowego, współczesnego komandosa, przyczajonego gdzieś w krzakach lub ponure zdjęcia śmierci i rozpaczy z książek, których rodzice sporo mieli w domu, niż romantyczny obraz, który chciały wywołać w nas wychowawczynie klas o dość dziwacznych z resztą poglądach. Potem się okazało, że mój kaganek oświaty skrzętnie ukrywał resztę tej nader patriotycznej piosenki.
Nigdy nie pałałem miłością do wojny ani wojska.

Wojsko

Fotografia Wojenna
Andrzej Baturo / komisja poborowa / Zdjęcia pana Andrzeja świetnie obalają popularny w ostatnich czasach mit: kiedyś to były chłopy! Same mięśnie, dwa metry wzrostu. Kurła kiedyś to było!

Podzielam zdanie pana Zygmuntowicza, zacytowane przez fotografa którego wypadało by znać – Andrzeja Baturo. Wprawdzie pochodzi z poprzedniej epoki, ale tak szczerze. Czy armia potrzebuje indywidualistów? Gdyby wierzyć współczesnej retoryce, każdy kto odbył służbę wojskową jest nienagannym dżentelmenem o muskulaturze greckiego boga, gotowym własnym ciałem bronić słabszych i bezbronnych, równocześnie z pamięci recytując Puszkina i Szekspira. A nie, Puszkina nie, toć to ruski. Prawda zaś jest, jak to zawsze ona, bardziej podła. Zapytałem kilka osób, pogadałem. Do woja szło mięsko armatnie, którego zadaniem była obrana własną piersią Ducha Narodu, czyli tych którzy szeroką wiedzę na studiach mieli zdobyć. Podział na trepów i studentów był dość wyraźny. Po prostu zależy z kim gadacie

Ciekawie zaznaczyła to kanadyjska socjolożka Michele Lamont. W swojej książce, pokazała jak “prawdziwe chłopy” z klasy robotniczej odróżniają “swoich” od “nieswoich” czyli właśnie “prawdziwych mężczyzn” od “nie mężczyzn” choć często status wszystkich zainteresowanych jest podobny. Można to potraktować, jak ucieczkę od pewnych znaczeń, wartości. Stawianie wyraźnych granic symbolicznych, mających oddzielić ludzi podobnych do mnie, do ludzi innych niż ja.

Problem w tym, że fotografia wojenna wydaje się być nawet dla osób przeciwnych służbie wojskowej, wojnie – moje, a raczej zdanie, z którym się częściowo zgadzam  znajdziecie w tekście o Widoku Cudzego Cierpienia S. Sontag -fascynująca. Zdecydowanie więcej poświęca się życiu fotografów wojennych; Nachtwey, Capa, João Silva, Kevin Carter, Don McCullin, Patrick Chauvel, Michael Herr czy tych mniej znanych jak Dickey Chapelle, Lynsey Addario czy Gerda Taro. Traficie na biografie, czy to filmowe czy książkowe innych fotografów jak choćby Arakimentari, Life thru the lens, czy po prostu Fotograf o Janie Saudku.

Pokazać światu

Być może jeszcze pomiędzy II Wojną Światową a Wojną w Wietnamie, fotografia wojenna miała na celu pokazać światu prawdziwe oblicze wojny. Przy czym chyba tylko raz zdecydowano się dać prasie prawdziwą wolność przez co mówi się, że USA przegrało w Wietnamie właśnie przez fotoreporterów, którzy przyjęli poglądy antywojenne, przez co opinia publiczna otrzymywała znacznie więcej drastycznych obrazów niż kiedykolwiek wcześniej i później.

Obecnie właściwie nikt się tymi obrazami nie interesuje, choć co rusz na świecie coś się dzieje. Ma to oczywiście swoje logiczne uzasadnienie. O ile świat się zdecydowanie zmniejsza, choć paradoksalnie łatwiej dostać się do Singapuru niż z Katowic do Warszawy, to informacje wolimy lokalne. Zalew wiadomości lokalnych jest olbrzymi a co więcej, ma charakter bardziej rozrywkowy. Media nie chcą już pobudzać czytelnika czy widza. Chcą go bawić, uspokajać. Największym powodzeniem cieszył się ostatnio wypadki na pewnym feralnym zakręcie, do spóły z każdym innym lokalnym wypadkiem samochodowym. Przy czym nikogo nie obchodził stan ofiar, niech i byli sprawcami. Internauci mogli sobie pogratulować znajomości przepisów, czego dowodzi ich bezwypadkowa jazda. Większość społeczeństwa nie rozumie czytanego tekstu a przepisy w małym palcu. Zatem jak widzicie, media poszły w inną stronę i zamiast zmuszać do czegoś konsumenta, serwują mu to co zna, lubi i z czym czuje się bezpiecznie.

A na wojnie, jak na wojnie – Fotografia wojenna

fotografia wojenna

Osobiście doszedłem do wniosku, że fotograficy wojenni, sami chętnie by postrzelali do ludzi ale coś ich blokuje. Zobaczcie, że po raz kolejny strzelecka metafora, choć obca językowi polskiemu, nabiera mocy. Ciężko będzie wymyślić w kwestii fotografii coś lepszego niż Sontag. Poszukiwanie adrenaliny? Cóż, reporterzy i fotoreporterzy wojenni często przyznają, że z czasem wojna zamienia się dla nich w sport ekstremalny. Przestaje się liczyć jakaś misja, przesłanie. Liczy się udział sam w sobie. Cóż, człowiek uzależnia się od adrenaliny i z czasem potrzebuje jej więcej i więcej.

Fotografia wojenna zamieniła się w swoistą kategorię konkursową. Sowicie nagradzaną. Obrazy śmierci, nędzy i rozpaczy nadal wyjątkowo często wygrywają konkursy fotografii prasowej. Zwróćcie jednak uwagę jak są robione. Choć często znajdziemy na nich sceny przemocy, cierpienia, to całość jest uspokajająca. Zdjęcia są bardzo estetyczne. Właśnie estetyka, ma rozładować negatywne emocje, które towarzyszą ich oglądaniu. Nie należy zostawiać widza w stanie smutku, napięcia. Po oczyszczającym, poruszającym sumienie widoku cudzego cierpienia, trzeba dać mu coś co pozwoli kliknąć “lubię to” i iść na burgera do maczka. Samo cierpienie stanowi kategorię estetyczną, estetykę martyrologiczną.

Zastanawiam się co mogę powiedzieć o czytelnikach. Co nimi kieruje? Ciekawość? Czy też znudzeni ślubami fotograficy rekompensują sobie coś w podobny sposób jak fotograficy? Jedni bali się strzelać, drudzy bali się pojechać. Ciężko powiedzieć.

A na wojnie, jak na wojnie,
Naboje, wódka, machorka w cenie.
A na wojnie niewielki trud,
A sam strzelaj, albo zabiją.
A na wojnie, jak na wojnie,
Kochana, wspomnij czasem mnie.
A na wojnie niejasny czas,
A może my, a może nas.

 

 

Panie i panowie

fotografia wojenna

Fotografia wojenna stanowi raczej “męską” dziedzinę fotografii, choć panie obecne są na polach bitew jako korespondentki lub fotografki od niemal samego początku istnienia tego gatunku fotografii. Niektórzy uważają że pierwsza była Margaret Bourke, ale też praktycznie nie wymienia się kobiet w kontekście historii fotografii a było ich jak się okazuje bardzo wiele i wniosły sporo pionierskich koncepcji.

Teoretycznie powinna istnieć jakaś różnica w fotografii wykonywanej przez kobiety i mężczyzn. I wiecie co? Istnieje. Kobiety pozwalają sobie na wykonywanie większej ilości zdjęć sierot, ofiar i kobiet na terenach dotkniętych wojną, podczas gdy mężczyźni wydają się skupiać jedynie na dynamicznych kadrach, często z pola bitwy. Nie oznacza to, że kobiety tego nie robią. Próbują pokazać szerszy obraz.